- Hej, dawno się
nie widzieliśmy.
- Niall. Jak dobrze
pamiętam to wczoraj. – zachichotałam.
Z Niall’em spędzałam teraz każdą chwilę
wolną. Powiedziałam mu również o chłopakach. O dziwno zrozumiał mnie i nie
nagadał mi głupot, tak jak to zrobił Zayn. Dobrze się przy nim czuje i dobrze
mnie rozumie. I do tego jeszcze chłopak mi się spodobał. Jego oczy są jak
odzwierciedlenie tajemnicy oceanu. Jest przemiły i ma duże serce, mimo tego co
robi. Z porównaniem do Harryego, Zayna, Louisa, to tak jak by przybył z całkiem
innej planety, chłopak na którego czekasz całe życie. A Liam to jeszcze inna
bajka. Ale jednak Niall nie umie zastąpić mi
Justina. Chłopak wyrwał mi kawałek
serca i nikt nie może załatać tej dziury, ponieważ tylko on do niej pasuje. Zakochałam
się? Tak zdecydowanie tak. Nie znałam nigdy tego uczucia, ale jak wyjaśnić to,
że codziennie mi się śni, a w tych snach nie siedzimy grzecznie obok siebie,
oczywiście nic niestosownego też nie robimy. (*.*) Wybijam jego numer w komórce
i gapię się na nazwę. Kiedy piszę coś na kartce, zawsze musze wypisać jego
imię. Czytam jakieś romansidła, to wyobrażam sobie mnie i Justina. Zwariowałam.
A on co? A on tak porostu mnie zostawił. Kiedy go tak potrzebuję, on porostu
się poddał. Teraz mogę go nazwać zwykłym tchórzem. Niby, żeby mnie chronić.
Bezpieczniej czułabym się przy nim. I tak mam kłopoty, tak jak mówiłam. Nie
mogę nawet spokojnie wyjść do sklepu, bez zaczepki jakiś kolesi, których w
życiu na oczy nie widziałam i ciągle mówią mi o Justinie. Jeszcze trochę i
wyląduję w wariatkowie;
- No kiedy to było,
dziewczyno. – przytulił mnie. Wszedł do środka i poszedł za mną do kuchni.
- Dzień Dobry
Panią. – przywitał się z moją babcią i ciotką. Moja rodzina bardzo polubiła
Nialla. A szczególnie babcia. Bo jak to ona myśli, że coś mnie z nim łączy.
Może i by mogło, tylko, że ja nie umiem wpuścić go do mojego serca, chociaż
widać, że Niall się stara. Cóż. Można powiedzieć, że super okazja przechodzi mi
pod nosem.
- Julie. Muszę Cię
zabrać do nas. – spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
- Po co? –
zapytałam.
- Harry mi kazał.
Chce zrobić ognisko, bo chce nam coś powiedzieć, jakąś niby niespodziankę ma
dla nas. – spojrzałam na niego dziwnym wzrokiem.
- Harry i
niespodzianka. Może być ciekawie. – zachichotałam, chłopak do mnie podszedł,
może chociaż na chwilę zapomnę o NIM.
- Jak się dzisiaj
czujesz? – zapytał cichym głosem, tak tylko żebym ja mogła usłyszeć.
- Nie wiem. –
wzruszyłam ramionami.
- Julie, znowu…
- Chodź, jedziemy.
– przerwałam mu, zeskoczyłam z blatu i pociągnęłam go za rękę.
- Pa Babciu, pa
ciociu. Nie wiem kiedy wrócę. – pożegnałam się i wyszliśmy. Cała droga minęła
nam w ciszy. O niczym wtedy nie myślałam. Siedziałam i śpiewałam sobie
piosenki. Weszliśmy do środka. Od razu przywitała mnie Danielle. Dziewczyna
Liama. Jednym słowem dziewczyna jest urocza. I kocha Liama bez względu na to co
robi. W sumie jej brat też siedzi w tym gównie, więc nie robi jej to różnicy.
- Hej Julie! –
przytuliła mnie.
- No hej, hej.
- Hej Kochanie. –
przywitała się ze mną Rox. A później tak każdy po kolei. Ale jakoś czułam, że
atmosfera jest spięta. Usiadłam na kanapie obok Louisa i wdałam się z nim w
jakąś rozmowę. Minęło trochę, kiedy Harry prosił mnie żebym mu pomogła, bez
zastanawiania się, wstałam z kanapy i wyszłam za nim na taras. Z Harrym też
dobrze się dogaduję. Nakrywałam do stołu i nagle zadzwonił dzwonek.
- Ja otworzę. –
krzyknął mi do ucha Liam. Jejku ten chłopak mnie czasami dobija. Ale bardzo go
lubię. Jest inny niż wszyscy. Tak jak mówiłam, inna bajka. Ma swój świat i
swoje kredki.
- Boże Liaś, nie
jestem głucha. - kontynuowałam nakrywanie.
- Eh przepraszam. -
zniknął. Podeszłam do Harryego, by sprawdzić jak sobie radzi z układaniem
drewna i zaczęłam z nim rozmawiać na temat Rox.
- Hej Julie. –
gwałtownie się obróciłam. Mój żołądek ścisnął się, a moje serce przyspieszyło.
Poczułam jak by runął na mnie stos cegieł.
Justin'sPOV
- Justin? Julie tam
będzie? - zapytał Ryan.
- Chciałbym. W
sumie Rox mówiła, że tak. - odpowiedziałem. Brakuje mi tej małej. Czuję się jak
wyprany z jakichkolwiek uczuć.
- Hej. Justin co
jest z Tobą? - usiadł obok mnie John, a ja w tej chwili nie miałem gdzie
położyć moich nóg. John to członek gangu. Przyjaciel? No może mogę go tak
nazwać. W sumie sam nie wiem.
- Jak byś
kurwa nie wiedział. - odpowiedziałem bez
żadnych emocji.
- No kurwa nie
wiem. Nawet akcji nie umiałeś dokończyć. Ty Justin Bieber. Nie mogłeś zabić
człowieka.
- Jak Ty się kurwa
zaraz nie zamkniesz, będziesz trupem. - spiorunowałem go wzrokiem.
- Ja pierdole,
John, rzesz ile razy Ci można powtarzać jedno i to samo? - zapytał Ryan.
- Przecież wiem.
Justin mógł by się sam przyznać, że chodzi o tą małą sucz. - zachichotał.
- Jeżeli chciałoby
mi się wstać to wież mi zabił bym Cię. Ale masz szczęście. I zapamiętaj. Suką
to możesz sobie swoją dziwkę nazywać, a nie Julkę. Rozumiemy się?! - chłopak
podniósł ręce w obronnym geście. - Dobra dziewczynka. - uśmiechnąłem się sam do
siebie.
- Dobra, ej.
Koniec, bo czuję, że John i tak znowu coś palnie. - odezwał się Chaz i w sumie
miał rację. John nigdy nie umie zamknąć swojej jadaczki. Znowu by coś
powiedział, a ja bym się tylko nie potrzebnie nakręcił. - Jedziemy, bo Louis
już dzwonił? - zapytał. Skinąłem tylko głową i wstałem z kanapy.
- Nie kieruję. -
dodałem i wyszedłem. Nie miałem najmniejszej ochoty i szczerze miałem zamiar
coś wypić, więc. Chaz kierował, po 15 minutach byliśmy na miejscu. Zadzwoniłem
do drzwi. Po chwili otwarł nam Liam.
- Siemanko. -
przywitaliśmy się i weszliśmy do środka. Zacząłem się rozglądać po domu, by
znaleźć Julie. Louis to zauważył i wskazał mi palcem na taras. Bez namysłu
poszedłem tam. Moim oczom ukazała się śliczna, mała osoba. Mój żołądek się
skurczył, a serce zaczęło mocniej bić. Rozmawiała z Harrym i ... uśmiechała
się. Jej uśmiechu brakowało mi najbardziej. Jej zielonych oczu, które mówiły
same za siebie. Jej włosów, które zawsze pachniały jabłkowym szamponem i które
zawsze opadały na jej drobne ramiona i śliczną buźkę. Jej małej ręki, która tak
strasznie pasowała do mojej. Jej całej. Dziewczyna zawróciła mi w głowie. Tego
nie da się ukryć. A ja co jej zrobiłem. Tak po prostu ją zostawiłem, teraz
kiedy ją potrzebuję. Odezwać się czy może jednak nie?
- Hej Julie. -
wydusiłem z siebie. Dziewczyna gwałtownie sie obróciła. Stanęła jak osłupiała.
Podszedłem do niej bliżej, w jej oczach był widzialny smutek, którego tak
cholernie nienawidziłem. Chciałem wziąć jej rękę, ale dziewczyna się ode mnie
odsunęła. Poczułem jak by ktoś kopnął mnie w dupę.
- Chcę z Tobą
porozmawiać. - dziewczyna popatrzyła na mnie zaszklonymi oczami.
- Ale ja Justin nie
chcę. - jej głos się załamał.
- Julie...
- Nie, Justin, nie.
- poszła przed siebie. Harry popatrzył na mnie zrozumiałym wzrokiem i się ze
mną przywitał.
- Będzie płakać. -
powiedziałem siadając na krześle.
- Owszem będzie. -
odezwał się Harry. Nic więcej nie mówiłem.
- Hej. - przywitała
się ze mną Rox. - Gdzie Julie? - zapytała, a ja jej tylko wskazałem palcem w stronę,
którą poszła. - Wiedziałam, że tak będzie. - powiedziała i poszła tam gdzie jej
wskazałem. Tak Rox wiedziała, że tutaj będziemy, w sumie wszyscy o tym
wiedzieli, oprócz Julie. Po chwili dziewczyna wróciła.
- Nie chciała ze
mną rozmawiać. - wtuliła się w Harryego. - Widziałam wiele razy kiedy płacze.
Ale żeby tak to nigdy. - dziewczyna popatrzyła na mnie zmieszanym wzrokiem. A
ja poczułem się jak ostatni ... dupek. Nienawidzę siebie. Już chciałem iść do niej, ale Rox
mnie powstrzymała.
- Nie, Justin.
Zostaw ją. Pogorszysz. A ona i tak nie będzie chciała z Tobą rozmawiać. -
posłuchałem jej i bezradny usiadłem na krzesło. Wszyscy wyszli na taras.
- Gdzie nasza
ślicznotka? - zapytał Louis.
- Tam. - Harry
wskazał palcem, bo Julie już wracała. Nic nie mówiąc przeszła obok nas i weszła
do środka. Nikt z nas nie wiedział jednak, czy iść za nią, czy nie. Tak długo
sie zastanawialiśmy, aż dziewczyna wróciła. Usiadła do stołu i nałożyła sobie
sałatki. Było widać, że płakała i ten widok rozrywał mi serce.
Robiło się już
ciemno. Julie, ani razu się nie odezwała. Czasami się uśmiechnęła, na co trochę
polepszył mi się humor.
- Dobra to czas na moją niespodziankę. - odezwał się
Harry z pełnym uśmiechem na twarzy.***
Hej :>
Zaczynam wątpić, że to opowiadanie się wam podoba. :)
Jeżeli jednak tak jest, to ok. 5 komentarzy i dodaję następny.
Te komentarze są dla mnie ważne i będę wiedzieć, czy mam pisać dalej, czy nie. :)
Mam nadzieję, że nie chcę od was dużo, a dla was to nie kłopot. :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz