poniedziałek, 8 lipca 2013

Part.14

Nie wiedzieliśmy co mamy robić. Bałam się. W mojej głowie tworzyło się tysiąc scenariuszy. Myślałam już o najgorszym.
- Ile razy przechodzi przez tą ulicę, nigdy nic się jej nie stało. A teraz to co. – powiedziałam.
- Jest w moim towarzystwie, to starczy. – popatrzyłam na Justina pytającym wzrokiem. – W moim towarzystwie nie jesteś bezpieczny. To wszystko. – podrapał się po głowie i odwrócił się do nas tyłem. Między nami zapadła cisza. Można było tylko usłyszeć nasze nierówne oddechy. Nagle rozległ się dźwięk telefonu. Justin szybko wyciągnął go z kieszeni i przystawił do ucha.

Justin’sPOV

- Hallo? – zapytałem zachrypniętym głosem.
- Justin! Pomóż mi! – usłyszałem zapłakany głos Julie. Chwyciło mnie za serce, a moje mięśnie się napięły.
- Haha. Oh Bieber, Twoja suka jest nieźle … gorąca! – głos był mi znany, ale nie wiedziałem kto to.
- Zostaw ją! – krzyknąłem do słuchawki. Wszyscy się mi przyglądali z pełny zainteresowaniem.
- Bieber, karma jest suką. Cóż. Ty mi zabrałeś laskę, ja też Ci ją zabiorę. Najpierw się zabawię, a później .. ją zabiję. – gdy usłyszałem te słowa od razu wiedziałam o kogo chodzi, Greg, przecież mogłem się od razu domyśleć.
- Kurwa, dotkniesz ją, a wierz mi, zakopię Cię dwa metry pod ziemią! – znowu krzyknąłem. Byłem strasznie zdenerwowany.
- Trzęsę się ze strachu. – parsknął śmiechem. – Chcesz jeszcze ostatni raz pożegnać się z suką?
- Nie muszę. Raczej Ty zacznij się żegnać ze swoim życiem! – rozłączył się sukinsyn. Miałem ochotę rzucić telefonem, ale powstrzymałem się. I jak ja ją teraz znajdę. Nawet nie wiem, gdzie ten frajer ma magazyn. Wszyscy się zaczęli wypytywać, a ja im nie odpowiadałem. W końcu straciłem cierpliwość.
- Kurwa, nie wiem! Ja pierdole. Nie możecie dać mi pomyśleć?! Przez chwilę? Chwilę ciszy. – wszyscy się zamknęli. A mi na myśl przyszedł Zayn. Julie mi opowiadała tą głupią sytuację, kiedy to Zayn nagadał jej głupot i był tam też Greg. Muszę do niego jechać. Byłem cały w nerwach. Wstałem i ruszyłem w stronę domu Julie, po samochód.
- Kurwa, Justin, gdzie idziesz?! – krzyknął Ryan.
- Po samochód. – odkrzyknąłem. O nic więcej nie pytali, tylko ruszyli za mną.
- Justin gdzie jedziesz? – zapytała niepewnie Rox.
- Do Zayn’a. – wsiadłem do środka, a oni zrobili to samo. Szybko wjechałem na drogę i po chwili byłem u Malika. Nacisnąłem na dzwonek i trzymałem tak długo dopóki nikt mi nie otworzył. W drzwiach pojawił się Zayn.
- Pojebało Cię? – zapytał zaspanym głosem.
- Gdzie jest magazyn Grega?   

- Co?
- Kurwa, gdzie jest magazyn Grega. – powtórzyłem, ale tym razem zmieniłem ton głosu.
- Po co Ci to?
- Porwał Julie. – na te słowa Malikowi od razu otworzyły się oczy.
- Jak to porwał?
- Malik, kurwa, dalej będziesz zadawał te pojebane pytania, czy wreszcie mi powiesz?
- To może ja pojadę z Tobą, będzie szybciej, niż będę Ci teraz tłumaczył. – Kiwnąłem tylko głową, ubrał na siebie kurtkę i ruszyliśmy. Po 15 minutach byliśmy na miejscu. Nigdy nie widziałem tego magazynu. I byłem zdziwiony. Mój teren, a ja nie wiem nawet co na nim jest. Od razu w oczy rzucił mi się jego samochód. Srebrne Lamborghini, a obok niego jakieś wysokie, dobrze zbudowane osoby i malutką, drobną posturę. Strzał w dziesiątkę. Bez namysłu podszedłem do nich. Od razy wyciągnęli bronie i celowali w naszą stronę, a Jacob przystawiał broń do gardła Julie. Popatrzyłem na nią. Była przestraszona. Z jej oczu wylewały się łzy, z wargi krew, miała siniec pod okiem, a jej bluzka w jednym miejscu była rozerwana. Czułem jak gorąco oblewa całe moje ciało, fala złości doszła do mojego mózgu, ale musiałem się opanować. Mają broń, której my nie mieliśmy. Zacisnąłem rękę w pięść.
- Oh Bieber nie zapraszaliśmy Cię tutaj i tej całej bandy za Tobą. – zachichotał.
- Zaprosiłeś Julie, to starczy. – miałem ochotę go udusić.
- Greg, zostaw ją. – powiedział mulat i podszedł do niego, a ten popchnął go tak, że poleciał na ziemie. Zachowuję się jak dzieciak.
- Nie mam zamiaru już Cię słuchać. Gnojek zapłaci, prędzej, czy później. – syknął.
- Ten gnojek potrafi więcej niż Ty. Wiesz przez rok nie zapomina się takiego czegoś. – nienawidzi, gdy ktoś mówi mu, że jest lepszy od niego, a taka prawda. On naprawdę jest chory. – Oddaj mi Julie. Ona nie ma z Tobą nic wspólnego.
- Ale ma dużo wspólnego z tobą, a co jest lepsze od zabicia ciebie? – uśmiechnął się. – Zabicie jedynej rzeczy, która jest dla ciebie ważna.
- Dotknij ją, a rozerwę cię na strzępy, kawałek po kawałku – ostrzegłem.
- Twoje groźby nic dla mnie nie znaczą.
- Powinny – odpowiedziałem.
- Justin.. – mruknęła Julie, przez łzy. Jacob lekko ją szarpnął, jeszcze bardziej napierając na nią bronią.
- Greg. – usłyszałem wysoki głos za mną. – Zostaw ją. – gwałtownie się obróciłem. Moim oczom ukazała się niewysoka blondynka, za pierwszym razem nie poznałem, ale była to Carly. Dziewczyna Grega, którą kiedyś mu „zabrałem” i za co teraz się odgrywa; Greg stał jak osłupiały, a dziewczyna do niego podeszła.
- Ona nie jest naprawdę niczemu winna. Okay? Tylko nasza trójka może być winna, nie ta dziewczyna. – Greg nie wiedział, czy jej słuchać. Patrzył to raz na  mnie to na Carly. Podszedł do Julie i szarpnął ją za rękę. Przypatrzył się jej i popchnął ją w moją stronę. Dziewczyna padła pod moje nogi. Od razu się do niej schyliłem.
- Z Tobą, Bieber,  i tak się rozliczę! – krzyknął Greg. Nie słuchałem go. Teraz ważna była Julie. Od razu mnie przytuliła. Podniosłem ją, dając jej nogi wokół mojej tali. Dziewczyna mocniej się do mnie przytuliła i zaczęła bardziej płakać.
- Cii, już dobrze. – uspokajałem ją. Ale to nic nie dawało.
- Prowadzisz. – dałem kluczyki Ryanowi i udałem się w kierunku samochodu. Wsiadłem do środka, a Julie usiadła mi na kolanach i wtuliła się w mój tors, próbowała się uspokoić. Nikt nic nie mówił, wszyscy siedzieliśmy cicho. Poczułem, że Julka przytula mnie jeszcze mocniej i zaciska powieki. Objąłem ją ramieniem.
- Spokojnie. – pocałowałem ją w czoło. – Jestem tutaj. - A obiecałem sobie, że nie dam jej skrzywdzić. Cholera! Chaz i Rox patrzyli na nią z bólem w oczach, ale nic nie powiedzieli. Mam ochotę zabić gnoja, dorwać go i zrobić tak, że nawet po śmierci, zapamiętał by jak umierał. Odwieźliśmy Zayn’a i pojechaliśmy do nas. W takim stanie nie może wracać do domu, bo rodzice wyszli by z siebie.
* Dziewczyna zasnęła mi na rękach. Zaniosłem ją do pokoju i położyłem na łóżko. Przykryłem tą kruszynę kocem i wyszedłem na balkon zapalić. Byłem zły sam na siebie, nie mogłem sobie tego darować.
- Justin. – usłyszałem chichy głos Julie. Szybko wszedłem do pokoju i usiadłem obok niej.

- Jestem. – przytuliłem ją do siebie. 

****
No hej, hej ! 
Przepraszam, że tak długo, ale miałam urwanie głowy. ;c 
Coraz bardziej te rozdziały mi sie nie podobają. ;\

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz