- Dlaczego mi ją
zabrałaś? – zapytał.
- Harry. Ja Ci
nikogo nie zabrałam. – odpowiedziałam ze spokojem.
- Jak to nie.
Zabrałaś mi Rox. Ja ją kocham.
- Nie zabrałam Ci
jej. Jeżeli nadal tak będziesz robić, sam ją możesz stracić. I nawet wtedy ja
Ci w tym nie pomogę. – nic nie powiedział. Zaczął o czymś myśleć.
- Obiecaj mi, że mi
ją oddasz. – ale przecież nie zabrałam mu jej. Boże.
- Obiecuję. Ale nie
dzisiaj. Jeżeli wytrzeźwiejesz i zrozumiesz to wtedy Ci ją oddam. – no niech mu
już będzie, że ją zabrałam. Jest pod wpływem alkoholu, a z takimi nie warto się
kłócić. Wstałam i poszłam na przód domu, wiedziałam, że tam wszyscy stoją, bo
przecież samej by mnie tu nie zostawili. Nie było tylko Rox i Chaz’a. Pewnie
siedzi z nią w domu.
- Ej trzeba go
zabrać do domu. – podeszłam do nich.
- Ja nie mam
samochodu. – powiedział Josh. Ryan też podniósł ręce. No tak nie ma samochodu,
a Justin mu nie da. Spojrzałam na Biebsa.
- Nie ma mowy.
- Ale Justin,
proszę. – podeszłam do niego bliżej.
- I niby co z tego
będę miał?
- Satysfakcję. –
uśmiechnęłam się do niego.
- Pff. – podeszłam
do niego i cmoknęłam go w policzek. – No to mi się podoba.
Hahah, głupek. Ryan
i Josh poszli po Stylesa, a Justin po samochód. Chociaż się upierał to
wpakowaliśmy go do środka.
- Chodź ze mną. –
prosił mnie Justin.
- Okay. –
wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy. Po ok 10 minutach byliśmy na miejscu.
Justin wziął Harry’ego i podeszliśmy do drzwi. Zadzwoniłam, otworzył nam Niall.
- Hej. –
powiedziałam krótko, a ten nas wpuścił do środka. Justin położył loczka na
kanapie.
- Dzięki Justin. –
powiedział Zayn. Chyba się przesłyszałam, no nie mogę.
- Nie ma za co.
Idziemy? – skierował do mnie. Skinęłam tylko głową. Wsiedliśmy do auta i
ruszyliśmy w ciszy i tak też cała droga nam przeminęła. Myślałam o tym wszystkim.
I zastanawiałam się, czy on na serio ją kocha, czy tylko.. ale w sumie to nie
mam sensu, przecież był taki załamany, a może tylko udawał. Nie no. Może on ją
potrzebuje.
- Idziesz, czy
będziesz tu tak siedzieć? Kotek? – mówił do mnie Justin.
- Co? Tak. –
odpięłam pas i wysiadłam. Już na korytarzu usłyszałam śmiechy w moim pokoju.
Weszliśmy do środka. Od razu nas miło przywitali, ale mi za wesoło nie było, bo
z mojego pokoju zrobili jeden wielki chlew.
- Boże jak tu
wygląda?! – teatralnie złapałam się za głowę.
- Nic, nic. Zaraz
posprzątamy. – odezwał się Ryan i wyszczerzył te jego białe ząbki. Uśmiechnęłam
się tylko.
- Idę się wykąpać.
Jak wrócę tego ma tu nie być. – pokazałam palcem na porozrzucane chipsy, moje
poduszki na ziemi i na rozlane picie, którego nie chciało im się powycierać.
Weszłam do łazienki. No teraz chwila dla mnie. Relaks. Uśmiechnęłam
się sama do siebie. Po 15 minutach wyszłam. O dziwno było posprzątane. Bardziej
ucieszył mnie widok ich. Ich wszystkich w moim pokoju, który zawsze świecił
pustakami. A teraz? Są w nim wszystkie osoby, które są dla mnie całym życiem i
myślę, że drugi raz ich nie stracę. Patrzyli na jakiś film. Ryan, Chaz i Mike
siedzieli na ziemi i opierali się o łóżko, Rox siedziała na „jej” fotelu, a
Justin siedział na łóżku. Kogoś mi tu brakuje. Gdzie Josh? Eh nie ważne.
Usiadłam obok Justina.
- Co oglądacie? –
ale nie musiał mi odpowiadać, tylko zerknęłam na ekran i już widziałam.
- W rytmie
hip-hopu. – odpowiedział, uwielbiam ten film. Uwielbiam patrzeć jak tańczą, sama
chciałabym tak umieć. Nic więcej nie mówiąc usiadłam tak by było mi wygodnie i
zaczęłam oglądać. Po chwili do pokoju wszedł Josh, uśmiechnął się tylko do mnie
i usiadł obok Ryana. Gdy film się skończył, zaczęliśmy dyskutować o tym, czy
ktoś z nas umie tak tańczyć, czy też nie. Oczywiście Ryan zrobił z siebie
pośmiewisko, nic nowego, norma. Zaczęliśmy się bić poduszkami. Po chwili nam
się to znudziło.
- Może pójdziemy na
spacer? – zapytała Rox, każdy popatrzył na nią dziwnym wzrokiem. Kto normalny
idzie o drugiej w nocy na spacer?
- Dobry pomysł,
chodźcie. – namawiał nas Chaz. Po chwili namysłu, zgodziliśmy się. Ubrałam się
cieplej i wyszliśmy. Chodziliśmy uliczkami rozmawiając na różne tematy, a w
sumie to oni rozmawiali, jakoś mnie nie interesowały. Ciągle po głowie chodził
mi Harry i Rox, czy naprawdę ją kocha, no nie dawało mi to spokoju. Nagle
poczułam, że mój telefon zaczął wibrować. Szybko go wyciągnęłam i przejechałam
palcem po ekranie.
- Tata. –
powiedziałam. – Idźcie, dogonię was. – poszli, a ja przyłożyłam słuchawkę do
ucha.
*- Hallo?
- Gdzie wy
jesteście? – zapytał tata troskliwym głosem.
- Poszliśmy na
spacer, spokojnie. Za pół godziny będziemy.
- Okay. – rozłączył
się. Już chciałam wracać, ale ktoś mi w tym przeszkodził. Poczułam czyjeś ręce
na mojej tali i na ustach, bym się nie wydarła.
- Nie wyrywaj się
suko. – szepnął mi do ucha, a mnie przeszedł lekki dreszcz. Odciągnął mnie w
jakąś ciemną uliczkę. Tak, zaczynam się bać! Przyciągnął mnie
do ściany. I zaczął muskać moją szyję.
- Od dawana mam na
Ciebie ochotę. – chichot wydobył się z jego ust.
Rox’sPOV
Cieszę się, że
poznałam chłopaków. Julie mi o nich dużo opowiadała, ale widać, że jednak
zmienili się przez te cztery lata. No ba. Rzeczywiście wyładnieli. Hah. Cieszę
się również z tego, że Julia, postawiła się Harry’emu. Tak ja nie byłam w
stanie tego zrobić, ale może teraz wreszcie coś zrozumiał, dziewczyna miała w
pełni rację. Zapomniałam już o tym, ale teraz na tym spacerze znowu, zaczęłam o
nim myśleć. Rozmawiali na tematy, które za bardzo mnie nie interesowały i znowu
mi wlazł do głowy. Nie dziwię się, kocham go, to dlaczego nie ma siedzieć w
mojej głowie. Julia się nagle zatrzymała i spojrzała na swój telefon.
- Tata. Idźcie,
dogonię was. – tak jak nam kazała, zrobiliśmy. Odeszliśmy trochę powolnym
krokiem, odruchowo odwróciłam się do tyłu zobaczyć, czy przyjaciółka nadal
rozmawia, ale zamiast jej zobaczył tylko pustą przestrzeń.
- Gdzie jest Julie?
– zapytałam chłopaków. Oni gwałtownie się obrócili.
- Julie?! – zaczął
krzyczeć Justin i poszedł w tamtą stronę. Przestraszyłam się, bo dziewczyna nam
nie odpowiadała.
- Julie to nie jest
śmieszne! Jeżeli się schowałaś to wyjdź! – zaczęłam panikować.
- Zamknijcie się
tam na dole! – spojrzałam w górę, jakaś stara baba, wychylała się z okna.
- Niech się Pani
lepiej zamknie! Wiem, gdzie Pani mieszka! – krzyknął Justin. – Jeżeli Pani nie
wie, to Bieber z tej strony. - Typka natychmiast zamknęła okno. No nieźle.
Wszyscy się go tutaj boją? Chłopcy zaczęli się rozchodzić, a ja zostałam z
Mike’m, jak by Julie jednak chciała do na wrócić. Po 20 minutach, chłopcy
wrócili. Co najlepsze, a raczej najgorsze bez Julie. Łzy słynęły po moim
policzku.
***
Ah dziękuję :*
<3
Zapamiętam, że
niektóre osoby czytają lecz nie komentują :)
Podoba się? Bo mi
osobiście nie. . . :)
Próbuję ten rozdział dodać już dwa dni. I nie wiem dlaczego nie mogłam. Za co przepraszam. ;\
no.
I na życzenie
wyłączyłam tą weryfikację obrazkową. :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz