czwartek, 4 lipca 2013

Part.13

- Dlaczego mi ją zabrałaś? – zapytał.  
- Harry. Ja Ci nikogo nie zabrałam. – odpowiedziałam ze spokojem. 
- Jak to nie. Zabrałaś mi Rox. Ja ją kocham. 
- Nie zabrałam Ci jej. Jeżeli nadal tak będziesz robić, sam ją możesz stracić. I nawet wtedy ja Ci w tym nie pomogę. – nic nie powiedział. Zaczął o czymś myśleć.
- Obiecaj mi, że mi ją oddasz. – ale przecież nie zabrałam mu jej. Boże.
- Obiecuję. Ale nie dzisiaj. Jeżeli wytrzeźwiejesz i zrozumiesz to wtedy Ci ją oddam. – no niech mu już będzie, że ją zabrałam. Jest pod wpływem alkoholu, a z takimi nie warto się kłócić. Wstałam i poszłam na przód domu, wiedziałam, że tam wszyscy stoją, bo przecież samej by mnie tu nie zostawili. Nie było tylko Rox i Chaz’a. Pewnie siedzi z nią w domu. 
- Ej trzeba go zabrać do domu. – podeszłam do nich.
- Ja nie mam samochodu. – powiedział Josh. Ryan też podniósł ręce. No tak nie ma samochodu, a Justin mu nie da. Spojrzałam na Biebsa.
- Nie ma mowy.
- Ale Justin, proszę. – podeszłam do niego bliżej.
- I niby co z tego będę miał?
- Satysfakcję. – uśmiechnęłam się do niego.
- Pff. – podeszłam do niego i cmoknęłam go w policzek. – No to mi się podoba.
Hahah, głupek. Ryan i Josh poszli po Stylesa, a Justin po samochód. Chociaż się upierał to wpakowaliśmy go do środka. 
- Chodź ze mną. – prosił mnie Justin.
- Okay. – wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy. Po ok 10 minutach byliśmy na miejscu. Justin wziął Harry’ego i podeszliśmy do drzwi. Zadzwoniłam, otworzył nam Niall.
- Hej. – powiedziałam krótko, a ten nas wpuścił do środka. Justin położył loczka na kanapie.
- Dzięki Justin. – powiedział Zayn. Chyba się przesłyszałam, no nie mogę.
- Nie ma za co. Idziemy? – skierował do mnie. Skinęłam tylko głową. Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy w ciszy i tak też cała droga nam przeminęła. Myślałam o tym wszystkim. I zastanawiałam się, czy on na serio ją kocha, czy tylko.. ale w sumie to nie mam sensu, przecież był taki załamany, a może tylko udawał. Nie no. Może on ją potrzebuje.
- Idziesz, czy będziesz tu tak siedzieć? Kotek? – mówił do mnie Justin.
- Co? Tak. – odpięłam pas i wysiadłam. Już na korytarzu usłyszałam śmiechy w moim pokoju. Weszliśmy do środka. Od razu nas miło przywitali, ale mi za wesoło nie było, bo z mojego pokoju zrobili jeden wielki chlew. 
- Boże jak tu wygląda?! – teatralnie złapałam się za głowę.
- Nic, nic. Zaraz posprzątamy. – odezwał się Ryan i wyszczerzył te jego białe ząbki. Uśmiechnęłam się tylko.
- Idę się wykąpać. Jak wrócę tego ma tu nie być. – pokazałam palcem na porozrzucane chipsy, moje poduszki na ziemi i na rozlane picie, którego nie chciało im się powycierać. Weszłam do łazienki. No teraz chwila dla mnie. Relaks. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Po 15 minutach wyszłam. O dziwno było posprzątane. Bardziej ucieszył mnie widok ich. Ich wszystkich w moim pokoju, który zawsze świecił pustakami. A teraz? Są w nim wszystkie osoby, które są dla mnie całym życiem i myślę, że drugi raz ich nie stracę. Patrzyli na jakiś film. Ryan, Chaz i Mike siedzieli na ziemi i opierali się o łóżko, Rox siedziała na „jej” fotelu, a Justin siedział na łóżku. Kogoś mi tu brakuje. Gdzie Josh? Eh nie ważne. Usiadłam obok Justina.
- Co oglądacie? – ale nie musiał mi odpowiadać, tylko zerknęłam na ekran i już widziałam.
- W rytmie hip-hopu. – odpowiedział, uwielbiam ten film. Uwielbiam patrzeć jak tańczą, sama chciałabym tak umieć. Nic więcej nie mówiąc usiadłam tak by było mi wygodnie i zaczęłam oglądać. Po chwili do pokoju wszedł Josh, uśmiechnął się tylko do mnie i usiadł obok Ryana. Gdy film się skończył, zaczęliśmy dyskutować o tym, czy ktoś z nas umie tak tańczyć, czy też nie. Oczywiście Ryan zrobił z siebie pośmiewisko, nic nowego, norma. Zaczęliśmy się bić poduszkami. Po chwili nam się to znudziło.
- Może pójdziemy na spacer? – zapytała Rox, każdy popatrzył na nią dziwnym wzrokiem. Kto normalny idzie o drugiej w nocy na spacer?
- Dobry pomysł, chodźcie. – namawiał nas Chaz. Po chwili namysłu, zgodziliśmy się. Ubrałam się cieplej i wyszliśmy. Chodziliśmy uliczkami rozmawiając na różne tematy, a w sumie to oni rozmawiali, jakoś mnie nie interesowały. Ciągle po głowie chodził mi Harry i Rox, czy naprawdę ją kocha, no nie dawało mi to spokoju. Nagle poczułam, że mój telefon zaczął wibrować. Szybko go wyciągnęłam i przejechałam palcem po ekranie.
- Tata. – powiedziałam. – Idźcie, dogonię was. – poszli, a ja przyłożyłam słuchawkę do ucha.
*- Hallo?
- Gdzie wy jesteście? – zapytał tata troskliwym głosem.
- Poszliśmy na spacer, spokojnie. Za pół godziny będziemy.
- Okay. – rozłączył się. Już chciałam wracać, ale ktoś mi w tym przeszkodził. Poczułam czyjeś ręce na mojej tali i na ustach, bym się nie wydarła.
- Nie wyrywaj się suko. – szepnął mi do ucha, a mnie przeszedł lekki dreszcz. Odciągnął mnie w jakąś ciemną uliczkę. Tak, zaczynam się bać! Przyciągnął mnie do ściany. I zaczął muskać moją szyję.
- Od dawana mam na Ciebie ochotę. – chichot wydobył się z jego ust.

Rox’sPOV

Cieszę się, że poznałam chłopaków. Julie mi o nich dużo opowiadała, ale widać, że jednak zmienili się przez te cztery lata. No ba. Rzeczywiście wyładnieli. Hah. Cieszę się również z tego, że Julia, postawiła się Harry’emu. Tak ja nie byłam w stanie tego zrobić, ale może teraz wreszcie coś zrozumiał, dziewczyna miała w pełni rację. Zapomniałam już o tym, ale teraz na tym spacerze znowu, zaczęłam o nim myśleć. Rozmawiali na tematy, które za bardzo mnie nie interesowały i znowu mi wlazł do głowy. Nie dziwię się, kocham go, to dlaczego nie ma siedzieć w mojej głowie. Julia się nagle zatrzymała i spojrzała na swój telefon.
- Tata. Idźcie, dogonię was. – tak jak nam kazała, zrobiliśmy. Odeszliśmy trochę powolnym krokiem, odruchowo odwróciłam się do tyłu zobaczyć, czy przyjaciółka nadal rozmawia, ale zamiast jej zobaczył tylko pustą przestrzeń.
- Gdzie jest Julie? – zapytałam chłopaków. Oni gwałtownie się obrócili.
- Julie?! – zaczął krzyczeć Justin i poszedł w tamtą stronę. Przestraszyłam się, bo dziewczyna nam nie odpowiadała.
- Julie to nie jest śmieszne! Jeżeli się schowałaś to wyjdź! – zaczęłam panikować.
- Zamknijcie się tam na dole! – spojrzałam w górę, jakaś stara baba, wychylała się z okna.
- Niech się Pani lepiej zamknie! Wiem, gdzie Pani mieszka! – krzyknął Justin. – Jeżeli Pani nie wie, to Bieber z tej strony. - Typka natychmiast zamknęła okno. No nieźle. Wszyscy się go tutaj boją? Chłopcy zaczęli się rozchodzić, a ja zostałam z Mike’m, jak by Julie jednak chciała do na wrócić. Po 20 minutach, chłopcy wrócili. Co najlepsze, a raczej najgorsze bez Julie. Łzy słynęły po moim policzku.  


***
Ah dziękuję :* <3 
Zapamiętam, że niektóre osoby czytają lecz nie komentują :) 
Podoba się? Bo mi osobiście nie. . . :)
Próbuję ten rozdział dodać już dwa dni. I nie wiem dlaczego nie mogłam. Za co przepraszam. ;\ no. 
I na życzenie wyłączyłam tą weryfikację obrazkową. :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz