poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Part.21

Julia’sPOV
Oglądałam każdą bluzkę bardzo dokładnie, nie wiem dlaczego. Ale jakoś nie wierzę tym bazarkom tutaj. Mogłyśmy iść do normalnego sklepu, obojętnie, że tutaj jest o wiele taniej. Chciałam sobie kupić jakąś ładną sukienkę na dzisiejszy wieczór, robimy ognisko na plaży, znakomicie. Przeszukiwałam wieszaki, w innej części „sklepu” niż Rox, kiedy nagle ktoś do mnie podszedł. - Przepraszam. – usłyszałam niski męski głos. Spojrzałam na niego, na jego twarzy widniał uprzejmy uśmiech. – Pani Julia Hamilton? – zapytał. - Emm. Tak. – powiedziałam wahając się trochę. - Niejaki Pan Niall Horan kazał mi Panią zaprowadzić do niego. – powiedział nadal z uśmiechem na twarzy. - A nie może sam przyjść. – zdziwiłam się. No przecież Niall i takie coś, jeżeli by cos chciał sam by przyszedł. - Powiedział, że nie wie w którym sklepie może się Pani znajdować, a nie ma ochoty chodzić po wszystkich, dlatego prosił mnie o to. Jestem kelnerem w państwa hotelu. – zwrócił. Ymm. Okay. To w sumie bardzo podobne w przypadku Nialla; Nic nie mówiąc poszłam za tym kelnerem, nawet nie powiedziałam Rox, bo nie wiem dlaczego, ale zapomniałam o niej. Chłopak prowadził mnie za butki z bazaru. Zaczynam wątpić, że Niall chce się ze mnąspotkać. Jeżeli by tak było stał by przy wejściu, a nie gdzieś z tyłu. Moim oczom ukazał się czarny, duży samochód. Chciałam się odwrócić, ale poczułam cos zakrywającego moje usta i silną parę rąk oplatające moje ciało. Zaczęłam krzyczeć, kopiąc w powietrze. Do oczu napłynęły m łzy, gdy próbowałam pozbyć się dłoni na ustach. Ale za nim znów mogłam zacząć się wyrywać, poczułam, że odpływam i sekundę później moje ciało bezwładnie opadło na ręce oprawcy, a wszystko wokół ogarnęła ciemność.

Justin’sPOV 

W mojej głowie roiło się od beznadziejnych scenariuszy związanych z Julią. Byłem pewny, że ktoś ją porwał, ale nie miałem pojęcia kto. Przecież nikogo tutaj nie znamy. Nikt nie zna mnie. No chyba, że ktoś na serio jest tak zdesperowany i poleciał za nami. A myślałem, że te wakacje będą najwspanialsze, bo spędzę je z dziewczyna, którą tak bardzo kocham i która jest całym moim życiem. Nie dam jej skrzywdzić. Doszliśmy do tego sklepu, gdzie były ostatni raz. Podszedłem do kasy. - Przepraszam. – podszedłem do laski stojącej za „ladą” i nerwowo szukałem telefonu w kieszeni. O jest. - Nie widziała Pani tutaj tej dziewczyny? – pokazałem jej zdjęcie Julii, które miałem na tapecie. - Hmm. Ona tutaj była z Panią, tak? – spojrzała na Rox, a ona tylko skinęła głową. – No to ona później wyszła z jakimś Panem, na ubiór można wywnioskować, że z kelnerem. – powiedziała, a mój żołądek ścisnął się z nerwów. - Dziękujemy. – powiedziałem i szybko wyszedłem z butiku. Nie wiedziałem co robić. Czułem się bezbronny. Nie wiedziałem, kto ją zabrał, gdzie ją zabrał. Nie mam jak to sprawdzić, bo sprzęt został w domu. Boże. - I co my teraz zrobimy? – odezwał się Ryan. - Jednak się nie pomyliłem. – odezwał się Zayn i usiadł na jakimś murku. - O czym Ty mówisz? – zapytał Harry, próbując uspokoić jakoś Rox, bo dziewczyna cały czas płakała. - Widziałem tutaj kolesia podobnego do Grega, bynajmniej wtedy tak myślałem, że jest tylko podobny. – powiedział patrząc w ziemię. - I Ty kurwa dopiero teraz o tym mówisz?! Ja pierdole! – wykrzyczałem. Czułem jak całe moje ciało się napina, gdy tylko usłyszałem imię Greg. Teraz jej tutaj potrzebowałem, bo tylko ona może mnie uspokoić. Przebiegłem palcami po włosach, ciągnąc za końce. Zwinąłem ręce w pięści. - Bo nie byłem pewny! Okay. Nie byłem, po za tym nie chciałem wam psuć wakacji. Julie była szczęśliwa, jeżeli powiedział bym, bała by się i Ty, kurwa, dobrze o tym wiesz. – prawie wykrzyczał. Nic więcej nie powiedziałem. Miał racje, ale to chociaż mi mógł powiedzieć. Dostawałem szału. Kurwa, co robić? - Dobra, chodźcie, bo nie ma sensu stanie tutaj i czekanie na jakieś zbawienie. – odezwał się Louis. Następny miał racje. Skołowani, zdezorientowani wróciliśmy do domu. 
Julia’sPOV
Jęknęłam, czując, że się budzę. Nie pamiętam, żebym zasypiała. Kilka razy mrugnęłam, po czym wreszcie otworzyłam oczy. Wszystko było w porządku do chwili, gdy się rozbudziłam i zorientowałam się, że nie rozpoznaję miejsca, w którym się znajduję. Ogarnęła mnie panika. Zaczęłam się kręcić, chcąc stąd wyjść, gdy zauważyłam, że jestem przywiązana do krzesła. Szerzej otworzyłam oczy, a moje serce na moment zamarło. Gdzie ja do cholery byłam? Przełykając ślinę, próbowałam sobie przypomnieć co się, tak naprawdę stało. Sklep, kelner, Niall, czarny samochód … kurwa. Nawet nie wiem kto za tym wszystkim stoi. Próbowałam uwolnić ręce, ale skończyło się na ryciu po skórze sznurem, którym była obwiązana. Wydając z siebie cichy jęk bólu, syknęłam, zirytowana swoją głupotą. Boże chcę stąd wyjść. Stąd musi być jakieś wyjście. Muszę je znaleźć. Nie wiem kim są Ci ludzie i do cholery czego ode mnie chcą. Rozglądałam się wokoło, próbując znaleźć coś co pomogło by mi odwiązać to cholerstwo, gdy za drzwiami pojawiły się głosy i po chwili zostały one szeroko otwarte. Zobaczyłam cztery osoby stojące w wejściu. - Proszę, proszę, czyż to nie lalunia Biebera? – zdecydowanie zbyt znajomy głos zabrzmiał w moich uszach podwójnie. Greg. - Nie jestem niczyją dziewczyną. – warknęłam. Nie powinnam chyba się odzywać, no ale powiedziałam już co powiedziałam. - Nie musisz kłamać. Wszyscy wiemy, że jesteś związana z Bieberem. - Nie wiem o czym ty do cholery mówisz – syknęłam. I po co ja kłamie. Julie co Ty robisz? - Wiesz.. – podszedł do mnie i przechylił głowę. – Nie lubię kłamców. - Nie kłamie. – powiedziałam. Podniósł brwi. - Mała, w co Ty grasz? - nie odpowiedziałam mu. Poczułam uderzenie w policzek, odrzucające moją głowę w prawo, sprawiające, że skrzywiłam się z bólu. Z moich oczu popłynęły łzy. - Wiesz oprócz kłamców, nie toleruję jeszcze ignorujących mnie suk. – powiedział krzywo na mnie patrząc. - Jesteś jebnięty. Jak mogłeś uderzyć dziewczynę? – powiedziałam z obrzydzeniem. - Oh, Julie. To łatwe. Podnosisz rękę i przejeżdżasz nią po jej twarzy. Właśnie tak. – znów mnie uderzył. Przygryzłam wargę. Obrzydliwy śmiech rozszedł się po pomieszczeniu, powtarzając się. - Mogę zrobić co tylko z Tobą chcę. Wiesz .. – urwał i obszedł krzesło na którym siedziałam dookoła. – Niewinna z Ciebie dziewczynka, ale jak już chcesz to możesz być zadziorna. – figlarnie się uśmiechnął. – Nie dziwię się, że Bieber Cię trzyma. Musisz być niezła w łóżku. – mrugnął. Ta pewnieee. - Jesteś obrzydliwy. – odwróciłam wzrok i spojrzałam na trójkę chłopaków stojących obok z obrzydliwymi uśmieszkami na twarzy. Podszedł do nich, szepcąc coś do nich, po czym opuścił pomieszczenie z dwoma, nieznanymi mi chłopakami, zostawiając Jacoba. Unikałam patrzenia na niego. Nawet nie wiedziałam, że podszedł do mnie, dopóki nie poczułam jego obecności obok mnie. Coś metalowego rozbłysło w pokoju, głównie dzięki światłu z małego okna, sprawiając, że zrobiło mi się sucho w gardle, a w moich oczach pojawił się strach oraz łzy. Powstrzymałam się przed gwałtownym zaczerpnięciem powietrza, gdy czubek noża dotknął mojej twarzy. Przygryzłam wargę, było widać, że się bałam. Na co Jacob łobuzersko się uśmiechnął. -Szkoda by było zranić tak piękną twarz, czyż nie? - jego głos sprawił, że przeszły mnie ciarki. Zacisnęłam powieki, nic nie mówiąc. -Niestety będę musiał - szepnął, po czym przycisnął ostrze mocniej do mojej skóry i zjechał nim po policzku. Przeciął moją skórę, wywołując u mnie syknięcie. Mrocznie się zaśmiał, po czym wyszedł z pokoju, zostawiając mnie samą. Z całej siły próbowałam powstrzymać łzy cisnące mi się do oczu. Gdzie jesteś, Justin?

***
Hej hej hej !
to łapcie następny.
I jak ?

1 komentarz:

  1. świetny ;d
    kiedy następny ? już sie doczekać nie moge :)

    OdpowiedzUsuń