- Dobra to czas na
moją niespodziankę. – odezwał się Harry z pełnym uśmiechem na twarzy. Wszyscy
spojrzeli na niego z zaciekawieniem. - Może to nie aż taka niespodzianka, ale
chciałem was wszystkich tutaj, zabrać na małe wakacje. – uśmiechnął się do Rox.
- To znaczy gdzie?
– odezwał się Niall. Dopiero teraz zauważyłem, że Julie siedzi mu na kolanach.
Zaraz odwróciłem wzrok. Poczułem się jak nic warty idiota.
- Na Bahamy. –
wszyscy zaczęli się cieszyć, a ja nawet nie wiem czemu.
- Od dawna chciałem
gdzieś wyjechać. – odezwał się Ryan.
- To teraz masz
okazję. – odpowiedział mu ze śmiechem Louis.
- A dlaczego chcesz
żebyśmy wszyscy jechali? – zapytał Liam tuląc do siebie Danielle.
- Najpierw chciałem
jechać tylko z Rox. – załapał dziewczynę w tali. – Ale później stwierdziłem, że
chcę jechać z wami wszystkimi. Należy się wam. Za dobrze dostawioną akcję, -
spojrzał na mnie, na Ryana i Chaza. – wam za to że jesteście, – spojrzał na
swoją „paczkę” – a Tobie za to, że jesteś. – pocałował Rox. – A no i Julie.
Tobie najbardziej się należy. – dziewczyna się do niego uśmiechnęła i wtuliła
się w Nialla. Ten widok rozrywał mnie od środka. Ona powinna teraz siedzieć
tutaj u mnie i wtulać się w mój tors, a nie jego.
- To kiedy
jedziemy? – zapytała Dan.
- Jutro wieczorem.
– odpowiedział Harry. – Mam nadzieje, że wszystkim pasuje.
- Już jutro? –
odezwała się Julie. – Nie bardzo, że moi rodzice się zgodzą. – zmartwiła się.
- Pogadamy. Zgodzą
się. – zapewniał ją Niall. Miałem ochotę go udusić. Chciałem w tej chwili być
na miejscu blondyna. Tak zazdrościłem mu tego, że trzymał w rękach cały mój
świat. A ja tylko mogłem siedzieć i się temu przyglądać.
Wszyscy dobrze się
bawili. Dosłownie wszyscy oprócz mnie. Dobijał mnie widok Nialla i Julie.
Rozrywała mi serce tym, że nawet raz się na mnie nie spojrzała.
- Chaz zawieź mnie
do domu. – spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem.
- Co? Czemu? –
zapytała Rox.
- Raczej wiesz. –
odpowiedziałem. – Nie mogę patrzeć jak się dobrze bawią. – kiwnąłem głową w
stronę Julii i Nialla. Rox tylko pokręciła głową.
- Nie wie co robi,
to wszystko. – powiedziała. – Nie zwracaj na nią uwagi. Po prostu od dwóch
tygodni siedziała w domu i nigdzie nie wychodziła.
- Jak byś nie
zauważyła to ja przez te dwa tygodnie robiłem to samo.
- Wiem przecież. –
spojrzała na mnie zrozumiałym wzrokiem.
- Justin wszystkim
nam nie jest łatwo. Przecież też nie umiem patrzeć na to, że Julie nas olała,
ale pokazuje nam to jak czuła się, gdy my ją tak olaliśmy. Nic więcej. –
odezwał się Chaz. – A tak w ogóle to gdzie Ryan? – zapytał. No właśnie. Zacząłem
się rozglądać.
- Pomóżcie mi! –
usłyszałem wołanie Julii. Zerwaliśmy się z krzeseł i pobiegli do dziewczyny. Ta
kruszyna próbowała podnieść pijanego Ryana. Podszedłem do niego i go
podniosłem.
- Stary, ale żeś
się zalał. – zaśmiał się Chaz. Pomogłem mu i ruszyliśmy w stronę samochodu.
Wpakowaliśmy go do środka.
- To dobranoc
wszystkim. – pożegnałem się z grupką.
- Jak coś to się
zdzwonimy. – powiedział Harry. Pożegnałem się z wszystkimi, tylko nie z Julką i
odjechaliśmy.
Julia’sPOV
Pojechali. Chciało
mi się płakać. Po prostu sobie usiąść i ryczeć jak małe dziecko. Nie rozumiem.
W ogóle czemu oni tutaj byli.
- Julie, mogę z
Tobą porozmawiać? – zapytała Rox. Bez namysłu wstałam i udałam się za nią. – Co
Ty odpierniczasz?!
- Ale, że o co Ci
chodzi? – zapytałam zdezorientowana.
- Co Cię łączy z
Niallem?
- Nic mnie z nim
nie łączy. – odpowiedziałam trochę ze złością, bo nie wiedziałam o co jej
chodzi.
- Jesteś tego
pewna? – znowu zapytała. Ej no, ja chyba lepiej wiem czego jestem pewna .
- No tak, o co Ci
konkretnie chodzi?
- To co Ty do
jasnej cholery robisz? Ty wiesz jak Justinowi było przykro. Musiałaś im robić
na złość? Nie mogłaś sobie darować.
- Justinowi było
przykro, no proszę. A mi to co? – zdenerwowałam się.
- Ale co Ty
wyprawiasz.
- To teraz wszystko
moja wina?! Tak?
- Niw porostu
odpowiedz mi na jedno. Kochasz Nialla? – zapytała z smutkiem w głosie.
- Znasz odpowiedz.
– odpowiedziałam bezinteresownie.
- Najwidoczniej nie
znam. – powiedziała opuszczając dłonie.
- Dobrze wiesz, że
kocham Justina. Chodź bym chciała to nie potrafię Nialla wpuścić do środka. Ale
strasznie mnie to boli. Nie umiem wybaczyć Justinowi, dopóki tak naprawdę sam
nie zrozumie. Justin to jeszcze duże dziecko.
- Oj mylisz się. –
powiedziała patrząc na mnie z niedowierzaniem. – Zastanów się. – wyszła z
kuchni. Ale nad czym ja się mam zastanawiać. Do cholery jasnej. Czy wreszcie
ktoś może nie wtrącać się w moje życie? Poczułam czyjeś dłonie na mojej tali i
oddech na szyi.
- Co jest Kotek? –
poznałam ten głos. Był to Niall. I przepraszam, ale wolę to „Kotek”
wypowiedziane przez Justina. Tak bardzo mi go brakuje. Tak bardzo za nim
tęsknie. Dzisiaj gdy go ujrzałam myślałam, że zejdę. Chciałam do niego podbiec,
przytulić. Poczuć jego dłonie na mojej tali, jego oddech na mojej szyi. Jego
całego. Ale nie, nie potrafiłam.
- Nic Niall. –
odsunęłam go od siebie. – Zawiezie mnie ktoś do domu? – zapytałam.
- Tak. Odwiozę was
obydwie. – Harry ubrał kurtkę i wziął kluczyki. Pożegnałam się z wszystkimi i
pojechaliśmy.
- Julie! Chodź już,
bo spóźnimy się na samolot. – krzyczała z dołu Rox.
- Już, już. –
zeszłam po schodach. Tak jadę na Bahamy. Rodzice się zgodzili. Ciężko było, ale
dało się ich namówić. Cieszę się bardzo.
- Dobra to pa wam
wszystkim.
- No pa. Jak
będziesz na miejscu daj znać. – pożegnałam się z mamą i z tatą. No jeszcze
ciotka, wujkiem, dziadkami.
- A Ty mi tu na
siebie uważaj. – przytuliłam Michaela i wyszłam. Po pół godzinie byliśmy na
lotnisku. Podeszliśmy poszukać jakiegoś miejsca, by poczekać na nasz samolot.
- Idę siku. –
powiedziałam i ruszyłam w stronę łazienek.
- No hej śliczna! –
usłyszałam głos za sobą i szczerze znam go i nie zapomnę do końca życia. Nie
pewnie się obróciłam. Znowu ta sama twarz, a do mnie powróciły wspomnienia z
nim związane. To jak podniósł na mnie rękę i to jak po tym Justin mnie
zostawił.
- Czy Ty do cholery
możesz mnie zostawić? Co ja Ci takiego człowieku zrobiłam? – spojrzałam na
niego ze złością.
- Nie mieszaj mnie
w sprawy Twoje i Justina. Takie trudne? – nie wytrzymałam.
- Oj Kotek, nie
denerwuj się tak. – zadrwił. – Widzisz Jackob, nasza malutka się złości. Mm. W
sumie ładnie wtedy wyglądasz. – nabijał się. A ja zrobiłam dziwną minę. –
Spoko, zostawiam Cię w spokoju, chciałem się tylko grzecznie przywitać. –
zaśmiał się Greg. Fuj obrzydliwe te jego imię.
- Mogłeś się w
ogóle nie witać. – powiedziałam pod nosem.
- Jeszcze wiele
razy się z Tobą przywitam. – założył na nos okulary, odwrócił się i poszedł
przed siebie, a cała jego zgraja zwykłych frajerów za nim. Przewróciłam tylko
oczami. Jego słowa zabrzmiały mi w uszach „Jeszcze wiele razy się z Tobą
przywitam” ale, że co to miało znaczyć? Zamyślona udałam się w stronę drzwi
łazienki i nie zauważyłam, że na kogoś sobie wpadłam.
- Oj przepraszam. –
od razu wypłynęło z moich ust.
- Nie ma za co. –
podniosłam głowę, przede mną stał wysoki, bardzo umięśniony mężczyzna, z
szczerym uśmiechem na twarzy. – Dominic Toretto – podał mi rękę.
- Julie. – nie
miałam zamiaru powiedzieć mu mojego nazwiska. Grzecznie podałam mu rękę i
uśmiechnęłam się do niego. Musiałam śmiesznie przy nim wyglądać. Bo naprawdę
czułam się przy nim jak krasnal. Justin nie jest wysoki, a sięgam mu jedynie do
ramion, to wyobraźcie sobie jak mogłam wyglądać przy nim jeżeli sięgałam mu do
prawie połowy klatki piersiowej. Aż mi się śmiać zachciało.
- Ładne imię.
Jesteś stąd, czy może skądś przyleciałaś? – zapytał. Wydawał się miły.
- Nie jestem stąd,
lecę na wakacje. I właśnie przepraszam muszę jeszcze skorzystać z toalety. A za
chwile mamy samolot. – zrobił smutną minkę. – Mimo to miło mi się z Toba
rozmawiało. – uśmiechnęłam się do niego, a on zrobił to samo.
- Mi również. To do
zobaczenia. – spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. – Mieszkam tutaj, mam
małą nadzieję, że jeszcze się spotkamy. – na jego twarzy zawidniał przyjazny
uśmiech.
- Oh, ja również. –
podałam mu rękę i udałam się do toalety. Nareszcie, mam wrażenie, ze mój
pęcherz zaraz eksploduje. Miły był. I muszę stwierdzić niczego sobie. Hah.
Uśmiechnęłam się sama do siebie. I zamknęłam za sobą drzwi. Umyłam ręce i
wyszłam. I na moje szczęście tym razem na nikogo nie wpadłam.
- Boże kobieto,
gdzie Ty byłaś? – Niall zarwał się z krzesła. Popatrzyłam na nich wszystkich. I
w ten dzień pierwszy raz na Justina. Jego oczy mówiły same za siebie. Zrobiło
mi się przykro i zakuło mnie w okolicy serca.
- Byłam siku. –
odpowiedziałam i spokojnie usiadłam na krześle.
- Tyle? – zapytała
Rox.
- Miłych ludzi po
drodze spotkałam. – uśmiechnęłam się. Nie miałam zamiaru im powiedzieć o Gregu.
Tylko by się wkurzyli, Justin to wyszedł by z siebie, a tego teraz nie chcę.
- Boże, to zamiast
iść do tego kibla to Ty sobie rozmawiałaś z jakimiś nieznajomymi? – zapytał
Zayn z irytacją w głosie.
- No i co z tego? –
spojrzałam na niego.
- Nic. Musimy tylko czekać kiedy Cię znów ktoś porwie. – powrócił do
pozycji w której siedział i wpatrywał się w okno. Spojrzałam na niego marszcząc
brwi. Między nami zapadła cisza, dobrze wiedzieli, że mówił prawdę. Już
otwarłam buzię, żeby coś powiedzieć, ale głos który rozległ się po pomieszczeniu
przerwał mi. „Za 20 minut samolot na Bahamy odlatuje”. Zabraliśmy swoje walizki
i ruszyliśmy w stronę „wyjścia”.
***
dodaję nastepny.
zastanawiam sie po co. ;\ no ale .
naprawdę nie chce was zanudzać, więc napiszcie co myslicie. ;\
Brakuje mi scen z Justinem ....
OdpowiedzUsuńSuper rozdział tylko brakuje tych scen z Justinem... Mam nadzieje że Julie mu wybaczy . Czekam na następny :* .
OdpowiedzUsuń