środa, 19 czerwca 2013

Part.9

Chłopak podszedł do mnie i złapał mnie w tali oraz gwałtownie do siebie przybliżył.
- Greg! Nie rozpędzaj się. – usłyszałam głos. Odsunął się ode mnie i teraz mogłam zobaczyć kto to, ale tego to się akurat nie spodziewałam.
- Zayn?
- Zdziwiona? To jeszcze Twój chłopaczek Ci o mnie nie opowiadał? – zapytał robiąc idealne kółeczko z dymu.
- Zgaduję, że nie. O sobie też nie zdążył? – nie odzywałam się. Byłam zdezorientowana. - Wiesz może po co wyjechał? Prawda, że nie. Hah. Cały Bieber. Ale Kochanie, nie licz na niego, wyjechał i wątpię, że wróci. – na jego twarzy pojawił się przebiegły uśmieszek. Znowu chęć zmycia mu go z twarzy. Zacisnęłam rękę. Dlaczego powiedział, że nie wróci?
- Gówno wiesz! – krzyknęłam. 

- Naiwna suka. – zaśmiał mi się prosto w twarz. - Wiesz ile dziewczyn już oszukał? Nie. – denerwował mnie tym odpowiadaniem za mnie.
- Nie wież mu. - mała dziewczyna wyłoniła się zza Zayn’a. Szczerze, nie była ładna, bynajmniej nie dla mnie.
- Justin to kawał sukinsyna, nie będę Ci mówić, czym się zajmuje, to jego sprawa, powie Ci, lub nie, znając życie, nie powie. Ale wątpię, że wróci.
- Skąd taka pewność? Nie znasz go.
- Heh, znam. Wiesz byliśmy parą. Też nagle musiał wyjechać. I wrócił po 5 miesiącach i zachowywał się tak jak by mnie w ogóle nie znał. On już taki jest, więc nie zawracaj sobie nim głowy. Jesteś dla niego kolejną zabawką.
- Dlaczego mam Ci wierzyć? – miałam mętlik w głowie. Naprawdę, Justin mógł by to zrobić, przecież ta wiadomość, że jeżeli będzie coś nie tak to mam dać znać, będzie tęsknić. Naprawdę umiał aż tak bajerować?
- Popatrz. – pokazała mi zdjęcie jej i Justina w telefonie, tak byli parą. Zabolało mnie to. Naprawdę Justin? Nie mogłam uwierzyć. Ale nie znam go, więc. Spuściłam głowę na dół, ziemia w tym momencie wydawała się bardzo interesującą.
- Ale… - przerwałam, nie wiedziałam co powiedzieć.
- No właśnie. - wyrwał Zayn.
- Ja.. muszę.. iść. – nie mogłam uwierzyć. Był jedynym chłopakiem, przy którym czułam się dobrze i z którym w ogóle rozmawiałam. Zaufałam mu. Odwróciłam się i już chciałam iść, kiedy zawołał mnie Zayn.
- Julie! Zaczekaj podwiozę Cię. – co, czy ja dobrze usłyszałam? Obojętne mi to. Odwróciłam się. I popatrzyłam na niego zaszklonymi oczami. Nie wiem czemu, ale zabolało mnie to. Nie mówiąc nic podeszłam do samochodu i weszłam do środka. 
- Gdzie Cię zawieź? – zapytał wyciągając fajkę z kieszeni.
- Do sklepu. – odpowiedziałam załamującym się głosem, a chłopak spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem. – No na zakupy szłam.
- Aa okay. – nic więcej nie mówiąc podwiózł mnie do sklepu.
- Dzięki. – otworzyłam sobie drzwi.
- Poczekać na Ciebie?
- Nie, dzięki, przejdę się. – wyszłam z samochodu. W sklepie chodziłam jak naćpana, 5 razy wracałam się po jedną rzecz. Po 20 minutach byłam w domu.
- No jesteś wreszcie. Co tak długo? – odłożyłam zakupy na blacie i jak w transie poszłam przed siebie. – Hej Kochanie, co się stało? – zabrzęczało mi w uszach.
- Nic, mamo. – poszłam na górę. Zamknęłam za sobą drzwi i swobodnie z płaczem po nich zjechałam.  
Dlaczego płakałam? Ten chłopak, cóż, podobał mi się, więc jak wy byście się poczuli? Ja się czułam strasznie. Znowu dałam się oszukać. Ale przecież, czy mogłam im wierzyć? W sumie nie. Ale wierzę. Dziewczyna mówiła raczej na serio. Poczułam wibrację mojego telefonu, szybkim ruchem wyciągnęłam go z kieszeni spodni. Przejechałam po nim kciukiem, by go odblokować. Skręciło mnie w żołądku, dzwonił Justin, gwałtownie rzuciłam telefonem o ścianę. Odbił się tylko i nic więcej się z nim stało. Po co do mnie dzwoni? Eh nie chciałam dłużej o tym myśleć i poszłam wziąć prysznic. Wykończona daremnym dniem poszłam spać.

- Obierz do cholery ten jebany telefon! – krzyknął Mike. Ciągle dzwoni do mnie Justin. Naprawdę, to już chyba 15 połączenie od niego. Ciągłe wiadomości co się stało, że mam się odezwać. Nie wygląda mi to na to co mówiła mi ta dziewczyna z Malikiem, ale mój umysł mówił, żebym uwierzyła i nie odbierała tych telefonów.
- Nie obiorę. – wstałam i wyszłam trzaskając drzwiami. Chociaż jest ciemno mam to gdzieś, zwariuję w domu. Poszłam do parku i usiadłam na pierwszej lepszej ławce. Rozmyślałam nad moim posranym życiem. I ciągle po głowie mi chodził Justin. Wyciągałam telefon, bo chciałam do niego zadzwonić, a raz znowu go chowałam, bo decydowałam się, że jednak nie.
- Ile razy będziesz jeszcze chować i wyciągać ten telefon? – przysiadł się do mnie.. no właśnie kto? Podniosłam głowę, a przed moimi oczami ukazał się Zayn. Znowu on? Nie odpowiedziałam mu. W ogóle skąd on to wiedział. – Co nie dzwonił? – zapytał zadeptując papierosa.
- Wręcz przeciwnie. – westchnęłam.
- Masz ochotę się, gdzieś przejechać? – popatrzyłam na niego spod łba.
- Czemu nie. – Malik wstał. – Ale najpierw mi powiedz czemu dla mnie taki byłeś?
- Miałem powód. Zapomnij. – ruszył.
- Okay. – ruszyłam ramionami i poszłam za nim. No i znowu ten czarny Range Rover, który chyba zawsze będzie mi się kojarzył z Justinem. No cóż. Chłopak zawrócił mi w głowie, przecież to nic wielkiego. Jechaliśmy w ciszy, zajęło nam to 10 minut. A przez te 10 minut, poczułam 5 razy wibrującą komórkę. Nieźle. Wjechaliśmy na jakiś podjazd. Zobaczyłam chatę pod którą mnie zawiózł i normalnie szczęka mi opadła. W sumie od Justina był lepszy, ale ten też nie był niczego sobie. Weszłam za mulatem do środka, no i tego się też nie spodziewałam. Dlaczego ja w ogóle z nim pojechałam? Na stole leżały bronie i jakaś mapka. Boże, gdzie ja jestem? Przestraszyłam się.
- Julie? Co Ty tu robisz? – podeszła do mnie Rox. Tak Rox. Jej to się tutaj akurat nie spodziewałam, ale w sumie czemu nie, przecież jest z tym całym Harrym, a on też tam był. Nie wiedziałam co powiedzieć.
- Malik! Kurwa, pojebało Cię. Co ona tu robi? – wykrzyczał Harry, był zdenerwowany.
- Zamknij się kurwa. – Zayn wygodnie, bez żadnego stresu usiadł na kanapie.
- Ona zna Bieber’a, przecież jak mu powie…
- Nic mu nie powie. Nie Julie? – kiwnęłam tylko głową i spojrzałam na drewnianą podłogę. Harry się trochę uspokoił  i usiadł na kanapie. Chciałam stamtąd uciec,  jak najdalej, nie czułam się tam bezpiecznie.
- To znaczy, że Justin zajmuję się tym samym? – Boże przecież to było w moich myślach, czemu akurat to powiedziałam. Niall stanął obok mnie.
- A skąd wiesz, czym się zajmujemy?
- Nie wiem, stwierdzając po tym co widziałam…
- Tak właśnie. Tym się zajmuje. Myślisz po co wyjechał? – zapytał Louis. Znowu nie odpowiedziałam, ale żeby Justin. No ale… Moje myśli toczyły walkę. To jest niemożliwe. Nie chciałam w to uwierzyć.
- Ale tak w pełni mówiąc to czym się zajmujecie? – znowu zapytałam.
- Heh. Kochanie. Wszystkim wiesz. Teraz akurat ktoś nam nie oddał kasy, więc skończy źle. Przykro nam. – zaśmiał się. A na samą myśl o co mu chodzi, przeszły mnie ciarki.
- To chłopcy czas na show time! – wyszczerzył się Niall, biorąc kluczyki i ubierając na siebie skórzaną kurtkę. – Idziecie z nami? – zwrócił się do mnie i Rox. Nie wiem czemu, ale się zgodziłam. Czy się bałam, czy naprawdę tego chciałam? Do tej pory zadaję sobie to pytanie. Siedziałam w samochodzie obok Rox, moje ręce były mokre, wierciłam się w fotelu, dziewczyna obok nie była lepsza. Boże żałuję. Stanęliśmy obok jakiegoś bloku, tam właśnie w tym czasie była impreza. Malik, Harry, Louis i Niall wyszli z auta, a my zostałyśmy z Liam’em.
- Dlaczego Ty nie idziesz? – czasami muszę się ugryź w język. 

- Ktoś was musi pilnować. O Rox bym się nie bał, ale gorzej z Tobą ślicznotko. To nie ja się bujam z Bieberem. I nie wiem po co w ogóle zabraliśmy Cię. – spojrzał w lusterko, a Rox tylko powoli przełknęła ślinę. Boże nie karz mnie za to! Popatrzyłam w okno, akurat miałam najlepszy widok na chłopaków. Rozmawiali z jakimś kolesiem, przez szybę można było stwierdzić, że miło to z nim nie gadali. Po chwili usłyszałam strzał. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz