Nie wiedzieliśmy co mamy robić. Bałam
się. W mojej głowie tworzyło się tysiąc scenariuszy. Myślałam już o najgorszym.
- Ile razy przechodzi przez tą ulicę,
nigdy nic się jej nie stało. A teraz to co. – powiedziałam.
- Jest w moim towarzystwie, to
starczy. – popatrzyłam na Justina pytającym wzrokiem. – W moim towarzystwie nie
jesteś bezpieczny. To wszystko. – podrapał się po głowie i odwrócił się do nas
tyłem. Między nami zapadła cisza. Można było tylko usłyszeć nasze nierówne
oddechy. Nagle rozległ się dźwięk telefonu. Justin szybko wyciągnął go z
kieszeni i przystawił do ucha.
Justin’sPOV
- Hallo? – zapytałem zachrypniętym
głosem.
- Justin! Pomóż mi! – usłyszałem
zapłakany głos Julie. Chwyciło mnie za serce, a moje mięśnie się napięły.
- Haha. Oh Bieber, Twoja suka jest
nieźle … gorąca! – głos był mi znany, ale nie wiedziałem kto to.
- Zostaw ją! – krzyknąłem do
słuchawki. Wszyscy się mi przyglądali z pełny zainteresowaniem.
- Bieber, karma jest suką. Cóż. Ty mi
zabrałeś laskę, ja też Ci ją zabiorę. Najpierw się zabawię, a później .. ją
zabiję. – gdy usłyszałem te słowa od razu wiedziałam o kogo chodzi, Greg,
przecież mogłem się od razu domyśleć.
- Kurwa, dotkniesz ją, a wierz mi,
zakopię Cię dwa metry pod ziemią! – znowu krzyknąłem. Byłem strasznie
zdenerwowany.
- Trzęsę się ze strachu. – parsknął
śmiechem. – Chcesz jeszcze ostatni raz pożegnać się z suką?
- Nie muszę. Raczej Ty zacznij się
żegnać ze swoim życiem! – rozłączył się sukinsyn. Miałem ochotę rzucić
telefonem, ale powstrzymałem się. I jak ja ją teraz znajdę. Nawet nie wiem,
gdzie ten frajer ma magazyn. Wszyscy się zaczęli wypytywać, a ja im nie
odpowiadałem. W końcu straciłem cierpliwość.
- Kurwa, nie wiem! Ja pierdole. Nie
możecie dać mi pomyśleć?! Przez chwilę? Chwilę ciszy. – wszyscy się zamknęli. A
mi na myśl przyszedł Zayn. Julie mi opowiadała tą głupią sytuację, kiedy to
Zayn nagadał jej głupot i był tam też Greg. Muszę do niego jechać. Byłem cały w
nerwach. Wstałem i ruszyłem w stronę domu Julie, po samochód.
- Kurwa, Justin, gdzie idziesz?! –
krzyknął Ryan.
- Po samochód. – odkrzyknąłem. O nic
więcej nie pytali, tylko ruszyli za mną.
- Justin gdzie jedziesz? – zapytała
niepewnie Rox.
- Do Zayn’a. – wsiadłem do środka, a
oni zrobili to samo. Szybko wjechałem na drogę i po chwili byłem u Malika.
Nacisnąłem na dzwonek i trzymałem tak długo dopóki nikt mi nie otworzył. W
drzwiach pojawił się Zayn.
- Pojebało Cię? – zapytał zaspanym
głosem.
- Gdzie jest magazyn Grega?
- Co?
- Kurwa, gdzie jest magazyn Grega. – powtórzyłem,
ale tym razem zmieniłem ton głosu.
- Po co Ci to?
- Porwał Julie. – na te słowa
Malikowi od razu otworzyły się oczy.
- Jak to porwał?
- Malik, kurwa, dalej będziesz
zadawał te pojebane pytania, czy wreszcie mi powiesz?
- To może ja pojadę z Tobą, będzie
szybciej, niż będę Ci teraz tłumaczył. – Kiwnąłem tylko głową, ubrał na siebie
kurtkę i ruszyliśmy. Po 15 minutach byliśmy na miejscu. Nigdy nie widziałem
tego magazynu. I byłem zdziwiony. Mój teren, a ja nie wiem nawet co na nim
jest. Od razu w oczy rzucił mi się jego samochód. Srebrne Lamborghini, a obok
niego jakieś wysokie, dobrze zbudowane osoby i malutką, drobną posturę. Strzał
w dziesiątkę. Bez namysłu podszedłem do nich. Od razy wyciągnęli bronie i
celowali w naszą stronę, a Jacob przystawiał broń do gardła Julie. Popatrzyłem
na nią. Była przestraszona. Z jej oczu wylewały się łzy, z wargi krew, miała
siniec pod okiem, a jej bluzka w jednym miejscu była rozerwana. Czułem jak
gorąco oblewa całe moje ciało, fala złości doszła do mojego mózgu, ale musiałem
się opanować. Mają broń, której my nie mieliśmy. Zacisnąłem rękę w pięść.
- Oh Bieber nie zapraszaliśmy Cię
tutaj i tej całej bandy za Tobą. – zachichotał.
- Zaprosiłeś Julie, to starczy. –
miałem ochotę go udusić.
- Greg, zostaw ją. – powiedział mulat
i podszedł do niego, a ten popchnął go tak, że poleciał na ziemie. Zachowuję
się jak dzieciak.
- Nie mam zamiaru już Cię słuchać.
Gnojek zapłaci, prędzej, czy później. – syknął.
- Ten gnojek potrafi więcej niż Ty.
Wiesz przez rok nie zapomina się takiego czegoś. – nienawidzi, gdy ktoś mówi
mu, że jest lepszy od niego, a taka prawda. On naprawdę jest chory. – Oddaj mi
Julie. Ona nie ma z Tobą nic wspólnego.
- Ale ma dużo wspólnego z tobą, a co
jest lepsze od zabicia ciebie? – uśmiechnął się. – Zabicie jedynej rzeczy,
która jest dla ciebie ważna.
- Dotknij ją, a rozerwę cię na
strzępy, kawałek po kawałku – ostrzegłem.
- Twoje groźby nic dla mnie nie
znaczą.
- Powinny – odpowiedziałem.
- Justin.. – mruknęła Julie, przez
łzy. Jacob lekko ją szarpnął, jeszcze bardziej napierając na nią bronią.
- Greg. – usłyszałem wysoki głos za
mną. – Zostaw ją. – gwałtownie się obróciłem. Moim oczom ukazała się niewysoka
blondynka, za pierwszym razem nie poznałem, ale była to Carly. Dziewczyna
Grega, którą kiedyś mu „zabrałem” i za co teraz się odgrywa; Greg stał jak
osłupiały, a dziewczyna do niego podeszła.
- Ona nie jest naprawdę niczemu
winna. Okay? Tylko nasza trójka może być winna, nie ta dziewczyna. – Greg nie
wiedział, czy jej słuchać. Patrzył to raz na
mnie to na Carly. Podszedł do Julie i szarpnął ją za rękę. Przypatrzył
się jej i popchnął ją w moją stronę. Dziewczyna padła pod moje nogi. Od razu
się do niej schyliłem.
- Z Tobą, Bieber, i tak się rozliczę! – krzyknął Greg. Nie
słuchałem go. Teraz ważna była Julie. Od razu mnie przytuliła. Podniosłem ją,
dając jej nogi wokół mojej tali. Dziewczyna mocniej się do mnie przytuliła i
zaczęła bardziej płakać.
- Cii, już dobrze. – uspokajałem ją.
Ale to nic nie dawało.
- Prowadzisz. – dałem kluczyki
Ryanowi i udałem się w kierunku samochodu. Wsiadłem do środka, a Julie usiadła
mi na kolanach i wtuliła się w mój tors, próbowała się uspokoić. Nikt nic nie
mówił, wszyscy siedzieliśmy cicho. Poczułem, że Julka przytula mnie jeszcze
mocniej i zaciska powieki. Objąłem ją ramieniem.
- Spokojnie. – pocałowałem ją w
czoło. – Jestem tutaj. - A obiecałem sobie, że nie dam jej skrzywdzić. Cholera!
Chaz i Rox patrzyli na nią z bólem w oczach, ale nic nie powiedzieli. Mam
ochotę zabić gnoja, dorwać go i zrobić tak, że nawet po śmierci, zapamiętał by
jak umierał. Odwieźliśmy Zayn’a i pojechaliśmy do nas. W takim stanie nie może
wracać do domu, bo rodzice wyszli by z siebie.
* Dziewczyna zasnęła mi na rękach.
Zaniosłem ją do pokoju i położyłem na łóżko. Przykryłem tą kruszynę kocem i
wyszedłem na balkon zapalić. Byłem zły sam na siebie, nie mogłem sobie tego
darować.
- Justin. – usłyszałem chichy głos
Julie. Szybko wszedłem do pokoju i usiadłem obok niej.
- Jestem. – przytuliłem ją do siebie.
****
No hej, hej !
Przepraszam, że tak długo, ale miałam urwanie głowy. ;c
Coraz bardziej te rozdziały mi sie nie podobają. ;\

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz