Popatrzyłem na Julie, a ona na mnie.
W jej oczach był widzialny smutek.
- Co Ty tu robisz? – zapytał Ryan
nadal stojąc w progu pokoju. Julia mu nie odpowiedziała, tylko wstała i udała
się do łazienki.
- Stary co ona tu robi? – znowu
zapytał. Był zdziwiony i to bardzo.
- Eh.. Nic. – podrapałem się po
głowie.
- Nie pierdol, że nic. Okay? Dobrze
wiesz, że to moja przyjaciółka, a Ty ją sobie przyprowadzasz do domu. Tak jak
by nigdy nic. – krzyczał wymachując rękami, w tej samej chwili przyszedł do
pokoju Chaz.
- Zamknij się, kurwa! Przyjaciółką?
Była Twoją przyjaciółką. – chyba trafiłem w czuły punkt, bo Ryan od razu
opuścił głowę na dół. – Wiesz ile jej wyrządziłeś krzywdy?! Ile cierpiała
idioto! I kurwa będę przyprowadzał do domu kogo chcę, okay? Obojętne czy to
będzie Twoja przyjaciółka, była czy wróg. – Ryan nic nie powiedział wyszedł z
pokoju trzaskając drzwiami. Usiadłem na łóżku i patrzyłem na wschodzące słońce.
Chaz mi się przyglądał.
- Chcesz powiedzieć, że tutaj jest
Julia? – zapytał. Nie odpowiedziałem mu. – Justin do cholery odpowiedz mi. –
nadal się nie odezwałem. – Kurwa pojebani. – wyszedł z pokoju. Zjebali mi humor
do cholery. A w sumie mogłem się tego spodziewać. To była oczywista reakcja.
Obojętnie, czy bym do niego podszedł, powiedział na spokojnie, czy właśnie
widział by ją w pokoju. Tak samo by zareagował. Podszedłem do drzwi łazienki.
Płakała. Lekko zapukałem.
- Julie. Wyjdź, proszę. – przez
chwilę było cicho, ale otwarła mi drzwi, była cała zapłakana, miałem ochotę ją
przytulić, a to rzadkość.
- Dlaczego mi nie powiedziałeś, że z
nimi mieszkasz?
- Nie przyszło mi to do głowy. –
znowu zamknęła przede mną drzwi. – Julie.
- Zostaw mnie! – krzyknęła.
Odpuściłem i wyszedłem na taras, by
zapalić.
- Chcę do domu. – gwałtownie się
odwróciłem. Nadal płakała. Wyglądała tak niewinnie, ale za to ja poczułem się
winny. Mogłem jej powiedzieć. Przecież i tak by doszło do tego spotkania. Ale
nie wiedziałem, że w takich okolicznościach. Patrzyłem na nią, a z jej oczu
cały czas lały się łzy. Nie chciałem żeby wracała do domu. Nie wiem czemu po
prostu nie chciałem. Może dlatego, ze dawno nie gadałem z dziewczyną. Haha,
Bieber co Ty mówisz. Przedwczoraj jedną pieprzyłeś. Na samą myśl przeszły mnie
ciarki. Nie żebym narzekał. Ale nie gadałem z nią tak i nie czułem się przy
niej tak, jak przy Julii. Co się dziwić, tamta to zwykła dziwka. Nic nie
znacząca. A Julia. Hmm. Sam nie wiem. Nie znam jej. Z powrotem się obróciłem.
- Zawieziesz mnie do domu, czy mam
sama sobie poradzić? – zapytała, a w jej głosie słychać było zdenerwowanie. Nie
odpowiedziałem. – Okay, dzięki sama sobie poradzę. – usłyszałem trzaśnięcie
drzwiami. Moja reakcja była natychmiastowa. Pobiegłem za nią.
- Julie! Stój. – w ostatniej chwili
chwyciłem ją za nadgarstek.
- Spierdalaj! – krzyknęła i poszła
przed siebie. Trzasnąłem drzwiami.
- Woah, chyba przegiąłeś. –
usłyszałem dobrze znany mi głos. Obróciłem się. – Wiesz co ja nie Ryan, kłócić
się z Tobą nie będę. Chyba nieźle ją
wkurzyłeś. A ona Ci zaufała. – zrobiłem zdziwioną minę. – Tak. Jeżeli by tak
nie było, nawet by tutaj nie spała. Nie
wiem co między wami wczoraj zaszło, nawet nie pytam, bo i tak mi nie odpowiesz.
Ale nie skrzywdź jej tak jak zrobiliśmy to my. – Co on w ogóle do mnie
pierdoli? Ale ma rację i przyznaję się do tego, że ją skrzywdził. Zrobił mi się
mętlik w głowie. Nic nie odpowiadając poszedłem do pokoju.
Julia’sPOV
Dupek. Kurwa! Nie no wkurzyłam się i to na maksa. Mógł mi powiedzieć, że z
nimi mieszka. A w sumie też jestem sama sobie winna. Nie chciałam już płakać.
Będę silna, więcej nie uronię przez nich łez. Tak nie oszukuj samej siebie. Tak w ogóle to gdzie ja jestem?
Zgubiłam orientację w terenie, nawet nie znałam tej okolicy. Tak i co ja teraz
zrobię? Jedynym wyjściem z tej sytuacji było zadzwonienie do mojego taty.
- Co jest Kochanie? – usłyszałam
wesoły głos taty.
- Hej, tato, bo jest problem. Nie
wiem gdzie jestem i..
- Co? Jak to nie wiesz?
- Nie denerwuj się. Po prostu nie
wiem jak wrócić do domu. Mógł byś po mnie przyjechać?
- Tak. Gdzie jesteś, opisz mi
miejsce.
- Em.. Jestem obok jakiegoś
instytutu.
- Aa dobra wiem. Siedź tam, ja zaraz
będę. – rozłączył się. Eh, oby nie robił mi jakiś kazań. Nie cierpię tego.
Siedziałam na ławce i bawiłam się końcem bluzki, o niczym wtedy nie myślałam,
naprawdę o niczym. Nagle moim oczom ukazał się biały Range Rover. Szybko
wstałam i wsiadłam do samochodu.
- Hej. – przywitałam się z ojcem
dając mu całusa w policzek.
- Byłaś u koleżanki… Kotek Ty
płakałaś? – przed moim ojcem nic się nie dało ukryć.
- Nie. Chyba się nie wyspałam.
- Nie odjedziemy dopóki mi nie
powiesz dlaczego płakałaś i dlaczego nikt Cię nie odwiózł.
- Tato. – popatrzyłam na niego
błagalnym wzrokiem. Ale on nigdy na niego nie działa, może tylko wtedy jak ma
mi coś kupić.
- Nie tato. Tylko mów co się stało. –
patrzył na mnie surowym wzrokiem.
- Pokłóciłam się z koleżanką. –
odpowiedziałam patrząc przed siebie. I przypominając sobie co tak naprawdę się
stało.
- No niech Ci będzie. Niby Ci wierzę.
– uśmiechnął się do mnie, odwzajemniłam uśmiech. Tak przed moim ojciec nic się
nie dało ukryć. I przy mamie nawet był spoko. Hah. Serio, bez mamy mogę z nim
porozmawiać, a przy niej nie zawsze. I nie był dla mnie taki surowy, jak mama.
Cóż. Chyba byłam córeczką tatusia. Tak zdecydowanie. Jeżeli chcę coś sobie
kupić, zawsze proszę tatę. On da na wszystko, nie żałuje. A mamę musiałabym
prosić latami. Za to Michael do niej podejdzie i zawsze dostaję. Ja wolę tatę.
Jechaliśmy rozmawiając na różne tematy, a najbardziej o tym, że chciałabym nową
komórkę i chcę wreszcie swój samochód. Powiedział, że się oczywiście nad tym
zastanowi, ale znając życie nic z tego nie będzie. Podjechaliśmy pod dom,
pożegnałam się z tatą, bo wracał do pracy i weszłam do środka. Ściągnęłam
buty.. tak znalazłam u Justin’a jakieś stare Vansy, ubrałam jego skarpetki i
oto miałam, jakieś tam buty. Usłyszałam
głosy w salonie, od razu tam poszłam. Siedział tam Michael i jego kolega Tom,
którego bardzo lubię.
- Hej Tomy! – krzyknęłam i wskoczyłam
na kanapę.
- Hej słodka! – uśmiechnął się do
mnie. Nie wiem czemu, ale zawsze mnie tak nazywał, a ja to lubię. Chociaż jest
młodszy ode mnie, bo ma dopiero 15, ale to szczegół.
- A mnie to już tutaj nie ma? –
oburzył się Mike.
- No hej, hej. Jak bym mogła zapomnieć
o moim najukochańszym bracie – powiedziałam sarkastycznie.
- Też Cię kocham. – Tom tylko
siedział i nam się przyglądał oraz miał niezła polewkę. Napisałam do Rox z zapytaniem co robi. Na
odpowiedź nie musiałam długo czekać: „No hej! Nudzę się strasznie. ;( Jesteś w
domu?” szybko jej odpisałam, że tak i że ma wbijać. Siedziałam tak z nimi i oglądaliśmy jakąś daremną komedie.
Tak. Nuuuudy, jak dla mnie. Ale starałam się nie myśleć o chłopakach, więc
oglądanie tego badziectwa było dobrym rozwiązaniem. Po 5 minutach Rox wpadła do
salonu. Przywitała się z chłopakami i usiadła obok mnie.
- To gadaj gdzie wczoraj zniknęłaś? –
przerwała ciszę dziewczyna.
- Chodź do mnie. – wstałam z kanapy i
udałam się na górę dziewczyna zrobiła to samo co ja.
Opowiedziałam jej wszystko od
początku. O chłopakach i o wczorajszej „akcji”.
- Czy Ty totalnie ogłupiałaś?
Przecież za nimi tęsknisz. Ej! – Rox nie znała chłopaków. Ale dużo jej o nich
opowiadałam i wie ile dla mnie znaczą i widziała bardzo dużo ich fotek. Wstałam z łózka i wyszłam na balkon.
- Julie. Przecież.. Jejku. Głupia
jesteś. – usiadła na krzesło.
- Wiem. – odpowiedziałam cicho. -
Możemy porozmawiać o czymś innym? – usiadłam obok niej na mojej huśtawce. – Jak
tam ten Harry?
- Znakomicie. I chłopcy Cię bardzo
polubili. – chociaż tyle, ja też ich polubiłam. Siedziałyśmy tak gadając prawie
o niczym. Była 17, znowu trochę zgłodniałam i jak się okazało Rox także. Więc
zeszłyśmy na dół by sobie coś przygotować. Zajrzałam do lodówki.
- Hmm.. Kanapki? – zapytałam.
- Okay. – odpowiedziała. Zaczęłam
wyciągać potrzebne produkty. Nagle przerwał mi dzwonek do drzwi.
- Ja nie! – krzyknął Mike. Położyłam
sałatę i poszłam otworzyć. Otworzyłam drzwi, moje oczy tego się nie
spodziewały.
- Ze mną porozmawiasz? Może nie jestem
taki ważny jak Ryan, ale proszę daj mi chwilę.
_______________________________________________________________________
Doczekałam sie jednego komentarza i dla Ciebie dodaję następny rozdział. <3
Osobiście jakoś mi sie nie podoba. ;\

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz