- Jestem. – przytuliłem ją do siebie.
Wyglądała na przestraszoną, nie dziwię się.
- Strasznie się bałam.
- Wiem. Przepraszam.
- Nie masz za co. Przecież to nie
Twoja wina. – w tej samej chwili do pokoju wszedł Ryan, Chaz i Rox.
- Naprawdę? Julie. Każdy Ci tutaj powie,
że jednak to moja wina. – spojrzała na nich, a oni odwrócili wzrok.
- No wy chyba sobie żartujecie.
Jeżeli ktoś tutaj jest winny, to tylko ja. To ja nie uważam.
- Sama siebie oszukujesz. –
podszedłem do okna.
- Julie. Nie widzisz tego? – zapytał
Ryan.
- Ale czego?!
- Od kiedy Justin kręci się wokół
Ciebie jak jest? – nie odpowiedziała mu. – No właśnie. I to piekło dopiero się
zaczyna. – miał racje, wkręciłem ją w niezłe gówno. I tak to moja wina. Ale ta
dziewczyna, ona coś ze mną zrobiła. Nie umie się od niej uwolnić i szczerze
nawet nie chcę. Ale tak chyba będzie najlepiej.
- To musimy skończyć się spotykać. –
popatrzyłem na Julie. Z jej oczu płynęły łzy. Nie lubiłem tego widoku. Ale nie
mogłem się ugiąć.
- Nie. – powiedziała przez łzy. – Ja
nie chcę znowu przez to wszystko przechodzić. To znowu mnie zabije. – spojrzała
na nas. – No proszę was. Nie zostawiajcie mnie znowu.
- Julie. Chcemy żebyś była
bezpieczna. Nie damy rady Cię ochronić. – zacząłem.
- Ty naprawdę nie widzisz w jakie
gówno się wpakowałaś? – zapytała Rox.
- Oh no Ty to się lepiej nie odzywaj.
Ja nie mam chłopaka kryminalistę. – powiedziała z złością w głosie, a
dziewczyna opuściła głowę na dół.
- Ale masz przyjaciół. – odezwał się
Ryan i podrapał w tył głowy. Julie się nie odezwała.
- Dobra, chodź odwiozę Cię do domu. –
podałem jej rękę, by pomóc jej wstać.
-Sama dam sobie radę. – popatrzyła na
mnie z pogardą, ale również z bólem w oczach. Wstała i wyszła z pokoju.
Popatrzyłem na chłopaków i Rox. Oni tylko wzięli głęboki oddech.
- Dopiero ją odzyskałem. – powiedział
Ryan, a jego głos się załamał. Każdego z nas bolało to tak samo, może tylko nie
Rox, bo z nią to się będzie codziennie widywać; Oblizałem nerwowo usta i
wyszedłem z pokoju, a za mną Rox. Wsiedliśmy do samochodu.
- Julie…
- Nie. Zamknij się i zawieź mnie do
domu. – przerwała mi. Popatrzyłem na nią. Nerwowo wytarła łzę.
- Rox. Zostawisz nas na chwile
samych? – zapytałem dziewczyny, a ona zrobiła to co jej kazałem.
- Julie. Mi też nie jest łatwo.
- To dlaczego to robisz? – zapytała i
nie kryła już łez.
- Bo chcę Cię ochronić. Nie
rozumiesz. Jeżeli będziesz się nadal ze mną spotykać, to muszę Cię mieć na oku
24 na godzinę, a sama wiesz, że to niemożliwe. Nie chcę żeby Ci się coś stało,
ale też nie chcę Cię zostawić. Ale tak będzie lepiej.
- Ciekawe dla kogo. – nerwowo
wypuściła powietrze.
- Dla Ciebie.
- Jeden problem mniej, no nie? – była
strasznie zdenerwowana. No ale ileż razy można jej powtarzać. Sam się
wkurzyłem.
- Julka, kurwa. Nic do Ciebie nie
dochodzi. Nie chcę, żebyś odchodziła, rozumiesz?! Ale muszę tak zrobić. Nie
wybaczył bym sobie jeżeli by Ci się coś stało. Takie trudne do zrozumienia. –
kiwnęła przecząco głową. - Więc przestań pierdolić głupoty. Też jestem
zdenerwowany, bo ten gnojek i tak podniósł i położył na Tobie swoje brudne
łapy, skrzywdził Cię i tego mu nie odpuszczę. – uderzyłem ręką o kierownicę, by
trochę rozładować złość, którą w sobie kryłem, ale to i tak nie pomogło.
- Jeżeli byś trochę pomyślał to byś
zauważył, że teraz jeszcze bardziej nie dają mi spokoju. Poddałeś się. To jest
dla nich ważne, ale jeszcze ważniejsze będzie to, żeby wreszcie Cię „zabić”.
Myślisz, że dadzą się nabrać na to, że nagle z dnia na dzień przestałeś się mną
interesować? Nie. Wiedzą, że właśnie chciałeś mnie ochronić, jak to mówisz i
dla nich i tak będę punktem zaczepienia. Jak to Ryan powiedział: Piekło dopiero
się zaczyna. Obojętnie, czy mnie zostawisz, czy też nie. - Już otwarłem buzię
by jej odpowiedzieć. – Nie, zamknij się i zawieź mnie do domu. – odpaliłem
samochód, a Rox wsiadła do środka. Nie miałem zamiaru się z nią nadal kłócić. W
połowie miała rację; Jechaliśmy w ciszy. Też nie liczyłem na to, że ktoś się
odezwie. Rozrywało mnie od środka. Bo wiedziałem, że mogę jej już nie zobaczyć.
Teraz wiem co czuł Ryan. Moje pieprzone życie. Nie mogę żyć normalnie? Spotykać
się z dziewczyną, bez żadnych zmartwień, mieć ją przy sobie i wiedzieć, że na
pewno nic się jej nie stanie. Bieber, sam
sobie wybrałeś takie życie. No tak. Dojechaliśmy na miejsce. Rox się z nami
pożegnała i wyszła.
- Jeżeli by Ci zależało nie zrobił
byś tego. Widocznie tylko mi się wydawało. – odpięła pas i wysiadła z
samochodu. Nie odwracając się weszła do domu, nawet można było zauważyć, że
trzasnęła drzwiami. Cholera! W sumie
teraz do mnie wszystko doszło. To znaczy, że dzisiaj ją widziałem ostatni raz. Mam dość mojego życia!
Julia’sPOV
Weszłam do domu trzaskając mocno
drzwiami. Chciałam się na czymś wyżyć, a to jedyne było pod ręką. W sumie
zdziwiłam się, że o tej porze drzwi były otwarte, ale usłyszałam głosy
dobiegające z salonu. No tak ciotka miała przyjechać.
- Hej. Nie trzaskaj drzwiami. Boże Julie co Ci
się stało. – przyłożyła rękę do mojego poranionego policzka.
- Nic.
- Powiedz nam Kochanie. – odezwał się
ojciec.
- Nic. Rozumiecie. Nic! –
wykrzyczałam im prosto w twarz i uciekłam na górę, zamykając za sobą drzwi na
klucz.
- Kochanie otwórz, porozmawiamy. –
rodzice stali pod moimi drzwiami i dobijali się.
- Po prostu mnie zostawcie samą! –
wykrzyczałam przez łzy i rzuciłam się na łóżko. Po drugiej stronie zapadła
cisza. Poszli sobie. Nic nie mieściło mi się w głowie. To wszystko, to było za
dużo. Ja ich teraz potrzebowałam, a oni mnie tak po prostu zostawili. Po raz
drugi. Jaka ja głupia byłam, mogłam się z nimi nie godzić, zapomnieć, ale nie.
Idiotka. I jak ja mam teraz tak po prostu o nich zapomnieć? Zwariuję bez nich.
Nikt chyba nie czuł tego co ja teraz. Czułam się nie potrzebna. To znaczy, że
dawna Julie wraca. Cicha, nudna i nigdzie nie wychodząca. Po co mi takie życie.
Po co ja się angażowałam w znajomość z Justinem? Ten chłopak namieszał mi w
głowie. Jest jedynym z którym umiem rozmawiać. On mnie rozumie. A teraz go nie
będzie. Ugh. Postanowiłam się iść wykapać. Może chociaż na chwilę zapomnę. Po
15 minutach byłam gotowa. Zaraz położyłam się do łóżka. Mam dość mojego życia!
Harry’sPOV
Następnego dnia wstałem skacowany.
Ale jednak pamiętałem co wczoraj robiłem. Nie mogłem sobie wybaczyć tego co
zrobiłem Rox. Przecież ta dziewczyna jest całym moim światem. Tak. Zakochałem się
od razu, gdy ją zobaczyłem. Prędzej nie wierzyłem w miłość od pierwszego
wejrzenia, ale ja właśnie takiej doznałem. Nie mogłem jej stracić. Byłbym
nikim. Musiałem ją przeprosić. Spojrzałem na zegarek, 14. Już? Poszedłem wziąć
szybki prysznic. Po 10 minutach byłem gotowy, ubrałem Conversy, kurtkę, wziąłem
kluczyki i wyszedłem. Zignorowałem to, że chłopcy coś do mnie mówią. Nie miałem
do tego głowy.
- Gdzie jedziesz? – wybiegł za mną
Louis.
- Do Rox. – szybko odpowiedziałem i
odpaliłem samochód.
Po około 15 minutach byłem na
miejscu. Zapukałem do drzwi. Otworzył mi Josh.
- Czego? – zapytał sucho.
- Jest Rox? – wiedziałem, że jest
zły, dlatego nawet nie zaczynałem z nim kłótni, bo Rox dopiero nie chciałaby ze
mną rozmawiać. Chłopak nie zdążył mi odpowiedzieć, bo dziewczyna pojawiła się w
drzwiach. Zaprosiła mnie do środka i poszliśmy do jej pokoju.
- Czego chcesz? – jej głos również
był suchy.
- Nie mów tak do mnie.
- Harry znowu zaczynasz. Mam dość
rozumiesz? Ciągle nie mów tak do mnie, nie wkurzaj mnie. Ale jeżeli coś chcesz
to Kochanie, nie? To wtedy Rox najlepsza. Nie w takim Harrym się zakochałam.
Już rozumiem to co robisz, ale proszę Cię pomyśl o mnie. Kiedy ostatni raz
powiedziałeś mi że mnie kochasz? Kiedy ostatni raz mnie gdzieś zabrałeś? No
kiedy?! – wykrzyczała, ale miała racje, zawaliłem i chcę to naprawić.
- Przepraszam. – prawie wyszeptałem i
chciałem ją przytulić, ale się wyrwała.
- Nie. Nie chcę Twojego przepraszam.
– podeszła do okna.
- Rox, ale ja naprawdę przepraszam.
Wiem zachowałem się jak dupek. Ale przepraszam. Wiem zaniedbałem nasz związek,
ale chcę wszystko zrobić, żeby go naprawić. Julie przemówiła mi do rozsądku.
- A właśnie Julie. Może dla niej też
byś trochę szacunku znalazł, co?
- Tak, znajdę. Ale wybacz mi. – nie
odezwała się do mnie. – Kochanie.
- I właśnie o to mi chodziło, żebyś
zrozumiał. – przytuliła mnie.
- Kocham Cię. – powiedziałem patrząc
się jej prosto w oczy.
- Ja Ciebie też. – pocałowałem ją.
Brakowało mi tego. Brakowało mi smaku jej ust. Brakowało mi jej całej. Jej
małych rąk, jej ślicznych dużych, brązowych oczu, jej ciemnych włosów.
***2 tygodnie później. ***
Julia’sPOV
Minęły dwa tygodnie od kiedy nie widzę chłopaków. Tęsknie za
nimi, brakuję mi ich. Nie dzwonili, nie pisali. Nawet ich nigdzie nie
spotkałam. Trudno mi bez nich. Ale w sumie mam Niall’a, Zayn’a, Liam’a, Louis’a
no i Rox. Tak. Zaprzyjaźniłam się z nimi. Ale oni jakoś nie umieją zastąpić mi
Ryana, Chaz’a i przede wszystkim Justina. A problemy i tak się nie skończyły.
Wiedziałam. I poranek znowu taki sam jak zawsze. Śniadanie i tv.
-Julie, powiesz nam w końcu co się
wtedy stało? – zapytała mama.
- Nie. Mówiłam wam już, że nie. –
odpowiedziałam i wzięłam gryza kanapki. Mama wyszła, po chwili usłyszałam
dzwonek do drzwi. Wstałam i otworzyłam.
- Hej, dawno się nie
widzieliśmy.
***
No to następny. :)
Wiecie nie obraziłabym się jak bym czsami przeczytała jakiegoś komentarza, nawet miło by było. :)
Przepraszam, jeżeli was tym opowiadaniem zanudzam.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz