poniedziałek, 29 lipca 2013

Part.18

W samolocie usiadłam bliżej okna, obok Rox i Harryego. Nie wiem w ogóle czemu. Pierwszy raz lecę samolotem i szczerze boję się.
- Za około 12 godzin będziemy w raju. – uśmiechnęła się do mnie Rox.
- Wiem. – odpowiedziałam i wzięłam głęboki oddech. 12 godzin? Boooooże. Wyciągnęłam sobie książkę „Ostatnia Piosenka”, którą mogę czytać z 50 razy, a i tak mi się nie znudzi.
- Ej boję się. – skierowałam do przyjaciółki.
- Nie ma czego. Na początku uszy Ci się zatkają pod wpływem ciśnienia, a później będzie dobrze. – pocieszyła mnie trochę.

Od czasu do czasu zerkałam za okno, spoglądając na jasne, niebieskie niebo przybierające granatowy odcień,  gdzie gwiazdy rozsiały się na całej jego powierzchni. Ślicznie. Stałam się senna, wszyscy wokół mnie już spali, a ja czytałam sobie książkę. Oparłam głowę o siedzenie i zamknęłam oczy. W czasie lotu budziłam się parę razy, bo Rox czasami gada przez sen, albo usłyszałam rozmowy innych pasażerów.
- Za chwilę będziemy. – powiedział zaspanym głosem Harry.

Chwyciłam swoją torbę na ramię i bagaż. Wyszłam z samolotu i uderzyło mnie gorące i gęste powietrze Bahamów. Nie byłam przyzwyczajona do takiej pogody, inni jednak byli do tego przyzwyczajeni. Tylko ja nigdzie nie wyjeżdżałam. Udaliśmy się do naszego atlantyckiego kurortu, a potem do wyznaczonych pokoi. Nie rozumiem jednak dlaczego Harry wybrał tylko jedno „mieszkanie”. Ale szybko nam to wyjaśnił.
- Przepraszam was, że wszyscy musimy być w jednym pomieszczeniu i po ileś w pokoju, ale to było jedyne mieszkanie, które udało mi się zdobyć na tą datę i na taką ilość ludzi. – podrapał się po głowie i postawił walizki na środku pokoju.
- Nic się nie stało. – powiedziałam do niego. – I tak jest ładny. – byłam pod wielkim wrażeniem widoku z balkonu. Bez zwracania uwagi na otaczających mnie ludzi, moje stopy zaprowadziły mnie do wielkiego okna, na którym chwilę później położyłam dłoń. Gapiłam się na widok, na basen poniżej i na ocean, który poraził mnie swoim błękitem.
- Hah Julie, jeżeli aż tak Ci się podoba ten widok to w tej sypialni jest taki sam. – mówił do mnie Niall. A ja chyba byłam w jakimś transie, bo nawet się nie ruszyłam. – Hej ziemia do ślicznej! – zawołał.
- C-Co? – zająkałam. Wszyscy zachichotali.
- Hah, nic. Chodź do tego pokoju, na pewno Ci się spodoba. – pokazał kciukiem za siebie. Nic nie mówiąc weszłam do środka. Bez zastanawiania znowu podeszłam do okna, otwarłam je i wyszłam na balkon.
- Pięknie, prawda? – usłyszałam dobrze znany mi głos za sobą. Skinęłam tylko głową i dobiegł do mnie zapach dymu tytoniowego. 

- Masz zamiar kiedyś z tym skończyć? – zapytałam.
- To znaczy z czym? – zapytał zachrypniętym głosem, a mnie przeszły ciarki. Odwróciłam się do niego i wskazałam palcem na papierosa. – Raczej nie. – wzruszył ramionami.
- Oh. – odwróciłam się i znów wpatrywałam w ocean i płynące po nim jachty oraz żaglówki.
- Julie… - nie dokończył, bo przerwał mu Ryan.
- Justin. O Julie. Idziemy na plażę. – powiedział uśmiechając się od ucha do ucha. – O Julie, mogę z Tobą porozmawiać? – skinęłam tylko głową. Tak jeżeli miał mi coś ciekawego do powiedzenia niech gada. Gorzej by było z wysłuchaniem Justina.
- Julie.. – zaczął. Czy oni zawsze muszą zaczynać od mojego imienia? – Mam dość. Wiem, że znowu Cię skrzywdziliśmy, ale ja nie chcę Cię znowu stracić. Jesteśmy razem na wakacjach i chcę, żeby było dobrze. Te dwa tygodnie były jak męczarnia. Ja już nie potrafię bez Ciebie, potrzebuję Cię i nie tylko ja. Najbardziej potrzebuje Cię Justin. Więc proszę wybacz nam, to wszystko było po to, żeby Cię chronić. Zrozum nas. – spojrzałam na niego.
- Okay.. – powiedziałam. Tak okay. Jak już mamy być te dwa tygodnie na tych Bahamach i mam nie rozmawiać z nimi. Cóż. Zwariowałabym; Spojrzał na mnie zdezorientowany.
- To wszystko? – zapytał.
- Tak. A co mam Ci jeszcze powiedzieć. – wróciłam do pokoju. Wyciągnęłam sobie strój o poszłam się w niego przebrać.

Justin’sPOV

Chciałem porozmawiać z Julie, ale Ryan jak zawsze musi mi kurwa przerwać. Ja pierdole. Chciałem jej wyjaśnić, chociaż spróbować. Ale nie. Eh. Siedzieliśmy na kanapie i czekaliśmy na dziewczyny i Ryana.
- Boże, Ryan gorzej niż baba. – zachichotałem.
- To idźcie, my was dogonimy. – do pokoju weszła Rox. Harry patrzył się na nią jak by miał ochotę w tej chwili ją tutaj pieprzyć. W tym stroju, no nie powiem, wyglądała niczego sobie, a jeżeli ona wygląda tak, to jak może wyglądać Julie.
- Okay. To chodźcie. – powiedział Harry, wstaliśmy i wyszliśmy z pokoju.

- No jesteście już. – powiedział Harry, a Rox usiadła mu na kolanach. Zauważyłem, że Niall, Zayn i Louis wpatrują się za czymś za mną. Odwróciłem się, a moim oczom ukazała się Julie. Otwarłem szeroko oczy. Nie wierzę w to co widzę. Dość, że ta dziewczyna jest tym na co czekasz całe życie, to jeszcze do tego jest mega seksowna. Ten strój, po prostu brak słów.
- O mój Boże Julie. – odezwał się Niall.
- Zajebista jest, nie? – zapytała Rox. Owszem jest. Nie umiem sobie wybaczyć tego, że nie mogę się nią teraz pochwalić. Nie mogę tym wszystkim ludziom tutaj, gapiących się na nią, łapczywymi oczami, pokazać, że ta dziewczyna jest moja. I jeżeli tylko ją dotkniesz nogi z dupy Ci powyrywam.
- Ślicznie wyglądasz. – Louis do niej podszedł i objął ją ramieniem wokół tali.
- Wcale, że nie. – uśmiechnęła się do niego i lekko zarumieniła.
- Idę po coś do picia, ktoś idzie ze mną? – zapytał Louis. Niall tylko się zgłosił i poszedł za chłopakiem. Rox i Harry poszli w swoją stronę. A Ryan, Chaz i Zayn poszli do wody. Zostałem sam z Julie. I jest okazja.
- Julie. – zacząłem, a dziewczyna obok mnie usiadła.
- Tak? – popatrzyłem na nią dziwnym wzrokiem. I tak sama, przecież, dobra nie czaje, to jest zła, czy nie?
- Naprawdę ślicznie wyglądasz. – uśmiechnęła się do mnie. Gubię się, przecież. Boże ej.
- Dziękuję. W sumie nie myślę tak, wyglądam jak zawsze, a mianowicie jak .. gówno. – zachichotała.
- Masz rację. – drażniłem się. Nie wiem, czy mogę, ale już trudno powiedziałem.
- No to się wreszcie zastanów, jak wyglądam. – powiedziała obrażona.
- Ej, tylko żartowałem. – dźgnąłem ją lekko łokciem. Dziewczyna się uśmiechnęła. To już drugi raz. Ale co jej się stało, że jednak postanowiła się do mnie odezwać. – Julie. Przepraszam.
- Ale nie masz za co. – popatrzyłem na nią zdziwiony. – Zrozumiałam. Chcieliście mnie chronić. Ale to i tak nie pomogło.
- Ja to?
- Nie mogłam spokojnie wyjść z domu, bo zaczepiali mnie jacyś kolesie, których widziałam pierwszy raz na oczy. Mówili mi cos ciągle o Tobie. – powiedziała, a ja czułem, że zaczynam się wkurzać.
- Coś Ci zrobili?
- Nie. Ale tylko czekam kiedy wróci Greg. – popatrzyła przed siebie. – Ale nie chcę teraz o tym rozmawiać. Okay? Chcę miło spędzić czas. Z wami.
- Okay. Ja również. – najbardziej chciałem te dwa tygodnie spędzić z Tobą. Ale ta dziewczyna na pewno do mnie nic nie czuje. Wydaję mi się, że ważniejszy jest Niall; Nie spodziewałem się tego, że tak szybko mi wybaczy. Jest kochana.
- Idę do chłopców. Idziesz też? – pokazała palcem na ocean i na tych debili. Skinąłem tylko głową i wstałem.

Julia’sPOV

Wybaczyłam mu, bo dłużej już tak nie umiem. W samolocie dużo myślałam o tym, czy im nie wybaczyć. I może jeżeli tego nie zrobię, zniszczę wszystkim wakacje. No i wybaczyłam. Nie żałuję. Chciałam te dwa tygodnie spędzić w zgodzie i z Justinem. Chciałam je zapamiętać. Nie z kłótnia, tylko z dobrze spędzonymi chwilami. Ale Justin na pewno nic do mnie i tak nie czuje. Tylko się łudzę. Ale cóż. Przez dwa tygodnie mogę być przy nim.
- Dlaczego nie wchodzisz? – zapytał mnie Ryan.
- Nie mogę. Babskie sprawy, rozumiesz. – zrobiłam smutną minkę.
- Aa. Okay. – Ryan uśmiechnął się do mnie. – To chociaż nóżki zamocz. – podał mi rękę. Ujęłam ją i weszłam do wody. – Zaraz wracam. – zostawili mnie tam sami i poszli się po wydurniać. Stałam tam i śmiałam się z nich. Nagle podeszło do mnie dwóch chłopców. Jeden przerzucił mnie sobie przez ramię, a drugi się tylko przyglądał.
- Co do cholery?! Puść mnie. – zaczęłam się wyrywać.
- Spokojnie Mała. Teraz pójdziemy się wykapać. – zachichotał.

- Nie! – wykrzyczałam i zauważyłam, że w naszą stronę idzie zdenerwowany Justin, do tego Ryan, Zayn i Chaz. Tak nadchodzą kłopoty i bójka. 


***
I jak? 
Wiem, też mało with Justin moments, ale starałam się. ;\ 


A tak po za tym to kocham was <3
za to że to czytacie. :) 
dziękuję. ! 

Jeżeli będę pisać jeszcze jakieś opowiadanie, ktoś będzie czytał? :)

czwartek, 25 lipca 2013

Hej! :)

Dzięki za komentarze. :)
Chociaż one mnie trochę zmartwiły.
Chcecie więcej scen z Justinem. Okay.
Tylko, że ja już mam napisany całe opowiadanie. ;\
23 rozdziały + epilog .
Są tam sceny z Justinem, ale jeżeli będzie ich za mało, to bardzo was przepraszam.
Poprostu, tak jakoś wyszło.

Myślę jednak, że będziecie zadowolone. :)
Przepraszam, jeżeli nie. ;\
Starałam się.

środa, 24 lipca 2013

Part.17

- Dobra to czas na moją niespodziankę. – odezwał się Harry z pełnym uśmiechem na twarzy. Wszyscy spojrzeli na niego z zaciekawieniem. - Może to nie aż taka niespodzianka, ale chciałem was wszystkich tutaj, zabrać na małe wakacje. – uśmiechnął się do Rox.
- To znaczy gdzie? – odezwał się Niall. Dopiero teraz zauważyłem, że Julie siedzi mu na kolanach. Zaraz odwróciłem wzrok. Poczułem się jak nic warty idiota.
- Na Bahamy. – wszyscy zaczęli się cieszyć, a ja nawet nie wiem czemu.   
- Od dawna chciałem gdzieś wyjechać. – odezwał się Ryan.
- To teraz masz okazję. – odpowiedział mu ze śmiechem Louis.
- A dlaczego chcesz żebyśmy wszyscy jechali? – zapytał Liam tuląc do siebie Danielle.
- Najpierw chciałem jechać tylko z Rox. – załapał dziewczynę w tali. – Ale później stwierdziłem, że chcę jechać z wami wszystkimi. Należy się wam. Za dobrze dostawioną akcję, - spojrzał na mnie, na Ryana i Chaza. – wam za to że jesteście, – spojrzał na swoją „paczkę” – a Tobie za to, że jesteś. – pocałował Rox. – A no i Julie. Tobie najbardziej się należy. – dziewczyna się do niego uśmiechnęła i wtuliła się w Nialla. Ten widok rozrywał mnie od środka. Ona powinna teraz siedzieć tutaj u mnie i wtulać się w mój tors, a nie jego.
- To kiedy jedziemy? – zapytała Dan.
- Jutro wieczorem. – odpowiedział Harry. – Mam nadzieje, że wszystkim pasuje.
- Już jutro? – odezwała się Julie. – Nie bardzo, że moi rodzice się zgodzą. – zmartwiła się.
- Pogadamy. Zgodzą się. – zapewniał ją Niall. Miałem ochotę go udusić. Chciałem w tej chwili być na miejscu blondyna. Tak zazdrościłem mu tego, że trzymał w rękach cały mój świat. A ja tylko mogłem siedzieć i się temu przyglądać.

Wszyscy dobrze się bawili. Dosłownie wszyscy oprócz mnie. Dobijał mnie widok Nialla i Julie. Rozrywała mi serce tym, że nawet raz się na mnie nie spojrzała.
- Chaz zawieź mnie do domu. – spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem.
- Co? Czemu? – zapytała Rox.
- Raczej wiesz. – odpowiedziałem. – Nie mogę patrzeć jak się dobrze bawią. – kiwnąłem głową w stronę Julii i Nialla. Rox tylko pokręciła głową.
- Nie wie co robi, to wszystko. – powiedziała. – Nie zwracaj na nią uwagi. Po prostu od dwóch tygodni siedziała w domu i nigdzie nie wychodziła.
- Jak byś nie zauważyła to ja przez te dwa tygodnie robiłem to samo.
- Wiem przecież. – spojrzała na mnie zrozumiałym wzrokiem.
- Justin wszystkim nam nie jest łatwo. Przecież też nie umiem patrzeć na to, że Julie nas olała, ale pokazuje nam to jak czuła się, gdy my ją tak olaliśmy. Nic więcej. – odezwał się Chaz. – A tak w ogóle to gdzie Ryan? – zapytał. No właśnie. Zacząłem się rozglądać.
- Pomóżcie mi! – usłyszałem wołanie Julii. Zerwaliśmy się z krzeseł i pobiegli do dziewczyny. Ta kruszyna próbowała podnieść pijanego Ryana. Podszedłem do niego i go podniosłem.
- Stary, ale żeś się zalał. – zaśmiał się Chaz. Pomogłem mu i ruszyliśmy w stronę samochodu. Wpakowaliśmy go do środka.
- To dobranoc wszystkim. – pożegnałem się z grupką.
- Jak coś to się zdzwonimy. – powiedział Harry. Pożegnałem się z wszystkimi, tylko nie z Julką i odjechaliśmy.

Julia’sPOV

Pojechali. Chciało mi się płakać. Po prostu sobie usiąść i ryczeć jak małe dziecko. Nie rozumiem. W ogóle czemu oni tutaj byli.
- Julie, mogę z Tobą porozmawiać? – zapytała Rox. Bez namysłu wstałam i udałam się za nią. – Co Ty odpierniczasz?!
- Ale, że o co Ci chodzi? – zapytałam zdezorientowana.
- Co Cię łączy z Niallem?
- Nic mnie z nim nie łączy. – odpowiedziałam trochę ze złością, bo nie wiedziałam o co jej chodzi.
- Jesteś tego pewna? – znowu zapytała. Ej no, ja chyba lepiej wiem czego jestem pewna .
- No tak, o co Ci konkretnie chodzi?
- To co Ty do jasnej cholery robisz? Ty wiesz jak Justinowi było przykro. Musiałaś im robić na złość? Nie mogłaś sobie darować.
- Justinowi było przykro, no proszę. A mi to co? – zdenerwowałam się.
- Ale co Ty wyprawiasz.
- To teraz wszystko moja wina?! Tak?
- Niw porostu odpowiedz mi na jedno. Kochasz Nialla? – zapytała z smutkiem w głosie. 
- Znasz odpowiedz. – odpowiedziałam bezinteresownie.  
- Najwidoczniej nie znam. – powiedziała opuszczając dłonie.
- Dobrze wiesz, że kocham Justina. Chodź bym chciała to nie potrafię Nialla wpuścić do środka. Ale strasznie mnie to boli. Nie umiem wybaczyć Justinowi, dopóki tak naprawdę sam nie zrozumie. Justin to jeszcze duże dziecko.
- Oj mylisz się. – powiedziała patrząc na mnie z niedowierzaniem. – Zastanów się. – wyszła z kuchni. Ale nad czym ja się mam zastanawiać. Do cholery jasnej. Czy wreszcie ktoś może nie wtrącać się w moje życie? Poczułam czyjeś dłonie na mojej tali i oddech na szyi.
- Co jest Kotek? – poznałam ten głos. Był to Niall. I przepraszam, ale wolę to „Kotek” wypowiedziane przez Justina. Tak bardzo mi go brakuje. Tak bardzo za nim tęsknie. Dzisiaj gdy go ujrzałam myślałam, że zejdę. Chciałam do niego podbiec, przytulić. Poczuć jego dłonie na mojej tali, jego oddech na mojej szyi. Jego całego. Ale nie, nie potrafiłam.
- Nic Niall. – odsunęłam go od siebie. – Zawiezie mnie ktoś do domu? – zapytałam.
- Tak. Odwiozę was obydwie. – Harry ubrał kurtkę i wziął kluczyki. Pożegnałam się z wszystkimi i pojechaliśmy.

- Julie! Chodź już, bo spóźnimy się na samolot. – krzyczała z dołu Rox.
- Już, już. – zeszłam po schodach. Tak jadę na Bahamy. Rodzice się zgodzili. Ciężko było, ale dało się ich namówić. Cieszę się bardzo.
- Dobra to pa wam wszystkim.
- No pa. Jak będziesz na miejscu daj znać. – pożegnałam się z mamą i z tatą. No jeszcze ciotka, wujkiem, dziadkami.
- A Ty mi tu na siebie uważaj. – przytuliłam Michaela i wyszłam. Po pół godzinie byliśmy na lotnisku. Podeszliśmy poszukać jakiegoś miejsca, by poczekać na nasz samolot.
- Idę siku. – powiedziałam i ruszyłam w stronę łazienek.
- No hej śliczna! – usłyszałam głos za sobą i szczerze znam go i nie zapomnę do końca życia. Nie pewnie się obróciłam. Znowu ta sama twarz, a do mnie powróciły wspomnienia z nim związane. To jak podniósł na mnie rękę i to jak po tym Justin mnie zostawił.
- Czy Ty do cholery możesz mnie zostawić? Co ja Ci takiego człowieku zrobiłam? – spojrzałam na niego ze złością.
- Nie mieszaj mnie w sprawy Twoje i Justina. Takie trudne? – nie wytrzymałam.
- Oj Kotek, nie denerwuj się tak. – zadrwił. – Widzisz Jackob, nasza malutka się złości. Mm. W sumie ładnie wtedy wyglądasz. – nabijał się. A ja zrobiłam dziwną minę. – Spoko, zostawiam Cię w spokoju, chciałem się tylko grzecznie przywitać. – zaśmiał się Greg. Fuj obrzydliwe te jego imię.
- Mogłeś się w ogóle nie witać. – powiedziałam pod nosem.
- Jeszcze wiele razy się z Tobą przywitam. – założył na nos okulary, odwrócił się i poszedł przed siebie, a cała jego zgraja zwykłych frajerów za nim. Przewróciłam tylko oczami. Jego słowa zabrzmiały mi w uszach „Jeszcze wiele razy się z Tobą przywitam” ale, że co to miało znaczyć? Zamyślona udałam się w stronę drzwi łazienki i nie zauważyłam, że na kogoś sobie wpadłam.
- Oj przepraszam. – od razu wypłynęło z moich ust.
- Nie ma za co. – podniosłam głowę, przede mną stał wysoki, bardzo umięśniony mężczyzna, z szczerym uśmiechem na twarzy. – Dominic Toretto – podał mi rękę.
- Julie. – nie miałam zamiaru powiedzieć mu mojego nazwiska. Grzecznie podałam mu rękę i uśmiechnęłam się do niego. Musiałam śmiesznie przy nim wyglądać. Bo naprawdę czułam się przy nim jak krasnal. Justin nie jest wysoki, a sięgam mu jedynie do ramion, to wyobraźcie sobie jak mogłam wyglądać przy nim jeżeli sięgałam mu do prawie połowy klatki piersiowej. Aż mi się śmiać zachciało.
- Ładne imię. Jesteś stąd, czy może skądś przyleciałaś? – zapytał. Wydawał się miły.
- Nie jestem stąd, lecę na wakacje. I właśnie przepraszam muszę jeszcze skorzystać z toalety. A za chwile mamy samolot. – zrobił smutną minkę. – Mimo to miło mi się z Toba rozmawiało. – uśmiechnęłam się do niego, a on zrobił to samo.
- Mi również. To do zobaczenia. – spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. – Mieszkam tutaj, mam małą nadzieję, że jeszcze się spotkamy. – na jego twarzy zawidniał przyjazny uśmiech.
- Oh, ja również. – podałam mu rękę i udałam się do toalety. Nareszcie, mam wrażenie, ze mój pęcherz zaraz eksploduje. Miły był. I muszę stwierdzić niczego sobie. Hah. Uśmiechnęłam się sama do siebie. I zamknęłam za sobą drzwi. Umyłam ręce i wyszłam. I na moje szczęście tym razem na nikogo nie wpadłam.
- Boże kobieto, gdzie Ty byłaś? – Niall zarwał się z krzesła. Popatrzyłam na nich wszystkich. I w ten dzień pierwszy raz na Justina. Jego oczy mówiły same za siebie. Zrobiło mi się przykro i zakuło mnie w okolicy serca.
- Byłam siku. – odpowiedziałam i spokojnie usiadłam na krześle.
- Tyle? – zapytała Rox.
- Miłych ludzi po drodze spotkałam. – uśmiechnęłam się. Nie miałam zamiaru im powiedzieć o Gregu. Tylko by się wkurzyli, Justin to wyszedł by z siebie, a tego teraz nie chcę.
- Boże, to zamiast iść do tego kibla to Ty sobie rozmawiałaś z jakimiś nieznajomymi? – zapytał Zayn z irytacją w głosie.
- No i co z tego? – spojrzałam na niego.

- Nic. Musimy tylko czekać kiedy Cię znów ktoś porwie. – powrócił do pozycji w której siedział i wpatrywał się w okno. Spojrzałam na niego marszcząc brwi. Między nami zapadła cisza, dobrze wiedzieli, że mówił prawdę. Już otwarłam buzię, żeby coś powiedzieć, ale głos który rozległ się po pomieszczeniu przerwał mi. „Za 20 minut samolot na Bahamy odlatuje”. Zabraliśmy swoje walizki i ruszyliśmy w stronę „wyjścia”.


***
dodaję nastepny. 
zastanawiam sie po co. ;\ no ale . 
naprawdę nie chce was zanudzać, więc napiszcie co myslicie. ;\

piątek, 19 lipca 2013

Part.16

- Hej, dawno się nie widzieliśmy.
- Niall. Jak dobrze pamiętam to wczoraj. – zachichotałam.
Z Niall’em spędzałam teraz każdą chwilę wolną. Powiedziałam mu również o chłopakach. O dziwno zrozumiał mnie i nie nagadał mi głupot, tak jak to zrobił Zayn. Dobrze się przy nim czuje i dobrze mnie rozumie. I do tego jeszcze chłopak mi się spodobał. Jego oczy są jak odzwierciedlenie tajemnicy oceanu. Jest przemiły i ma duże serce, mimo tego co robi. Z porównaniem do Harryego, Zayna, Louisa, to tak jak by przybył z całkiem innej planety, chłopak na którego czekasz całe życie. A Liam to jeszcze inna bajka. Ale jednak Niall nie umie zastąpić mi 
Justina. Chłopak wyrwał mi kawałek serca i nikt nie może załatać tej dziury, ponieważ tylko on do niej pasuje. Zakochałam się? Tak zdecydowanie tak. Nie znałam nigdy tego uczucia, ale jak wyjaśnić to, że codziennie mi się śni, a w tych snach nie siedzimy grzecznie obok siebie, oczywiście nic niestosownego też nie robimy. (*.*) Wybijam jego numer w komórce i gapię się na nazwę. Kiedy piszę coś na kartce, zawsze musze wypisać jego imię. Czytam jakieś romansidła, to wyobrażam sobie mnie i Justina. Zwariowałam. A on co? A on tak porostu mnie zostawił. Kiedy go tak potrzebuję, on porostu się poddał. Teraz mogę go nazwać zwykłym tchórzem. Niby, żeby mnie chronić. Bezpieczniej czułabym się przy nim. I tak mam kłopoty, tak jak mówiłam. Nie mogę nawet spokojnie wyjść do sklepu, bez zaczepki jakiś kolesi, których w życiu na oczy nie widziałam i ciągle mówią mi o Justinie. Jeszcze trochę i wyląduję w wariatkowie;
- No kiedy to było, dziewczyno. – przytulił mnie. Wszedł do środka i poszedł za mną do kuchni.
- Dzień Dobry Panią. – przywitał się z moją babcią i ciotką. Moja rodzina bardzo polubiła Nialla. A szczególnie babcia. Bo jak to ona myśli, że coś mnie z nim łączy. Może i by mogło, tylko, że ja nie umiem wpuścić go do mojego serca, chociaż widać, że Niall się stara. Cóż. Można powiedzieć, że super okazja przechodzi mi pod nosem.
- Julie. Muszę Cię zabrać do nas. – spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
- Po co? – zapytałam.
- Harry mi kazał. Chce zrobić ognisko, bo chce nam coś powiedzieć, jakąś niby niespodziankę ma dla nas. – spojrzałam na niego dziwnym wzrokiem.
- Harry i niespodzianka. Może być ciekawie. – zachichotałam, chłopak do mnie podszedł, może chociaż na chwilę zapomnę o NIM.
- Jak się dzisiaj czujesz? – zapytał cichym głosem, tak tylko żebym ja mogła usłyszeć.
- Nie wiem. – wzruszyłam ramionami.
- Julie, znowu…
- Chodź, jedziemy. – przerwałam mu, zeskoczyłam z blatu i pociągnęłam go za rękę.
- Pa Babciu, pa ciociu. Nie wiem kiedy wrócę. – pożegnałam się i wyszliśmy. Cała droga minęła nam w ciszy. O niczym wtedy nie myślałam. Siedziałam i śpiewałam sobie piosenki. Weszliśmy do środka. Od razu przywitała mnie Danielle. Dziewczyna Liama. Jednym słowem dziewczyna jest urocza. I kocha Liama bez względu na to co robi. W sumie jej brat też siedzi w tym gównie, więc nie robi jej to różnicy.
- Hej Julie! – przytuliła mnie.
- No hej, hej.
- Hej Kochanie. – przywitała się ze mną Rox. A później tak każdy po kolei. Ale jakoś czułam, że atmosfera jest spięta. Usiadłam na kanapie obok Louisa i wdałam się z nim w jakąś rozmowę. Minęło trochę, kiedy Harry prosił mnie żebym mu pomogła, bez zastanawiania się, wstałam z kanapy i wyszłam za nim na taras. Z Harrym też dobrze się dogaduję. Nakrywałam do stołu i nagle zadzwonił dzwonek.
- Ja otworzę. – krzyknął mi do ucha Liam. Jejku ten chłopak mnie czasami dobija. Ale bardzo go lubię. Jest inny niż wszyscy. Tak jak mówiłam, inna bajka. Ma swój świat i swoje kredki.
- Boże Liaś, nie jestem głucha. - kontynuowałam nakrywanie.
- Eh przepraszam. - zniknął. Podeszłam do Harryego, by sprawdzić jak sobie radzi z układaniem drewna i zaczęłam z nim rozmawiać na temat Rox. 
- Hej Julie. – gwałtownie się obróciłam. Mój żołądek ścisnął się, a moje serce przyspieszyło. Poczułam jak by runął na mnie stos cegieł.

Justin'sPOV

- Justin? Julie tam będzie? - zapytał Ryan.
- Chciałbym. W sumie Rox mówiła, że tak. - odpowiedziałem. Brakuje mi tej małej. Czuję się jak wyprany z jakichkolwiek uczuć.
- Hej. Justin co jest z Tobą? - usiadł obok mnie John, a ja w tej chwili nie miałem gdzie położyć moich nóg. John to członek gangu. Przyjaciel? No może mogę go tak nazwać. W sumie sam nie wiem.
- Jak byś kurwa  nie wiedział. - odpowiedziałem bez żadnych emocji.
- No kurwa nie wiem. Nawet akcji nie umiałeś dokończyć. Ty Justin Bieber. Nie mogłeś zabić człowieka. 
- Jak Ty się kurwa zaraz nie zamkniesz, będziesz trupem. - spiorunowałem go wzrokiem.
- Ja pierdole, John, rzesz ile razy Ci można powtarzać jedno i to samo? - zapytał Ryan.
- Przecież wiem. Justin mógł by się sam przyznać, że chodzi o tą małą sucz. - zachichotał.
- Jeżeli chciałoby mi się wstać to wież mi zabił bym Cię. Ale masz szczęście. I zapamiętaj. Suką to możesz sobie swoją dziwkę nazywać, a nie Julkę. Rozumiemy się?! - chłopak podniósł ręce w obronnym geście. - Dobra dziewczynka. - uśmiechnąłem się sam do siebie.
- Dobra, ej. Koniec, bo czuję, że John i tak znowu coś palnie. - odezwał się Chaz i w sumie miał rację. John nigdy nie umie zamknąć swojej jadaczki. Znowu by coś powiedział, a ja bym się tylko nie potrzebnie nakręcił. - Jedziemy, bo Louis już dzwonił? - zapytał. Skinąłem tylko głową i wstałem z kanapy.
- Nie kieruję. - dodałem i wyszedłem. Nie miałem najmniejszej ochoty i szczerze miałem zamiar coś wypić, więc. Chaz kierował, po 15 minutach byliśmy na miejscu. Zadzwoniłem do drzwi. Po chwili otwarł nam Liam.
- Siemanko. - przywitaliśmy się i weszliśmy do środka. Zacząłem się rozglądać po domu, by znaleźć Julie. Louis to zauważył i wskazał mi palcem na taras. Bez namysłu poszedłem tam. Moim oczom ukazała się śliczna, mała osoba. Mój żołądek się skurczył, a serce zaczęło mocniej bić. Rozmawiała z Harrym i ... uśmiechała się. Jej uśmiechu brakowało mi najbardziej. Jej zielonych oczu, które mówiły same za siebie. Jej włosów, które zawsze pachniały jabłkowym szamponem i które zawsze opadały na jej drobne ramiona i śliczną buźkę. Jej małej ręki, która tak strasznie pasowała do mojej. Jej całej. Dziewczyna zawróciła mi w głowie. Tego nie da się ukryć. A ja co jej zrobiłem. Tak po prostu ją zostawiłem, teraz kiedy ją potrzebuję. Odezwać się czy może jednak nie?
- Hej Julie. - wydusiłem z siebie. Dziewczyna gwałtownie sie obróciła. Stanęła jak osłupiała. Podszedłem do niej bliżej, w jej oczach był widzialny smutek, którego tak cholernie nienawidziłem. Chciałem wziąć jej rękę, ale dziewczyna się ode mnie odsunęła. Poczułem jak by ktoś kopnął mnie w dupę.
- Chcę z Tobą porozmawiać. - dziewczyna popatrzyła na mnie zaszklonymi oczami.
- Ale ja Justin nie chcę. - jej głos się załamał.
- Julie...
- Nie, Justin, nie. - poszła przed siebie. Harry popatrzył na mnie zrozumiałym wzrokiem i się ze mną przywitał.
- Będzie płakać. - powiedziałem siadając na krześle.
- Owszem będzie. - odezwał się Harry. Nic więcej nie mówiłem.
- Hej. - przywitała się ze mną Rox. - Gdzie Julie? - zapytała, a ja jej tylko wskazałem palcem w stronę, którą poszła. - Wiedziałam, że tak będzie. - powiedziała i poszła tam gdzie jej wskazałem. Tak Rox wiedziała, że tutaj będziemy, w sumie wszyscy o tym wiedzieli, oprócz Julie. Po chwili dziewczyna wróciła.
- Nie chciała ze mną rozmawiać. - wtuliła się w Harryego. - Widziałam wiele razy kiedy płacze. Ale żeby tak to nigdy. - dziewczyna popatrzyła na mnie zmieszanym wzrokiem. A ja poczułem się jak ostatni ... dupek. Nienawidzę  siebie. Już chciałem iść do niej, ale Rox mnie powstrzymała.
- Nie, Justin. Zostaw ją. Pogorszysz. A ona i tak nie będzie chciała z Tobą rozmawiać. - posłuchałem jej i bezradny usiadłem na krzesło. Wszyscy wyszli na taras.
- Gdzie nasza ślicznotka? - zapytał Louis.
- Tam. - Harry wskazał palcem, bo Julie już wracała. Nic nie mówiąc przeszła obok nas i weszła do środka. Nikt z nas nie wiedział jednak, czy iść za nią, czy nie. Tak długo sie zastanawialiśmy, aż dziewczyna wróciła. Usiadła do stołu i nałożyła sobie sałatki. Było widać, że płakała i ten widok rozrywał mi serce.

Robiło się już ciemno. Julie, ani razu się nie odezwała. Czasami się uśmiechnęła, na co trochę polepszył mi się humor.
- Dobra to czas na moją niespodziankę. - odezwał się Harry z pełnym uśmiechem na twarzy.

***
Hej :> 
Zaczynam wątpić, że to opowiadanie się wam podoba. :)
Jeżeli jednak tak jest, to ok. 5 komentarzy i dodaję następny.
Te komentarze są dla mnie ważne i będę wiedzieć, czy mam pisać dalej, czy nie. :)
Mam nadzieję, że nie chcę od was dużo, a dla was to nie kłopot. :) 

piątek, 12 lipca 2013

Part.15

 - Jestem. – przytuliłem ją do siebie. Wyglądała na przestraszoną, nie dziwię się.
- Strasznie się bałam.
- Wiem. Przepraszam.
- Nie masz za co. Przecież to nie Twoja wina. – w tej samej chwili do pokoju wszedł Ryan, Chaz i Rox.
- Naprawdę? Julie. Każdy Ci tutaj powie, że jednak to moja wina. – spojrzała na nich, a oni odwrócili wzrok.
- No wy chyba sobie żartujecie. Jeżeli ktoś tutaj jest winny, to tylko ja. To ja nie uważam.
- Sama siebie oszukujesz. – podszedłem do okna.
- Julie. Nie widzisz tego? – zapytał Ryan.
- Ale czego?!  
- Od kiedy Justin kręci się wokół Ciebie jak jest? – nie odpowiedziała mu. – No właśnie. I to piekło dopiero się zaczyna. – miał racje, wkręciłem ją w niezłe gówno. I tak to moja wina. Ale ta dziewczyna, ona coś ze mną zrobiła. Nie umie się od niej uwolnić i szczerze nawet nie chcę. Ale tak chyba będzie najlepiej.
- To musimy skończyć się spotykać. – popatrzyłem na Julie. Z jej oczu płynęły łzy. Nie lubiłem tego widoku. Ale nie mogłem się ugiąć.
- Nie. – powiedziała przez łzy. – Ja nie chcę znowu przez to wszystko przechodzić. To znowu mnie zabije. – spojrzała na nas. – No proszę was. Nie zostawiajcie mnie znowu.
- Julie. Chcemy żebyś była bezpieczna. Nie damy rady Cię ochronić. – zacząłem.
- Ty naprawdę nie widzisz w jakie gówno się wpakowałaś? – zapytała Rox.
- Oh no Ty to się lepiej nie odzywaj. Ja nie mam chłopaka kryminalistę. – powiedziała z złością w głosie, a dziewczyna opuściła głowę na dół.
- Ale masz przyjaciół. – odezwał się Ryan i podrapał w tył głowy. Julie się nie odezwała.
- Dobra, chodź odwiozę Cię do domu. – podałem jej rękę, by pomóc jej wstać.
-Sama dam sobie radę. – popatrzyła na mnie z pogardą, ale również z bólem w oczach. Wstała i wyszła z pokoju. Popatrzyłem na chłopaków i Rox. Oni tylko wzięli głęboki oddech.
- Dopiero ją odzyskałem. – powiedział Ryan, a jego głos się załamał. Każdego z nas bolało to tak samo, może tylko nie Rox, bo z nią to się będzie codziennie widywać; Oblizałem nerwowo usta i wyszedłem z pokoju, a za mną Rox. Wsiedliśmy do samochodu.
- Julie…
- Nie. Zamknij się i zawieź mnie do domu. – przerwała mi. Popatrzyłem na nią. Nerwowo wytarła łzę.
- Rox. Zostawisz nas na chwile samych? – zapytałem dziewczyny, a ona zrobiła to co jej kazałem.
- Julie. Mi też nie jest łatwo.
- To dlaczego to robisz? – zapytała i nie kryła już łez.
- Bo chcę Cię ochronić. Nie rozumiesz. Jeżeli będziesz się nadal ze mną spotykać, to muszę Cię mieć na oku 24 na godzinę, a sama wiesz, że to niemożliwe. Nie chcę żeby Ci się coś stało, ale też nie chcę Cię zostawić. Ale tak będzie lepiej.
- Ciekawe dla kogo. – nerwowo wypuściła powietrze.
- Dla Ciebie.
- Jeden problem mniej, no nie? – była strasznie zdenerwowana. No ale ileż razy można jej powtarzać. Sam się wkurzyłem.
- Julka, kurwa. Nic do Ciebie nie dochodzi. Nie chcę, żebyś odchodziła, rozumiesz?! Ale muszę tak zrobić. Nie wybaczył bym sobie jeżeli by Ci się coś stało. Takie trudne do zrozumienia. – kiwnęła przecząco głową. - Więc przestań pierdolić głupoty. Też jestem zdenerwowany, bo ten gnojek i tak podniósł i położył na Tobie swoje brudne łapy, skrzywdził Cię i tego mu nie odpuszczę. – uderzyłem ręką o kierownicę, by trochę rozładować złość, którą w sobie kryłem, ale to i tak nie pomogło.
- Jeżeli byś trochę pomyślał to byś zauważył, że teraz jeszcze bardziej nie dają mi spokoju. Poddałeś się. To jest dla nich ważne, ale jeszcze ważniejsze będzie to, żeby wreszcie Cię „zabić”. Myślisz, że dadzą się nabrać na to, że nagle z dnia na dzień przestałeś się mną interesować? Nie. Wiedzą, że właśnie chciałeś mnie ochronić, jak to mówisz i dla nich i tak będę punktem zaczepienia. Jak to Ryan powiedział: Piekło dopiero się zaczyna. Obojętnie, czy mnie zostawisz, czy też nie. - Już otwarłem buzię by jej odpowiedzieć. – Nie, zamknij się i zawieź mnie do domu. – odpaliłem samochód, a Rox wsiadła do środka. Nie miałem zamiaru się z nią nadal kłócić. W połowie miała rację; Jechaliśmy w ciszy. Też nie liczyłem na to, że ktoś się odezwie. Rozrywało mnie od środka. Bo wiedziałem, że mogę jej już nie zobaczyć. Teraz wiem co czuł Ryan. Moje pieprzone życie. Nie mogę żyć normalnie? Spotykać się z dziewczyną, bez żadnych zmartwień, mieć ją przy sobie i wiedzieć, że na pewno nic się jej nie stanie. Bieber, sam sobie wybrałeś takie życie. No tak. Dojechaliśmy na miejsce. Rox się z nami pożegnała i wyszła.
- Jeżeli by Ci zależało nie zrobił byś tego. Widocznie tylko mi się wydawało. – odpięła pas i wysiadła z samochodu. Nie odwracając się weszła do domu, nawet można było zauważyć, że trzasnęła drzwiami. Cholera! W sumie teraz do mnie wszystko doszło. To znaczy, że dzisiaj ją widziałem ostatni raz. Mam dość mojego życia!

Julia’sPOV

Weszłam do domu trzaskając mocno drzwiami. Chciałam się na czymś wyżyć, a to jedyne było pod ręką. W sumie zdziwiłam się, że o tej porze drzwi były otwarte, ale usłyszałam głosy dobiegające z salonu. No tak ciotka miała przyjechać.
 - Hej. Nie trzaskaj drzwiami. Boże Julie co Ci się stało. – przyłożyła rękę do mojego poranionego policzka.
- Nic.
- Powiedz nam Kochanie. – odezwał się ojciec.
- Nic. Rozumiecie. Nic! – wykrzyczałam im prosto w twarz i uciekłam na górę, zamykając za sobą drzwi na klucz.
- Kochanie otwórz, porozmawiamy. – rodzice stali pod moimi drzwiami i dobijali się.
- Po prostu mnie zostawcie samą! – wykrzyczałam przez łzy i rzuciłam się na łóżko. Po drugiej stronie zapadła cisza. Poszli sobie. Nic nie mieściło mi się w głowie. To wszystko, to było za dużo. Ja ich teraz potrzebowałam, a oni mnie tak po prostu zostawili. Po raz drugi. Jaka ja głupia byłam, mogłam się z nimi nie godzić, zapomnieć, ale nie. Idiotka. I jak ja mam teraz tak po prostu o nich zapomnieć? Zwariuję bez nich. Nikt chyba nie czuł tego co ja teraz. Czułam się nie potrzebna. To znaczy, że dawna Julie wraca. Cicha, nudna i nigdzie nie wychodząca. Po co mi takie życie. Po co ja się angażowałam w znajomość z Justinem? Ten chłopak namieszał mi w głowie. Jest jedynym z którym umiem rozmawiać. On mnie rozumie. A teraz go nie będzie. Ugh. Postanowiłam się iść wykapać. Może chociaż na chwilę zapomnę. Po 15 minutach byłam gotowa. Zaraz położyłam się do łóżka. Mam dość mojego życia!

Harry’sPOV

Następnego dnia wstałem skacowany. Ale jednak pamiętałem co wczoraj robiłem. Nie mogłem sobie wybaczyć tego co zrobiłem Rox. Przecież ta dziewczyna jest całym moim światem. Tak. Zakochałem się od razu, gdy ją zobaczyłem. Prędzej nie wierzyłem w miłość od pierwszego wejrzenia, ale ja właśnie takiej doznałem. Nie mogłem jej stracić. Byłbym nikim. Musiałem ją przeprosić. Spojrzałem na zegarek, 14. Już? Poszedłem wziąć szybki prysznic. Po 10 minutach byłem gotowy, ubrałem Conversy, kurtkę, wziąłem kluczyki i wyszedłem. Zignorowałem to, że chłopcy coś do mnie mówią. Nie miałem do tego głowy.
- Gdzie jedziesz? – wybiegł za mną Louis.
- Do Rox. – szybko odpowiedziałem i odpaliłem samochód.   

Po około 15 minutach byłem na miejscu. Zapukałem do drzwi. Otworzył mi Josh.
- Czego? – zapytał sucho.
- Jest Rox? – wiedziałem, że jest zły, dlatego nawet nie zaczynałem z nim kłótni, bo Rox dopiero nie chciałaby ze mną rozmawiać. Chłopak nie zdążył mi odpowiedzieć, bo dziewczyna pojawiła się w drzwiach. Zaprosiła mnie do środka i poszliśmy do jej pokoju.
- Czego chcesz? – jej głos również był suchy.
- Nie mów tak do mnie.
- Harry znowu zaczynasz. Mam dość rozumiesz? Ciągle nie mów tak do mnie, nie wkurzaj mnie. Ale jeżeli coś chcesz to Kochanie, nie? To wtedy Rox najlepsza. Nie w takim Harrym się zakochałam. Już rozumiem to co robisz, ale proszę Cię pomyśl o mnie. Kiedy ostatni raz powiedziałeś mi że mnie kochasz? Kiedy ostatni raz mnie gdzieś zabrałeś? No kiedy?! – wykrzyczała, ale miała racje, zawaliłem i chcę to naprawić.
- Przepraszam. – prawie wyszeptałem i chciałem ją przytulić, ale się wyrwała.
- Nie. Nie chcę Twojego przepraszam. – podeszła do okna.
- Rox, ale ja naprawdę przepraszam. Wiem zachowałem się jak dupek. Ale przepraszam. Wiem zaniedbałem nasz związek, ale chcę wszystko zrobić, żeby go naprawić. Julie przemówiła mi do rozsądku.
- A właśnie Julie. Może dla niej też byś trochę szacunku znalazł, co?
- Tak, znajdę. Ale wybacz mi. – nie odezwała się do mnie. – Kochanie.
- I właśnie o to mi chodziło, żebyś zrozumiał. – przytuliła mnie.
- Kocham Cię. – powiedziałem patrząc się jej prosto w oczy.
- Ja Ciebie też. – pocałowałem ją. Brakowało mi tego. Brakowało mi smaku jej ust. Brakowało mi jej całej. Jej małych rąk, jej ślicznych dużych, brązowych oczu, jej ciemnych włosów.

***2 tygodnie później. ***

Julia’sPOV

Minęły dwa tygodnie od kiedy nie widzę chłopaków. Tęsknie za nimi, brakuję mi ich. Nie dzwonili, nie pisali. Nawet ich nigdzie nie spotkałam. Trudno mi bez nich. Ale w sumie mam Niall’a, Zayn’a, Liam’a, Louis’a no i Rox. Tak. Zaprzyjaźniłam się z nimi. Ale oni jakoś nie umieją zastąpić mi Ryana, Chaz’a i przede wszystkim Justina. A problemy i tak się nie skończyły. Wiedziałam. I poranek znowu taki sam jak zawsze. Śniadanie i tv. 
-Julie, powiesz nam w końcu co się wtedy stało? – zapytała mama.
- Nie. Mówiłam wam już, że nie. – odpowiedziałam i wzięłam gryza kanapki. Mama wyszła, po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Wstałam i otworzyłam.
- Hej, dawno się nie widzieliśmy.  

***
No to następny. :) 
Wiecie nie obraziłabym się jak bym czsami przeczytała jakiegoś komentarza, nawet miło by było. :)
Przepraszam, jeżeli was tym opowiadaniem zanudzam.