Jego ciało swobodnie zsunęło się na
ziemię.
- O mój Boże. – wyszeptałam i
przyłożyłam rękę do ust.
- Hah. Spokojnie Mała. – powiedział
ze śmiechem Liam. Jak mam być kurwa spokojna? Przed chwilą widziałam jak
zabijali człowieka. Boże, jak mam być spokojna, do cholery! Moje ciało
przeszedł kompletny paraliż. Spojrzałam na Rox, siedziała i bawiła się palcami.
No nie i ona może tak spokojnie sobie siedzieć? Nie no zaraz zwariuję. Dobra Julia uspokój się. Pożałowałam
tego, że zgodziłam się tutaj pojechać. Zayn i Harry wracali do samochodu, a
Liam z niego wyszedł.
- Kurwa Rox w co Ty się wplątałaś?! –
dziewczyna na mnie nie spojrzała. – Mówię cholera do Ciebie.
- W nic się nie wpakowałam, gorzej z
Tobą. Naprawdę nie spotykasz się już z Justinem? – zapytała.
- Nie wiem. – nie byłam pewna.
- To raczej nie mów tego chłopakom,
bo… - przerwała, bo chłopcy wrócili do samochodu. Bez słowa ruszyliśmy. I tak
też cały powrót do domu przetrwał w ciszy. Podjechaliśmy pod ich dom. Wszyscy
wysiedli z auta. A ja, mam wyjść, czy może zostać? Na to pytanie odpowiedział
mi Zayn otwierając mi drzwi. Nic nie mówiąc wyszłam z samochodu. Mocno
zatrzasnął drzwi. Podskoczyłam. Podszedł do mnie Harry, miał straszny wyraz
twarzy. Przestraszyłam się i odsuwałam się, dopóki nie uderzyłam plecami w
auto. Przybliżył się tak, że dotykał mojej klatki piersiowej.
- Powiesz komuś, a wierz mi. Nie
zawaham się zrobić to samo z Tobą. – wyszeptał mi do ucha. Przeszły mnie
ciarki. Głośno przełknęłam ślinę i
kiwnęłam głową.
- No, dobra dziewczynka. – figlarny
uśmieszek pojawił się na jego twarzy. Nie obchodziło mnie to co on mi przed
chwilą powiedział, ale to z kim związała się Rox. W jednej chwili poczułam, że
chcę się do kogoś przytulić, w głowie pokazał mi się obraz Justina, Ryana i
Chaz’a. Boże tęsknie za nimi. A tutaj zaczynam się bać. Chłopcy wrócili się do
domu. Ale ja nie miałam ochoty tam iść.
- Idziesz? – podniosłam głowę, widząc
Zayn’a.
- Em.. chciałabym wrócić do domu. –
powiedziałam niepewnie.
- Okay.. Niall! – po chwili chłopak
znalazł się obok Zayn’a. – Zawieź ją do domu, bo mi się nie chce. – wszedł do
domu. Blondyn do mnie podszedł.
-Wchodź Mała. – jako jedyny wydawał
mi się tu normalny. W sumie na początku wszyscy tacy byli. No tak. Przez cała
drogę się nie odzywałam i siedziałam jak na szpilkach, jedyne co to
powiedziałam mu gdzie ma mnie zawieź, oczywiście nie podałam prawdziwego
adresu, tylko jakieś parę domów dalej. Wykończona i zdezorientowana wróciłam do
domu, wzięłam szybką kąpiel i poszłam spać, chciałam zapomnieć o tym dnu.
***2 dni później***
Przez dwa dni zmieniło się moje
życie. Poznałam lepiej chłopców, mimo tego co robią są naprawdę.. spoko, to
dobre słowo. Najbardziej dobrze dogaduję się z Niall’em, nie wiem czemu, ale
tak jakoś. Pogodziłam się z Rox, opowiedziała mi dlaczego się wtedy w ogóle nie
przejęła, gdy uciekłam.
- Interesowało Cię w ogóle to, czy
wrócę do domu, nie wiem, przejęłaś się w ogóle?! – zapytałam Rox, machając rękami w różne
strony.
- Tak. Ale nie wołałam Cię, ani za
Tobą nie szłam. Chociaż chciałam, ale Louis mi powiedział, że i tak wrócisz. Bo
jak pojedziesz do domu. A po za tym jest ciemno, był po prostu przekonany. –
wystukała, trochę nie zrozumiale, ale to ja, wiem o co jej chodzi.
Powiedziała mi, że zna Justina i że
kto w tym mieście go nie zna. Panie i Panowie, o to Julia Hamilton, dziewczyna,
która nigdy nie słyszała o kimś takim jak Justin Bieber. Brawa! Należy się
oskar. Ugh. Od dwóch dni również Justin do mnie w ogóle nie dzwonił. Zaczynałam
naprawdę wierzyć tej dziewczynie i Malikowi. Ale nie umiałam o nim zapomnieć.
Wróciłam z spaceru z Rox. Musiała się przejść, bo pokłóciła się z Harry.
Czasami mi się zdaję, że on jej w ogóle nie kocha i jest dla niego zwykłą
zabawką. Postanowiłam wziąć szybką kąpiel, jak to zawsze. Po 15 minutach
wyszłam i od razu rzuciłam się na łózko, nie miałam zamiaru iść spać, więc
wzięłam sobie jakąś gazetę i zaczęłam czytać, ale przerwał mi dźwięk mojego
telefonu. „Masz 1 nową wiadomość.”
Od: Niall
Siemka, masz może ochotę gdzieś wyjść? Może się zabawić?
Pogięło Cię kolo? Haha. Śmieszny
jesteś. Może i mam z nim dobre kontakty, no ale czasami przegina. Boziu.
Do: Niall
Sorki, ale nie. Jestem zmęczona. No mam ochotę, ale nie z Tobą!
Mogłam tak napisać do niego. My nawet
tak ze sobą rozmawiamy. Haha. No mówię. Świetnie się dogadujemy. Po chwili
dostałam odpowiedź.
Od: Niall
Mi się nie odmawia. Zapamiętam to sobie!
A spierdalaj. Warknęłam w myślach,
rzuciłam telefonem o poduszkę i kontynuowałam czytanie gazety.
Justin’sPOV
Julie w ogóle nie obiera moich telefonów.
Przez 4 dni. Nie mam z nią kontaktu. Boję się, że coś jej się stało. Nie no
dłużej tak nie mogę, wracam do domu. Wstałem z łóżka i zacząłem pakować swoje
ciuchy. W tej samej chwili do pokoju wszedł Ryan.
- Stary, co Ty robisz?
- Pakuję się. Wracam. Zrobiłem to co
miałem, jestem wolny i wracam.
- Dlaczego? – zapytał opierając się o
komodę.
- Julie nie odbiera moich telefonów,
nie odpisuje, nie wiem co się z nią dzieje. Martwię się. – podrapałem się po
głowie.
- Jak to? – przestraszył się trochę.
- Tak to. Ryan, naprawdę jesteś taki
głupi? Ty nie musisz wracać, ale ja tutaj dostane do głowy, nie wiedząc co z
nią jest. – kontynuowałem pakowanie się.
- Justin. Ale szczerze. – spojrzałem
na niego. Nawet nie wiem kiedy wszedł tu Chaz. – Zależy Ci na Julie?
- Chyba tak. Ta dziewczyna ma coś w
sobie. – usiadłem bezradnie na łóżko, naprawdę czułem się dziwnie. Tego uczucia
w ogóle nie znałem.
- No ba, stary. Ona zawsze coś w
sobie miała. – odparł Chaz.
- No właśnie. Ale nie wiem dlaczego
się nie odzywa. Jeszcze jak się z nią żegnałem było wszystko w porządku.
Prosiłem, żeby dała znać jak będzie coś nie tak. Nie rozumiem. Nawet wy wiecie
jaką Julia jest osobą. Przecież musiało się coś stać. – znowu wstałem i
zacząłem pakować ciuchy.
- Ja też jadę. – odparł Ryan i
wyszedł z pokoju, Chaz zrobił to samo.
Jesteśmy w Londynie. Podróż mnie
wykończyła, ale od razu pojechałem do Julie. Zadzwoniłem do niej, ale po co i
tak nie odbierze. Podszedłem poszukać jej okna. Od razu strzeliłem w
dziesiątkę, dziewczyna przeszła się obok okna, a to znaczy, że to tu. Szkoda
tylko że ma balkon, będzie trudniej wejść. Ale dam radę. Po chwili stałem przed
oknem dziewczyny. Na szczęście przy „drzwiach” była klamka, więc swobodnie
wszedłem do środka. Dziewczyna bynajmniej zareagowała tak jak by ducha
zobaczyła. Była cała. Na szczęście.
- Justin? Co Ty tu robisz? – w jej
głosie można było wyczuć zakłopotanie i to, że się bała, ale czego? Stanęła przede mną i wyglądała słodko,
naprawdę. Ubiór podkreślał jej kształty. Wyglądała tak niewinnie, a
zarazem seksownie.
- Przyszedłem do Ciebie, bo Ty nie
byłaś łaskaw odbierać moich telefonów. – dziewczyna się zmieszała i popatrzyła
na podłogę. – Dlaczego? – spojrzała na mnie z bólem w oczach.
- Justin.. Krwawisz. – podeszła do
mnie. Poczułem jej zapach, którego mi brakowało. Miałem chęć ją przytulić. A
ona zamiast mi odpowiedzieć, to mi mówi, że krwawię. Że niby gdzie?
- Co? – zapytałem. Dziewczyna wzięła
mnie za rękę i zaprowadziła do łazienki. Jej mała rączka idealnie pasowała do
mojej. Usiadłem na skraju wanny. A ona wyciągnęła wodę utlenioną i wacik oraz
maleńki plaster. Zaczęła mi opatrzeć ranę na skroni. Ale skąd ona się tam
wzięła. A no tak przecież jak wchodziłem. Już wiem.
- Nie chcę tego plastra.
- Zamknij się. – powiedziała
stanowczo. Przykleiła plaster i lekko pocałowała.
- A to co było? – zdziwiłem się.
- Zrobiłam to samo co Ty. – na jej
słowa przypomniałem sobie ten dzień kiedy to ja jej opatrywałem ranę.
Dziewczyna wyszła z łazienki. To teraz szczera rozmowa.
- To wreszcie mi powiesz czemu się
nie odzywałaś? – oparłem się o szafkę.
- Po co tu do mnie przyszedłeś? –
zapytała bawiąc się rąbkiem koszulki i siedząc po turecku na łóżku.
- Po co? Bo myślałem, że Ci się coś
stało!
-Cicho bądź. – przerwała mi.
- Jak mam być cicho?!
-Jeżeli moja mama Cię usłyszy, nie wyjdziesz
stąd żywy. – warknęła. Uspokoiłem się trochę.
- Dlaczego się nie odzywałaś. Do
cholery dlaczego? – usiadłem obok niej. – Julie?
- Bo mi powiedziano, że nie wrócisz.
Że nie mam zawracać sobie Tobą głowy, bo nie wrócisz, wiele razy już tak
robiłeś. Chociaż i tak mi nie pasowało, to uwierzyłam. Justin.. – po jej
policzku spłynęła łza.
- Kto Ci takie coś powiedział? –
zdenerwowałem się. Czułem jak napinają mi się mięśnie. Tak może i wiele razy
tak zrobiłem. Ale nie w przypadku Julie, byłbym totalnym idiotą. I skąd ona to
w ogóle wie?
- Nie ważne. I zastanawiam się
dlaczego do mnie wróciłeś. – spojrzała na mnie. Nie ważne?! Ja i tak domyślałem się od kogo to wie. Malik i ta
Stefa.
- Powiedziałem, że wrócę. Julie. –
dotknąłem jej kolana. Ale dziewczyna odsunęła się ode mnie. Zabolało. Bo
przecież mi ufała. A oni tak po prostu gadając jej tę głupotę, zepsuli jej
ufność do mnie. – Co się stało?
- Justin, bo ja po prostu znowu przeszłam
przez to samo. Znowu straciłam osobę. Tak mi to wmówili, że uwierzyłam. – po
jej policzku swobodnie spłynęły łzy. Zabiję! Naprawdę zabiję.
- Ale dlaczego im uwierzyłaś?
Przecież… - nie wiedziałem co powiedzieć.
- Bo już taka jestem, nie zauważyłeś.
Nie znam Cię, skąd miałam pewność, że tak nie będzie naprawdę. Po prostu. Nawet
mi nie powiedziałeś czym się zajmujesz. – zrobiłem dziwna minę. – No nie rób
takiej miny i tak już wiem. – nie spuszczała wzroku z jej palców.
- To znaczy co wiesz? – wstałem z łózka i podszedłem do okna.
- To znaczy co wiesz? – wstałem z łózka i podszedłem do okna.
- Justin, czy Ty kiedyś … - przerwała
i przełknęła ślinę. – Zabiłeś człowieka? – wyszeptała bawiąc się rąbkiem
koszulki. Poczułem jak by mnie ktoś kopnął w dupę. Zabiję Malika, jestem
pewien, że to on.
- Julie, co Ci przyszło do głowy? –
uklęknąłem przed nią i znowu złapałem ją za kolano, ale jej reakcja powtórzyła
się. Byłem zły sam na siebie. Nie wyjdę stąd dopóki o wszystko się nie wypytam.
- Powiedzieli mi, że się zajmujesz
tym samym.
- Kto Ci takie coś powiedział? –
dziewczyna nerwowo przygryzła wargę. – Spójrz na mnie. Kotek, spójrz na mnie.
–spojrzała, jej oczy były zaszklone i był widoczny w nich ból. Nie wiedziałem
co zrobić, bolało mnie to.
- Jeżeli mi powiesz kto Ci to
wszystko powiedział, to ja Ci powiem czym się zajmuje. Okay? – ciągle patrzyłem
jej się w oczy. Są śliczne. Miałem zamiar opowiedzieć jej wszystko to co będzie
chciała wiedzieć. Dziewczyna wstała, doszła do połowy pokoju, bacznie się jej
przyglądałam, odwróciła się na jednej pięcie.
- Przytulisz mnie? – wyglądała jak
malutka, bezbronna dziewczynka.
- Co? – zapytałem zachrypniętym
głosem.
- Chciałam, żebyś mnie przytulił. –
wyszeptała patrząc w podłogę. Nie zastanawiając się nawet, podszedłem do niej i
mocno do siebie przyciągnąłem.
- Przepraszam. – wyszeptała mi do
ucha. Popatrzyłem jej w oczy.
- Za co?
- Za to, że się nie odzywałam.
Przepraszam.
- Nie masz za co. – przytuliłem ją,
jak najmocniej potrafiłem. Poczułem dziwne ściśnięcie w żołądku. – To co Ty
pierwsza gadasz, a ja później. – wzięła głęboki wdech.
***
Nie wiem w sumie po co ciągle dodaję rozdziały. ;\ Jakoś chyba nikt nie czyta ;(
No ale...



Super rozdział . Czekam na następny <3 ;* .
OdpowiedzUsuńNo dalej :)
OdpowiedzUsuńProszę to jest cudowne ..Jak najszybciej nowy rozdział.
Ona powinna być z Justinem. Jemu naprawdę na niej zależy .;)