Wzięła głęboki wdech i usiadła na
łóżku. Zrobiłem to samo.
- Nie będziesz zły? – zapytała.
- A dlaczego mam być? Nie będę. –
zapewniłem.
- Zayn. – więcej nie musiała mówić,
już wszystko wiedziałem. Sukinsyn, zabiję gnoja, już od dawna działa mi na
nerwy. – Miałeś nie być zły.
- Nie jestem. – skłamałem.
Oczywiście, że byłem!
- Jesteś, widzę przecież. – dotknęła
mojego ramienia, moje mięśnie natychmiast się rozluźniły. Pod dotykiem tej
dziewczyny uspokajałem się.
- Ale jak nie mam być zły. Jak jedna
nic nie warta osoba, psuje wszystko jednym machnięciem ręki – spojrzała mi głęboko
w oczy. - Okay. Już nie jestem. – oparłem się o ścianę. – To teraz moja kolej.
Tak zajmowałem się tym samym co oni. – dziewczyna się przestraszyła. – Ale
spokojnie od roku już tego nie robię, skończyłem z tym. – uspokoiła się trochę.
- Ile razy to zrobiłeś? – zacząłem
teatralnie myśleć i tylko ręką pokazałem liczbę 4. – Yhyyyym.. A teraz po co wyjechałeś? –
zapytała z zaciekawieniem. I to wszystko nic więcej mi nie powie tylko
„yhyyym”, a w sumie i dobrze.
- Teraz tylko po to, żeby kogoś
nastraszyć. Nic wielkiego mu nie zrobiłem, może nos będzie połamany. –
zaśmiałem się, gdy przypomniałem sobie jak leżał i prosił bym przestał.
- To nie jest śmieszne! – zbiła mnie
poduszką.
- Jak dla kogo. A Ty skąd wiesz co
oni robią, co ja robiłem? – no
właśnie, zastanawia mnie to.
- Emm.. nie mogę Ci powiedzieć. –
oblizała usta.
- Co? Co to ma znaczyć nie możesz? –
dziewczyna się nie odezwała. – Widziałaś tak? Zastraszyli Cię? – nie
odpowiedziała, ale dla mnie to była odpowiedz. No nie, jeszcze w takie coś ją wkręcić.
Nie wytrzymałem, wstałem z łóżka i skierowałem się do okna.
- Gdzie Ty idziesz? – zapytała łapiąc
mnie za nadgarstek.
- Zabić sukinsyna. Już dawno
powinienem to zrobić. – wyrwałem się z uścisku dziewczyny i wyszedłem na
balkon.
- Justin, nie rób głupot. Jeżeli to
zrobisz jutro możesz mnie już nie spotkać. Proszę Cię, oni myślą, że z Tobą nie
gadam. Jeżeli się dowiedzą, że jednak tak, zrobią mi coś. Po prostu się boję.
Zostań ze mną. Wmów mi, że wszystko będzie dobrze i że nic im nie zrobisz. – z jej
oczu znowu spływały łzy i trzęsła się z zimna, wiedziała, że nie żartuję. Ale
dlaczego oni myślą, że ze sobą nie gadamy? To wszystko jakoś nie mam sensu.
Albo mi się tak tylko wydaje. Przez chwilę stałem na balkonie i wpatrywałem się
w gwiazdy oraz myślałem o tym wszystkim. Uspokoiłem się i wszedłem do środka.
Ona mnie teraz potrzebuje. Albo ja jej. Nie ważne. Leżała w łóżku, wtulona w
swoją poduszkę i misia? Uklęknąłem tak by być na tym samym poziomie co ona.
Odgarnąłem jej włosy, które zakrywały jej śliczna buźkę.
- Nie bój się, nic Ci się nie stanie.
Nie przy mnie. – pocałowałem ją w czoło. A ona się tylko uśmiechnęła.
- Justin.. zamknij to okno, bo zimno
leci. – spojrzała na mnie. Posłusznie wstałem i zamknąłem okno. Ściągnąłem
bluzkę i usiadłem obok niej, nawet nie wiem kiedy zasnąłem.
- Zayn! – usłyszałem krzyk Niall’a.
- Czego? – zszedłem na dół.
- Nie zgadniesz, czyj samochód
widziałem przy domu Julie.
- Kurwa nie wiem, gadaj. – rzuciłem
się na kanapę obok Harry’ego i Louisa.
- Justina. – wypuścił dym z ust.
- Kogo?! – wyrwał się Harry.
- Dobrze słyszałeś. – zachichotał
Niall.
- Malik, kurwa zabiję Cię. Ta suka mu
wszystko powie.
- Nie znasz jej! - A Ty ją znasz? No właśnie, kurwa
nie!
Miałem mętlik w głowie.
- A w sumie, chociaż by. To Bieber i
tak wie co robimy, więc się nie zdziwi.
- Jak byś kurwa Bieber’a nie znał!
Wciągnąłeś ją w to, a dla niego to już za wiele. Kurwa! – Harry kopnął w wazon,
który rozleciał się na milion kawałków.
- Nie bądź pizda. – warknąłem.
- Coś Ty powiedział?! Ogarnij się,
piątka nas nie da mu rady, a co dopiero jego dwudziestoma innymi ludźmi. –
zrezygnował i bezradnie usiadł na kanapie. Miał rację. Jego ofiary nigdy się
nie wywinęły i lekko nie miały. Na samą myśl przeszły mnie ciarki. Wszyscy
siedzieli cicho.
- Czas okaże. – wstałem i poszedłem
do sypialni.
Julia’sPOV
Obudziły mnie promyki słońca, które
przedzierały się przez moje firanki. Ładna będzie pogoda. Popatrzyłam na
Justina. Słodziak. Cieszę się, że to wszystko mu powiedziałam. Jednak boje się
trochę, reakcji Zayn’a i Harry’ego. Eh na razie o tym nie myślę. Wstałam i
poszłam wziąć szybki prysznic. Po 15 minutach byłam gotowa. Ubrałam się i wyszłam, Justin już nie spał.
- Hej. – przywitałam się z nim i
usiadłam obok niego.
- Hej. Jak się czujesz? –
zapytał.
- Źle. – popatrzył na mnie troskliwym
wzrokiem. Aww.
- Dlaczego? – przybliżył się trochę
do mnie.
- Bo jestem głodna. – uśmiechnęłam
się.
- Nie strasz mnie. – westchnął i
oblizał usta.
- Ja idę coś sobie zrobić. Idziesz
też? – zapytałam, a ten dziwnie na mnie popatrzył. – Rodziców nie ma,
dziadkowie poszli na jogging, więc będą za jakieś dwie godziny. No jeżeli już
to Mike tam jest, mój brat, ale on to tam. – chłopak nic nie mówiąc wstał i
poszedł za mną. No tak nie myliłam się, Mike siedział przed tv i parzył na
jakiś film.
- Hej Młody.
- Hej Stara. – zachichotał.
Zignorowałam to. Czasami tak do mnie
mówił. Justin tylko parsknął śmiechem. Wyciągnęłam sobie sok z lodówki i
usiadłam na blacie.
- To co jemy? – zapytał Justin biorąc
mi sok z ręki.
- Nie wiem. – wstałam i podeszłam do
lodówki.
- Julson, robisz śniadanie? He..eej.
– skierował w stronę Justina.
- Hej. – odpowiedział mu.
- Tak Mike robię śniadanie, Tobie jak
zawsze się nie chciało, no nie?
Zdecydowaliśmy się na gofry. Każdy z
nas sobie pomagał i wierzcie mi kuchnia nie była za czysta. Przypomniały mi się
czasy kiedy robiliśmy tak z Ryanem i Chaz’em. Aż miło się robi, gdy sobie
przypomnę. Musze z nim wreszcie pogadać. Mam już dość. Biorąc talerz i picie,
poszliśmy do ogrodu. Szkoda zmarnować taką pogodę, przecież tutaj to nie mało
spotykane. Chłopcy się lepiej poznali. Zdecydowanie świetny początek dnia.
- Dobra ja zmykam. Jedziesz też? –
zapytał Jus wstając z krzesła.
- Mogę jechać. Chciałabym porozmawiać
z Ryanem. – uśmiechnął się tyko, a ja wzięłam i pobiegłam na górę po telefon.
Wróciłam i zaskoczyło mnie to co widziałam. Chłopcy posprzątali i włożyli
naczynia do zmywarki. Aż tyle mnie nie było, że zdążyli to zrobić. Eh nie
ważne. Ubrałam jeszcze moje Vansy i pożegnałam się z Mike’m.
Droga przeleciała nam na gadaniu o
czymś niesensownym. W sumie, uwielbiam z nim rozmawiać. Po 15 minutach byliśmy
na miejscu. Wyszliśmy z samochodu i weszliśmy do środka.
- Hej Mała! – krzyknął Chaz i mnie
mocno uściskał.
- Hej, hej! – odwzajemniłam uścisk.
Ryan siedział na kanapie bez żadnych oznak życia i o czymś zawzięcie myślał.
- Ryan. – zawołałam chłopaka, ale on
nadal nie reagował. – Ryan, mogę z Tobą pogadać? – powtórzyłam się. Chłopak
natychmiast się obudził.
- Tak. – wstał z kanapy, ale nadal
był jakby zahipnotyzowany i udał się na taras. Popatrzyłam na Chaz’a, a ten
tylko wzruszył ramionami. Nic nie mówiąc też wyszłam na taras.
- Julie, przepraszam za wszystko co
zrobiłem. Naprawdę przepraszam. Jestem dupkiem, wiem, ale przepraszam. – nie
spodziewałam się tego. Nie odzywałam się, a on znowu powtórzył „przepraszam”.
Rzuciłam mu się w ramiona. Zrozumiał, a ja naprawdę chciałam go odzyskać.
- Kocham Cię. – wyszeptał mi do ucha.
- Heh, ja Ciebie też. – wróciliśmy do
środka.
Cały dzień przesiedzieliśmy w domu,
rozmawiając o wszystkim co mnie spotkało. Ryan nie mógł uwierzyć w to co słyszy,
Justin również. Nie dziwie się, mi samej mówiąc o tym nie robiło się miło. Cóż.
Czasu nie cofnę. Postanowiliśmy jechać na jakąś kolację. Wpakowaliśmy się do
samochodu. Dojechaliśmy pod jakąś knajpkę. Weszliśmy do środka. A tam… pusto.
Jejku żadnej żywej duszyczki. Jedynie jakieś żule siedziały, albo spały. Fuj,
gdzie on nas zawiózł? Boże.. jakoś wytrzymam. Usiedliśmy do stolika i
zamówiliśmy jakieś fast food. Po pół godzinie skończyliśmy i wyszliśmy.
- No hej Julie! – gwałtownie się
obróciłam.
***
Oh nawet nie wiecie jak mi się mordka śmiała, gdy przeczytałam te dwa komentarze. <33
Podoba się. ?



Kocham to opowiadanie . Jest super ! Ona powinna być z Justinem . Czekam na następny .
OdpowiedzUsuń