- Spierdalaj! – krzyknął nie
puszczając moich włosów i jeszcze mocniej za nie szarpnął.
Nieznany głos znowu się powtórzył i
podszedł bliżej, ale nadal nie mogłam zobaczyć kto to, nawet o tym nie
myślałam. Ból, który mi sprawiał był nie do zniesienia.
- Zostaw ją! Trzeci raz się nie
powtórzę. – syknął.
- Haha. Weź koleś nie Twoja sprawa,
więc spieprzaj, bo jak nie..
- Bo jak nie to co? Hmm. – usłyszałam
śmiech. Popatrzyłam na niego. Był to ten sam chłopak, który mnie wtedy popchnął.
Podszedł do niego i chwycił go za ciuchy oraz przystawił do ściany. – Bo jak
nie to co?! – powiedział cicho, ale wyraźnie.
- Nic, dobra wyluzuj. Jest okay. –
chłopak podniósł ręce w obronnym geście.
- No, tak myślę. Czy mam Cię
potraktować tak jak Ty ją? – zapytał, na co chłopak pokiwał tylko głową. -
Wynocha mi stąd, kurwa! – nie zwracałam uwagi na to co robią, ale słysząc to
spieprzali gdzie pieprz rośnie. Siedziałam tam na ziemi, cała zapłakana, czułam
się strasznie i do tego było mi zimno. Zastanawiałam się dlaczego mi pomógł.
Poczułam, że kładzie mi na plecy swoją kurtkę i podaję mi rękę.
- Chodź. – powiedział czułym głosem.
Wzięłam jego rękę i podniosłam się z ziemi. Popatrzyłam na niego, a mój żołądek
obrócił się o 180o. Miał wręcz karmelowe tęczówki, na widok których
moje nogi się ugięły. Był przystojny, śliczny. Dobra Julia ogarnij się! Chłopak wziął mnie za rękę i ciągnął w
stronę ulicy.
Doprowadził mnie do swojego czarnego Range Rover’a i otworzył mi
drzwi. Popatrzyłam na niego dziwnie, ocierając łzy. W tej chwili dopiero
dotarło do mnie co tak naprawdę się stało i łzy same płynęły po policzku. Jak
by nie brunet. No właśnie, jak by nie on, to co by mi zrobili?
- Mała wejdź. – wyrwał mnie z
zamyślenia.
- Em.. Ale.. Chciałam Ci podziękować.
– wystukałam pociągając nosem.
- Dobra. Podziękujesz mi w
samochodzie. Wsiadaj, bo piździ. – poganiał mnie machając ręką. Posłuchałam go
i wsiadłam do środka. Po chwili chłopak znalazł się obok mnie i podał mi
chusteczki.
- Przestań płakać. – ale ja nie potrafiłam.
Łzy same spływały mi po policzkach, nie kontrolowałam tego. – Julie. –
powiedział czułym głosem. Popatrzyłam na niego z dziwieniem.
- Skąd wiesz jak mam na imię? –
zapytałam. Przecież, nie przedstawiałam
mu się.
- Ryan. – odpowiedział odpalając
fajkę.
- Aaaa. No tak, mogłam się domyślić.
Co to miało znaczyć Ryan. Że co, że
opowiadał mu o mnie. No w sumie kumplują się to trudno żeby nie. Nie pytałam o
nic tylko próbowałam odgonić dym sprzed mojego nosa. Nie byłam do tego
przyzwyczajona. Chłopak to zauważył i lekko odchylił okno. Przypomniało mi się,
że w pełni mu nie podziękowałam, więc zaczęłam.
- Jeszcze raz dziękuje. Gdy by nie
Ty, to nie wiem, jak by się to skończyło, nawet nie wiem dlaczego się mnie
uczepili. Chyba wiszę Ci przysługę. – Boże
ja rozmawiam z chłopakiem i to jeszcze takim!
- Nie ma za co. Byłem blisko. Po za
tym nie cierpię, gdy ktoś robi krzywdę dziewczynie. Jak byś się może tak nie
ubrała, to by się nie uczepili. – podniósł brwi i popatrzył na mnie od góry do
dołu. - A co do przysługi to pomyślę. Chcesz jechać do domu? – ten chłopak jest
miły. Przecież wydawał się taki chamski.
- Nie chcę. – wymamrotałam. Nie
miałam ochoty tam jechać.
- Okay. – chłopak odpalił samochód i
ruszył z piskiem opon. Zastanawiałam się gdzie mnie zawiezie, ale nie miałam
zamiaru się o to pytać. Jechaliśmy w ciszy, słuchając jakieś tandetnej muzyki. Boże jeszcze trochę i nie wytrzymam! Postanowiłam
przerwać ciszę.
- A Ty jak masz na imię? – zapytałam
zerkając na niego. Uśmiechnął się, a ja poczułam stado motyli w brzuchu. Miał
prześliczny uśmiech. Gwałtownie zagryzłam wargę.
- Justin. – odpowiedział.
- Uwielbiam to imię. – o mój Boże. To
było nie kontrolowane. No przecież zawsze muszę coś palnąć.
- Twoje też jest śliczne. – oblizał
usta. Poczułam, że czerwienią mi się policzki.
Justin’sPOV
- A Ty jak masz na imię? – zapytała
zerkając na mnie. Uśmiechnąłem się. A ona przygryzła wargę. Słodko wyglądała.
Była zdenerwowana.
- Justin. – odpowiedziałem.
- Uwielbiam to imię. – powiedziała.
Stwierdzam jej słodki głosik, aż pieścił ucha.
- Twoje też jest śliczne. – oblizałem
usta. Dziewczyna zaczęła bawić się palcami, byłą spięta, nawet tak wyglądała.
Dojechałem do mojego domu, a tak na serio to mojego, Ryan’a i Chaz’a. Nie było
ich w domu, więc mogłem spokojnie wziąć Julie ze sobą.
- Idziesz? – zapytałem. Dziewczyna
spojrzała na mnie zdezorientowana, chyba o czymś myślała.
- Em. Tak. – otworzyła i drzwi i
wysiadła. Zrobiłem to samo. Dziewczyna podeszła do mnie na bosaka.
- Hahah. Szpilki to gówno, no nie? –
zapytałem pokazując palcem na czerwone buty, które trzymała w ręce. Uśmiechnęła
się do mnie. Miała uroczy uśmiech. No nie dziwie się, że Ryan teraz tak za nią.
Niezła laska z niej.
- No ba.
- Chodź. – położyłem rękę na jej
plecach.
- Auć. – prawie wyszeptała.
Odsłoniłem jej włosy. Miała lekką ranę przecięcia na ramieniu.
- Chodź, opatrzymy to. – udałem się w
stronę drzwi, dziewczyna zrobiła to samo. Weszliśmy do środka. Julia zaczęła
się rozglądać. A po chwili z jej ust wypłynęło jedno słowo : Wow!
Na mnie ta chata jakiegoś wrażenia
nie robiła, może na początku, ale teraz to nie. Zauważyłem, że mała jest
zmęczona, więc zaprowadziłem ją do swojego pokoju i wyciągnąłem jej jakieś
ciuszki.
- Masz. Przebierz się. – podałem jej.
Patrzyła na mnie. Teraz dopiero mogłem zobaczyć jej oczy. Były zielone z
domieszką niebieskiego. Śliczne.
- Em, a czyje to? – zapytała
niepewnie. Ona nadal była przestraszona, a przecież nic jej tutaj nie grozi.
- Mojej siostry. I uspokój się już.
Tutaj jesteś bezpieczna. Nic Ci się już nie stanie. Bynajmniej nie przy mnie. –
uśmiechnąłem się do niej, zrobiła to samo. Wzięła ciuchy i poszła do łazienki.
Po 15 minutach wyszła. Wyglądała okropnie. Hah, żartuję! Wyglądała…. Hmm….
Słodko. Tak. To dobre słowo. Była taka drobna. Nawet bluzka była jej za duża i
spadała jej z ramienia. Siedziałem na łóżku z apteczką, żeby opatrzeć jej tą
ranę. Stała przede mną z przygryzioną wargą.
- Nie przygryzaj tej wargi, jeżeli
nie chcesz, żebym Cię tutaj zaczął pieprzyć.
- Emm… Przepraszam. – zaczerwieniła
się.
- Siadaj. – pokazałem jej miejsce
obok mnie. Usiadła niechętnie i daleko ode mnie. Przybliżyłem się do niej i
powiedziałem na ucho.
- Nie gryzę Kochanie. - dziewczyna
zdrętwiała, na co tylko się uśmiechnąłem. – A teraz Ci opatrzę ranę. –
powiedziałem dziecinnym głosem. Julia się uśmiechnęła, uwielbiam to u niej. Nie no Bieber opanuj się. Nawet jej nie
znasz. Ale można poznać no nie. Kapnąłem wodą utlenioną na jej ranę, na co
ona tylko zasyczała, przykleiłem plaster i lekko pocałowałem. Uśmiechnąłem się
sam do siebie widząc jak dziewczyna się zarumieniła. Postanowiłem pójść wziąć
szybki prysznic.
Julia’sPOV
Opatrzył mi ranę, był przy tym taki
delikatny. Ciacho. I ja z nim
normalnie rozmawiałam i nawet aż tak się nie spinałam, no trochę tak, ale nie
dużo. Za zwyczaj cała się trzęsę, no i mówię głupoty. Ale to już wiecie. Jak
pierwszy raz się z nim „spotkałam”, nie był miły, wręcz przeciwnie był okropny.
Już wtedy mogłam zauważyć, że jest pewnym siebie dupkiem. A teraz? Rozglądnęłam
się po pokoju. Był mega ogromny. Ściany miały odcienie brązu od jasnego do
ciemnego, na niej był napis „Life is not a fairy tale. Remember!”. Okay. Nie
wnikam, może dla niego ten tekst ma jakieś znaczenie. Ale w sumie zgodzę się z
tym. Życie to nie bajka. Szkoda. Wielkie łózko stało na środku pokoju, a w
zachodniej części stała czarna kanapa oraz malutki stolik, a na ścianie wisiała
plazma. Popatrzyłam przez okno, ale nic ciekawego nie zobaczyłam. Jedynie
ciemność i stojące na tarasie krzesła. Trochę mroczny ten pokój. Hah, ale mi
się podoba. Położyłam się na białą pościel, a głowę oparłam o brązową poduszkę,
wyjęłam telefon, by napisać mamie, że śpię u koleżanki, a Rox, że ze mną
wszystko w porządku i nie ma się martwić. Położyłam telefon przy głowie. Zamknęłam
na chwilę oczy, ale już ich nie otworzyłam, zasnęłam.
Justin’sPOV
Wróciłem do pokoju. Julie już spała.
Słodko wyglądała. Podszedłem do niej i przykryłem ją kocem. Mam nadzieję, że
Ryan nie będzie zły. A w sumie to o co. Po za tym będę sobie przyprowadzał kogo
tylko chcę. Obojętnie, czy to będzie jego najlepsza przyjaciółka, która go nie
chce znać, czy największy wróg. Mam to
gdzieś. Nie mogłem tej dziewczyny tak po prostu tam zostawić. A jeżeli Ryan by
się dowiedział, że tam byłem i jej nie pomogłem, a jej by się coś stało, jednym
słowem zabił by mnie.
Wziąłem jedna poduszkę, koc i
położyłem się na kanapie obok. Zamknąłem oczy i poszedłem spać.
Rozciągnąłem się. Niewygodna ta
kanapa. Nie jestem przyzwyczajony. Popatrzyłem na łóżko. Julie już nie spała,
siedziała i mi się przyglądała.
- Dzień Dobry. – powiedziałem
zachrypniętym głosem.
- Dzień Dobry. – uśmiechnęła się do
mnie. – Wygodnie?
- Tak, jak najbardziej. –
odpowiedziałem sarkastycznie z uśmiechem na twarzy. Wstałem i rzuciłem się na
wolne miejsce obok Julii. Dziewczyna obróciła się do mnie. Jak z samego rana
wygląda ślicznie. Zauważyłem, że chce coś powiedzieć, ale się wahała. W końcu
wydusiła z siebie.
- Jestem głodna. – powiedziała cicho
spoglądając na mnie.
- Ja też. – zaśmiałem się. – Tylko
nie chcę mi się wstać, a po za tym i tak nic nie ma.
- To mamy problem. – jej ramiona
podniosły się do góry, a później opadły. Uśmiechnąłem się do niej.
- Justin! – do pokoju wpadł Ryan. O kurwa! – Julie? – spoglądał to na
mnie, to na dziewczynę.
_____________________________________________________________________________________________
To jest następny. Mam nadzieję, że się podoba.
Staram się ;)


„…Hej teraz możesz chodzić dumny mówiąc, że uderzyłeś dziewczynę, gdy jej ręce i nogi były kurwa związane! I nie jesteś twardzielem Jason! Jesteś kurewsko głupi i jak coś, jesteś pieprzonym złem, jesteś porywaczem i mordercą. Ludzie jak ty nie zasługują na życie i może dla ciebie jestem suką, ale ludzie jak ty na to zasługują!”
OdpowiedzUsuńJeżeli chcesz dowiedzieć się więcej szczegółów o tym jak zło spotyka diabła, zapraszam na tłumaczenie niesamowitego opowiadania: badmeetsevil-tlumaczenie.blogspot.com
Wpadnij a może zostaniesz na dłużej :)
Jejku, genialnie piszesz. Proszee cie dodaj następny rozdział jak najszybciej ♥
OdpowiedzUsuń