- Nie! –
wykrzyczałam i zauważyłam, że w naszą stronę idzie zdenerwowany Justin, do tego
Ryan, Zayn i Chaz. Tak nadchodzą kłopoty i bójka.
- Proszę Cię puść
mnie. – błagałam zanim chłopcy doszli do nas. Chłopak postawił mnie na ziemi.
Od razu go poznałam. – Dominic? Co za miłe spotkanie. – Tak to był ten sam chłopak,
którego poznałam na lotnisku. Uśmiechnął się do mnie.
- Dzień Dobry Panie
Bieber. – zwrócił do Justina, który w tej samej chwili chciał coś powiedzieć.
- Miło Cię znowu
widzieć Toretto. – chłopak podał mu rękę. To oni się znają? A no tak, kogo też
Justin nie zna.
- To Twoja
dziewczyna? – wskazał palcem na mnie.
- Nie. Coś Ty. –
prychnął śmiechem. Dziwnie się poczułam. Tak jak by walnął mnie ktoś w twarz.
- Oh. To Julie,
dzisiaj, 20, idziesz z nami na imprezę? – Justin popatrzył na mnie wzrokiem proszącym
o to żebym tego nie robiła. Eh nie miałam zamiaru go słuchać, chciałam zrobić
mu na złość. Za to co powiedział, niby mu zależy.
- Okay. Będę czekać,
przy tym hotelu. – uśmiechnęłam się do niego i wskazałam palcem na ogromny
budynek. Skinął tylko głową, pożegnał się ze mną i odszedł z kolegą. Wszyscy
patrzyli się na mnie z niedowierzaniem. Justin tylko machnął ręką i poszedł,
wyglądał na zdenerwowanego. Tak jak wszyscy, ale o co im właściwie chodziło.
Ryan i Chaz też poszli przed siebie, tylko Zayn został.
- Chodź. –
powiedział i objął mnie ramieniem.
- Ale o co im
chodzi? – zapytałam. – On też jest ten „zły”?
- Nie. To nawet nie
pozwolilibyśmy Ci się z nim umówić, nawet byśmy z nim nie rozmawiali. W sumie
to jest Twoja sprawa z kim się będziesz spotykać, nie możemy Ci tego zabronić.
No jeżeli byłby to jakiś nieodpowiedni. – zachichotał. Zrobiłam to samo.
Usiadłam obok leżącego Justina na leżaku. Nawet nie zwrócił na mnie uwagi.
- A was po drodze
fala zmiotła? – zapytał się Liam, wracającego Louisa i Nialla.
- Nie, niezłe laski
tu. – powiedział ze śmiechem Louis i podał mi jakiś kolorowy napój. Wzięłam
łyka.
Wróciliśmy już do
domu, Justin nadal się do mnie nie odezwał. Szykowałam się już na imprezę z
Dominiciem. Ubrałam się,
tylko jeszcze szukałam bransoletek. W sumie nie wiem, czy dobrze robię, nikt ze
mną nie idzie, a przecież ja nawet tego Toretty dobrze nie znam. Ale chciałam
zrobić na złość Justinowi, więc muszę iść. W tym samym momencie do sypialni
wszedł Justin. Tak dzielę z nim i Ryanem sypialnię, nawet nie wiem dlaczego.
Mniejsza z tym; Popatrzył na mnie dziwnie i położył się do łóżka.
- O co Ci kurwa
chodzi? – zapytałam. Miałam dość jego humorków.
- O nic. – obrócił
się do mnie tyłem.
- Tak jak zawsze. –
wstałam z łóżka.
- O nic! Którego
słowa kurwa nie rozumiesz! – wykrzyczał. Pierwszy raz się tak do mnie odezwał,
pierwszy raz na mnie krzyknął. Co się stało z tym troszczącym się o mnie
Justinem, zawsze w stosunku do mnie normalnym. Do oczu napłynęły mi łzy.
- Hej, co tu się
dzieje? – do pokoju weszła Rox, a ja z niego wybiegłam popychając ją przy tym.
Wyszłam na balkon, nie mogłam się teraz rozkleić. Zatrzymywałam łzy machając
sobie przed oczami rękami. Może coś da. Wzięłam parę głębokich wdechów i
patrzyłam w niebo. O co mu do cholery chodzi? Nie rozumiem.
- Julie. –
usłyszałam bardzo dobrze znany mi głos. – O co wam poszło? – zapytała.
- Nie wiem. Do
cholery, nie wiem. – popatrzyłam na nią i jedna łza spłynęła po moim policzku.
Ugh, nie mogłam pozwolić by rozpłakać się jeszcze bardziej. Popatrzyłam na godzinę
w telefonie. Była 19:56.
- Dobra idę już na
dół. Nie chcę teraz o tym myśleć. – pożegnałam się z dziewczyną i resztą, która
się oczywiście do mnie odzywała i wyszłam z pokoju.
Czy bawiłam się
dobrze na tej dyskotece.. Hmm. Nie bardzo. Poznałam Brian’a. Przyjaciel
Dominica. Przystojny, muszę stwierdzić. Ale nie mój typ. Przetańczyłam z nim
połowę imprezy. A i tak nie czuję się przy nim dobrze. Jak to ja. Mam grupkę
chłopaków, przy których jakoś normalnie się czuję i wszystko na ten temat. Ale
nie potrafię przestać myśleć o Justinie. Dlaczego tak na mnie naskoczył, nigdy
tak do mnie nie mówił. Przynajmniej nie krzyczał.
- Hej, śliczna, nie
smutaj. – przysiadł się do mnie Brian.
- Hej. –
uśmiechnęłam się lekko do niego. – Chyba pójdę już do hotelu, jestem zmęczona.
- Pójdę Cię
odprowadzić. – wyszliśmy z lokalu. Szliśmy w trochę niezręczniej ciszy, ale
Brian ją przerwał.
- Em, od kiedy
znasz Justina i tych dwóch tam? – zapytał. A po co mu to wiedzieć? I nie tych
dwóch, oni mają imiona.
- Jakieś dwa miesiące.
A tych dwóch, to znaczy Ryana i Chaza od dzieciństwa. – patrzyłam przed siebie.
- Um. Em. No tak.
Sorki zapomniałem jak mają na imię. – aż tak dziwnie zabrzmiały moje słowa, że
chłopak poczuł się niezręcznie? Widocznie tak.
- Nie no, jest
okay. – uśmiechnęłam się do niego. Ku mojemu zdziwieniu byliśmy już przy
hotelu.
- Julie.. – zaczął
i złapał mnie za rękę. Trochę dziwnie się poczuła, ale okay. – Umówiłabyś się
ze mną jutro. Bardzo mi się podobasz i chciałbym Cię gdzieś zabrać. – patrzył
mi prosto w oczy. W jego niebieskich oczach, można było dostrzec iskierki
nadziei.
- Ja nie wiem.
Przepraszam, ale nie. – wyrwałam rękę z jego uścisku, a chłopak się trochę
zmieszał. – Przyjechałam tutaj z przyjaciółmi i chcę te dwa tygodnie spędzić z
nimi. Przepraszam.
- No okay. To
dobranoc i może jeszcze się spotkamy.
- Heh dobranoc,
możliwe, że tak. – przytulił mnie i pocałował w policzek. Tego się nie
spodziewałam. Ale ok. Uśmiechnęłam się tylko i poszłam. Weszłam do pokoju.
Zdziwiłam się, bo oni jeszcze nie spali, a w sumie dopiero 2 w nocy. Tylko
Justina nie było.
- Hej! – przywitał
się ze mną Niall.
- Jak było? –
dodała Rox, a ja tylko wzruszyłam ramionami. Znowu chciała coś powiedzieć, ale
wyprzedziłam ją.
- Nie, nie chcę
więcej pytań. Idę spać. – powiedziałam i weszłam do „mojej” sypialni. Od razu
moją uwagę przykuło otwarte okno. Wychyliłam się, a moim oczom ukazał się
Justin. Stał tyłem do mnie, bez koszulki. Nad nim unosił się dym. Moje serce
zaczęło mocniej bić. A nogi zrobiły mi się jak z waty. Pokochałam ten widok.
Chciałam żeby jak najdłużej utrzymał mi się w pamięci. I myśl, że mogę nie mieć
tego codziennie i tylko dla siebie. Rozrywała mnie od środka.
Wróciłam się do
środka. Zrzuciłam z siebie spódnicę, nawet nie obchodziło mnie to, że Justin jest
prawie w tym samym pomieszczeniu, i ubrałam spodenki. Wyszłam na balkon, on
nadal stał w tej pozycji co przedtem.
- Justin? –
odezwałam się, ale nie doczekałam się odpowiedzi. – Justin? – zapytałam po raz
drugi, ale również nie dostałam odpowiedzi. – To mam rozumieć, że znowu się do
siebie nie odzywamy? – znowu bez odpowiedzi. Bezradnie usiadłam na kanapie,
nogi przyciągnęłam do piersi. Z moich oczu popłynęła fala łez. Bolało mnie to,
że mnie ignorował i to, że nawet nie wiedziałam dlaczego. Był dla mnie wszystkim.
Jak miałam się czuć, jeżeli to co kocham po prostu mnie ignoruje, ma mnie w
dupie. Nie rozumiem dlaczego pozwoliłam sobie, żeby tak mi na nim zależało.
Próbowałam, by nie płakać głośno, ale nie udało mi się to. On i tak nie
usłyszał. Na co znowu zaczęłam bardziej płakać i wtedy już nie umiałam się
uciszyć. Schowałam głowę w kolana. Nie chciałam już na niego patrzeć, nawet nie
mogłam się ruszyć z tej kanapy. Nagle poczułam oplatającą mnie parę rąk. Wtulił
mnie w swój tors.
- Cii. Obiecałaś
mi, że nie będziesz płakać. – wyszeptał mi do ucha i puścił mnie oraz wstał i
poszedł. Na co zareagowałam znowu płaczem. Ale nie potrzebnie, bo po chwili
znowu wrócił.
- Trzymaj. –
powiedział zachrypniętym głosem, a na moim ciele pojawiła się gęsia skórka. Nie
posłuchałam go i nie podniosłam głowy. Poczułam, że znowu obok mnie siada.
Chwycił moją głowę w ręce.
- Kochanie przestań
płakać. – otarł moje łzy. Podał mi chusteczkę. Wytarłam nos oraz oczy. Ale
pewnie i tak wyglądałam jak debil. – Dlaczego Ty płaczesz? – zapytał.
- Nie odzywałeś się
do mnie, najpierw na mnie naskoczyłeś. – w moich oczach znowu uformowały się
łzy. Nastała cisza.
- Przepraszam. –
przytulił mnie. – Przepraszam. – powtórzył i pogładził moje włosy i mocniej
przytulił.
- Ja po prostu..
nie rozumiem.
- Ale czego nie
rozumiesz? – zapytał i popatrzył na mnie z troską w oczach.
- Wszystkiego. Tego
co się dzieje. Przy Tobie jestem innym człowiekiem.
- Julie ja.. –
chciałam mu przerwać. – Nie, nie przerywaj mi. Wiem pierwsze nasze spotkanie,
oh jak by to powiedzieć, nie było za świetne. Na pewno pomyślałaś wtedy, że
jestem samolubnym dupkiem, którego nic więcej nie obchodzi tylko sam on.
Drugie, cóż też nie było w jakiś sprzyjających okolicznościach, w sumie w
pierwszej chwili nie widziałem, że to Ty. Podszedłem tam specjalnie, bo
myślałem, że jeżeli dziewczynę uratuję to ładnie mi sobą podziękuje, wiele razy
już tak robiłem. Ale kiedy podszedłem bliżej to Cię poznałem. Wtedy nie wiem
czemu, ale musiałem Ci pomóc. Później zostałaś u mnie na noc i wież mi byłaś
pierwszą dziewczyną, którą w nocy nic nie robiłem. – spojrzałam na niego z
lekkim obrzydzeniem. – Tak, wiem obrzydliwe, sam się domyśliłem, ale od kiedy
jesteś w moim życiu, nie potrafię dotknąć dziewczyny, nawet nie chcę. Później
było coraz lepiej, wzloty, upadki. Ale zorientowałem się, że mi na Tobie
zależy, że stałaś się ważną dla mnie osobą. Chciałem Cię chronić dlatego, że
nie przeżył bym tego, jeżeli ten sukinsyn by Ci coś zrobił. – nie mogłam
uwierzyć w to co właśnie usłyszałam. - Ja po prostu .. –
wstał i podszedł do barierki, oparł się o nią i spojrzał na mnie. – Ja po pros…
- Po prostu się
zakochałeś? – podeszłam do niego, ale i tak stałam daleko. Tylko skinął głową i
popatrzył na ziemię.
- Tak Julie,
zakochałem się. Zakochałem się w Twoim śnieżnobiałym uśmiechu. W Twoich
zielonych oczach. W Twoich ślicznych, kasztanowych włosach. W Twoich malutkich
rączkach, które idealnie pasują do moich. W Twojej nieśmiałości, która jest
najsłodszą Twoją zaletą. W Twoich wadach, ale jak dla mnie nie masz żadnych.
Kocham Cię po prostu taką jaką jesteś i myśl, że Cię mogę stracić, że Ty akurat
możesz tego samego nie czuć, rozrywa mnie od środka. – skończył głębokim
oddechem. Poczułam jak po moim policzku płyną łzy.
- Justin.. –
popatrzył na mnie.
- Powiedziałem to,
bo nie mogłem już tak dłużej. Ale widzę, że Ty jednak tego samego nie czujesz.
– już chciał wejść do środka.
- Justin, ale ja
czuję to samo. Też się w Tobie zakochałam. Tak. W Twoim ślicznym uśmiechu. W
Twoich oczach, które gdy patrzą na mnie mają odcień karmelu, a gdy jesteś zły
stają się czekoladowe. W Twoich włosach, które najbardziej kocham, gdy są
rozczochrane. W Twoich rękach, które naprawdę idealnie pasują do moich. W
Twojej wadzie, a mianowicie za dużą pewnością siebie, ale to i tak jak zaleta.
W tym czym się zajmujesz. Bo kocham Cię takim jakim jesteś. Zależy mi. I nie
chcę Cię stracić. I może chcesz mnie ochronić, ale przed wszystkim się nie da.
– stał wpatrzony we mnie jak w obrazek. Ale po chwili się ocknął i podszedł do
mnie, złapał moją głowę w swoje ręce i popatrzył mi głęboko w oczy.
- To wszystko co powiedziałaś było prawdą? – zapytał, ale dlaczego on
mi nie wierzył, przecież bez powodu nie powiedziała bym mu tego. Skinęłam tylko
głową, a on wpił się w moje usta. Składał delikatne pocałunki, które sprawiały
mnie o dreszcze. Ta chwila mogła trwać wiecznie. Jego język dotykał lekko mojej dolnej wargi prosząc o wejście, a ja z
chęcią go zaakceptowałam. Nasze języki splotły się ze sobą masując się
nawzajem i walcząc o dominację. Poczułam jak podnosi mnie do góry. Owinęłam
nogi wokół jego bioder. Odsunęliśmy się od siebie i uśmiechnęliśmy się.
Wtuliłam się w jego tors i weszliśmy do środka.
***
Nie ma bójki. :)
Za to jest coś z Julie i Justin moments. :))
Podoba się, czy nie?


A liczylam na bojke .xdd
OdpowiedzUsuńAle to jest o wiele lepsze :)
Mam nadzieje ze oni beda szczesliwa para .:) kocham cie .!!
Ja Ciebie też ! <3
Usuń