piątek, 12 lipca 2013

Part.15

 - Jestem. – przytuliłem ją do siebie. Wyglądała na przestraszoną, nie dziwię się.
- Strasznie się bałam.
- Wiem. Przepraszam.
- Nie masz za co. Przecież to nie Twoja wina. – w tej samej chwili do pokoju wszedł Ryan, Chaz i Rox.
- Naprawdę? Julie. Każdy Ci tutaj powie, że jednak to moja wina. – spojrzała na nich, a oni odwrócili wzrok.
- No wy chyba sobie żartujecie. Jeżeli ktoś tutaj jest winny, to tylko ja. To ja nie uważam.
- Sama siebie oszukujesz. – podszedłem do okna.
- Julie. Nie widzisz tego? – zapytał Ryan.
- Ale czego?!  
- Od kiedy Justin kręci się wokół Ciebie jak jest? – nie odpowiedziała mu. – No właśnie. I to piekło dopiero się zaczyna. – miał racje, wkręciłem ją w niezłe gówno. I tak to moja wina. Ale ta dziewczyna, ona coś ze mną zrobiła. Nie umie się od niej uwolnić i szczerze nawet nie chcę. Ale tak chyba będzie najlepiej.
- To musimy skończyć się spotykać. – popatrzyłem na Julie. Z jej oczu płynęły łzy. Nie lubiłem tego widoku. Ale nie mogłem się ugiąć.
- Nie. – powiedziała przez łzy. – Ja nie chcę znowu przez to wszystko przechodzić. To znowu mnie zabije. – spojrzała na nas. – No proszę was. Nie zostawiajcie mnie znowu.
- Julie. Chcemy żebyś była bezpieczna. Nie damy rady Cię ochronić. – zacząłem.
- Ty naprawdę nie widzisz w jakie gówno się wpakowałaś? – zapytała Rox.
- Oh no Ty to się lepiej nie odzywaj. Ja nie mam chłopaka kryminalistę. – powiedziała z złością w głosie, a dziewczyna opuściła głowę na dół.
- Ale masz przyjaciół. – odezwał się Ryan i podrapał w tył głowy. Julie się nie odezwała.
- Dobra, chodź odwiozę Cię do domu. – podałem jej rękę, by pomóc jej wstać.
-Sama dam sobie radę. – popatrzyła na mnie z pogardą, ale również z bólem w oczach. Wstała i wyszła z pokoju. Popatrzyłem na chłopaków i Rox. Oni tylko wzięli głęboki oddech.
- Dopiero ją odzyskałem. – powiedział Ryan, a jego głos się załamał. Każdego z nas bolało to tak samo, może tylko nie Rox, bo z nią to się będzie codziennie widywać; Oblizałem nerwowo usta i wyszedłem z pokoju, a za mną Rox. Wsiedliśmy do samochodu.
- Julie…
- Nie. Zamknij się i zawieź mnie do domu. – przerwała mi. Popatrzyłem na nią. Nerwowo wytarła łzę.
- Rox. Zostawisz nas na chwile samych? – zapytałem dziewczyny, a ona zrobiła to co jej kazałem.
- Julie. Mi też nie jest łatwo.
- To dlaczego to robisz? – zapytała i nie kryła już łez.
- Bo chcę Cię ochronić. Nie rozumiesz. Jeżeli będziesz się nadal ze mną spotykać, to muszę Cię mieć na oku 24 na godzinę, a sama wiesz, że to niemożliwe. Nie chcę żeby Ci się coś stało, ale też nie chcę Cię zostawić. Ale tak będzie lepiej.
- Ciekawe dla kogo. – nerwowo wypuściła powietrze.
- Dla Ciebie.
- Jeden problem mniej, no nie? – była strasznie zdenerwowana. No ale ileż razy można jej powtarzać. Sam się wkurzyłem.
- Julka, kurwa. Nic do Ciebie nie dochodzi. Nie chcę, żebyś odchodziła, rozumiesz?! Ale muszę tak zrobić. Nie wybaczył bym sobie jeżeli by Ci się coś stało. Takie trudne do zrozumienia. – kiwnęła przecząco głową. - Więc przestań pierdolić głupoty. Też jestem zdenerwowany, bo ten gnojek i tak podniósł i położył na Tobie swoje brudne łapy, skrzywdził Cię i tego mu nie odpuszczę. – uderzyłem ręką o kierownicę, by trochę rozładować złość, którą w sobie kryłem, ale to i tak nie pomogło.
- Jeżeli byś trochę pomyślał to byś zauważył, że teraz jeszcze bardziej nie dają mi spokoju. Poddałeś się. To jest dla nich ważne, ale jeszcze ważniejsze będzie to, żeby wreszcie Cię „zabić”. Myślisz, że dadzą się nabrać na to, że nagle z dnia na dzień przestałeś się mną interesować? Nie. Wiedzą, że właśnie chciałeś mnie ochronić, jak to mówisz i dla nich i tak będę punktem zaczepienia. Jak to Ryan powiedział: Piekło dopiero się zaczyna. Obojętnie, czy mnie zostawisz, czy też nie. - Już otwarłem buzię by jej odpowiedzieć. – Nie, zamknij się i zawieź mnie do domu. – odpaliłem samochód, a Rox wsiadła do środka. Nie miałem zamiaru się z nią nadal kłócić. W połowie miała rację; Jechaliśmy w ciszy. Też nie liczyłem na to, że ktoś się odezwie. Rozrywało mnie od środka. Bo wiedziałem, że mogę jej już nie zobaczyć. Teraz wiem co czuł Ryan. Moje pieprzone życie. Nie mogę żyć normalnie? Spotykać się z dziewczyną, bez żadnych zmartwień, mieć ją przy sobie i wiedzieć, że na pewno nic się jej nie stanie. Bieber, sam sobie wybrałeś takie życie. No tak. Dojechaliśmy na miejsce. Rox się z nami pożegnała i wyszła.
- Jeżeli by Ci zależało nie zrobił byś tego. Widocznie tylko mi się wydawało. – odpięła pas i wysiadła z samochodu. Nie odwracając się weszła do domu, nawet można było zauważyć, że trzasnęła drzwiami. Cholera! W sumie teraz do mnie wszystko doszło. To znaczy, że dzisiaj ją widziałem ostatni raz. Mam dość mojego życia!

Julia’sPOV

Weszłam do domu trzaskając mocno drzwiami. Chciałam się na czymś wyżyć, a to jedyne było pod ręką. W sumie zdziwiłam się, że o tej porze drzwi były otwarte, ale usłyszałam głosy dobiegające z salonu. No tak ciotka miała przyjechać.
 - Hej. Nie trzaskaj drzwiami. Boże Julie co Ci się stało. – przyłożyła rękę do mojego poranionego policzka.
- Nic.
- Powiedz nam Kochanie. – odezwał się ojciec.
- Nic. Rozumiecie. Nic! – wykrzyczałam im prosto w twarz i uciekłam na górę, zamykając za sobą drzwi na klucz.
- Kochanie otwórz, porozmawiamy. – rodzice stali pod moimi drzwiami i dobijali się.
- Po prostu mnie zostawcie samą! – wykrzyczałam przez łzy i rzuciłam się na łóżko. Po drugiej stronie zapadła cisza. Poszli sobie. Nic nie mieściło mi się w głowie. To wszystko, to było za dużo. Ja ich teraz potrzebowałam, a oni mnie tak po prostu zostawili. Po raz drugi. Jaka ja głupia byłam, mogłam się z nimi nie godzić, zapomnieć, ale nie. Idiotka. I jak ja mam teraz tak po prostu o nich zapomnieć? Zwariuję bez nich. Nikt chyba nie czuł tego co ja teraz. Czułam się nie potrzebna. To znaczy, że dawna Julie wraca. Cicha, nudna i nigdzie nie wychodząca. Po co mi takie życie. Po co ja się angażowałam w znajomość z Justinem? Ten chłopak namieszał mi w głowie. Jest jedynym z którym umiem rozmawiać. On mnie rozumie. A teraz go nie będzie. Ugh. Postanowiłam się iść wykapać. Może chociaż na chwilę zapomnę. Po 15 minutach byłam gotowa. Zaraz położyłam się do łóżka. Mam dość mojego życia!

Harry’sPOV

Następnego dnia wstałem skacowany. Ale jednak pamiętałem co wczoraj robiłem. Nie mogłem sobie wybaczyć tego co zrobiłem Rox. Przecież ta dziewczyna jest całym moim światem. Tak. Zakochałem się od razu, gdy ją zobaczyłem. Prędzej nie wierzyłem w miłość od pierwszego wejrzenia, ale ja właśnie takiej doznałem. Nie mogłem jej stracić. Byłbym nikim. Musiałem ją przeprosić. Spojrzałem na zegarek, 14. Już? Poszedłem wziąć szybki prysznic. Po 10 minutach byłem gotowy, ubrałem Conversy, kurtkę, wziąłem kluczyki i wyszedłem. Zignorowałem to, że chłopcy coś do mnie mówią. Nie miałem do tego głowy.
- Gdzie jedziesz? – wybiegł za mną Louis.
- Do Rox. – szybko odpowiedziałem i odpaliłem samochód.   

Po około 15 minutach byłem na miejscu. Zapukałem do drzwi. Otworzył mi Josh.
- Czego? – zapytał sucho.
- Jest Rox? – wiedziałem, że jest zły, dlatego nawet nie zaczynałem z nim kłótni, bo Rox dopiero nie chciałaby ze mną rozmawiać. Chłopak nie zdążył mi odpowiedzieć, bo dziewczyna pojawiła się w drzwiach. Zaprosiła mnie do środka i poszliśmy do jej pokoju.
- Czego chcesz? – jej głos również był suchy.
- Nie mów tak do mnie.
- Harry znowu zaczynasz. Mam dość rozumiesz? Ciągle nie mów tak do mnie, nie wkurzaj mnie. Ale jeżeli coś chcesz to Kochanie, nie? To wtedy Rox najlepsza. Nie w takim Harrym się zakochałam. Już rozumiem to co robisz, ale proszę Cię pomyśl o mnie. Kiedy ostatni raz powiedziałeś mi że mnie kochasz? Kiedy ostatni raz mnie gdzieś zabrałeś? No kiedy?! – wykrzyczała, ale miała racje, zawaliłem i chcę to naprawić.
- Przepraszam. – prawie wyszeptałem i chciałem ją przytulić, ale się wyrwała.
- Nie. Nie chcę Twojego przepraszam. – podeszła do okna.
- Rox, ale ja naprawdę przepraszam. Wiem zachowałem się jak dupek. Ale przepraszam. Wiem zaniedbałem nasz związek, ale chcę wszystko zrobić, żeby go naprawić. Julie przemówiła mi do rozsądku.
- A właśnie Julie. Może dla niej też byś trochę szacunku znalazł, co?
- Tak, znajdę. Ale wybacz mi. – nie odezwała się do mnie. – Kochanie.
- I właśnie o to mi chodziło, żebyś zrozumiał. – przytuliła mnie.
- Kocham Cię. – powiedziałem patrząc się jej prosto w oczy.
- Ja Ciebie też. – pocałowałem ją. Brakowało mi tego. Brakowało mi smaku jej ust. Brakowało mi jej całej. Jej małych rąk, jej ślicznych dużych, brązowych oczu, jej ciemnych włosów.

***2 tygodnie później. ***

Julia’sPOV

Minęły dwa tygodnie od kiedy nie widzę chłopaków. Tęsknie za nimi, brakuję mi ich. Nie dzwonili, nie pisali. Nawet ich nigdzie nie spotkałam. Trudno mi bez nich. Ale w sumie mam Niall’a, Zayn’a, Liam’a, Louis’a no i Rox. Tak. Zaprzyjaźniłam się z nimi. Ale oni jakoś nie umieją zastąpić mi Ryana, Chaz’a i przede wszystkim Justina. A problemy i tak się nie skończyły. Wiedziałam. I poranek znowu taki sam jak zawsze. Śniadanie i tv. 
-Julie, powiesz nam w końcu co się wtedy stało? – zapytała mama.
- Nie. Mówiłam wam już, że nie. – odpowiedziałam i wzięłam gryza kanapki. Mama wyszła, po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Wstałam i otworzyłam.
- Hej, dawno się nie widzieliśmy.  

***
No to następny. :) 
Wiecie nie obraziłabym się jak bym czsami przeczytała jakiegoś komentarza, nawet miło by było. :)
Przepraszam, jeżeli was tym opowiadaniem zanudzam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz