- Julie, Twój brat miał wypadek. –
usłyszałam te słowa i nogi ugięły się pode mną.
- Ale jak to wypadek? Co Ty do mnie
mówisz? – nie mogłam w to uwierzyć, przecież był w swoim pokoju.. ale nie,
przecież jak wróciłam jego tutaj nie było. – Jak to się stało?
- Nie wiem Kochanie, jedziemy do
szpitala. – odpowiedział mi ojciec, wkładając kurtkę.
- Jadę z wami.
- Nie, nie możesz. Julie za niedługo
mają przyjechać dziadkowie, dzwonili, że są nie daleko. Musisz zostać w domu. –
rzekła mama ubierając buty.
- Ale jak to? Dlaczego mi nie
powiedziałaś, że przyjeżdżają? – zapytałam z zdziwieniem, moi dziadkowie trochę
działali mi na nerwy. Babcia ciągle pytała o chłopaka i jak w szkole, a dziadek
ciągle nawijał o tym, że pięknie śpiewam i że musze coś z tym zrobić. Ja
osobiście uważałam, że nie. Okay może nie było aż tak źle, ale nie chciałam
jakoś zbytnio iść w tym kierunku.
- Nie było Cię. Dobra idziemy, pa. –
pocałowała mnie na pożegnanie i poszła. Udałam się do salonu i włączyłam sobie
telewizję. Byłam strasznie przestraszona, nie wiedziałam co jest z Mike’m, moje
ręce były całe mokre, a serce łopotało jak głupie. Modliłam się w myślach, by
wszystko było w z nim dobrze. Do tego jeszcze zaczęła się burza, a tego to ja
akurat strasznie się boję.
- Zajebiście. – powiedziałam sama do
siebie. Pobiegłam na górę po telefon i zadzwoniłam do Rox. Po drugim dobijaniu
do niej odebrała.
- Hallo? – zapytała zaspanym głosem.
- Proszę Cię przyjdź do mnie. –
powiedziałam.
- Okay. Ale nie przyjdę sama.
- Obojętnie. – rozłączyła się. A z kim by miała przyjść? Eh nie ważne,
ważne by tu była. Wróciłam do salonu. Siedziałam w ciemności z 5 minut dopóki
nie wbiegła do domu Rox z Harry’m? Tak chyba ma na imię. To oni ze sobą?
Przytuliłam ją na przywitanie i chłopaka też.
- Co się dzieje? – zapytał loczek.
- Julie boi się burz. Ale nie wiem
czemu o 4 w nocy jesteś sama. – powiedziała Rox i usiadła na kanapie.
- Eh rodzice pojechali do szpitala. –
też rzuciłam się na kanapę. Dziewczyna słysząc te słowa, jak by się
przebudziła.
- Co? Ale po co?
- Michael miał wypadek. – na samą
myśl mój żołądek się przekręcił.
Dziewczyna otworzyła szeroko usta.
- Ale jak to? Co z nim?
- Nie wiem. Nie mam pojęcia. –
przyciągnęłam nogi do piersi. Nagle drzwi wejściowe się otworzyły. Do domu
wszedł Mike z ręką w gipsie i plastrem na łuku brwiowym, a za nim mama i tata.
Od razu rzuciłam się mu w ramiona.
- Idioto nigdy więcej tak nie rób. –
ochrzaniłam go. A on wyszeptał mi do ucha „przepraszam”. No ma za co. Napędził
nam tyle strachu.
- Myślałem, że się nie przejmiesz? –
powiedział zachrypniętym głosem.
- Głupi jesteś. Może mówię, że Cię
nienawidzę, ale tak naprawdę Cię kocham. –uśmiechnął się do mnie i znowu
przytulił.
- Ja Ciebie też.
Obudziłam się rano. Poczułam, że obok
mnie nikogo nie ma. A przecież zasypiałam przy Rox i Harry’m. Wyszłam z pokoju,
usłyszałam jakieś chichoty dobiegające z dołu. Zeszłam po schodach i udałam się
do kuchni. Moim oczom ukazała się Rox w towarzystwie trzech chłopaków i
Michael’a. Zdziwiłam się. A gdzie dziadkowie?
- Hej. – powiedziałam, bo gdybym się
nie odezwała nawet by mnie nie zauważyli. Podeszłam do lodówki i wyciągnęłam
sobie sok.
- Hej Julie! – krzyknął Harry.
Zdążyłam już go poznać, tak w nocy, zamiast spać to rozmawialiśmy do 6. Spoko chłopak, naprawdę. Pokazałam mu tylko
dwa palce na powitanie, nie mówiłam, bo wtedy piłam. Usiadłam na blacie.
- Widzę, że ktoś się tu jeszcze nie
przebudził. – odezwał się Liam.
- No nie. – popatrzyłam na niego i
lekko się uśmiechnęłam. Miałam straszną chęć napisania do Justin’a. Nawet mi
się śnił. Co ten chłopak ze mną zrobił. Nie znam go długo, ale zauroczył mnie
swoją słodkością. – Dobra to co się wczoraj stało? – zwróciłam się do
Michael’a.
- Eh.. Nic wielkiego.
- Gadaj. – spiorunowałam go wzrokiem.
- Nie będziesz zła? – A niby czemu bym miała? Kiwnęłam głową
na „nie”. – To spotkałem się z Marc’iem.
- Co? – powiedziałam razem z Rox.
Przecież nie miał się z nim spotykać, a ten dupek miał dać mu spokój. Marc od
zawsze dokucza mi w szkole. Później przyczepił się do Michael’a i miał dużo z
nim kłopotów.
- Miałaś nie być zła. – opanowałam
się trochę. – No i spowodował wypadek. W sumie sama sobie możesz odpowiedzieć.
- No nie mogę, myślałam, że Cię
pobił. Kurwa idioto, powiedziałam Ci, że nie masz się z nim spotykać! –
wykrzyczałam, Rox zdziwiła się moim językiem, nigdy tak się nie odzywałam.
Przynajmniej nie przy niej.
- Eh.. – machnęłam na niego ręką.
- Dobra ej, co dzisiaj robimy? –
zapytała Rox i rozluźniła trochę atmosferę.
- Nie wiem. Cokolwiek. – nawet nie wiem,
czy mam ochotę.
- Ja mam pomysł. – odezwał się
blondyn. Czekajcie jak on miał na imię? Eh. Powróciłam myślami do
przedstawiania się. Ah tak Niall.
- Jaki? – odezwał się Harry wtulając
się w Rox.
- Zróbmy sobie taki jakby piknik, co
wy na to?
- Czemu nie. – odpowiedziałam i
spojrzałam na zegarek. – O w mordę. W pól do pierwszej, już? O której jedziemy?
– zapytałam zeskakując z blatu.
- Powiedzmy, że o 17, może być? –
kiwnęłam tylko głową i pobiegłam na górę, wykonać poranną toaletę. Ubrałam się i zeszłam na dół, zdziwiłam się gdy
zobaczyłam, która godzina. Była 14:47. Nie wiedziałam, że tyle mi to zajęło.
Zrobiłam sobie płatki i dołączyłam do brata, który oglądał telewizję.
- Julie, chodź już! – usłyszałam
wołanie z dołu.
- Zaraz, idę po telefon. Znalazłam! –
zbiegłam po schodach. Pożegnałam się z „rodzinką”, nie obyło się bez gadania
babci, że mam uważać, ale nawet jej nie słuchałam, wyszłam trzaskając drzwiami.
Zauważyłam czarnego Range Rover’a no moim podjeździe, od razu przed oczami
ukazał mi się Justin. Uśmiechnęłam się sama do siebie i wsiadłam do samochodu.
Jechaliśmy dyskutując o czymś. Już dobrze poznałam chłopaków, a najbardziej
spodobał mi się Niall, miał śliczne oczy, a Zayn nie wiem czemu, ale był dla
mnie nie miły, przecież mu nic nie zrobiłam, ale zawsze się taki trafi. Po 15
minutach byliśmy na jakieś łące. Hmm. Może być miło. Wzięliśmy potrzebne rzeczy
i udaliśmy się za Niall’em, bo ten bardzo znał to miejsce. Doprowadził nas nad
jakieś jezioro. Wyglądało ślicznie.
- Dobra to kto idzie po drewno? - zapytał Niall, pocierając ręką o szyję. A
po co mu drewno? Aaaa no tak, ognisko. Głupia ja.
- Wszyscy pójdziemy. – odparł Louis.
- Be ze mnie. – krzyknął Zayn i
usiadł na kocu. Jaki typ. Najlepiej my odwalimy całą robotę za niego. Nikt nic
nie powiedział tylko poszliśmy w głąb lasu. Nie patrzyłam w sumie gdzie idę i
potknęłam się o wychodzące korzenie i wleciałam na Niall’a. Dzieliły nas
centymetry, teraz dopiero mogłam zobaczyć jego oczęta. Były śliczne, wręcz
hipnotyzujące.
- Uważaj. – uśmiechnął się do mnie.
Jejku jaki śliczny uśmiech. Otrząsnęłam się.
- Przepraszam. – powiedziałam i
czułam, że się rumienię.
- Nic się nie stało. – powiedział
zbierając jakieś drewko. Nic więcej nie powiedziałam. Zajęło nam to 15 minut,
niż nazbieraliśmy tyle drewna, by nam starczyło. Wróciliśmy na miejsce. Mulat
siedział, a raczej leżał i się opalał. Już go nie lubię. Powiedziałabym mu coś,
ale ja cykor, wolę się nie odzywać.
Bawiliśmy się świetnie. Chłopcy są
naprawdę mili, oprócz Zayn’a. A ten zachód słońca. Ah.. Piękny widok.
- Julie, chcesz piwo? – zapytał
loczek. Spojrzałam na niego.
- Nie piję tego gówna.
- Haha. . Sama jesteś gówno. –
zachichotał Zayn. No co jak co, ale tak się odzywać nie musi.
- Raczej patrz na siebie. Ja chociaż
w połowie nie wyglądam tak jak ono. – przejechałam po nim wzrokiem. Czułam jak
Rox wypala mi wzrokiem, dziurę w buzi.
- Suka. – Przegiął.
- Dobrze słyszałaś. – wstał i gdzieś
poszedł.
- Niech wejdzie do tej wody, może
chociaż się utopi. – powiedziałam sobie pod nosem.
- Julie przepraszam Cię za niego. –
rzekł Harry podając mi butelkę soku. – On już taki jest.
- Nie interesuje mnie to, mógł
chociaż się tak nie odzywać, ale w sumie, kwestia przyzwyczajenia. – kiwnął
głową. Od tego momentu miałam zepsuty humor. Tak ten dupek mi go zniszczył. Nie
chciało mi się nawet tam siedzieć. Rox i Harry ciągle się tam miziali, fuj,
Louis z Liam’em o czymś dyskutowali, przez chwilę rozmawiałam z Niall’em, ale
on też się później dołączył do konwersacji. Siedziałam sama, jak palec nikt na
mnie nie zwracał uwagi. Postanowiłam się przejść. Wyciągnęłam telefon, miałam
jedną nie odebraną wiadomość:
Od: Justin x
Hej! Masz może ochotę gdzieś dzisiaj wyjść? ; )
Byłam tak pochłonięta czytaniem, a
nawet nie było czego, że nie patrzyłam na drogę i na kogoś wpadłam.
- Jejku przepraszam. – od razu
wypłynęło z moich ust.
- Kurwa, patrz jak chodzisz! Dziwka.
***
No hej hej.. To jest następny..
Cieszę się, że czasami jednak ktoś się odezwie, dziękuję. <3
Wiem, że rozdziały są trochę nudne, ale następnę będą, mam taką nadzieję, lepsze i bardziej interesujące.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz