środa, 24 lipca 2013

Part.17

- Dobra to czas na moją niespodziankę. – odezwał się Harry z pełnym uśmiechem na twarzy. Wszyscy spojrzeli na niego z zaciekawieniem. - Może to nie aż taka niespodzianka, ale chciałem was wszystkich tutaj, zabrać na małe wakacje. – uśmiechnął się do Rox.
- To znaczy gdzie? – odezwał się Niall. Dopiero teraz zauważyłem, że Julie siedzi mu na kolanach. Zaraz odwróciłem wzrok. Poczułem się jak nic warty idiota.
- Na Bahamy. – wszyscy zaczęli się cieszyć, a ja nawet nie wiem czemu.   
- Od dawna chciałem gdzieś wyjechać. – odezwał się Ryan.
- To teraz masz okazję. – odpowiedział mu ze śmiechem Louis.
- A dlaczego chcesz żebyśmy wszyscy jechali? – zapytał Liam tuląc do siebie Danielle.
- Najpierw chciałem jechać tylko z Rox. – załapał dziewczynę w tali. – Ale później stwierdziłem, że chcę jechać z wami wszystkimi. Należy się wam. Za dobrze dostawioną akcję, - spojrzał na mnie, na Ryana i Chaza. – wam za to że jesteście, – spojrzał na swoją „paczkę” – a Tobie za to, że jesteś. – pocałował Rox. – A no i Julie. Tobie najbardziej się należy. – dziewczyna się do niego uśmiechnęła i wtuliła się w Nialla. Ten widok rozrywał mnie od środka. Ona powinna teraz siedzieć tutaj u mnie i wtulać się w mój tors, a nie jego.
- To kiedy jedziemy? – zapytała Dan.
- Jutro wieczorem. – odpowiedział Harry. – Mam nadzieje, że wszystkim pasuje.
- Już jutro? – odezwała się Julie. – Nie bardzo, że moi rodzice się zgodzą. – zmartwiła się.
- Pogadamy. Zgodzą się. – zapewniał ją Niall. Miałem ochotę go udusić. Chciałem w tej chwili być na miejscu blondyna. Tak zazdrościłem mu tego, że trzymał w rękach cały mój świat. A ja tylko mogłem siedzieć i się temu przyglądać.

Wszyscy dobrze się bawili. Dosłownie wszyscy oprócz mnie. Dobijał mnie widok Nialla i Julie. Rozrywała mi serce tym, że nawet raz się na mnie nie spojrzała.
- Chaz zawieź mnie do domu. – spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem.
- Co? Czemu? – zapytała Rox.
- Raczej wiesz. – odpowiedziałem. – Nie mogę patrzeć jak się dobrze bawią. – kiwnąłem głową w stronę Julii i Nialla. Rox tylko pokręciła głową.
- Nie wie co robi, to wszystko. – powiedziała. – Nie zwracaj na nią uwagi. Po prostu od dwóch tygodni siedziała w domu i nigdzie nie wychodziła.
- Jak byś nie zauważyła to ja przez te dwa tygodnie robiłem to samo.
- Wiem przecież. – spojrzała na mnie zrozumiałym wzrokiem.
- Justin wszystkim nam nie jest łatwo. Przecież też nie umiem patrzeć na to, że Julie nas olała, ale pokazuje nam to jak czuła się, gdy my ją tak olaliśmy. Nic więcej. – odezwał się Chaz. – A tak w ogóle to gdzie Ryan? – zapytał. No właśnie. Zacząłem się rozglądać.
- Pomóżcie mi! – usłyszałem wołanie Julii. Zerwaliśmy się z krzeseł i pobiegli do dziewczyny. Ta kruszyna próbowała podnieść pijanego Ryana. Podszedłem do niego i go podniosłem.
- Stary, ale żeś się zalał. – zaśmiał się Chaz. Pomogłem mu i ruszyliśmy w stronę samochodu. Wpakowaliśmy go do środka.
- To dobranoc wszystkim. – pożegnałem się z grupką.
- Jak coś to się zdzwonimy. – powiedział Harry. Pożegnałem się z wszystkimi, tylko nie z Julką i odjechaliśmy.

Julia’sPOV

Pojechali. Chciało mi się płakać. Po prostu sobie usiąść i ryczeć jak małe dziecko. Nie rozumiem. W ogóle czemu oni tutaj byli.
- Julie, mogę z Tobą porozmawiać? – zapytała Rox. Bez namysłu wstałam i udałam się za nią. – Co Ty odpierniczasz?!
- Ale, że o co Ci chodzi? – zapytałam zdezorientowana.
- Co Cię łączy z Niallem?
- Nic mnie z nim nie łączy. – odpowiedziałam trochę ze złością, bo nie wiedziałam o co jej chodzi.
- Jesteś tego pewna? – znowu zapytała. Ej no, ja chyba lepiej wiem czego jestem pewna .
- No tak, o co Ci konkretnie chodzi?
- To co Ty do jasnej cholery robisz? Ty wiesz jak Justinowi było przykro. Musiałaś im robić na złość? Nie mogłaś sobie darować.
- Justinowi było przykro, no proszę. A mi to co? – zdenerwowałam się.
- Ale co Ty wyprawiasz.
- To teraz wszystko moja wina?! Tak?
- Niw porostu odpowiedz mi na jedno. Kochasz Nialla? – zapytała z smutkiem w głosie. 
- Znasz odpowiedz. – odpowiedziałam bezinteresownie.  
- Najwidoczniej nie znam. – powiedziała opuszczając dłonie.
- Dobrze wiesz, że kocham Justina. Chodź bym chciała to nie potrafię Nialla wpuścić do środka. Ale strasznie mnie to boli. Nie umiem wybaczyć Justinowi, dopóki tak naprawdę sam nie zrozumie. Justin to jeszcze duże dziecko.
- Oj mylisz się. – powiedziała patrząc na mnie z niedowierzaniem. – Zastanów się. – wyszła z kuchni. Ale nad czym ja się mam zastanawiać. Do cholery jasnej. Czy wreszcie ktoś może nie wtrącać się w moje życie? Poczułam czyjeś dłonie na mojej tali i oddech na szyi.
- Co jest Kotek? – poznałam ten głos. Był to Niall. I przepraszam, ale wolę to „Kotek” wypowiedziane przez Justina. Tak bardzo mi go brakuje. Tak bardzo za nim tęsknie. Dzisiaj gdy go ujrzałam myślałam, że zejdę. Chciałam do niego podbiec, przytulić. Poczuć jego dłonie na mojej tali, jego oddech na mojej szyi. Jego całego. Ale nie, nie potrafiłam.
- Nic Niall. – odsunęłam go od siebie. – Zawiezie mnie ktoś do domu? – zapytałam.
- Tak. Odwiozę was obydwie. – Harry ubrał kurtkę i wziął kluczyki. Pożegnałam się z wszystkimi i pojechaliśmy.

- Julie! Chodź już, bo spóźnimy się na samolot. – krzyczała z dołu Rox.
- Już, już. – zeszłam po schodach. Tak jadę na Bahamy. Rodzice się zgodzili. Ciężko było, ale dało się ich namówić. Cieszę się bardzo.
- Dobra to pa wam wszystkim.
- No pa. Jak będziesz na miejscu daj znać. – pożegnałam się z mamą i z tatą. No jeszcze ciotka, wujkiem, dziadkami.
- A Ty mi tu na siebie uważaj. – przytuliłam Michaela i wyszłam. Po pół godzinie byliśmy na lotnisku. Podeszliśmy poszukać jakiegoś miejsca, by poczekać na nasz samolot.
- Idę siku. – powiedziałam i ruszyłam w stronę łazienek.
- No hej śliczna! – usłyszałam głos za sobą i szczerze znam go i nie zapomnę do końca życia. Nie pewnie się obróciłam. Znowu ta sama twarz, a do mnie powróciły wspomnienia z nim związane. To jak podniósł na mnie rękę i to jak po tym Justin mnie zostawił.
- Czy Ty do cholery możesz mnie zostawić? Co ja Ci takiego człowieku zrobiłam? – spojrzałam na niego ze złością.
- Nie mieszaj mnie w sprawy Twoje i Justina. Takie trudne? – nie wytrzymałam.
- Oj Kotek, nie denerwuj się tak. – zadrwił. – Widzisz Jackob, nasza malutka się złości. Mm. W sumie ładnie wtedy wyglądasz. – nabijał się. A ja zrobiłam dziwną minę. – Spoko, zostawiam Cię w spokoju, chciałem się tylko grzecznie przywitać. – zaśmiał się Greg. Fuj obrzydliwe te jego imię.
- Mogłeś się w ogóle nie witać. – powiedziałam pod nosem.
- Jeszcze wiele razy się z Tobą przywitam. – założył na nos okulary, odwrócił się i poszedł przed siebie, a cała jego zgraja zwykłych frajerów za nim. Przewróciłam tylko oczami. Jego słowa zabrzmiały mi w uszach „Jeszcze wiele razy się z Tobą przywitam” ale, że co to miało znaczyć? Zamyślona udałam się w stronę drzwi łazienki i nie zauważyłam, że na kogoś sobie wpadłam.
- Oj przepraszam. – od razu wypłynęło z moich ust.
- Nie ma za co. – podniosłam głowę, przede mną stał wysoki, bardzo umięśniony mężczyzna, z szczerym uśmiechem na twarzy. – Dominic Toretto – podał mi rękę.
- Julie. – nie miałam zamiaru powiedzieć mu mojego nazwiska. Grzecznie podałam mu rękę i uśmiechnęłam się do niego. Musiałam śmiesznie przy nim wyglądać. Bo naprawdę czułam się przy nim jak krasnal. Justin nie jest wysoki, a sięgam mu jedynie do ramion, to wyobraźcie sobie jak mogłam wyglądać przy nim jeżeli sięgałam mu do prawie połowy klatki piersiowej. Aż mi się śmiać zachciało.
- Ładne imię. Jesteś stąd, czy może skądś przyleciałaś? – zapytał. Wydawał się miły.
- Nie jestem stąd, lecę na wakacje. I właśnie przepraszam muszę jeszcze skorzystać z toalety. A za chwile mamy samolot. – zrobił smutną minkę. – Mimo to miło mi się z Toba rozmawiało. – uśmiechnęłam się do niego, a on zrobił to samo.
- Mi również. To do zobaczenia. – spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. – Mieszkam tutaj, mam małą nadzieję, że jeszcze się spotkamy. – na jego twarzy zawidniał przyjazny uśmiech.
- Oh, ja również. – podałam mu rękę i udałam się do toalety. Nareszcie, mam wrażenie, ze mój pęcherz zaraz eksploduje. Miły był. I muszę stwierdzić niczego sobie. Hah. Uśmiechnęłam się sama do siebie. I zamknęłam za sobą drzwi. Umyłam ręce i wyszłam. I na moje szczęście tym razem na nikogo nie wpadłam.
- Boże kobieto, gdzie Ty byłaś? – Niall zarwał się z krzesła. Popatrzyłam na nich wszystkich. I w ten dzień pierwszy raz na Justina. Jego oczy mówiły same za siebie. Zrobiło mi się przykro i zakuło mnie w okolicy serca.
- Byłam siku. – odpowiedziałam i spokojnie usiadłam na krześle.
- Tyle? – zapytała Rox.
- Miłych ludzi po drodze spotkałam. – uśmiechnęłam się. Nie miałam zamiaru im powiedzieć o Gregu. Tylko by się wkurzyli, Justin to wyszedł by z siebie, a tego teraz nie chcę.
- Boże, to zamiast iść do tego kibla to Ty sobie rozmawiałaś z jakimiś nieznajomymi? – zapytał Zayn z irytacją w głosie.
- No i co z tego? – spojrzałam na niego.

- Nic. Musimy tylko czekać kiedy Cię znów ktoś porwie. – powrócił do pozycji w której siedział i wpatrywał się w okno. Spojrzałam na niego marszcząc brwi. Między nami zapadła cisza, dobrze wiedzieli, że mówił prawdę. Już otwarłam buzię, żeby coś powiedzieć, ale głos który rozległ się po pomieszczeniu przerwał mi. „Za 20 minut samolot na Bahamy odlatuje”. Zabraliśmy swoje walizki i ruszyliśmy w stronę „wyjścia”.


***
dodaję nastepny. 
zastanawiam sie po co. ;\ no ale . 
naprawdę nie chce was zanudzać, więc napiszcie co myslicie. ;\

2 komentarze:

  1. Brakuje mi scen z Justinem ....

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział tylko brakuje tych scen z Justinem... Mam nadzieje że Julie mu wybaczy . Czekam na następny :* .

    OdpowiedzUsuń