niedziela, 2 czerwca 2013

Part.4

Popatrzyłem na Julie, a ona na mnie. W jej oczach był widzialny smutek.
- Co Ty tu robisz? – zapytał Ryan nadal stojąc w progu pokoju. Julia mu nie odpowiedziała, tylko wstała i udała się do łazienki.
- Stary co ona tu robi? – znowu zapytał. Był zdziwiony i to bardzo.
- Eh.. Nic. – podrapałem się po głowie.
- Nie pierdol, że nic. Okay? Dobrze wiesz, że to moja przyjaciółka, a Ty ją sobie przyprowadzasz do domu. Tak jak by nigdy nic. – krzyczał wymachując rękami, w tej samej chwili przyszedł do pokoju Chaz.
- Zamknij się, kurwa! Przyjaciółką? Była Twoją przyjaciółką. – chyba trafiłem w czuły punkt, bo Ryan od razu opuścił głowę na dół. – Wiesz ile jej wyrządziłeś krzywdy?! Ile cierpiała idioto! I kurwa będę przyprowadzał do domu kogo chcę, okay? Obojętne czy to będzie Twoja przyjaciółka, była czy wróg. – Ryan nic nie powiedział wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami. Usiadłem na łóżku i patrzyłem na wschodzące słońce. Chaz mi się przyglądał.
- Chcesz powiedzieć, że tutaj jest Julia? – zapytał. Nie odpowiedziałem mu. – Justin do cholery odpowiedz mi. – nadal się nie odezwałem. – Kurwa pojebani. – wyszedł z pokoju. Zjebali mi humor do cholery. A w sumie mogłem się tego spodziewać. To była oczywista reakcja. Obojętnie, czy bym do niego podszedł, powiedział na spokojnie, czy właśnie widział by ją w pokoju. Tak samo by zareagował. Podszedłem do drzwi łazienki. Płakała. Lekko zapukałem.
- Julie. Wyjdź, proszę. – przez chwilę było cicho, ale otwarła mi drzwi, była cała zapłakana, miałem ochotę ją przytulić, a to rzadkość. 

- Dlaczego mi nie powiedziałeś, że z nimi mieszkasz?
- Nie przyszło mi to do głowy. – znowu zamknęła przede mną drzwi. – Julie.
- Zostaw mnie! – krzyknęła.
Odpuściłem i wyszedłem na taras, by zapalić.
- Chcę do domu. – gwałtownie się odwróciłem. Nadal płakała. Wyglądała tak niewinnie, ale za to ja poczułem się winny. Mogłem jej powiedzieć. Przecież i tak by doszło do tego spotkania. Ale nie wiedziałem, że w takich okolicznościach. Patrzyłem na nią, a z jej oczu cały czas lały się łzy. Nie chciałem żeby wracała do domu. Nie wiem czemu po prostu nie chciałem. Może dlatego, ze dawno nie gadałem z dziewczyną. Haha, Bieber co Ty mówisz. Przedwczoraj jedną pieprzyłeś. Na samą myśl przeszły mnie ciarki. Nie żebym narzekał. Ale nie gadałem z nią tak i nie czułem się przy niej tak, jak przy Julii. Co się dziwić, tamta to zwykła dziwka. Nic nie znacząca. A Julia. Hmm. Sam nie wiem. Nie znam jej. Z powrotem się obróciłem.
- Zawieziesz mnie do domu, czy mam sama sobie poradzić? – zapytała, a w jej głosie słychać było zdenerwowanie. Nie odpowiedziałem. – Okay, dzięki sama sobie poradzę. – usłyszałem trzaśnięcie drzwiami. Moja reakcja była natychmiastowa. Pobiegłem za nią.
- Julie! Stój. – w ostatniej chwili chwyciłem ją za nadgarstek.
- Spierdalaj! – krzyknęła i poszła przed siebie. Trzasnąłem drzwiami.
- Woah, chyba przegiąłeś. – usłyszałem dobrze znany mi głos. Obróciłem się. – Wiesz co ja nie Ryan, kłócić się z Tobą nie będę.  Chyba nieźle ją wkurzyłeś. A ona Ci zaufała. – zrobiłem zdziwioną minę. – Tak. Jeżeli by tak nie było, nawet by tutaj nie spała.  Nie wiem co między wami wczoraj zaszło, nawet nie pytam, bo i tak mi nie odpowiesz. Ale nie skrzywdź jej tak jak zrobiliśmy to my. – Co on w ogóle do mnie pierdoli? Ale ma rację i przyznaję się do tego, że ją skrzywdził. Zrobił mi się mętlik w głowie. Nic nie odpowiadając poszedłem do pokoju.

Julia’sPOV

Dupek. Kurwa! Nie no wkurzyłam się i to na maksa. Mógł mi powiedzieć, że z nimi mieszka. A w sumie też jestem sama sobie winna. Nie chciałam już płakać. Będę silna, więcej nie uronię przez nich łez. Tak nie oszukuj samej siebie. Tak w ogóle to gdzie ja jestem? Zgubiłam orientację w terenie, nawet nie znałam tej okolicy. Tak i co ja teraz zrobię? Jedynym wyjściem z tej sytuacji było zadzwonienie do mojego taty.
- Co jest Kochanie? – usłyszałam wesoły głos taty.
- Hej, tato, bo jest problem. Nie wiem gdzie jestem i..
- Co? Jak to nie wiesz?
- Nie denerwuj się. Po prostu nie wiem jak wrócić do domu. Mógł byś po mnie przyjechać?
- Tak. Gdzie jesteś, opisz mi miejsce.
- Em.. Jestem obok jakiegoś instytutu.
- Aa dobra wiem. Siedź tam, ja zaraz będę. – rozłączył się. Eh, oby nie robił mi jakiś kazań. Nie cierpię tego. Siedziałam na ławce i bawiłam się końcem bluzki, o niczym wtedy nie myślałam, naprawdę o niczym. Nagle moim oczom ukazał się biały Range Rover. Szybko wstałam i wsiadłam do samochodu. 
- Hej. – przywitałam się z ojcem dając mu całusa w policzek.
- Byłaś u koleżanki… Kotek Ty płakałaś? – przed moim ojcem nic się nie dało ukryć.
- Nie. Chyba się nie wyspałam.
- Nie odjedziemy dopóki mi nie powiesz dlaczego płakałaś i dlaczego nikt Cię nie odwiózł.
- Tato. – popatrzyłam na niego błagalnym wzrokiem. Ale on nigdy na niego nie działa, może tylko wtedy jak ma mi coś kupić.
- Nie tato. Tylko mów co się stało. – patrzył na mnie surowym wzrokiem.
- Pokłóciłam się z koleżanką. – odpowiedziałam patrząc przed siebie. I przypominając sobie co tak naprawdę się stało.
- No niech Ci będzie. Niby Ci wierzę. – uśmiechnął się do mnie, odwzajemniłam uśmiech. Tak przed moim ojciec nic się nie dało ukryć. I przy mamie nawet był spoko. Hah. Serio, bez mamy mogę z nim porozmawiać, a przy niej nie zawsze. I nie był dla mnie taki surowy, jak mama. Cóż. Chyba byłam córeczką tatusia. Tak zdecydowanie. Jeżeli chcę coś sobie kupić, zawsze proszę tatę. On da na wszystko, nie żałuje. A mamę musiałabym prosić latami. Za to Michael do niej podejdzie i zawsze dostaję. Ja wolę tatę. Jechaliśmy rozmawiając na różne tematy, a najbardziej o tym, że chciałabym nową komórkę i chcę wreszcie swój samochód. Powiedział, że się oczywiście nad tym zastanowi, ale znając życie nic z tego nie będzie. Podjechaliśmy pod dom, pożegnałam się z tatą, bo wracał do pracy i weszłam do środka. Ściągnęłam buty.. tak znalazłam u Justin’a jakieś stare Vansy, ubrałam jego skarpetki i oto miałam, jakieś tam buty.  Usłyszałam głosy w salonie, od razu tam poszłam. Siedział tam Michael i jego kolega Tom, którego bardzo lubię.
- Hej Tomy! – krzyknęłam i wskoczyłam na kanapę.
- Hej słodka! – uśmiechnął się do mnie. Nie wiem czemu, ale zawsze mnie tak nazywał, a ja to lubię. Chociaż jest młodszy ode mnie, bo ma dopiero 15, ale to szczegół.
- A mnie to już tutaj nie ma? – oburzył się Mike.
- No hej, hej. Jak bym mogła zapomnieć o moim najukochańszym bracie – powiedziałam sarkastycznie.
- Też Cię kocham. – Tom tylko siedział i nam się przyglądał oraz miał niezła polewkę.  Napisałam do Rox z zapytaniem co robi. Na odpowiedź nie musiałam długo czekać: „No hej! Nudzę się strasznie. ;( Jesteś w domu?” szybko jej odpisałam, że tak i że ma wbijać. Siedziałam tak z  nimi i oglądaliśmy jakąś daremną komedie. Tak. Nuuuudy, jak dla mnie. Ale starałam się nie myśleć o chłopakach, więc oglądanie tego badziectwa było dobrym rozwiązaniem. Po 5 minutach Rox wpadła do salonu. Przywitała się z chłopakami i usiadła obok mnie. 
- To gadaj gdzie wczoraj zniknęłaś? – przerwała ciszę dziewczyna.
- Chodź do mnie. – wstałam z kanapy i udałam się na górę dziewczyna zrobiła to samo co ja.
Opowiedziałam jej wszystko od początku. O chłopakach i o wczorajszej „akcji”.
- Czy Ty totalnie ogłupiałaś? Przecież za nimi tęsknisz. Ej! – Rox nie znała chłopaków. Ale dużo jej o nich opowiadałam i wie ile dla mnie znaczą i widziała bardzo dużo ich fotek.  Wstałam z łózka i wyszłam na balkon.
- Julie. Przecież.. Jejku. Głupia jesteś. – usiadła na krzesło.
- Wiem. – odpowiedziałam cicho. - Możemy porozmawiać o czymś innym? – usiadłam obok niej na mojej huśtawce. – Jak tam ten Harry?
- Znakomicie. I chłopcy Cię bardzo polubili. – chociaż tyle, ja też ich polubiłam. Siedziałyśmy tak gadając prawie o niczym. Była 17, znowu trochę zgłodniałam i jak się okazało Rox także. Więc zeszłyśmy na dół by sobie coś przygotować. Zajrzałam do lodówki.
- Hmm.. Kanapki? – zapytałam.
- Okay. – odpowiedziała. Zaczęłam wyciągać potrzebne produkty. Nagle przerwał mi dzwonek do drzwi.
- Ja nie! – krzyknął Mike. Położyłam sałatę i poszłam otworzyć. Otworzyłam drzwi, moje oczy tego się nie spodziewały.

- Ze mną porozmawiasz? Może nie jestem taki ważny jak Ryan, ale proszę daj mi chwilę.
_______________________________________________________________________
Doczekałam sie jednego komentarza i dla Ciebie dodaję następny rozdział. <3
Osobiście jakoś mi sie nie podoba. ;\ 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz