***rok później***
Minęła już pierwsza rocznica.
Ja nadal nie mogę się pozbierać.
Coś we mnie umarło. Coś pękło. Połowa mnie odeszła.
Ma szczęście sukinsyn, że go zamknęli.
Chodzę do psychologa, by trochę mi pomógł.
Są jakieś poprawy.
Nie siedzę przynajmniej cały czas w łóżku i wylewam łzy. Już przez to
wylądowałam w szpitalu, nie jadłam nie ruszałam się. Siedziałam cały dzień w
domu i przeglądałam zdjęcia, które zdobiliśmy na Bahamach i które znam już na
pamięć.
- Kochanie? – zawołał mnie Justin, gwałtownie odwróciłam się w jego
stronę. – Uśmiech. – powiedział uradowany.
- Hej! – wstałam i podeszłam do niego. – Oddaj ten telefon. – wyciągnęłam
w jego stronę dłoń.
- A teraz ustawimy sobie mojego Skarba na tapetę. – trzymał moją rękę.
- No Ty chyba żartujesz. Na pewno wyszłam jak potwór. – spojrzał na mnie
dziwnym wzrokiem oraz pociągnął mnie za rękę, tak że wylądowałam na jego
kolanach.
- To nie możliwe. Kochanie, ile razy można Ci mówić, że jesteś śliczna. –
pocałował mnie w nos. Uśmiechnęłam się tylko i musnęłam jego usta.
Był na nich taki szczęśliwy.
- Julie, chodź pomożesz nam z choinką. – do pokoju wszedł Mike.
Popatrzyłam jeszcze raz na spadający śnieg z nieba i wstałam. Z maleńkim
uśmiechem na twarzy podeszłam do brata, on objął mnie ramieniem i pocałował w
skroń.
- Hej Rox, hej Ryan. – przytuliłam ich na przywitanie. Chociaż tych
dwóch osób nie straciłam.
Nadal zadaje sobie pytanie jak to się stało? Dlaczego? Ale nie znam na
nich odpowiedzi.
Zerknęłam na Rox. Wyglądała na przemęczoną.
Przypomniało mi się kiedy jej o tym mówiłam.
Wróciliśmy do domu. Nie mam pojęcia jak Ryan oderwał mnie od Justina.
Weszliśmy do środka. Od razu przybiegła do mnie Rox, a za nią Dan.
- Boże jak Ty wyglądasz. – pogładziła moje włosy. – Gdzie chłopaki? –
zapytała. A ja w tej chwili wybuchłam płaczem jak mała dziewczynka.
- Ryan? Gdzie Harry? Julie gdzie Justin? – spojrzała na nas.
- Rox, oni. – jąkałam się. – Nie ma ich. – opadałam na kolana.
- Jak to ich nie ma? – zapytała Dan łamiącym się głosem.
- Rox, Harry nie żyje. Nie ma go tak samo jak Justina i Liama. –
spojrzałam na nich. Rox prawie zemdlała, ale Ryan chwycił ją i posadził na
kanapie. Dan tylko schowała głowę w dłonie i zaczęła płakać.
- To Twoja wina! – Rox wykrzyczała w moją stronę. Rozumiem ją.
- Wiem, też sama się o to obwiniam, Justin też zginął przeze mnie. –
powiedziałam z moich oczu leciały pojedyncze łzy. Nie miałam już czym płakać.
Nastała chwila ciszy.
- Przepraszam. – dodała Rox i podeszła do mnie i mocno mnie przytuliła. –
On był dla mnie wszystkim.
- Wiem o tym Rox. Wiem. Czuję to samo. – siedziałyśmy na podłodze
przytulone, Rox wylewała łzy tak jak ja przedtem.
A ja znowu nuciłam sobie naszą ulubioną piosenkę.
Tak pamiętam, wtedy dostałam do głowy.
Tak można to nazwać.
- Jak się dzisiaj czujesz? – zapytał Ryan.
Cały czas przy mnie był, nie opuszczał mnie na krok. Prawie zamieszkał
w moim domu. W sumie można powiedzieć, że zamieszkał. Nie chce wracać do
swojego, za bardzo przypomina mu o Justinie i Chazie.
- Dobrze. – odpowiedziałam spoglądając na choinkę. – To bierzemy się do
roboty.
- Śliczna jest. – podeszła do mnie mama i pogładziła mnie po ramieniu.
Uśmiechnęłam się tylko.
- Pamiętam jak Justin mówił mi, że będziemy ubierać razem choinkę i
będziemy ubrani w śmieszne, świąteczne swetry. – pierwszy raz od paru miesięcy
wspomniałam o Justinie. Mama spojrzała na mnie i pocałowała w skroń, bardziej
się w nią wtuliłam, bo czułam, że zaraz pęknę. Gula powietrza zrobiła się w
moim gardle.
Leżeliśmy w łóżku. Wtuleni w siebie i bawiliśmy się swoimi palcami.
- Które święta lubisz najbardziej? – odezwał się Justin.
- Boże Narodzenie. – odpowiedziałam z uśmiechem.
- O moje też. Więc będziemy ubierać razem choinkę, śmiać się przy tym i
będziemy mieli ubrane na sobie śmieszne, świąteczne swetry. – chichot wydobył
się z jego ust.
- Oczywiście. Do tego zrobisz mi gorąca czekoladę, bo robisz najlepszą na
świecie. – spojrzałam na niego.
- Sie wie. – musnął moje usta. Ale po chwili zagłębił się w pocałunku.
- Na pewno patrzy na Ciebie z góry i uśmiecha
się. Ubierał ją z Tobą Skarbie. – mama podniosła moją głowę. Moje oczy się
zaszkliły.
- Wiem mamo. Wiem. – spojrzałam przez okno na niebo. – Wiem, że tutaj
jest.
Nie wiem dlaczego, ale wyszłam z pokoju i pobiegłam do mojej sypialni.
Stanęłam przy oknie i wybuchłam płaczem.
- Julie. – Ryan odwrócił mnie i mocno przytulił, zawsze tak robił, a ja
wtedy w pełni się uspokajałam.
- Po prostu wiem, że tutaj jest, ale nie jest przy mnie, nie przytula
mnie kiedy chce i nie całuje kiedy chce. – bezradnie usiadłam na łóżku.
- Kochanie. – mama się do mnie dosiadła. – On Cię przytula kiedy chcesz
i całuje kiedy chcesz.
- Mamo. Ale ja go nie widzę, rozumiesz? Nie widzę jego karmelowych
oczu, które tak słodko na mnie patrzyły. Tego jak się uśmiecha. Jego strachu
kiedy coś mi jest, jego zmartwienia. Nie poczuję już jego miłości. Brakuje mi
tego wszystkiego, oczu, noska, jego ślicznych pieprzyków i ust, które
przypominały mi kształt serducha, jego rąk, które tak idealnie pasują do moich.
– usłyszałam łkanie i popatrzyłam na Rox, jednak obraz mi się zamazywał, bo
moje oczy był jak szklanka z wodą. – Nie przytuli mnie już nigdy. Rozumiesz to?
Nigdy. Co z tego, że to robi, jeżeli ja tego nie czuję. Ja chcę go poczuć. Jego
zapach, przypominający mięte z dym papierosowy. – spojrzałam na mamę po
policzkach spływały jej łzy. – Kocham go. Chciałam się przy nim zestarzeć,
patrzeć na nasze dzieci i wnuki. A co teraz mam? Chciałam patrzeć na szczęście
Rox. Chciałam z nią być szczęśliwa. A teraz obydwie jesteśmy w totalnej
rozsypce. Czułam się przy nim bezpiecznie, zawsze mogłam się przytulić,
powiedzieć jak bardzo go kocham. A teraz wiem, że takiej osoby już nie ma.
- Julie.. – mama zaczęła.
- Nie, ja wiem powiesz, że ktoś się znajdzie, ale ja wiem, że z nikt
nie zajmie jego miejsca w sercu. Straciłam wszystko w jednej sekundzie. Nie
wiesz jakie to uczucie. – zerknęłam na mamę, która płakała. W sumie teraz to
wszyscy w tym pomieszczeniu płakali.
Zerknęłam na telefon i go odblokowałam. Popatrzyłam na zdjęcie.
Uśmiechnęłam się.
- Nie przestawaj się uśmiechać. Obiecaj. – powiedział patrząc mi prosto w
oczy.
- Obiecuję.
- Już nie będziesz płakać, obiecaj.
- Obiecuję. - Wziął moją rękę, splótł nasze palce i pociągnął mnie w
stronę podjazdu.
- Kocham Cię. – uśmiechając się płakałam i patrzyłam się na zdjęcie. –
Zawsze będę.
Minęło już pięć lat.
Chłodny wiatr przewiewał moje włosy.
A drzewa szeleściły.
Stałam przy jego grobie.
- Kocham Cię. – powiedziałam pół szeptem i położyłam białą różę na
pomniku.
Miły powiew wiatru połaskotał mnie po buzi, czułam jakby ktoś właśnie
pocałował mnie w policzek.
Uśmiechnęłam się sama do siebie, a rękę przyłożyłam do policzka.
- Tak bardzo chciałabym Cię też pocałować. – szepnęłam, a pogwizd
wiatru mi odpowiedział.
Złożyłam pocałunek na moich palcach i przyłożyłam je do zdjęcia na
pomniku.
- Kochanie? – Ryan podszedł do mnie.
- Daj mi jeszcze chwilę. – uśmiechnęłam się do niego.
- Będę u Nialla, jak coś. – powiedział i już chciał iść.
- Nie poczekaj na mnie. – usiadłam na ławce obok grobu. - Jak widzisz,
hah. Wierzę, że mnie widzisz i siedzisz teraz przede mną. To znalazłam sobie
kogoś. Ale wątpię, że pokocham go tak jak Ciebie. Owszem kocham Ryana, ale on
nigdy nie zastąpi mi Ciebie. Mam nadzieje, że się cieszysz. Obiecałam i
obietnicy dotrzymam. Kocham Cię. – powtórzyłam z uśmiechem i podeszłam do
Ryana.
Chwyciłam go za rękę bardzo mocno i pocałowałam w policzek.
- Dziękuję, że jesteś.
- Zawsze będę. – powiedział z spokojem. Objął mnie ramieniem i
poszliśmy.
- Ile już tam stoi? – zapytałam Davida i skinęłam głową na Rox, która
stała przy grobie Harryego. David to nowy chłopak Rox. Jest strasznie podobny
do Harryego.
- Sam nie wiem. – David spojrzał na mnie.
- Musisz ją zrozumieć. – odezwał się Ryan.
- Wiem. – David spojrzał na Rox, która w tej chwili wracała.
- Możemy iść. – objęła David. Spojrzałam tylko na nią, a ona lekko
skinęła głową. Wzięłam Ryana za rękę i poszliśmy na herbatę.
***
No to koniec.
Dziękuję wam za te parę miesięcy i za to, że czytaliście to. :)
Przepraszam jeżeli wam się nie podoba zakończenie.
Liczę na jakiś komentarz, co o tym myślicie.
I może jakieś końcowe pytania do bohaterów?
Kocham was xx
Co do nowego bloga.
Za jakiś czas dodam linka tutaj.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz