- Co masz na myśli mówiąc, że nie
jesteś tak ważny jak Ryan? Hmm?.. – spojrzałam na niego marszcząc brwi, tak był
to Chaz. – Obydwoje jesteście dla mnie ważni do cholery! – chłopak spojrzał na
ziemie. – Wejdź. – posłuchał mnie i
wykonał polecenie oraz poszedł za mną do kuchni. Usiadłam przy stole, on
również zrobił to samo. Rox opuściła pomieszczenie i zostawiła nas samych.
- To słucham.- przerwałam niezręczną
ciszę.
- Chciałem Cię przeprosić. Ryan już
to zrobił i wiem, że mu nie wybaczyłaś, ale ..
- A myślisz, że Tobie wybaczę? –
przerwałam mu.
- Nie. Ale chciałem Ci powiedzieć, że
strasznie za Tobą tęsknie, brakuje mi Cię. Brakuje mi tych razem spędzonych
chwil. – uśmiechnął się, ja również, bo przypomniały mi się niektóre.
- Dlaczego się do mnie nie
odzywaliście? – zapytałam ze łzami w oczach.
- Poszliśmy do innych szkół, kontakt
nam się urwał, chyba zmieniłaś numer, przeprowadziłaś się. Szukaliśmy Cię, ale
później daliśmy sobie spokój, to nie miało sensu. Przyzwyczailiśmy się do tego,
że Cię nie ma. Chodź z trudem nam to przychodziło. Nie mieliśmy wyjścia. –
spojrzał mi prosto w oczy. – I widzę, że nadal nosisz bransoletkę.
- Ta. A wy nie. – zaczęłam się nią
bawić.
- Ja mam ją przy naszym zdjęciu.
- Zdjęciu? – zapytałam. Ma nasze zdjęcie?
- Tak. Mam nasze zdjęcie. Mega
zdjęcie i leży sobie obok niego. Nie wyrzucił bym przecież. – uśmiechnęłam się.
- Okay. To wszystko zająłem chwilę,
więcej nie będę. Chciałem żebyś mnie tylko wysłuchała. – wstał i już miał iść,
ale rzuciłam mu się w ramiona. Tak, brakowało mi tego, a po za tym już dłużej
tak nie potrafiłam. Chaz odwzajemnił uścisk, bardzo mocno. Uśmiechnęłam się.
- Kocham Cię małolacie. Zawsze
kochałem. – powiedział słodkim głosem, a mi się przypomniało kiedy robił tak
kiedyś.
- Haha. Ja Ciebie też. – popatrzyłam
na niego nie odrywając się, ale po chwili znowu wtuliłam głowę w jego tors.
- A Ryan? Mu wybaczysz? – nie
odpowiedziałam. – Ja wiem, że z Ryan’em Cię więcej łączy niż ze mną i bardziej
Cię to boli, ale mu też jest ciężko. A teraz najbardziej, jak Cię znalazł, a Ty
po prostu mu nie chcesz wybaczyć. I w dodatku jeszcze z Justin’em. – przerwałam
mu.
- Może z Ryan’em mnie więcej łączy,
ale Ty też jesteś ważny tak samo jak on. Chciałabym z nim pogadać. – mam już
dość, chcę się do niego przytulić i zacząć od nowa. Naprawdę. Jeżeli wybaczyłam
Chaz’owi to Ryan’owi też mogę.
- Okay. Nawet mogę Cię do niego
zabrać. – uśmiechnął się do mnie.
- Ale później, jeszcze zjem i
zapoznam Cię z moją przyjaciółką. – pociągnęłam go za rękę i zaprowadziłam do
salonu. Przedstawiłam mu dziewczynę. Siedzieliśmy mówiąc o tym jak miałam w
szkole. Chłopak był naprawdę zdziwiony, nawet się zdenerwował. Nikt nigdy tak
do mnie nie mógł powiedzieć, a przy najmniej nie przy nich. Czuł się winny, ale
w sumie nie miał dlaczego. Wybiła 20, zaczęliśmy się zbierać. Moich rodziców
jeszcze nie było, nic nowego. Zostawiłam Michael’a samego, nie był małym
dzieckiem mógł zostać sam.
- Do godziny będę. Jak coś to dzwoń.
– powiedziałam braciszkowi zakładając buty.
- Okay. – zamknął za mną drzwi. Przez
całą drogę rozmawiałam z Chaz’em na różne tematy. Szybko minęło i byliśmy już
na miejscu. Wzięłam głęboki oddech. Rano jeszcze stąd wychodziłam wkurzona, nie
wątpię, że teraz będzie inaczej.
- Idziesz? – zapytał. Pokiwałam tylko
głową. Wysiadłam z samochodu, lecz niechętnie. Udałam się za Chaz’em w stronę
drzwi frontowych. Weszliśmy do domu. Było tam kompletnie cicho.
- To ja go zawołam. – chciał iść na
górę, ale go powtrzymałam.
- Nie. Pokaż mi gdzie ma pokój. –
pokiwał tylko głową i pokazał mi, że mam z nim iść na górę, wskazał mi drzwi.
Po chwili już byłam obok nich. Lekko zapukałam i je otworzyła.
- Kimkolwiek jesteś, spierdalaj. -
powiedział.
- No nie pogadasz, miłe przywitanie.
– zaśmiałam się. Chłopak gwałtownie się obrócił.
- Co Ty tu robisz? Albo dobra nie
chcę wiedzieć. – wstał z łóżka. – Specjalnie to zrobiłaś? Tak?
- Ale nie wiem o co Ci chodzi. –
byłam zdezorientowana.
- Nie wiesz? Specjalnie się
zakręciłaś wokół Justin’a, żeby mi dopiec, no nie. – co?! O co mu kurwa chodzi.
– Może się jeszcze wczoraj z nim ładnie zabawiłaś. – zabolało. On był chyba
pijany. Nie wiem, ale zabolało to co do mnie mówił.
- Idioto przyszłam tutaj z Tobą
porozmawiać. Chciałam Ci wybaczyć,
ale jak widzę zrobiłeś ze mnie dziwkę nic innego. Żeby Ci dopiec tak?
Zakręciłam się wokół chłopaka. Słyszysz jak to brzmi. Ja? Widać, że zapomniałeś
jaka jestem. – po moim policzku spływały łzy, znowu, a sobie obiecałam. Pod
wpływem mojego krzyku do pokoju wpadł Chaz i Justin. – I co z nim? Tak? –
wskazałam na Justin’a. – Z nim miałam się zabawić. Widzisz jak on wygląda? Czy
ja kiedykolwiek podeszłam do chłopaka, takiego jak on? Czy kiedykolwiek umiałam
rozmawiać z chłopakami? Nie! Czy zakręciłabym się wokół chłopaka, żeby Ci
dopiec? Nie! W ogóle niby czemu miałabym to zrobić? – rozpłakałam się na dobre,
a ten idiota mi się tylko przyglądał.
Justin’sPOV
Nie mogłem patrzyć, jak Julie płacze.
A ten dupek tak po prostu na nią patrzy.
- Ryan, kurwa jaki Ty głupi jesteś.
Dziewczynę prawie wczoraj pobito i może zrobili by coś więcej. Byłem na miejscu
i ją uratowałem, przywiozłem ją
tutaj, a Ty jej mówisz, że się ze mną zabawiła. Okay mogłeś sobie pomyśleć, że
ja, ale Julie o coś takiego podejrzewać. Słyszałeś samego siebie? To ja jej nie
znam i wiem, że w pobliżu chłopaków jest nieśmiała i nie umiałaby czegoś
takiego zrobić. Ja jestem jej przyjacielem, czy kurwa Ty? – dziewczyna wybiegła
z pokoju. – Jesteś wręcz zajebisty. Chciała Ci wybaczyć, a Ty co z niej
zrobiłeś? – wyszedłem za Julią.
- Julie stój! – nie słuchała mnie
wyszła. Pobiegłem za nią. – Proszę Cię stój. – nadal mnie nie słuchała,
chwyciłem ją za nadgarstek, wyrwała mi się, ale po chwili wtuliła się w mój
tors. Zaczęła mocniej płakać.
- Kotek. Już, cicho. – przytuliłem
ją. Nie umiałem inaczej, tej dziewczyny nie idzie tak po prostu zostawić.
Staliśmy tak na ulicy chyba z 5 minut, Julie nie umiała się uspokoić, a ja
właśnie to próbowałem robić.
- Hej, już. – wziąłem jej głowę w
ręce i podniosłem do góry. – Uspokój
się. – pogładziłem palcami po jej policzku, wycierając przy tym łzy. Spojrzała
mi w oczy. Widziałem w nich smutek, ból. Mimo tego były śliczne.
- Okay? – pokiwała głowa i po raz
drugi się we mnie wtuliła. – Zawieź Cię do domu?
- Tak. – otarła łzy.
- Już nie będziesz płakać, obiecaj.
- Obiecuję. - Wziąłem jej rękę,
splotłem nasze palce, nie wiem czemu, ale musiałem i pociągnąłem ją w stronę
podjazdu.
Ryan’sPOV
Dziewczynę prawie wczoraj pobito i może zrobili by coś więcej. Te słowa krążyły po mojej głowie.
Jak, co? Nie mogłem się otrząsnąć. Justin miał rację. Co ja zrobiłem? Dopiero
teraz do mnie dotarło co powiedziała mi Julie, Justin i co sam powiedziałem.
- Chciała Ci wybaczyć! Kurwa! – Chaz
kopnął w drzwi. Nie odzywałem się, stałem jak ciota.. tak jak totalna ciota i patrzyłem
na Chaz’a. – Zadowolony jesteś z siebie?! Zapomnij, że teraz Ci wybaczy, że
będzie tak jak było! Ja mogę na to liczyć, ale Ty z Julie już możesz się
pożegnać! Co Ci przyszło cholera do głowy. Może jak byś nie pił tego gówna, to
byś lepiej myślał, idioto! – wskazał palcem na puste butelki piwa, leżące na
mojej półce.
- Dotarło do Ciebie, czy dalej nic? –
po chwili te słowa dotarły do mojej głowy. Pobiegłem na dół z nadzieją, że
gdzieś tam będzie Julie. Wybiegłem na dwór.
- Julie! – zauważyłem dziewczynę
idącą z Justin’em za rękę? – Zaczekaj!
- Nie mam na co. – odpowiedziała
sucho.
- Jest, przepraszam!
- Wsadź se je wiesz gdzie. – wsiadła
do samochodu Bieber’a i odjechali z piskiem opon.
Julia’sPOV
Dupek! Po moim policzku znowu zaczęła
spływać łza. Szybko ją wytarłam.
- Obiecałaś. – usłyszałam cichy głos
Justin’a. Popatrzyłam na niego.
- Wiem, przecież nie płaczę.
- Tak, a przed chwilą co robiłaś.
- Jedna mała. Nic wielkiego.
- Tsa. – nie popatrzył na mnie tylko
jechał dalej. Ku mojemu zdziwieniu przywiózł mnie tam gdzie powinien.
- Skąd wiesz gdzie mieszkam? –
zapytałam z zdziwieniem.
- Eh Ryan mi powiedział, że pomyliłem
adresy, że Smith mieszka obok. A pamiętam jaki adres to wiedziałem gdzie
jechać. – kiwnęłam tylko głową i odpięłam pas. Już chciałam wyjść. Kiedy Justin
się zapytał:
- Dasz mi swój numer? – O mój Boże! On chcę mój numer?! Eh. Opanuj
się i mu daj. Przypomniałam sobie ciąg liczb i podałam mu go.
- Odezwę się. – uśmiechnął się do
mnie, zrobiłam to samo i wyszłam z samochodu. Udałam się w stronę drzwi, za nim
weszłam zobaczyłam się jeszcze za siebie. Nie wiem czemu, ale ciągnie mnie do
tego chłopaka. Weszłam do domu. Przywitałam się z rodzicami i poszłam do
siebie. Usiadłam przy oknie na ziemi i patrzyłam na pięknego Big Ben’a. Tak
uwielbiam ten widok. Oczywiście nie obyło się o myśleniu o chłopakach, a w
szczególności o Justin’ie. Jako jedyny za mną wybiegł, nie Chaz, nie Ryan,
chociaż tego to bym się nie spodziewała. W sumie nawet nie wiem kiedy się w
niego wtuliłam, ale to był instynkt. Najlepsze to, że chłopak odwzajemnił
uścisk. Czułam się taka bezpieczna. Jest kochany i do tego słodki. Z rozmyślań
wyrwał mnie dźwięk mojego telefonu.
Od: Nieznany numer.
Mam nadzieję, że nie płaczesz. Pamiętaj obiecałaś. Justin ;)
Na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
Do: Justin x
Obietnica dotrzymana. ;)
Poszłam wziąć szybki prysznic. Przed
położeniem się do łóżka, popisałam jeszcze z Justin’em. Ale po paru minutach
zrobiłam się senna.
Do: Justin x
Dobra ja zmykam, jestem zmęczona.
Od: Justin x
Okay. Śpij dobrze Kotek. Dobranoc! Xx
O mój Boże jak on mnie nazwał.
Szczerze w moim brzuchu wybuchło stado motyli. Świetnie się poczułam. Odłożyłam
telefon na półkę i z uśmiechem na twarzy poszłam spać.
Usłyszałam krzyki na dole. Spojrzałam
na zegarek 3 w nocy. Boże idioci! Zeszłam
na dół, by sprawdzić co się dzieje. Moja mama chodziła zapłakana po kuchni
ubierając przy tym jakieś ciuchy, ojciec robił to samo.
- Co się dzieje? Co wy robicie? - zapytałam ze zdziwieniem. Po chwili
odezwała się moja mama:
- Julie, Twój brat …


Ja chyba w szał wpadnę jak mi następnego rozdziału nie dasz..
OdpowiedzUsuńproszę , chcę go już teraz, o ile to możliwe..:)