sobota, 15 czerwca 2013

Part.8

Musiałem coś wymyślić, bo przecież dłużej tego nie wytrzymam. Chyba byłem zazdrosny. Haha Bieber, śmieszny jesteś!
- Dobra Julie chodź zawiozę Cię do domu. Okay? - dziewczyna skinęła tylko głową i wstała z kanapy. Patrzyłem czy da sobie radę, ale tak z nogą było lepiej i umiała sama chodzić.
- Pomóc Ci? – zapytałem na wszelki wypadek.
- Nie, dam sobie radę. – uśmiechnęła się do mnie. Wziąłem kluczyki, dziewczyna jeszcze pożegnała się z chłopakami i wyszliśmy. – Justin. – odwróciłem się w jej stronę, a ona miała wyciągniętą do mnie rękę.  – Po schodach raczej sama nie dam rady zejść. – ująłem jej rękę i pomogłem zejść. – Dziękuję. – uśmiechnąłem się tylko. Byłem zły o Malik’a i o Austin’a. Nie wiem dlaczego. Kurwa, ta dziewczyna chyba ze mną coś zrobiła. Popatrzyłem na ulicę, zwyczajny odruch, a moją uwagę przykuło srebrne Lamborghini. Znam je. A postacie w nim pomachały mi ręką i odjechali z piskiem opon. To Greg i Jacob. Sukinsyni. Moje mięśnie się napięły. Znowu chcą ze mną zadrzeć, no nie będzie im się to opłacało. Nigdy nie będą tu rządzić. Po moim trupie. Haha. To znaczy nigdy, bo ja ich prędzej zakopię 2 metry pod ziemią.
- Justin? – usłyszałem cichy, wysoki głos Julie, wyrwała mnie z zamyślenia. Nie odpowiadając jej wsiadłem do samochodu i odpaliłem. Przez całą drogę się nie odzywałem. Julie czasami się mnie o coś zapytała, ale zignorowałam to. Byłem myślami gdzie indziej. Myślałem dlaczego znowu, do jasnej cholery Ci idioci ze mną zadzierają. Podjechałem pod dom dziewczyny. Nic nie mówiąc, wyszła z samochodu. Nawet nie odwróciła się w moją stronę.     
- Julie! – dziewczyna gwałtownie się obróciła; oparłem się o samochód. – Chodź tu do mnie. – niepewnie zrobiła to co jej kazałem. Chwyciłem ją za rękę i przyciągnąłem bliżej. Przygryzła dolną wargę, a mi się to strasznie spodobało. – Wyjeżdżam.
- Jak to wyjeżdżasz? – zapytała odchodząc trochę od mnie, ale nadal trzymając moją rękę.
- Z Austinem, muszę.
- Aa okay. Ile Cię nie będzie? – zapytała patrząc w ziemie. Nie wiem, czy było jej przykro, czy nie. Nie umiałem odgadnąć. Ale cieszyłem się, że o nic nie pytała. Nie mogłem jej powiedzieć po co wyjeżdżam.
- Może tydzień, jeszcze nie wiem. – dziewczyna nadal wpatrywała się w podłogę. Czy to naprawdę jest takie interesujące? – Pożegnasz się ze mną? – spojrzała na mnie marszcząc przy tym brwi. Wyciągnąłem ręce tak, by mogła się do mnie przytulić. Zrozumiała o co mi chodzi, uśmiechnęła się i wtuliła w mój tors. – Będziesz tęsknić? – podniosła głowę.
- Jasne, że .. nie. – zachichotała, znowu się we mnie wtulając.  
- Ja też nie. – odsunęła się ode mnie, bijąc mnie w tors. – No co, Ty też nie będziesz tęsknić. – znowu zachichotała. Słodka jest. – Zmykaj. – jeszcze raz się do mnie przytuliła, a ja dałem jej całusa w policzek. Dziewczyna się zarumieniała, ale mi to nie przeszkadzało, cieszy mnie to, że wywołuję u niej taką reakcję. Pomachała mi ręką i weszła do domu.

Julia’sPOV

Weszłam do domu. Byłam jak zahipnotyzowana. Wtulając się w niego, mogła zobaczyć, jaki on jest PRZYSTOJNY! Jego oczy miały karmelowy ocień, pod którym moje nogi stały się jak z waty, jego usta przypominały mi kształt serducha, a jego pieprzyki były przesłodkie. Nawet nie zauważyłam, że Michael stoi przede mną i macha mi przed oczami rękami.
- Co jest? – ocknęłam się.
- Masz szczęście, że odciągnąłem mamę od okna, bo by Cię widział z tym tam co się obściskiwałaś. – uderzyłam go w ramie. – No dzięki, właśnie takich podziękowań oczekiwałem. – wycofał się i poszedł do kuchni. Idiota.
- Ja się z nim nie obściskiwałam tylko … żegnałam. – ściszyłam ton. Babcia spiorunowała mnie wzrokiem. No nie.
- Z kim się obściskiwałaś? – zapytała.
- Hej! Żegnałam babciu, żegnałam się z kolegą, bo wyjeżdża. – Boże ja mam zawsze takiego pecha. – Wiesz jak Michael. Dla niego zawsze ktoś się obściskuje. – babcia spojrzała na mnie zrozumiałym wzrokiem.
- Idę się położyć, wy tez idźcie. – zniknęła w cieniu korytarza.
- Nie umiałeś mnie ostrzec?
- Nie zdążyłem. A co Ty masz z nogą? – pokazał palcem na moją nogę, chociaż już nie bolała, to dalej kulałam.
- Przewróciłam się.
- Nic nowego. – wystawił mi język i wyszedł z kuchni.
- Poczekaj na mnie! – próbowałam go dogonić.
Weszłam do swojego pokoju i od razu udałam się w stronę łazienki. Za nim weszłam do kabiny spojrzałam jeszcze na telefon, miałam 10 nieodebranych połączeń od Rox. Eh nie miałam ochoty zawracać sobie nią głowy, więc położyłam telefon i poszłam wziąć prysznic. Po 10 minutach wyszłam. Rzuciłam się na łóżko. Zobaczyłam, która godzina. O mam wiadomość. Kiedy zobaczyłam od kogo na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
Od: Justin x
Jeżeli będzie coś nie tak, to daj znać! Będę „tęsknić” ciamajdo. ;) 

Do: Justin x
Okay. I nie jestem ciamajdą. Dobranoc!

Nagle usłyszałam, że ktoś rzuca kamykami w moje okno. Przestraszyłam się trochę, ale wstałam i podeszłam zobaczyć. Zdziwiłam się, bo nikogo tam nie było. Wyszłam na balkon, lecz nie chętnie, by dokładniej zobaczyć. Ale nic ciekawego nie zobaczyłam. Wróciłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Po chwili znowu ten sam dźwięk, gwałtownie wstałam i szybkim krokiem podeszłam do okna, nawet nie obchodziło mnie to, że moja noga dawała się we znaki. Nie zdążyłam, znowu nikogo nie było. Co do cholery!? Teraz miałam dość, położyłam się do łóżka. Incydent parę razy się powtórzył, ale później ktoś dał sobie spokój, a ja lekko się uspokoiłam i zasnęłam.

Obudziłam się i jak zawsze rozciągnęłam i spojrzałam na telefon, by dowiedzieć się która godzina. Była 11, nigdy tak długo nie spałam, ale też nigdy tak późno nie wracałam do domu. I jeszcze to rzucanie w okno. Od rana nie dawało mi to spokoju. Kto to mógł być. Zaczynam się bać. Ciekawe, czy dzisiaj zasnę. Hah. Wątpię. Poszłam wykonać poranną toaletę. Ubrałam się i zeszłam na dół, moja noga już w ogóle nie bolała, więc jest git, nie będę musiała się tłumaczyć mamie.
- Hej córuś. – przywitała mnie mama, dając całusa w policzek.
- Hej wszystkim. – usiadłam do stołu.
- I jak tam wczoraj było? – zapytał się tata, patrząc na mnie z pełnym uśmiechem na twarzy. Przypominając sobie o Maliku i to w jaki sposób mnie potraktował, miałam ochotę zwymiotować tą kanapką, którą przed chwilą ugryzłam.
- Cudownie. – wymusiłam uśmiech. Jadłam dalej, a moi rodzice i dziadkowie dyskutowali na temat, który w ogóle mnie nie obchodzi, ale bacznie ich słuchałam.
- Miałam wrażenie, że dzisiaj ktoś chodził nam po podwórku. – gdy usłyszałam te słowa, mój żołądek się skurczył. – Patrick, Ty coś słyszałeś? – tata tylko kiwnął głową na nie. – A ja tak, zajrzałam przez okno, ale nikogo tam nie było. Dziwne. – o mój Boże, a ja myślałam, że tylko ja jestem taka głupia i mam jakieś zwidy.

Cały dzień minął mi siedzeniem przed tv i żarciem czego popadnie. Justina nie ma, z Rox nie gadam. I co tu robić.
- Julia, pójdziesz mi do sklepu? – No nie, znowu?
- Boże znowu ja? Dlaczego Michael nie idzie? Albo chociaż by tata mógł jechać, po coś ma to prawko.
- Michael jak ma mi to przynieś? Jedną ręką? A tata robi jakiś tam projekt do pracy. Jejku idź i kup sobie co chcesz. – Boże, ale pocieszenie mogę sobie kupić co chcę. Juuupi. Nie mówiąc nic innego, bo i tak nie wygram. Wstałam, wzięłam od mamy listę i wyszłam znowu trzaskając drzwiami. W sumie może dobrze mi to zrobi. Wybrałam tą dłuższą drogę. Niech czeka. Szłam sobie jedną z tych nie lubianych przeze mnie uliczek, zawsze stoją tam jakieś typy, ale jeszcze nic mi nie zrobili, więc nie bałam się aż tak. Ale chociaż, może tam nikogo nie będzie, ale nie jednak ktoś tam był. I szczerze, widzę ich tam pierwszy raz. Zdenerwowałam się trochę, ale zignorowałam ich i poszłam dalej.
- Przepraszam. – odwróciłam się. Przede mną stał wysoki „mężczyzna”, umięśniony, a na twarzy miał  przebiegły uśmieszek. – Może Panią oprowadzić? – zapytał. Zmieszałam się.
- Em.. Raczej nie. Dobrze znam okolicę. – obróciłam się, ale tego się akurat nie spodziewałam. Moim oczom ukazała się „mur” stworzony z grupki umięśnionych mężczyzn , każdy z nich śmiał mi się w twarz. Przecież nie dam im rady.  I w co ja się wplątałam?!



***
Proszę bardzo następny, 
Bodoba się? :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz