- No hej Julie! – gwałtownie się
obróciłam. Mój oddech się przyśpieszył, a serce łopotało jak głupie.
- No kogo ja tu widzę. – odezwał się
Justin, bo widział, że się przestraszyłam.
- Justinek wrócił. No popatrz. A już
miałem pewność, że jednak nie wrócisz. – odezwał się Harry.
- Hah.. Chciałbyś.
- Oj nawet nie wiesz jak. – zaśmiał
się Styles. Justin popatrzył na niego z ochotą zabicia go tu i teraz, bez
żadnego namysłu. – Pamiętaj Kochanie co
obiecałaś. – skierował w moją stronę i już miał wsiadać do samochodu, ale
Justin mu nie pozwolił. A już myślałam, że się ich pozbyłam. Cóż pech. Czy on
zawsze musi dorzucić swoje pięć groszy?
- Te Kochanie to se wsadź. I tak mi
już wszystko powiedziała. – popatrzyli na mnie z ściekłością z oczach, ale wzroku
Niall’a i Liam’a chyba nigdy nie zapomnę, pytał „Dlaczego? Przecież obiecałaś.”
Ale nie rozumiałam dlaczego tak się wkurzają. Justin i tak wie co robią. W tej
samej chwili z samochodu wyszła Rox. A co ona tu robi? A no tak Styles. Wielce
w nim zakochana. Pff. Też popatrzyła na mnie pytającym wzrokiem. W sumie
ostrzegała mnie przed nimi. Od tego myślenia nawet nie wiedziałam, że Justin i
Harry zaczęli się kłócić. Justin wycelował pięścią w Harry’ego. Ale ten nie
pozostał mu winny. Wszyscy stali i gapili się na nich. No przecież się
pozabijają. Tak Julia, twój tok myślenia
jest zajebisty! Zobaczyłam Rox, która odciąga loczka, ale ten zamiast jej
posłuchać to popchnął ją tak, że dziewczyna upadła. No nie, tego już za wiele.
- Justin! - Podbiegłam do niego i odciągnęłam go od
chłopaka. Wiedziałam, że ze mną nie zrobi tego samego co ten dupek z Rox.
Popatrzyłam mu prosto w oczy. Nie miały ładnego karmelowego koloru, tylko
oblała je czerń.
- Wiesz, jak na razie Styles ja
rządze tym miastem, w każdej chwili Cię mogę stąd usunąć! Bo jesteś tylko
pieprzonym problemem! Pozwoliłem wam być na moim terenie, więc dostosuj się do
reguł! Jeżeli się do nich nie umiesz dostosować, to bież Twój gówniany tyłeczek
i spierdalaj stąd! – wykrzyczał. Podeszłam do Rox i pomogłam jej wstać.
- Wszystko w porządku? – zapytałam
przytulając dziewczynę. Skinęła tylko głową, a z jej oczu płynęły swobodnie
łzy. Popatrzyłam na Harry’ego wzrokiem zabójcy (w tej chwili miałam ochotę go
zabić), który wycierał krew lecącą mu z nosa. Dobrze mu tak! Dupek.
- Zadowolony jesteś z siebie?! – nie
wytrzymałam i wykrzyczałam mu w twarz.
- Zamknij się suko!
- Przeginasz! Widać za mało Ci było!
– tym razem wykrzyczał Justin, ale nie tylko on miał ochotę w tej chwili też go
zabić. Ryan i Chaz również.
- Co jej zrobiłeś?! Idioto. –
pokazałam na rozwalony łokieć dziewczyny. Stylesa jakby oświeciło. Już chciał
do niej podejść, powiedzieć te nic nie znaczące słowo „przepraszam”, które nie
miały by żadnego znaczenia, bo zostały by wypowiedziane przez niego. A
dziewczyna by mu wybaczyła, bo co innego by jej zostało. Ale odsunęłam ją.
Popatrzył na mnie wzrokiem, jakby chciał mi powiedzieć zejdź mi z drogi, bo Cię
poćwiartuję.
- Wiesz co możesz mi grozić, możesz
nazywać mnie suką! Ale JEJ tak nie traktuj! Do cholery. Co z nią zrobiłeś?!
Przed poznaniem Ciebie dziewczyna kipiała ze szczęścia. Wszystkich tym
zarażała. A teraz co? Chodzi jakaś nieprzytomna i co najlepsze nie jest
szczęśliwa! Styles ogarnij się. To nie w tym Harrym, ta dziewczyna się
zakochała. Pomyśl przez chwilę. Głową nie dupą! Co, jest dla Ciebie zwykłą
zabawką? Odstresowaniem się? Tak? Pukniesz ją i odchodzi w kąt? Ona nie jest
następną Twoją dziwką! Po co zabierasz ją na wasze „akcje”? Myślisz, że dla
niej to przyjemne? Ja wiem co ja czułam, gdy to widziałam. A co dopiero ona,
jeżeli widziała już to parę razy i na pewno za każdym razem przechodziła przez
to samo co na początku? – wylałam prawie całą złość na nim. Nikt się nie
odzywał, można było usłyszeć lekkie łkanie Rox, wszyscy stali jak osłupiali i
patrzyli się na mnie jak bym miała co najmniej pięć głów. Mi też zbierało się
na płacz. Ale nie mogłam, musiałam być twarda.
- Harry, ona ma rację. – usłyszałam
cichy głos Niall’a. Wszystkie oczy zostały skierowane na niego. - To nie jest
ta Rox, którą poznaliśmy na wakacjach. – podszedł do mnie.
- O co Ci chodzi? – zapytał Styles.
- Kurwa. O to samo co przed chwilą
mówiła Ci Julia. Może byś się nią wreszcie zajął? – zapytał.
- Mają rację. – odezwał się Liam. O
brawo, kto mnie jeszcze popiera?
- Tak, bo mała suka zakręciła was
sobie wokół paluszka i teraz będziecie się z nią zgadzać. Cipy.
- Styles ja się powtarzać nie będę.
Suką to może Ty jesteś. – spokojnie powiedział Justin.
- Ktoś jeszcze jest przeciwko mnie?!
– zapytał loczek. Nikt nie odpowiedział, Zayn odsunął się od samochodu i trochę
od niego odszedł. Louis patrzył na swoje buty. Wygrałam!
- Rox. – powiedział czule, albo może
chociaż próbował i podszedł do niej.
- Zostaw mnie! – wykrzyczała i
uciekła do samochodu, popychając przy tym Zayn’a.
- Zadowolona? Kurwa. Uwzięłaś się na
mnie czy co? – ja pierdole. Upadł na
mózg, ja się na niego uwzięłam, chyba raczej odwrotnie. Co on w ogóle mówi?
- Nie. Po prostu daję Ci dobrą radę.
Styles lubię was wszystkich, proszę Cię przestań taki być i popatrz na ludzi
obok siebie. Wiem, że potrafisz. Oni nie są Twoją zabawką, nie każdego możesz
zabić, bo Ci się tak podoba. Ona Cię kocha. Przejrzyj wreszcie na oczy i zajmij
się nią! – nie miałam siły mu więcej tego tłumaczyć, przecież do niego nic nie
dochodziło. Albo udawał idiotę, albo nim jest. Podeszłam do jego samochodu i
wyciągnęłam stamtąd Rox.
- Co Ty robisz? – zapytał.
- Na pewno z Tobą nie wróci! –
wykrzyczałam i wsiadłam z dziewczyną do samochodu Justina. Chłopcy też za nami
poszli. W ciszy wyjechaliśmy z parkingu.
- Gdzie jedziemy? – zapytał Justin,
zapalając fajkę.
- Do mnie. – powiedziałam tak cicho,
że tylko on mógł to usłyszeć. Skinął tylko głową i przyśpieszył prędkość. Całą
drogę nikt się nie odezwał i dobrze. Po 20 minutach byliśmy na miejscu. Wszyscy
wysiedliśmy z samochodu i udaliśmy się do środka. W salonie siedział tylko
Mike.
- Gdzie rodzice? – zapytałam
ściągając buty.
- Poszli z dziadkami na te urodziny.
– powiedział podchodząc do mnie.
- Aha. – odpowiedziałam krótko i
poszłam do kuchni po jakieś picie dla każdego i jakieś chipsy.
- Siema Młody. – przywitał się
Justin, a później Ryan i Chaz, no i na ostatku Rox.
- Ryan! – zawołałam chłopaka, po
chwili zjawił się obok mnie.
- Tak księżniczko? – zawsze tak
mówił, kiedy chciał się ze mną podrażnić.
- Nadal tego nie lubię, Butler. – on
za to nie lubił, gdy mówiłam do niego po nazwisku.
- Też nadal tego nie lubię. –
parsknęliśmy śmiechem. Podałam mu trzy puszki pepsi i dwie butelki soku, a ja
sama wzięłam paczkę chipsów i poszliśmy na górę.
Rox nam opowiedziała, że Harry
czasami na nią krzyczy, bo albo go denerwuje, albo sam jest wkurzony. Nigdy jej
nie uderzył, ale umiał tak złapać, że robiły jej się siniaki. Ma koleś
szczęście. Jeżeli by ją tylko uderzył, zabiłabym go z zimną krwią. Później
sobie żartowaliśmy i gadaliśmy na jakieś głupie tematy.
- Julie! – do pokoju wparował Josh,
brat Rox, bardzo go lubię i mam znakomity z nim kontakt. – O Rox. Weź zrób coś
z tym idiotą. Ja się go osobiście boję.
- Josh, spokojnie. – podeszłam do
niego.
- Harry jest najebany, stoi pod Twoim
oknem, Rox, i wrzeszczy, że przeprasza i Bóg wie co. Masz szczęście, że nie ma
rodziców. – odsapnął. – Nie umiem go odciągnąć.
Gdy tylko usłyszałam Harry, włączył
mi się jakiś radar w głowie, nawet się nie zastanawiając, ubrałam bluzę Justina
i wyszłam. Podbiegłam pod dom Rox. Harry siedział na ziemi i ciągle powtarzał
imię dziewczyny. Podeszłam do niego i usiadłam obok. Nie mówię bałam się
trochę, był przecież pod wpływem alkoholu. Mógł być jeszcze groźniejszy.
- Dlaczego mi ją zabrałaś? – zapytał.
***
Coś z Harrym i Rox.
Zastanawiam się, czy dalej pisać .. ;\










