niedziela, 4 sierpnia 2013

Part.19

- Nie! – wykrzyczałam i zauważyłam, że w naszą stronę idzie zdenerwowany Justin, do tego Ryan, Zayn i Chaz. Tak nadchodzą kłopoty i bójka.
- Proszę Cię puść mnie. – błagałam zanim chłopcy doszli do nas. Chłopak postawił mnie na ziemi. Od razu go poznałam. – Dominic? Co za miłe spotkanie. – Tak to był ten sam chłopak, którego poznałam na lotnisku. Uśmiechnął się do mnie.
- Dzień Dobry Panie Bieber. – zwrócił do Justina, który w tej samej chwili chciał coś powiedzieć.
- Miło Cię znowu widzieć Toretto. – chłopak podał mu rękę. To oni się znają? A no tak, kogo też Justin nie zna.
- To Twoja dziewczyna? – wskazał palcem na mnie.
- Nie. Coś Ty. – prychnął śmiechem. Dziwnie się poczułam. Tak jak by walnął mnie ktoś w twarz.
- Oh. To Julie, dzisiaj, 20, idziesz z nami na imprezę? – Justin popatrzył na mnie wzrokiem proszącym o to żebym tego nie robiła. Eh nie miałam zamiaru go słuchać, chciałam zrobić mu na złość. Za to co powiedział, niby mu zależy.
- Okay. Będę czekać, przy tym hotelu. – uśmiechnęłam się do niego i wskazałam palcem na ogromny budynek. Skinął tylko głową, pożegnał się ze mną i odszedł z kolegą. Wszyscy patrzyli się na mnie z niedowierzaniem. Justin tylko machnął ręką i poszedł, wyglądał na zdenerwowanego. Tak jak wszyscy, ale o co im właściwie chodziło. Ryan i Chaz też poszli przed siebie, tylko Zayn został.
- Chodź. – powiedział i objął mnie ramieniem.
- Ale o co im chodzi? – zapytałam. – On też jest ten „zły”? 
- Nie. To nawet nie pozwolilibyśmy Ci się z nim umówić, nawet byśmy z nim nie rozmawiali. W sumie to jest Twoja sprawa z kim się będziesz spotykać, nie możemy Ci tego zabronić. No jeżeli byłby to jakiś nieodpowiedni. – zachichotał. Zrobiłam to samo. Usiadłam obok leżącego Justina na leżaku. Nawet nie zwrócił na mnie uwagi.
- A was po drodze fala zmiotła? – zapytał się Liam, wracającego Louisa i Nialla.
- Nie, niezłe laski tu. – powiedział ze śmiechem Louis i podał mi jakiś kolorowy napój. Wzięłam łyka.

Wróciliśmy już do domu, Justin nadal się do mnie nie odezwał. Szykowałam się już na imprezę z Dominiciem. Ubrałam się, tylko jeszcze szukałam bransoletek. W sumie nie wiem, czy dobrze robię, nikt ze mną nie idzie, a przecież ja nawet tego Toretty dobrze nie znam. Ale chciałam zrobić na złość Justinowi, więc muszę iść. W tym samym momencie do sypialni wszedł Justin. Tak dzielę z nim i Ryanem sypialnię, nawet nie wiem dlaczego. Mniejsza z tym; Popatrzył na mnie dziwnie i położył się do łóżka.
- O co Ci kurwa chodzi? – zapytałam. Miałam dość jego humorków.   
- O nic. – obrócił się do mnie tyłem.
- Tak jak zawsze. – wstałam z łóżka.
- O nic! Którego słowa kurwa nie rozumiesz! – wykrzyczał. Pierwszy raz się tak do mnie odezwał, pierwszy raz na mnie krzyknął. Co się stało z tym troszczącym się o mnie Justinem, zawsze w stosunku do mnie normalnym. Do oczu napłynęły mi łzy.
- Hej, co tu się dzieje? – do pokoju weszła Rox, a ja z niego wybiegłam popychając ją przy tym. Wyszłam na balkon, nie mogłam się teraz rozkleić. Zatrzymywałam łzy machając sobie przed oczami rękami. Może coś da. Wzięłam parę głębokich wdechów i patrzyłam w niebo. O co mu do cholery chodzi? Nie rozumiem.
- Julie. – usłyszałam bardzo dobrze znany mi głos. – O co wam poszło? – zapytała.
- Nie wiem. Do cholery, nie wiem. – popatrzyłam na nią i jedna łza spłynęła po moim policzku. Ugh, nie mogłam pozwolić by rozpłakać się jeszcze bardziej. Popatrzyłam na godzinę w telefonie. Była 19:56.
- Dobra idę już na dół. Nie chcę teraz o tym myśleć. – pożegnałam się z dziewczyną i resztą, która się oczywiście do mnie odzywała i wyszłam z pokoju.

Czy bawiłam się dobrze na tej dyskotece.. Hmm. Nie bardzo. Poznałam Brian’a. Przyjaciel Dominica. Przystojny, muszę stwierdzić. Ale nie mój typ. Przetańczyłam z nim połowę imprezy. A i tak nie czuję się przy nim dobrze. Jak to ja. Mam grupkę chłopaków, przy których jakoś normalnie się czuję i wszystko na ten temat. Ale nie potrafię przestać myśleć o Justinie. Dlaczego tak na mnie naskoczył, nigdy tak do mnie nie mówił. Przynajmniej nie krzyczał.
- Hej, śliczna, nie smutaj. – przysiadł się do mnie Brian.
- Hej. – uśmiechnęłam się lekko do niego. – Chyba pójdę już do hotelu, jestem zmęczona.
- Pójdę Cię odprowadzić. – wyszliśmy z lokalu. Szliśmy w trochę niezręczniej ciszy, ale Brian ją przerwał.
- Em, od kiedy znasz Justina i tych dwóch tam? – zapytał. A po co mu to wiedzieć? I nie tych dwóch, oni mają imiona.
- Jakieś dwa miesiące. A tych dwóch, to znaczy Ryana i Chaza od dzieciństwa. – patrzyłam przed siebie.
- Um. Em. No tak. Sorki zapomniałem jak mają na imię. – aż tak dziwnie zabrzmiały moje słowa, że chłopak poczuł się niezręcznie? Widocznie tak.
- Nie no, jest okay. – uśmiechnęłam się do niego. Ku mojemu zdziwieniu byliśmy już przy hotelu.
- Julie.. – zaczął i złapał mnie za rękę. Trochę dziwnie się poczuła, ale okay. – Umówiłabyś się ze mną jutro. Bardzo mi się podobasz i chciałbym Cię gdzieś zabrać. – patrzył mi prosto w oczy. W jego niebieskich oczach, można było dostrzec iskierki nadziei.
- Ja nie wiem. Przepraszam, ale nie. – wyrwałam rękę z jego uścisku, a chłopak się trochę zmieszał. – Przyjechałam tutaj z przyjaciółmi i chcę te dwa tygodnie spędzić z nimi. Przepraszam.
- No okay. To dobranoc i może jeszcze się spotkamy.
- Heh dobranoc, możliwe, że tak. – przytulił mnie i pocałował w policzek. Tego się nie spodziewałam. Ale ok. Uśmiechnęłam się tylko i poszłam. Weszłam do pokoju. Zdziwiłam się, bo oni jeszcze nie spali, a w sumie dopiero 2 w nocy. Tylko Justina nie było.
- Hej! – przywitał się ze mną Niall.
- Jak było? – dodała Rox, a ja tylko wzruszyłam ramionami. Znowu chciała coś powiedzieć, ale wyprzedziłam ją.
- Nie, nie chcę więcej pytań. Idę spać. – powiedziałam i weszłam do „mojej” sypialni. Od razu moją uwagę przykuło otwarte okno. Wychyliłam się, a moim oczom ukazał się Justin. Stał tyłem do mnie, bez koszulki. Nad nim unosił się dym. Moje serce zaczęło mocniej bić. A nogi zrobiły mi się jak z waty. Pokochałam ten widok. Chciałam żeby jak najdłużej utrzymał mi się w pamięci. I myśl, że mogę nie mieć tego codziennie i tylko dla siebie. Rozrywała mnie od środka.  

Wróciłam się do środka. Zrzuciłam z siebie spódnicę, nawet nie obchodziło mnie to, że Justin jest prawie w tym samym pomieszczeniu, i ubrałam spodenki. Wyszłam na balkon, on nadal stał w tej pozycji co przedtem.
- Justin? – odezwałam się, ale nie doczekałam się odpowiedzi. – Justin? – zapytałam po raz drugi, ale również nie dostałam odpowiedzi. – To mam rozumieć, że znowu się do siebie nie odzywamy? – znowu bez odpowiedzi. Bezradnie usiadłam na kanapie, nogi przyciągnęłam do piersi. Z moich oczu popłynęła fala łez. Bolało mnie to, że mnie ignorował i to, że nawet nie wiedziałam dlaczego. Był dla mnie wszystkim. Jak miałam się czuć, jeżeli to co kocham po prostu mnie ignoruje, ma mnie w dupie. Nie rozumiem dlaczego pozwoliłam sobie, żeby tak mi na nim zależało. Próbowałam, by nie płakać głośno, ale nie udało mi się to. On i tak nie usłyszał. Na co znowu zaczęłam bardziej płakać i wtedy już nie umiałam się uciszyć. Schowałam głowę w kolana. Nie chciałam już na niego patrzeć, nawet nie mogłam się ruszyć z tej kanapy. Nagle poczułam oplatającą mnie parę rąk. Wtulił mnie w swój tors.
- Cii. Obiecałaś mi, że nie będziesz płakać. – wyszeptał mi do ucha i puścił mnie oraz wstał i poszedł. Na co zareagowałam znowu płaczem. Ale nie potrzebnie, bo po chwili znowu wrócił.
- Trzymaj. – powiedział zachrypniętym głosem, a na moim ciele pojawiła się gęsia skórka. Nie posłuchałam go i nie podniosłam głowy. Poczułam, że znowu obok mnie siada. Chwycił moją głowę w ręce.
- Kochanie przestań płakać. – otarł moje łzy. Podał mi chusteczkę. Wytarłam nos oraz oczy. Ale pewnie i tak wyglądałam jak debil. – Dlaczego Ty płaczesz? – zapytał.
- Nie odzywałeś się do mnie, najpierw na mnie naskoczyłeś. – w moich oczach znowu uformowały się łzy. Nastała cisza.
- Przepraszam. – przytulił mnie. – Przepraszam. – powtórzył i pogładził moje włosy i mocniej przytulił.
- Ja po prostu.. nie rozumiem.
- Ale czego nie rozumiesz? – zapytał i popatrzył na mnie z troską w oczach.
- Wszystkiego. Tego co się dzieje. Przy Tobie jestem innym człowiekiem.
- Julie ja.. – chciałam mu przerwać. – Nie, nie przerywaj mi. Wiem pierwsze nasze spotkanie, oh jak by to powiedzieć, nie było za świetne. Na pewno pomyślałaś wtedy, że jestem samolubnym dupkiem, którego nic więcej nie obchodzi tylko sam on. Drugie, cóż też nie było w jakiś sprzyjających okolicznościach, w sumie w pierwszej chwili nie widziałem, że to Ty. Podszedłem tam specjalnie, bo myślałem, że jeżeli dziewczynę uratuję to ładnie mi sobą podziękuje, wiele razy już tak robiłem. Ale kiedy podszedłem bliżej to Cię poznałem. Wtedy nie wiem czemu, ale musiałem Ci pomóc. Później zostałaś u mnie na noc i wież mi byłaś pierwszą dziewczyną, którą w nocy nic nie robiłem. – spojrzałam na niego z lekkim obrzydzeniem. – Tak, wiem obrzydliwe, sam się domyśliłem, ale od kiedy jesteś w moim życiu, nie potrafię dotknąć dziewczyny, nawet nie chcę. Później było coraz lepiej, wzloty, upadki. Ale zorientowałem się, że mi na Tobie zależy, że stałaś się ważną dla mnie osobą. Chciałem Cię chronić dlatego, że nie przeżył bym tego, jeżeli ten sukinsyn by Ci coś zrobił. – nie mogłam uwierzyć w to co właśnie usłyszałam. - Ja po prostu .. – wstał i podszedł do barierki, oparł się o nią i spojrzał na mnie. – Ja po pros…
- Po prostu się zakochałeś? – podeszłam do niego, ale i tak stałam daleko. Tylko skinął głową i popatrzył na ziemię.
- Tak Julie, zakochałem się. Zakochałem się w Twoim śnieżnobiałym uśmiechu. W Twoich zielonych oczach. W Twoich ślicznych, kasztanowych włosach. W Twoich malutkich rączkach, które idealnie pasują do moich. W Twojej nieśmiałości, która jest najsłodszą Twoją zaletą. W Twoich wadach, ale jak dla mnie nie masz żadnych. Kocham Cię po prostu taką jaką jesteś i myśl, że Cię mogę stracić, że Ty akurat możesz tego samego nie czuć, rozrywa mnie od środka. – skończył głębokim oddechem. Poczułam jak po moim policzku płyną łzy.
- Justin.. – popatrzył na mnie.
- Powiedziałem to, bo nie mogłem już tak dłużej. Ale widzę, że Ty jednak tego samego nie czujesz. – już chciał wejść do środka.
- Justin, ale ja czuję to samo. Też się w Tobie zakochałam. Tak. W Twoim ślicznym uśmiechu. W Twoich oczach, które gdy patrzą na mnie mają odcień karmelu, a gdy jesteś zły stają się czekoladowe. W Twoich włosach, które najbardziej kocham, gdy są rozczochrane. W Twoich rękach, które naprawdę idealnie pasują do moich. W Twojej wadzie, a mianowicie za dużą pewnością siebie, ale to i tak jak zaleta. W tym czym się zajmujesz. Bo kocham Cię takim jakim jesteś. Zależy mi. I nie chcę Cię stracić. I może chcesz mnie ochronić, ale przed wszystkim się nie da. – stał wpatrzony we mnie jak w obrazek. Ale po chwili się ocknął i podszedł do mnie, złapał moją głowę w swoje ręce i popatrzył mi głęboko w oczy. 


- To wszystko co powiedziałaś było prawdą? – zapytał, ale dlaczego on mi nie wierzył, przecież bez powodu nie powiedziała bym mu tego. Skinęłam tylko głową, a on wpił się w moje usta. Składał delikatne pocałunki, które sprawiały mnie o dreszcze. Ta chwila mogła trwać wiecznie. Jego język dotykał lekko mojej dolnej wargi prosząc o wejście, a ja z chęcią go zaakceptowałam. Nasze języki splotły się ze sobą masując się nawzajem i walcząc o dominację. Poczułam jak podnosi mnie do góry. Owinęłam nogi wokół jego bioder. Odsunęliśmy się od siebie i uśmiechnęliśmy się. Wtuliłam się w jego tors i weszliśmy do środka. 


***
Nie ma bójki. :)
Za to jest coś z Julie i Justin moments. :)) 
Podoba się, czy nie? 

2 komentarze:

  1. A liczylam na bojke .xdd
    Ale to jest o wiele lepsze :)
    Mam nadzieje ze oni beda szczesliwa para .:) kocham cie .!!

    OdpowiedzUsuń