poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Part.22

Justin’sPOV

Całą noc nie spałem. Głowa mi pęka. Nie wiem co robić. Co się z nią teraz dzieje?
Gdzie jesteś, Julie?  
- Justin? Boje się. – powiedziała Rox pół szeptem. Odwróciłem się w jej stronę. Była cała zapłakana, a w ręce trzymała chustę Julie.  
- Ja też. – zwróciłem wzrok na sufit, ale po chwili zamknąłem oczy i opuszkami palców tarłem o czoło, mając nadzieję, że to jakoś pomoże mi wymyślić, jak wyjść z tego gówna.
- Boję się, że coś jej się stało. Że .. – przerwała biorąc głęboki wdech. - .. że już nie wróci. – popatrzyła w okno i próbowała powstrzymać łzy.
- Rox! – do pokoju wszedł Harry. – Nawet nie warz się tak mówić, a co dopiero myśleć. – usiadł obok niej i mocno ją przytulił.
Boże. Jak ja bym chciał teraz w tej chwili przytulić Julie i już nigdy jej nie wypuścić. 

- Wiem gdzie jest! – do pokoju wbiegł zdyszany Malik.
- Co?! – od razu wstałem na równe nogi.
- No wiem, gdzie jest Julie. – podszedł do stołu i rozciągnął na niej mapę. Palcem wskazał na zaznaczony na czerwono punkt.
- Skąd to wiesz? – zapytałem siadając i przyglądając się dokładnie mapie.
- Mam tutaj znajomego. On ma sprzęt. Idioci nie wyłączyli jej telefonu.
- Nawet nie wiemy gdzie to. – odezwał się Niall spoglądając na niego kątem oka.
- My nie, ale oni wiedzą. Czekają na nas na dole. – udał się ku drzwiom.
- Sprzęt. – odezwał się Harry.
- Mają. – mulat szedł w stronę drzwi. Zrobiliśmy to samo.
- Nie Rox, Ty zostajesz. – odezwał się Harry.
- Ale.. – zaczęła.
- Nie ma, ale. Zostajesz z Dan. – dziewczyna go posłuchała i usiadła na kanapie. A my wyszliśmy trzaskając za sobą drzwiami.

Julia’sPOV

Otworzyłam powoli oczy. Nawet się nie zorientowałam, że odleciałam. Spojrzałam wokół.
Gdzie ja jestem?
W jaki sposób znalazłam się na łóżku?
Prawie zapomniałam, że jestem związana. Próbowałam się rozciągnąć, a moje plecy wygięły się w łuk.
Syknęłam z bólu, gdy sznur otarł o moją skórę.
Poczułam, że żołądek zaciska mi się od zżerającego mnie niepokoju. Czy kiedykolwiek stąd wyjdę? Umrę? Czy będę mogła jeszcze kiedyś zobaczyć rodziców? Czy będę w stanie spotkać Michaela, Rox, a nawet Justina?
Pociągając nosem, próbowałam zatrzymać łzy chcące zacząć lecieć. Nie mam zamiaru pokazywać tym gnojkom słabości. 
Odwróciłam głowę i spojrzałam przez malutkie okienko.
Otarłam policzek o koszulkę na ramieniu i nagle przeszedł mnie niemożliwy ból pochodzący od mojego rozciętego policzka. Zacisnęłam usta by nie wydostać z nich wrzasku. Popatrzyłam na bluzkę. Była ze krwi. Przeszły mnie ciarki.
Zacisnęłam powieki, zdecydowałam, że najlepiej będzie jak znowu spróbuję zasnąć. Może wtedy ten czas szybciej upłynie.
Dosłownie chwilę po tym, gdy zdążyłam się uspokoić. Prawie wyszłam z własnej skóry, gdy drzwi gwałtownie się otworzył. Podszedł do mnie z wymalowaną złością na twarzy.
- Wychodź! – krzyknął, a jego obrzydliwy głos powtórzył się wielokrotnie. Próbowałam wygramolić się z łóżka.
- Nareszcie. – powiedział zirytowany, a ja tylko wywróciłam oczami.
- Co to miało być?! – szarpnął mnie za ramię. Nie odpowiedziałam mu tylko wpatrywałam się w ścianę. Wziął moją  buzię pomiędzy palec wskazujący a kciukiem i ścisnął moje policzki.
- Nic. – powiedziałam łamiącym się głosem.
- Co się mówi? – ścisnął mocniej.
- Przepraszam. – prawie wszeptałam. Robił mi krzywdę, nie chciałam tego.
- No. – popchnął mnie ku wyjściu.
Trzymając mocno moje ramie, wprowadził mnie w jakieś pomieszczenie.
Popchnął mnie na krzesło, gdzie od razu gwałtownie usiadłam.
Próbowali mnie związać, a ja się wyrywałam. Za co podziękowałam mojej głupocie, bo dostałam tak, że z miesiąc będę chodzić z siniakiem pod okiem. Co najlepsze przez chwilę nie wiedziałam co się ze mną dzieję, a oni już zdążyli zrobić to co chcieli przedtem.

Wycieńczona zamknęłam oczy.
Mój brzuch bolał mnie od wielu uderzeń.
Z mojej wargi lała się krew.
I znowu szok.
Moja głowa wygięła się w drugą stronę, a jęk wydobył się z moich ust, policzek mnie zapiekł.
- Zostaw ją! – krzyknął Justin.
Spojrzałam na niego. Próbował się podnieść z podłogi. Ale po chwili opadł z sił.
Ale jak to?
Odleciałam, że nie pamiętam co tu się działo.
Spojrzałam wokół siebie. I przeraziło mnie to co widziałam. Ryan trzymał się za brzuch wypluwając krew. Chaza, Zayna, Harryego nie widziałam. Za to moim oczom ukazał się Niall, klękający, z jego łuku brwiowego lała się krew, a przed nim stał Jackob trzymając broń przy jego głowie.
Moje usta się otworzył. Chciałam coś powiedzieć, ale poczułam, że ktoś odwiązuje moje ręce.
Szarpnął mnie za ramię i prowadził do Grega.
Popatrzyłam na Justina. Z moich oczu polały się łzy.
Greg skinął głową, a do Justina podszedł koleś i mocno kopnął go w brzuch. Justin skulił się.
- Zostaw go! – krzyknęłam.
Usłyszałam strzał.
Spojrzałam na Nialla.
Jego ciało swobodnie opadło na ziemie.
Moje nogi od razu ruszyły w jego stronę.
Uklękłam przy nim i złapałam go za rękę.
- Niall proszę, nie zostawiaj mnie. – przystawiłam jego okaleczone kostki do ust i lekko je musnęłam.
Z moich oczu wylewały się łzy.
- Julie. – powiedział kaszląc. – Pamiętaj, że Cię kocham, obojętnie co się ze mną stanie. Zawsze zostaniesz w mojej pamięci. – zamknął oczy.
- Ja Ciebie też, ale nie poddawaj się. – wtuliłam się w jego tors nie puszczając jego ręki. Usłyszałam śmiechy, nawet nie zwracałam uwagi co dzieję się miedzy nami.
Poczułam czyjeś ręce na barkach. Był to Ryan.
- Widzisz Bieber. Myślisz, że tylko chodziło mi o dziewczynę. – usłyszałam ohydny śmiech Grega. Spojrzałam na nich. Justin stał podkurczony i trzymał się za brzuch, a Greg kierował w jego stronę broń.
- A o co innego? – zapytał sycząc.
- Oh! pamiętasz niejaką Michaele Obbis? Tak zamordowałeś ją wywalając nasz magazyn. Była moją siostrą. Za to teraz ja ukarzę Ciebie! – pociągnął za spust.
W tym samym czasie usłyszałam trzy inne strzały.  
- Nieeee! – krzyknęłam i wyrwałam się do biegu. Justin powoli opadł na ziemie. Uklękłam przy nim trzymając jego dłoń.
- Justin. Kochanie. – płakałam głaszcząc jego włosy. Powieki nadal miał zamknięte. Usłyszałam jęki i pomruki wychodzące z jego spuchniętych ust i zauważyłam kilka łez spływających spod jego zamkniętych powiek.
Rozglądnęłam się.
- Harry! – spojrzałam na leżące ciało loczka. – Chaz. – powiedziałam piskliwym głosem. – Zayn! O mój Boże. – nie umiałam powstrzymać łez.
-Justin, jest w porządku. Wszystko będzie w porządku. – wyszeptałam przykładając jego dłoń do swoich ust składając pocałunki na jego skaleczonych kostkach.
- Julie. – wychrypiał.
- Tak Kochanie? – wpatrywałam się w jego twarz i czekałam aż w końcu otworzy oczy.
- Przepraszam. – otworzył powoli oczy.
- Nie. Nie. Skarbie nie masz za co. - płakałam bez opamiętania głaszcząc jego policzek.
-Tak, mam. Nie powinienem wplątywać Cię w... - jego słowa zostały przerwane przez jego indywidualny kaszel. Skrzywił swoją twarz czując pewnie niesamowity ból. Krew spływała po jego ciele zatrzymując się pod moimi kolanami.
- Boże zadzwońcie po karetkę. – spojrzałam wokoło.
- Hahah. Jemu już nikt nie pomoże. – Greg spojrzał na mnie z rozbawieniem na twarzy.
- Nie powinien Cię w to wplątywać. Miałem rację, żeby zostawić Cię w spokoju. – wyszeptał krzywiąc się.
- Nie, Justin. Będę Ci dziękować do końca życia, że spotkałam kogoś takiego jak Ty. Nigdy nie zdawałbyś sobie sprawy z tego jak bardzo chciałam cię zatrzymać przy sobie kiedy tyle razy mówiłeś, że musimy przestać się spotykać. Zdałam sobie wtedy sprawę, że Cię potrzebuję. Jesteś tym najlepszym co mogło mnie spotkać w życiu, nie żałuję ani jednej spędzonej z Toba chwili. – wytłumaczyłam.
- Martwiłem się o to że nie kochasz mnie tak jak ja Ciebie. Ale nie żałuję tego tygodnia spędzonego z Tobą. Chciałem być Twoim pierwszym, Julie. Ale nie zdążyłem.
- Justin, będziesz tym pierwszym i tym ostatnim. Naprawdę. – dławiłam się już łzami.
- Zmieniłaś mnie, Julie. Nikt wcześniej tego nie zrobił. Zmieniłaś mnie na lepsze. Chcę żebyś znalazła sobie kogoś kto jest dobry dla Ciebie. Ktoś kto nie jest taki jak ja. Chcę, żebyś obiecała mi, że kiedy się zestarzejesz, będziesz miała dzieci, wnuki i prawnuki bo na to zasługujesz. Zasługujesz na długie i szczęśliwe życie, beze mnie. Nigdy nie byłem dobry dla ciebie, ale byłem zbyt samolubny żeby to zauważyć. – tłumaczył jęcząc ponownie z bólu. Co ja bym dała żeby połowa tego bólu spadła na mnie. Moje łzy szalały po moich policzkach.
- Nie żegnaj się. Rozumiesz Justin! Nie! Nie zostawiaj mnie! - nadal nie potrafiłam powstrzymać płaczu. Justin wyciągnął swoją rękę do góry i resztką sił ułożył ją na moim policzku gładząc go. Przyłożyłam swoją dłoń na jego która spoczywała na mojej twarzy i ścisnęłam ją delikatnie.
- Kocham Cię Julie. Zawsze będę. - wymamrotał kiedy jego oczy zaczęły opadać.
- Ja Ciebie też, Justin. – bełkotałam. Moje łzy spływały po policzkach lądując na piersi Justina.
- Proszę. Proszę nie zostawiaj mnie – żebrałam. Justin wziął moją dłoń przenosząc ją do swoich ust po czym zaczął składać na niej pocałunki.
-Obiecaj mi – powiedział ze słabym głosem.
-Justin...
-Obiecaj – przerwał mi. Patrzyłam na jego twarz z zamazaną wizją z powodu łez. Widziałam jak jego rysy twarzy co chwilę wykrzywiały się z powodu bólu. Nie mogłam patrzeć na niego kiedy jest w takim stanie, nie może mnie zostawić. Nie może. Kocham go. Bardziej niż wszystko inne.
- Obiecuję. – wyszeptałam.
Patrząc w teraźniejszość zorientowałam się co tak naprawdę się dzieje. Mój chłopak właśnie umiera trzymając w swojej dłoni moją. Nie miał zamiaru być ze mną już nigdy. Nie będzie już opowiadał mi sprośnych żartów lub śmiać się do mnie. Nie będzie już uspakajał mnie mówiąc, że wszystko będzie dobrze, nawet kiedy nie było. Już nigdy się nie zestarzeje. Nie będzie miał dzieci, wnuków ani nawet prawnuków. Nie zrobi ze mną już nic, nigdy.
Resztkami sił odwrócił się do mnie, z całej siły, którą jeszcze miał, ścisnął moją rękę.
- Kocham Cię. - wyszeptał. Jego oczy zmuszone były do zamknięcia się a uścisk poluzował.
Świeży zestaw łez spłynął po moich policzkach i mogłam posmakować słonej wody w moich ustach. Wielka bryła powietrza stanęła w moim gardle a wizja się rozmyła.
Oddech Justina zwolnił po czym się zatrzymał. Dotknęłam dłonią jego serca.
-Ja Ciebie też, Skabie. – odpowiedziałam, ale żałowałam, że tego nie słyszał. Żałowałam, że powiedziałam to za późno.
Nie ma go... Odszedł... Ale na zawsze pozostanie.
W mojej pamięci.
W moim sercu...
Rozglądnęłam się po raz setny po pomieszczeniu.
Leżące ciała.
Nikogo więcej tam nie było.
Do moich uszu doszedł dźwięk płaczu. Odwróciłam głowę i zauważyłam Ryana klęczącego przy Chazie.
- Ryan. – zawołałam, a przynajmniej tak mi się wydawało. – On.. On odszedł. – chłopak popatrzył na mnie, wstał i do mnie podszedł.
Przytulił mnie tak mocno, jak tylko potrafił.
Po chwili odsunęłam się od niego i podeszłam do Harryego. Spojrzałam na niego.
- O mój Boże. Co ja powiem Rox. – schyliłam się i pocałowałam go w policzek.
Podeszłam do Zayna i zrobiłam to samo.
Chaz.
Liam.
Niall.
Justin.

Wykończona upadłam i wtuliłam się w tors Justina, oraz zaczęłam nucić naszą ulubioną piosenkę.



***
No i ostatni rozdział, no i oczywiście epilog. ;) 
Jak się podoba?  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz