czwartek, 13 czerwca 2013

Part.7

- Masz podstawy, żeby mnie tak nazywać?! Nie! No właśnie. Więc weź się ode mnie odpierdol. Jakoś na imprezie Ci nie przeszkadzałam. Zrobiłam Ci coś?
- Tak. – na jego twarzy pojawił się figlarny uśmieszek, oj chętnie bym go zmyła. – Pozdrów Bieber’a! – krzyknął odchodząc. Kogo mam pozdrowić? Nie znam nikogo takiego.
- Kogo?! – krzyknęłam idąc w jego stronę. Doszliśmy do grupki siedzącej przy ognisku.
- Dobrze wiesz kogo. Wiesz z kim się puszczasz. – poczułam się jak by mnie ktoś kopnął w dupę. Rox otwarła szeroko buzię.
- Co?! Jesteś nie możliwy. Nie jestem Tobą! Do jasnej cholery.
- Zwykła suka! – moje oczy się zaszkliły. Od dawna nikt już na mnie tak nie powiedział.
- A Ty jesteś zwykłym sukinsynem! Nie chce mi się z wami siedzieć. – obróciłam się i ruszyłam przed siebie.
- Julie! Czekaj! – zawołał Niall.
- Nie mam na co. Zostawcie mnie w spokoju! – nawet na nich nie popatrzyłam. Płacząc szłam przed siebie i szczerze nawet nie wiedziałam, że dobrze idę. O dziwo udało mi się wyjść na drogę. Tak jak bym jeszcze wiedział, gdzie ja w ogóle jestem i jak ja teraz wrócę do domu. Co mam zrobić? Do rodziców nie dzwonię, bo będzie znowu nie potrzebna gadka. Justin. Od razu wyciągnęłam telefon, łzy zamazywały mi cały obraz. Uspokój się. Przypominałam sobie słowa Justin’a. Wzięłam głęboki oddech i wybrałam numer.
- No hej Mała. – usłyszałam ciepły głos w słuchawce.      

- Hej. Mam problem.
- Ty znowu płaczesz. – Boże naprawdę? Skąd on to wie? – Obiecałaś. Jaki?
- Nie wiem jak wrócić do domu, jestem przy jakimś lesie i szczerze boję się. – zadrżałam z zimna.
- Eh. Tak dokładnie to gdzie jesteś? – zapytał, a ja mogłam usłyszeć, że brał kluczyki i wychodził z domu.
- Justin naprawdę? Sama nie wiem.
- To jak mam Ci pomóc. Skup się. I opisz mi okolicę, coś co się rzuca w oczy.
- To jest, jak się nie mylę, najbliższy lasek, który tutaj mamy, jeziorko też tu jest.
- Aa okay wiem. Czekaj tam i się nie ruszaj. – rozłączył się. Stałam tam i myślałam o przeszłości. Przypominały mi się wszystkie razy kiedy mnie tak obrażono. Łzy same spływały mi po policzku. Nawet nikt za mną nie pobiegł. Już rozumiem chłopców, ale żeby ani Rox. Przyjaciółka kochana. Usłyszałam nadjeżdżający samochód. Na szczęście był to Justin.
- Co się stało? – podszedł do mnie.  – Co Ty tu robisz sama w środku nocy? – w jego głosie można było usłyszeć troskę. Jej naprawdę, słodziak z niego. – I czemu Ty znowu płaczesz? Ktoś Cię skrzywdził? – złapał mnie za policzek i otarł moje łzy.
- Nie po prostu, jestem tutaj z moją  przyjaciółką, chciała, żebym lepiej poznała jej chłopaka i jego kumpli. Ale tam jest jeden taki typek, zwyzywał mnie od dziwek, suk. – powiedziałam na jednym tchu.
- Co? Gdzie oni są? – zapytał, popatrzyłam mu w oczy, widzialna była złość.
- No tam nad jeziorkiem. – pokazałam kciukiem za siebie. Wziął moją rękę i ciągnął mnie w stronę jeziora. Oczywiście jak to ja musiałam się potknąć, tak ciamajda, ale Justin pomógł mi wstać i szliśmy dalej. Trzymałam jego rękę i czułam, że jego mięśnie są napięte. Ale czemu? Doszliśmy na miejsce. Zabolało, gdy widziałam, że dobrze się bawili, nawet Rox, nie przejęła się tym, że sobie poszłam, a przecież mogłam się zgubić. Wszyscy skierowali wzrok na Justin’a. A on lekko zachichotał.
- Ooo, nasza mała dziwka, już przyprowadziła swojego…
- Malik, uważaj na słowa! – przerwał mu Justin. Skąd on ich zna, skąd go zna? Jezu gubię się. Wszyscy stali jak osłupiali, Liam i Louis jednak zwątpili i usiedli na ławce, czułam jak Rox i Niall oraz Harry wypalają mi dziurę w twarzy. – Jeszcze Ci się to nie znudziło?
- Heh, nie. – wyszczerzył się. Jejku od samego początku ten jego uśmiech doprowadza mnie do białej gorączki.
- Jeszcze raz się tak do niej odezwiesz a inaczej pogadamy! – chłopak puścił moją rękę i podszedł do Zayn’a.
- Oh już się trzęsę. – wyśmiał go.
- Dobrze wiesz do czego jestem zdolny, Malik – na jego twarzy zawidniał łobuzerski uśmiech. Dzieliły ich centymetry, miałam wrażenie, że zaraz się pozabijają. I nikt nie raczył ich od siebie odsunąć. Ich ciała były naprężone. Dotknęłam ramienia Justin’a i poczułam, że jego ciało lekko się odprężyło. Podeszła do mnie Rox i odciągnęła od niego.
- Dlaczego właśnie on? – wyszeptała. Ale o co wam wszystkim chodzi, czy tylko ja go nie znałam? Popatrzyłam na nią bynajmniej takim wzrokiem, jak by mi ojca zabiła.
- Dlaczego on!? Bo może on, nie tak jak Ty, mnie nie zostawił! Przejęłaś się chociaż tym, że sobie poszłam i jak wrócę do domu? – dziewczyna spuściła wzrok. – No właśnie nie! Więc dlatego on! – wyrwałam się z uścisku dziewczyny i uciekłam stamtąd. Łzy zamazywały mi drogę, nie wiedziałam, czy dobrze idę. Nagły pisk wydobył mi się z ust. Znowu się potknęłam, ale tym razem to coś gorszego, bo strasznie boli mnie noga.
- Wszystko dobrze? – pochylił się nade mną Justin. – Wstawaj. – podał mi rękę.
- Ale nie umiem. Strasznie boli mnie kostka. – wziął mnie na ręce. Wtuliłam się w jego tors, czułam się bezpiecznie.

Justin’sPOV

- Wszystko dobrze? – pochyliłem się nad nią. Znowu się przewróciła. Słodka ciamajda. – Wstawaj. – podałem jej rękę.
- Ale nie umiem. Strasznie boli mnie kostka. – no pięknie. Wziąłem ją na ręce. Wtuliła się w mój tors. Wyglądała tak bezbronnie, niewinnie. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Nie dam jej skrzywdzić. Posadziłem ją na miejscu pasażera.
- Chcesz jechać do domu? – zapytałem.
- Nie. – prawie wyszeptała. Dziewczyna przez całą drogę się nie odzywała, ja również. Byłem zły, bo wiem, jakim typem jest Zayn i jego paczka. Ta jej przyjaciółka to chyba jakaś głupia jest. Ale mniejsza z tym, ważne by Julie się z nimi nie zadawała. Dojechaliśmy do mojego domu. Wyciągnąłem kluczyki z stacyjki i wyszedłem z auta.
- Justin, ja nie dam rady sama wyjść. – zawołała Julia. Kurczę zapomniałem. 
- To już nie mój problem. – drażniłem się z nią.
- Nie no dzięki. Sama sobie poradzę. – ledwo wyszła z samochodu. Wariatka. Podszedłem do niej i przerzuciłem ją sobie przez ramie. 
- Idiota. – zachichotała.
- Mała, nie przeginaj. – powiedziałem przez śmiech.
- Okay, okay, przepraszam Pana, już więcej nie będę. – zachichotałem. Weszliśmy do środka. Od razu przywitał nas Chaz.
- Woah, widzę, że Justin Cię już na rękach nosi. – spiorunowałem go wzrokiem. Chłopak tylko podniósł ręce w obronnym geście.
- Hej Chazy. Jeżeli bym umiała iść, to bym tego idiot… tego Pana nie prosiła o to, nawet bym nie chciała. – mówiła Julie, dalej wisząca głową do dołu.
- Oh ja to sobie zapamiętam. – posadziłem ją na kanapie. A sam udawałem obrażonego i poszedłem na górę.
- Justin. – zignorowałem wołanie Julie. Chciałem wejść do mojego pokoju, ale usłyszałem jakieś głosy w pokoju Ryan’a. Ja ciekawski musze sprawdzić kto to. Wszedłem do środka.
- Austin? Co Ty tu robisz? – zdziwiłem się. – Nie masz koncertu? – wyśmiałem go. Haha, dla mnie to śmieszne, chodzenie po tej scenie i darcie się w mikrofon. Ale w sumie lasek po pęczki.    
- Hej Justin. Mam do was sprawę i nawet wiesz o jaką mi chodzi.
- Eh no wiem.
- No będziemy musieli wyjechać, może na tydzień. 
- Okay. Później obgadamy sprawę, okay? Ryan, Julie tu jest więc proszę Cię nie spierdol niczego, okay? – popatrzyłem na chłopaka, a w jego oczach zapaliły się iskierki nadziei. – I proszę Cię nie zaczynaj znowu tamtego tematu. – chłopak trochę się zmieszał i tylko pokiwał głową.
- Co za Julie, mogę ją poznać? – Austin poruszał zabawnie brwiami. Zeszliśmy na dół. Julie siedziała na kanapie z Chaz’em i zabawnie się śmiała. Usiadłem obok niej, a naprzeciwko nas Austin i Ryan. Dziewczyna się trochę spięła, popatrzyła na mnie, a ja tylko się uśmiechnąłem. Odprężyła się.
- Hej, jestem Austin, a Ty Julie?

- Tak. – dziewczyna się lekko uśmiechnęła. Rozmawialiśmy na różne tematy. I szczerze nie podobało mi się w jaki sposób Austin patrzył na Julie. Ciągle ją podrywał na denne teksty. Miałem ochotę go udusić. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz