piątek, 28 czerwca 2013

Part.12

- No hej Julie! – gwałtownie się obróciłam. Mój oddech się przyśpieszył, a serce łopotało jak głupie.
- No kogo ja tu widzę. – odezwał się Justin, bo widział, że się przestraszyłam.
- Justinek wrócił. No popatrz. A już miałem pewność, że jednak nie wrócisz. – odezwał się Harry.
- Hah.. Chciałbyś.
- Oj nawet nie wiesz jak. – zaśmiał się Styles. Justin popatrzył na niego z ochotą zabicia go tu i teraz, bez żadnego namysłu.  – Pamiętaj Kochanie co obiecałaś. – skierował w moją stronę i już miał wsiadać do samochodu, ale Justin mu nie pozwolił. A już myślałam, że się ich pozbyłam. Cóż pech. Czy on zawsze musi dorzucić swoje pięć groszy? 

- Te Kochanie to se wsadź. I tak mi już wszystko powiedziała. – popatrzyli na mnie z ściekłością z oczach, ale wzroku Niall’a i Liam’a chyba nigdy nie zapomnę, pytał „Dlaczego? Przecież obiecałaś.” Ale nie rozumiałam dlaczego tak się wkurzają. Justin i tak wie co robią. W tej samej chwili z samochodu wyszła Rox. A co ona tu robi? A no tak Styles. Wielce w nim zakochana. Pff. Też popatrzyła na mnie pytającym wzrokiem. W sumie ostrzegała mnie przed nimi. Od tego myślenia nawet nie wiedziałam, że Justin i Harry zaczęli się kłócić. Justin wycelował pięścią w Harry’ego. Ale ten nie pozostał mu winny. Wszyscy stali i gapili się na nich. No przecież się pozabijają. Tak Julia, twój tok myślenia jest zajebisty! Zobaczyłam Rox, która odciąga loczka, ale ten zamiast jej posłuchać to popchnął ją tak, że dziewczyna upadła. No nie, tego już za wiele.
- Justin! -  Podbiegłam do niego i odciągnęłam go od chłopaka. Wiedziałam, że ze mną nie zrobi tego samego co ten dupek z Rox. Popatrzyłam mu prosto w oczy. Nie miały ładnego karmelowego koloru, tylko oblała je czerń.
- Wiesz, jak na razie Styles ja rządze tym miastem, w każdej chwili Cię mogę stąd usunąć! Bo jesteś tylko pieprzonym problemem! Pozwoliłem wam być na moim terenie, więc dostosuj się do reguł! Jeżeli się do nich nie umiesz dostosować, to bież Twój gówniany tyłeczek i spierdalaj stąd! – wykrzyczał. Podeszłam do Rox i pomogłam jej wstać.
- Wszystko w porządku? – zapytałam przytulając dziewczynę. Skinęła tylko głową, a z jej oczu płynęły swobodnie łzy. Popatrzyłam na Harry’ego wzrokiem zabójcy (w tej chwili miałam ochotę go zabić), który wycierał krew lecącą mu z nosa. Dobrze mu tak! Dupek.
- Zadowolony jesteś z siebie?! – nie wytrzymałam i wykrzyczałam mu w twarz.
- Zamknij się suko!
- Przeginasz! Widać za mało Ci było! – tym razem wykrzyczał Justin, ale nie tylko on miał ochotę w tej chwili też go zabić. Ryan i Chaz również.
- Co jej zrobiłeś?! Idioto. – pokazałam na rozwalony łokieć dziewczyny. Stylesa jakby oświeciło. Już chciał do niej podejść, powiedzieć te nic nie znaczące słowo „przepraszam”, które nie miały by żadnego znaczenia, bo zostały by wypowiedziane przez niego. A dziewczyna by mu wybaczyła, bo co innego by jej zostało. Ale odsunęłam ją. Popatrzył na mnie wzrokiem, jakby chciał mi powiedzieć zejdź mi z drogi, bo Cię poćwiartuję.
- Wiesz co możesz mi grozić, możesz nazywać mnie suką! Ale JEJ tak nie traktuj! Do cholery. Co z nią zrobiłeś?! Przed poznaniem Ciebie dziewczyna kipiała ze szczęścia. Wszystkich tym zarażała. A teraz co? Chodzi jakaś nieprzytomna i co najlepsze nie jest szczęśliwa! Styles ogarnij się. To nie w tym Harrym, ta dziewczyna się zakochała. Pomyśl przez chwilę. Głową nie dupą! Co, jest dla Ciebie zwykłą zabawką? Odstresowaniem się? Tak? Pukniesz ją i odchodzi w kąt? Ona nie jest następną Twoją dziwką! Po co zabierasz ją na wasze „akcje”? Myślisz, że dla niej to przyjemne? Ja wiem co ja czułam, gdy to widziałam. A co dopiero ona, jeżeli widziała już to parę razy i na pewno za każdym razem przechodziła przez to samo co na początku? – wylałam prawie całą złość na nim. Nikt się nie odzywał, można było usłyszeć lekkie łkanie Rox, wszyscy stali jak osłupiali i patrzyli się na mnie jak bym miała co najmniej pięć głów. Mi też zbierało się na płacz. Ale nie mogłam, musiałam być twarda.
- Harry, ona ma rację. – usłyszałam cichy głos Niall’a. Wszystkie oczy zostały skierowane na niego. - To nie jest ta Rox, którą poznaliśmy na wakacjach. – podszedł do mnie.
- O co Ci chodzi? – zapytał Styles.
- Kurwa. O to samo co przed chwilą mówiła Ci Julia. Może byś się nią wreszcie zajął? – zapytał.
- Mają rację. – odezwał się Liam. O brawo, kto mnie jeszcze popiera?
- Tak, bo mała suka zakręciła was sobie wokół paluszka i teraz będziecie się z nią zgadzać. Cipy.
- Styles ja się powtarzać nie będę. Suką to może Ty jesteś. – spokojnie powiedział Justin.
- Ktoś jeszcze jest przeciwko mnie?! – zapytał loczek. Nikt nie odpowiedział, Zayn odsunął się od samochodu i trochę od niego odszedł. Louis patrzył na swoje buty. Wygrałam!
- Rox. – powiedział czule, albo może chociaż próbował i podszedł do niej.
- Zostaw mnie! – wykrzyczała i uciekła do samochodu, popychając przy tym Zayn’a.
- Zadowolona? Kurwa. Uwzięłaś się na mnie czy co? – ja pierdole.  Upadł na mózg, ja się na niego uwzięłam, chyba raczej odwrotnie. Co on w ogóle mówi?
- Nie. Po prostu daję Ci dobrą radę. Styles lubię was wszystkich, proszę Cię przestań taki być i popatrz na ludzi obok siebie. Wiem, że potrafisz. Oni nie są Twoją zabawką, nie każdego możesz zabić, bo Ci się tak podoba. Ona Cię kocha. Przejrzyj wreszcie na oczy i zajmij się nią! – nie miałam siły mu więcej tego tłumaczyć, przecież do niego nic nie dochodziło. Albo udawał idiotę, albo nim jest. Podeszłam do jego samochodu i wyciągnęłam stamtąd Rox.
- Co Ty robisz? – zapytał.
- Na pewno z Tobą nie wróci! – wykrzyczałam i wsiadłam z dziewczyną do samochodu Justina. Chłopcy też za nami poszli. W ciszy wyjechaliśmy z parkingu.
- Gdzie jedziemy? – zapytał Justin, zapalając fajkę.
- Do mnie. – powiedziałam tak cicho, że tylko on mógł to usłyszeć. Skinął tylko głową i przyśpieszył prędkość. Całą drogę nikt się nie odezwał i dobrze. Po 20 minutach byliśmy na miejscu. Wszyscy wysiedliśmy z samochodu i udaliśmy się do środka. W salonie siedział tylko Mike.
- Gdzie rodzice? – zapytałam ściągając buty.   
- Poszli z dziadkami na te urodziny. – powiedział podchodząc do mnie.
- Aha. – odpowiedziałam krótko i poszłam do kuchni po jakieś picie dla każdego i jakieś chipsy.
- Siema Młody. – przywitał się Justin, a później Ryan i Chaz, no i na ostatku Rox. 
- Ryan! – zawołałam chłopaka, po chwili zjawił się obok mnie.
- Tak księżniczko? – zawsze tak mówił, kiedy chciał się ze mną podrażnić.
- Nadal tego nie lubię, Butler. – on za to nie lubił, gdy mówiłam do niego po nazwisku.
- Też nadal tego nie lubię. – parsknęliśmy śmiechem. Podałam mu trzy puszki pepsi i dwie butelki soku, a ja sama wzięłam paczkę chipsów i poszliśmy na górę.
Rox nam opowiedziała, że Harry czasami na nią krzyczy, bo albo go denerwuje, albo sam jest wkurzony. Nigdy jej nie uderzył, ale umiał tak złapać, że robiły jej się siniaki. Ma koleś szczęście. Jeżeli by ją tylko uderzył, zabiłabym go z zimną krwią. Później sobie żartowaliśmy i gadaliśmy na jakieś głupie tematy.
- Julie! – do pokoju wparował Josh, brat Rox, bardzo go lubię i mam znakomity z nim kontakt. – O Rox. Weź zrób coś z tym idiotą. Ja się go osobiście boję.
- Josh, spokojnie. – podeszłam do niego.
- Harry jest najebany, stoi pod Twoim oknem, Rox, i wrzeszczy, że przeprasza i Bóg wie co. Masz szczęście, że nie ma rodziców. – odsapnął. – Nie umiem go odciągnąć.
Gdy tylko usłyszałam Harry, włączył mi się jakiś radar w głowie, nawet się nie zastanawiając, ubrałam bluzę Justina i wyszłam. Podbiegłam pod dom Rox. Harry siedział na ziemi i ciągle powtarzał imię dziewczyny. Podeszłam do niego i usiadłam obok. Nie mówię bałam się trochę, był przecież pod wpływem alkoholu. Mógł być jeszcze groźniejszy.

- Dlaczego mi ją zabrałaś? – zapytał. 

***
Coś z Harrym i Rox. 
Zastanawiam się, czy dalej pisać .. ;\

wtorek, 25 czerwca 2013

Part.11

Wzięła głęboki wdech i usiadła na łóżku.  Zrobiłem to samo.
- Nie będziesz zły? – zapytała.
- A dlaczego mam być? Nie będę. – zapewniłem.
- Zayn. – więcej nie musiała mówić, już wszystko wiedziałem. Sukinsyn, zabiję gnoja, już od dawna działa mi na nerwy. – Miałeś nie być zły.
- Nie jestem. – skłamałem. Oczywiście, że byłem!
- Jesteś, widzę przecież. – dotknęła mojego ramienia, moje mięśnie natychmiast się rozluźniły. Pod dotykiem tej dziewczyny uspokajałem się.  

- Ale jak nie mam być zły. Jak jedna nic nie warta osoba, psuje wszystko jednym machnięciem ręki – spojrzała mi głęboko w oczy. - Okay. Już nie jestem. – oparłem się o ścianę. – To teraz moja kolej. Tak zajmowałem się tym samym co oni. – dziewczyna się przestraszyła. – Ale spokojnie od roku już tego nie robię, skończyłem z tym. – uspokoiła się trochę.
- Ile razy to zrobiłeś? – zacząłem teatralnie myśleć i tylko ręką pokazałem liczbę 4.  – Yhyyyym.. A teraz po co wyjechałeś? – zapytała z zaciekawieniem. I to wszystko nic więcej mi nie powie tylko „yhyyym”, a w sumie i dobrze.
- Teraz tylko po to, żeby kogoś nastraszyć. Nic wielkiego mu nie zrobiłem, może nos będzie połamany. – zaśmiałem się, gdy przypomniałem sobie jak leżał i prosił bym przestał.
- To nie jest śmieszne! – zbiła mnie poduszką.
- Jak dla kogo. A Ty skąd wiesz co oni robią, co ja robiłem? – no właśnie, zastanawia mnie to.
- Emm.. nie mogę Ci powiedzieć. – oblizała usta.
- Co? Co to ma znaczyć nie możesz? – dziewczyna się nie odezwała. – Widziałaś tak? Zastraszyli Cię? – nie odpowiedziała, ale dla mnie to była odpowiedz. No nie, jeszcze w takie coś ją wkręcić. Nie wytrzymałem, wstałem z łóżka i skierowałem się do okna.
- Gdzie Ty idziesz? – zapytała łapiąc mnie za nadgarstek.
- Zabić sukinsyna. Już dawno powinienem to zrobić. – wyrwałem się z uścisku dziewczyny i wyszedłem na balkon.
- Justin, nie rób głupot. Jeżeli to zrobisz jutro możesz mnie już nie spotkać. Proszę Cię, oni myślą, że z Tobą nie gadam. Jeżeli się dowiedzą, że jednak tak, zrobią mi coś. Po prostu się boję. Zostań ze mną. Wmów mi, że wszystko będzie dobrze i że nic im nie zrobisz. – z jej oczu znowu spływały łzy i trzęsła się z zimna, wiedziała, że nie żartuję. Ale dlaczego oni myślą, że ze sobą nie gadamy? To wszystko jakoś nie mam sensu. Albo mi się tak tylko wydaje. Przez chwilę stałem na balkonie i wpatrywałem się w gwiazdy oraz myślałem o tym wszystkim. Uspokoiłem się i wszedłem do środka. Ona mnie teraz potrzebuje. Albo ja jej. Nie ważne. Leżała w łóżku, wtulona w swoją poduszkę i misia? Uklęknąłem tak by być na tym samym poziomie co ona. Odgarnąłem jej włosy, które zakrywały jej śliczna buźkę.
- Nie bój się, nic Ci się nie stanie. Nie przy mnie. – pocałowałem ją w czoło. A ona się tylko uśmiechnęła.
- Justin.. zamknij to okno, bo zimno leci. – spojrzała na mnie. Posłusznie wstałem i zamknąłem okno. Ściągnąłem bluzkę i usiadłem obok niej, nawet nie wiem kiedy zasnąłem.

Zayn’sPOV

- Zayn! – usłyszałem krzyk Niall’a.
- Czego? – zszedłem na dół. 
- Nie zgadniesz, czyj samochód widziałem przy domu Julie.
- Kurwa nie wiem, gadaj. – rzuciłem się na kanapę obok Harry’ego i Louisa.
- Justina. – wypuścił dym z ust.
- Kogo?! – wyrwał się Harry.
- Dobrze słyszałeś. – zachichotał Niall.
- Malik, kurwa zabiję Cię. Ta suka mu wszystko powie.
- Nie znasz jej!  - A Ty ją znasz? No właśnie, kurwa nie!
Miałem mętlik w głowie.
- A w sumie, chociaż by. To Bieber i tak wie co robimy, więc się nie zdziwi.
- Jak byś kurwa Bieber’a nie znał! Wciągnąłeś ją w to, a dla niego to już za wiele. Kurwa! – Harry kopnął w wazon, który rozleciał się na milion kawałków.
- Nie bądź pizda. – warknąłem.
- Coś Ty powiedział?! Ogarnij się, piątka nas nie da mu rady, a co dopiero jego dwudziestoma innymi ludźmi. – zrezygnował i bezradnie usiadł na kanapie. Miał rację. Jego ofiary nigdy się nie wywinęły i lekko nie miały. Na samą myśl przeszły mnie ciarki. Wszyscy siedzieli cicho.
- Czas okaże. – wstałem i poszedłem do sypialni.

Julia’sPOV

Obudziły mnie promyki słońca, które przedzierały się przez moje firanki. Ładna będzie pogoda. Popatrzyłam na Justina. Słodziak. Cieszę się, że to wszystko mu powiedziałam. Jednak boje się trochę, reakcji Zayn’a i Harry’ego. Eh na razie o tym nie myślę. Wstałam i poszłam wziąć szybki prysznic. Po 15 minutach byłam gotowa. Ubrałam się  i wyszłam, Justin już nie spał.
- Hej. – przywitałam się z nim i usiadłam obok niego.
- Hej. Jak się czujesz? – zapytał. 
- Źle. – popatrzył na mnie troskliwym wzrokiem. Aww.
- Dlaczego? – przybliżył się trochę do mnie.
- Bo jestem głodna. – uśmiechnęłam się.
- Nie strasz mnie. – westchnął i oblizał usta.
- Ja idę coś sobie zrobić. Idziesz też? – zapytałam, a ten dziwnie na mnie popatrzył. – Rodziców nie ma, dziadkowie poszli na jogging, więc będą za jakieś dwie godziny. No jeżeli już to Mike tam jest, mój brat, ale on to tam. – chłopak nic nie mówiąc wstał i poszedł za mną. No tak nie myliłam się, Mike siedział przed tv i parzył na jakiś film.
- Hej Młody.
- Hej Stara. – zachichotał.
Zignorowałam to. Czasami tak do mnie mówił. Justin tylko parsknął śmiechem. Wyciągnęłam sobie sok z lodówki i usiadłam na blacie.
- To co jemy? – zapytał Justin biorąc mi sok z ręki.
- Nie wiem. – wstałam i podeszłam do lodówki.
- Julson, robisz śniadanie? He..eej. – skierował w stronę Justina.
- Hej. – odpowiedział mu.
- Tak Mike robię śniadanie, Tobie jak zawsze się nie chciało, no nie?
Zdecydowaliśmy się na gofry. Każdy z nas sobie pomagał i wierzcie mi kuchnia nie była za czysta. Przypomniały mi się czasy kiedy robiliśmy tak z Ryanem i Chaz’em. Aż miło się robi, gdy sobie przypomnę. Musze z nim wreszcie pogadać. Mam już dość. Biorąc talerz i picie, poszliśmy do ogrodu. Szkoda zmarnować taką pogodę, przecież tutaj to nie mało spotykane. Chłopcy się lepiej poznali. Zdecydowanie świetny początek dnia.
- Dobra ja zmykam. Jedziesz też? – zapytał Jus wstając z krzesła.
- Mogę jechać. Chciałabym porozmawiać z Ryanem. – uśmiechnął się tyko, a ja wzięłam i pobiegłam na górę po telefon. Wróciłam i zaskoczyło mnie to co widziałam. Chłopcy posprzątali i włożyli naczynia do zmywarki. Aż tyle mnie nie było, że zdążyli to zrobić. Eh nie ważne. Ubrałam jeszcze moje Vansy i pożegnałam się z Mike’m.
Droga przeleciała nam na gadaniu o czymś niesensownym. W sumie, uwielbiam z nim rozmawiać. Po 15 minutach byliśmy na miejscu. Wyszliśmy z samochodu i weszliśmy do środka.
- Hej Mała! – krzyknął Chaz i mnie mocno uściskał.
- Hej, hej! – odwzajemniłam uścisk. Ryan siedział na kanapie bez żadnych oznak życia i o czymś zawzięcie myślał.
- Ryan. – zawołałam chłopaka, ale on nadal nie reagował. – Ryan, mogę z Tobą pogadać? – powtórzyłam się. Chłopak natychmiast się obudził.   

- Tak. – wstał z kanapy, ale nadal był jakby zahipnotyzowany i udał się na taras. Popatrzyłam na Chaz’a, a ten tylko wzruszył ramionami. Nic nie mówiąc też wyszłam na taras.
- Julie, przepraszam za wszystko co zrobiłem. Naprawdę przepraszam. Jestem dupkiem, wiem, ale przepraszam. – nie spodziewałam się tego. Nie odzywałam się, a on znowu powtórzył „przepraszam”. Rzuciłam mu się w ramiona. Zrozumiał, a ja naprawdę chciałam go odzyskać.
- Kocham Cię. – wyszeptał mi do ucha.
- Heh, ja Ciebie też. – wróciliśmy do środka.

Cały dzień przesiedzieliśmy w domu, rozmawiając o wszystkim co mnie spotkało. Ryan nie mógł uwierzyć w to co słyszy, Justin również. Nie dziwie się, mi samej mówiąc o tym nie robiło się miło. Cóż. Czasu nie cofnę. Postanowiliśmy jechać na jakąś kolację. Wpakowaliśmy się do samochodu. Dojechaliśmy pod jakąś knajpkę. Weszliśmy do środka. A tam… pusto. Jejku żadnej żywej duszyczki. Jedynie jakieś żule siedziały, albo spały. Fuj, gdzie on nas zawiózł? Boże.. jakoś wytrzymam. Usiedliśmy do stolika i zamówiliśmy jakieś fast food. Po pół godzinie skończyliśmy i wyszliśmy.

- No hej Julie! – gwałtownie się obróciłam. 


***
Oh nawet nie wiecie jak mi się mordka śmiała, gdy przeczytałam te dwa komentarze. <33
Podoba się. ? 

niedziela, 23 czerwca 2013

Part.10

Jego ciało swobodnie zsunęło się na ziemię.
- O mój Boże. – wyszeptałam i przyłożyłam rękę do ust.
- Hah. Spokojnie Mała. – powiedział ze śmiechem Liam. Jak mam być kurwa spokojna? Przed chwilą widziałam jak zabijali człowieka. Boże, jak mam być spokojna, do cholery! Moje ciało przeszedł kompletny paraliż. Spojrzałam na Rox, siedziała i bawiła się palcami. No nie i ona może tak spokojnie sobie siedzieć? Nie no zaraz zwariuję. Dobra Julia uspokój się. Pożałowałam tego, że zgodziłam się tutaj pojechać. Zayn i Harry wracali do samochodu, a Liam z niego wyszedł.
- Kurwa Rox w co Ty się wplątałaś?! – dziewczyna na mnie nie spojrzała. – Mówię cholera do Ciebie.
- W nic się nie wpakowałam, gorzej z Tobą. Naprawdę nie spotykasz się już z Justinem? – zapytała. 

- Nie wiem. – nie byłam pewna.
- To raczej nie mów tego chłopakom, bo… - przerwała, bo chłopcy wrócili do samochodu. Bez słowa ruszyliśmy. I tak też cały powrót do domu przetrwał w ciszy. Podjechaliśmy pod ich dom. Wszyscy wysiedli z auta. A ja, mam wyjść, czy może zostać? Na to pytanie odpowiedział mi Zayn otwierając mi drzwi. Nic nie mówiąc wyszłam z samochodu. Mocno zatrzasnął drzwi. Podskoczyłam. Podszedł do mnie Harry, miał straszny wyraz twarzy. Przestraszyłam się i odsuwałam się, dopóki nie uderzyłam plecami w auto. Przybliżył się tak, że dotykał mojej klatki piersiowej.
- Powiesz komuś, a wierz mi. Nie zawaham się zrobić to samo z Tobą. – wyszeptał mi do ucha. Przeszły mnie ciarki.  Głośno przełknęłam ślinę i kiwnęłam głową.
- No, dobra dziewczynka. – figlarny uśmieszek pojawił się na jego twarzy. Nie obchodziło mnie to co on mi przed chwilą powiedział, ale to z kim związała się Rox. W jednej chwili poczułam, że chcę się do kogoś przytulić, w głowie pokazał mi się obraz Justina, Ryana i Chaz’a. Boże tęsknie za nimi. A tutaj zaczynam się bać. Chłopcy wrócili się do domu. Ale ja nie miałam ochoty tam iść.
- Idziesz? – podniosłam głowę, widząc Zayn’a.
- Em.. chciałabym wrócić do domu. – powiedziałam niepewnie.
- Okay.. Niall! – po chwili chłopak znalazł się obok Zayn’a. – Zawieź ją do domu, bo mi się nie chce. – wszedł do domu. Blondyn do mnie podszedł.
-Wchodź Mała. – jako jedyny wydawał mi się tu normalny. W sumie na początku wszyscy tacy byli. No tak. Przez cała drogę się nie odzywałam i siedziałam jak na szpilkach, jedyne co to powiedziałam mu gdzie ma mnie zawieź, oczywiście nie podałam prawdziwego adresu, tylko jakieś parę domów dalej. Wykończona i zdezorientowana wróciłam do domu, wzięłam szybką kąpiel i poszłam spać, chciałam zapomnieć o tym dnu.

***2 dni później***

Przez dwa dni zmieniło się moje życie. Poznałam lepiej chłopców, mimo tego co robią są naprawdę.. spoko, to dobre słowo. Najbardziej dobrze dogaduję się z Niall’em, nie wiem czemu, ale tak jakoś. Pogodziłam się z Rox, opowiedziała mi dlaczego się wtedy w ogóle nie przejęła, gdy uciekłam.
- Interesowało Cię w ogóle to, czy wrócę do domu, nie wiem, przejęłaś się w ogóle?!  – zapytałam Rox, machając rękami w różne strony.
- Tak. Ale nie wołałam Cię, ani za Tobą nie szłam. Chociaż chciałam, ale Louis mi powiedział, że i tak wrócisz. Bo jak pojedziesz do domu. A po za tym jest ciemno, był po prostu przekonany. – wystukała, trochę nie zrozumiale, ale to ja, wiem o co jej chodzi.
Powiedziała mi, że zna Justina i że kto w tym mieście go nie zna. Panie i Panowie, o to Julia Hamilton, dziewczyna, która nigdy nie słyszała o kimś takim jak Justin Bieber. Brawa! Należy się oskar. Ugh. Od dwóch dni również Justin do mnie w ogóle nie dzwonił. Zaczynałam naprawdę wierzyć tej dziewczynie i Malikowi. Ale nie umiałam o nim zapomnieć. Wróciłam z spaceru z Rox. Musiała się przejść, bo pokłóciła się z Harry. Czasami mi się zdaję, że on jej w ogóle nie kocha i jest dla niego zwykłą zabawką. Postanowiłam wziąć szybką kąpiel, jak to zawsze. Po 15 minutach wyszłam i od razu rzuciłam się na łózko, nie miałam zamiaru iść spać, więc wzięłam sobie jakąś gazetę i zaczęłam czytać, ale przerwał mi dźwięk mojego telefonu. „Masz 1 nową wiadomość.”

Od: Niall
Siemka, masz może ochotę gdzieś wyjść? Może się zabawić?      

Pogięło Cię kolo? Haha. Śmieszny jesteś. Może i mam z nim dobre kontakty, no ale czasami przegina. Boziu.

Do: Niall
Sorki, ale nie. Jestem zmęczona. No mam ochotę, ale nie z Tobą!

Mogłam tak napisać do niego. My nawet tak ze sobą rozmawiamy. Haha. No mówię. Świetnie się dogadujemy. Po chwili dostałam odpowiedź.

Od: Niall
Mi się nie odmawia. Zapamiętam to sobie!

A spierdalaj. Warknęłam w myślach, rzuciłam telefonem o poduszkę i kontynuowałam czytanie gazety.

Justin’sPOV

 Julie w ogóle nie obiera moich telefonów. Przez 4 dni. Nie mam z nią kontaktu. Boję się, że coś jej się stało. Nie no dłużej tak nie mogę, wracam do domu. Wstałem z łóżka i zacząłem pakować swoje ciuchy. W tej samej chwili do pokoju wszedł Ryan.
- Stary, co Ty robisz?
- Pakuję się. Wracam. Zrobiłem to co miałem, jestem wolny i wracam.
- Dlaczego? – zapytał opierając się o komodę.
- Julie nie odbiera moich telefonów, nie odpisuje, nie wiem co się z nią dzieje. Martwię się. – podrapałem się po głowie.
- Jak to? – przestraszył się trochę.
- Tak to. Ryan, naprawdę jesteś taki głupi? Ty nie musisz wracać, ale ja tutaj dostane do głowy, nie wiedząc co z nią jest. – kontynuowałem pakowanie się.
- Justin. Ale szczerze. – spojrzałem na niego. Nawet nie wiem kiedy wszedł tu Chaz. – Zależy Ci na Julie?
- Chyba tak. Ta dziewczyna ma coś w sobie. – usiadłem bezradnie na łóżko, naprawdę czułem się dziwnie. Tego uczucia w ogóle nie znałem.
- No ba, stary. Ona zawsze coś w sobie miała. – odparł Chaz.
- No właśnie. Ale nie wiem dlaczego się nie odzywa. Jeszcze jak się z nią żegnałem było wszystko w porządku. Prosiłem, żeby dała znać jak będzie coś nie tak. Nie rozumiem. Nawet wy wiecie jaką Julia jest osobą. Przecież musiało się coś stać. – znowu wstałem i zacząłem pakować ciuchy.
- Ja też jadę. – odparł Ryan i wyszedł z pokoju, Chaz zrobił to samo.

Jesteśmy w Londynie. Podróż mnie wykończyła, ale od razu pojechałem do Julie. Zadzwoniłem do niej, ale po co i tak nie odbierze. Podszedłem poszukać jej okna. Od razu strzeliłem w dziesiątkę, dziewczyna przeszła się obok okna, a to znaczy, że to tu. Szkoda tylko że ma balkon, będzie trudniej wejść. Ale dam radę. Po chwili stałem przed oknem dziewczyny. Na szczęście przy „drzwiach” była klamka, więc swobodnie wszedłem do środka. Dziewczyna bynajmniej zareagowała tak jak by ducha zobaczyła. Była cała. Na szczęście.
- Justin? Co Ty tu robisz? – w jej głosie można było wyczuć zakłopotanie i to, że się bała, ale czego?  Stanęła przede mną i wyglądała słodko, naprawdę. Ubiór podkreślał jej kształty. Wyglądała tak niewinnie, a zarazem seksownie.
- Przyszedłem do Ciebie, bo Ty nie byłaś łaskaw odbierać moich telefonów. – dziewczyna się zmieszała i popatrzyła na podłogę. – Dlaczego? – spojrzała na mnie z bólem w oczach.
- Justin.. Krwawisz. – podeszła do mnie. Poczułem jej zapach, którego mi brakowało. Miałem chęć ją przytulić. A ona zamiast mi odpowiedzieć, to mi mówi, że krwawię. Że niby gdzie?
- Co? – zapytałem. Dziewczyna wzięła mnie za rękę i zaprowadziła do łazienki. Jej mała rączka idealnie pasowała do mojej. Usiadłem na skraju wanny. A ona wyciągnęła wodę utlenioną i wacik oraz maleńki plaster. Zaczęła mi opatrzeć ranę na skroni. Ale skąd ona się tam wzięła. A no tak przecież jak wchodziłem. Już wiem.
- Nie chcę tego plastra.
- Zamknij się. – powiedziała stanowczo. Przykleiła plaster i lekko pocałowała.
- A to co było? – zdziwiłem się.
- Zrobiłam to samo co Ty. – na jej słowa przypomniałem sobie ten dzień kiedy to ja jej opatrywałem ranę. Dziewczyna wyszła z łazienki. To teraz szczera rozmowa.
- To wreszcie mi powiesz czemu się nie odzywałaś? – oparłem się o szafkę.
- Po co tu do mnie przyszedłeś? – zapytała bawiąc się rąbkiem koszulki i siedząc po turecku na łóżku.
- Po co? Bo myślałem, że Ci się coś stało!
 -Cicho bądź. – przerwała mi.
- Jak mam być cicho?!
 -Jeżeli moja mama Cię usłyszy, nie wyjdziesz stąd żywy. – warknęła. Uspokoiłem się trochę. 

- Dlaczego się nie odzywałaś. Do cholery dlaczego? – usiadłem obok niej. – Julie?
- Bo mi powiedziano, że nie wrócisz. Że nie mam zawracać sobie Tobą głowy, bo nie wrócisz, wiele razy już tak robiłeś. Chociaż i tak mi nie pasowało, to uwierzyłam. Justin.. – po jej policzku spłynęła łza.
- Kto Ci takie coś powiedział? – zdenerwowałem się. Czułem jak napinają mi się mięśnie. Tak może i wiele razy tak zrobiłem. Ale nie w przypadku Julie, byłbym totalnym idiotą. I skąd ona to w ogóle wie?
- Nie ważne. I zastanawiam się dlaczego do mnie wróciłeś. – spojrzała na mnie. Nie ważne?! Ja i tak domyślałem się od kogo to wie. Malik i ta Stefa.
- Powiedziałem, że wrócę. Julie. – dotknąłem jej kolana. Ale dziewczyna odsunęła się ode mnie. Zabolało. Bo przecież mi ufała. A oni tak po prostu gadając jej tę głupotę, zepsuli jej ufność do mnie. – Co się stało?
 - Justin, bo ja po prostu znowu przeszłam przez to samo. Znowu straciłam osobę. Tak mi to wmówili, że uwierzyłam. – po jej policzku swobodnie spłynęły łzy. Zabiję! Naprawdę zabiję.
- Ale dlaczego im uwierzyłaś? Przecież… - nie wiedziałem co powiedzieć.
- Bo już taka jestem, nie zauważyłeś. Nie znam Cię, skąd miałam pewność, że tak nie będzie naprawdę. Po prostu. Nawet mi nie powiedziałeś czym się zajmujesz. – zrobiłem dziwna minę. – No nie rób takiej miny i tak już wiem. – nie spuszczała wzroku z jej palców.
- To znaczy co wiesz? – wstałem z łózka i podszedłem do okna.
- Justin, czy Ty kiedyś … - przerwała i przełknęła ślinę. – Zabiłeś człowieka? – wyszeptała bawiąc się rąbkiem koszulki. Poczułem jak by mnie ktoś kopnął w dupę. Zabiję Malika, jestem pewien, że to on.
- Julie, co Ci przyszło do głowy? – uklęknąłem przed nią i znowu złapałem ją za kolano, ale jej reakcja powtórzyła się. Byłem zły sam na siebie. Nie wyjdę stąd dopóki o wszystko się nie wypytam.
- Powiedzieli mi, że się zajmujesz tym samym.
- Kto Ci takie coś powiedział? – dziewczyna nerwowo przygryzła wargę. – Spójrz na mnie. Kotek, spójrz na mnie. –spojrzała, jej oczy były zaszklone i był widoczny w nich ból. Nie wiedziałem co zrobić, bolało mnie to.
- Jeżeli mi powiesz kto Ci to wszystko powiedział, to ja Ci powiem czym się zajmuje. Okay? – ciągle patrzyłem jej się w oczy. Są śliczne. Miałem zamiar opowiedzieć jej wszystko to co będzie chciała wiedzieć. Dziewczyna wstała, doszła do połowy pokoju, bacznie się jej przyglądałam, odwróciła się na jednej pięcie.
- Przytulisz mnie? – wyglądała jak malutka, bezbronna dziewczynka.
- Co? – zapytałem zachrypniętym głosem.
- Chciałam, żebyś mnie przytulił. – wyszeptała patrząc w podłogę. Nie zastanawiając się nawet, podszedłem do niej i mocno do siebie przyciągnąłem.
- Przepraszam. – wyszeptała mi do ucha. Popatrzyłem jej w oczy.
- Za co?
- Za to, że się nie odzywałam. Przepraszam.

- Nie masz za co. – przytuliłem ją, jak najmocniej potrafiłem. Poczułem dziwne ściśnięcie w żołądku. – To co Ty pierwsza gadasz, a ja później. – wzięła głęboki wdech. 



***
Nie wiem w sumie po co ciągle dodaję rozdziały. ;\ Jakoś chyba nikt nie czyta ;( 
No ale... 

środa, 19 czerwca 2013

Part.9

Chłopak podszedł do mnie i złapał mnie w tali oraz gwałtownie do siebie przybliżył.
- Greg! Nie rozpędzaj się. – usłyszałam głos. Odsunął się ode mnie i teraz mogłam zobaczyć kto to, ale tego to się akurat nie spodziewałam.
- Zayn?
- Zdziwiona? To jeszcze Twój chłopaczek Ci o mnie nie opowiadał? – zapytał robiąc idealne kółeczko z dymu.
- Zgaduję, że nie. O sobie też nie zdążył? – nie odzywałam się. Byłam zdezorientowana. - Wiesz może po co wyjechał? Prawda, że nie. Hah. Cały Bieber. Ale Kochanie, nie licz na niego, wyjechał i wątpię, że wróci. – na jego twarzy pojawił się przebiegły uśmieszek. Znowu chęć zmycia mu go z twarzy. Zacisnęłam rękę. Dlaczego powiedział, że nie wróci?
- Gówno wiesz! – krzyknęłam. 

- Naiwna suka. – zaśmiał mi się prosto w twarz. - Wiesz ile dziewczyn już oszukał? Nie. – denerwował mnie tym odpowiadaniem za mnie.
- Nie wież mu. - mała dziewczyna wyłoniła się zza Zayn’a. Szczerze, nie była ładna, bynajmniej nie dla mnie.
- Justin to kawał sukinsyna, nie będę Ci mówić, czym się zajmuje, to jego sprawa, powie Ci, lub nie, znając życie, nie powie. Ale wątpię, że wróci.
- Skąd taka pewność? Nie znasz go.
- Heh, znam. Wiesz byliśmy parą. Też nagle musiał wyjechać. I wrócił po 5 miesiącach i zachowywał się tak jak by mnie w ogóle nie znał. On już taki jest, więc nie zawracaj sobie nim głowy. Jesteś dla niego kolejną zabawką.
- Dlaczego mam Ci wierzyć? – miałam mętlik w głowie. Naprawdę, Justin mógł by to zrobić, przecież ta wiadomość, że jeżeli będzie coś nie tak to mam dać znać, będzie tęsknić. Naprawdę umiał aż tak bajerować?
- Popatrz. – pokazała mi zdjęcie jej i Justina w telefonie, tak byli parą. Zabolało mnie to. Naprawdę Justin? Nie mogłam uwierzyć. Ale nie znam go, więc. Spuściłam głowę na dół, ziemia w tym momencie wydawała się bardzo interesującą.
- Ale… - przerwałam, nie wiedziałam co powiedzieć.
- No właśnie. - wyrwał Zayn.
- Ja.. muszę.. iść. – nie mogłam uwierzyć. Był jedynym chłopakiem, przy którym czułam się dobrze i z którym w ogóle rozmawiałam. Zaufałam mu. Odwróciłam się i już chciałam iść, kiedy zawołał mnie Zayn.
- Julie! Zaczekaj podwiozę Cię. – co, czy ja dobrze usłyszałam? Obojętne mi to. Odwróciłam się. I popatrzyłam na niego zaszklonymi oczami. Nie wiem czemu, ale zabolało mnie to. Nie mówiąc nic podeszłam do samochodu i weszłam do środka. 
- Gdzie Cię zawieź? – zapytał wyciągając fajkę z kieszeni.
- Do sklepu. – odpowiedziałam załamującym się głosem, a chłopak spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem. – No na zakupy szłam.
- Aa okay. – nic więcej nie mówiąc podwiózł mnie do sklepu.
- Dzięki. – otworzyłam sobie drzwi.
- Poczekać na Ciebie?
- Nie, dzięki, przejdę się. – wyszłam z samochodu. W sklepie chodziłam jak naćpana, 5 razy wracałam się po jedną rzecz. Po 20 minutach byłam w domu.
- No jesteś wreszcie. Co tak długo? – odłożyłam zakupy na blacie i jak w transie poszłam przed siebie. – Hej Kochanie, co się stało? – zabrzęczało mi w uszach.
- Nic, mamo. – poszłam na górę. Zamknęłam za sobą drzwi i swobodnie z płaczem po nich zjechałam.  
Dlaczego płakałam? Ten chłopak, cóż, podobał mi się, więc jak wy byście się poczuli? Ja się czułam strasznie. Znowu dałam się oszukać. Ale przecież, czy mogłam im wierzyć? W sumie nie. Ale wierzę. Dziewczyna mówiła raczej na serio. Poczułam wibrację mojego telefonu, szybkim ruchem wyciągnęłam go z kieszeni spodni. Przejechałam po nim kciukiem, by go odblokować. Skręciło mnie w żołądku, dzwonił Justin, gwałtownie rzuciłam telefonem o ścianę. Odbił się tylko i nic więcej się z nim stało. Po co do mnie dzwoni? Eh nie chciałam dłużej o tym myśleć i poszłam wziąć prysznic. Wykończona daremnym dniem poszłam spać.

- Obierz do cholery ten jebany telefon! – krzyknął Mike. Ciągle dzwoni do mnie Justin. Naprawdę, to już chyba 15 połączenie od niego. Ciągłe wiadomości co się stało, że mam się odezwać. Nie wygląda mi to na to co mówiła mi ta dziewczyna z Malikiem, ale mój umysł mówił, żebym uwierzyła i nie odbierała tych telefonów.
- Nie obiorę. – wstałam i wyszłam trzaskając drzwiami. Chociaż jest ciemno mam to gdzieś, zwariuję w domu. Poszłam do parku i usiadłam na pierwszej lepszej ławce. Rozmyślałam nad moim posranym życiem. I ciągle po głowie mi chodził Justin. Wyciągałam telefon, bo chciałam do niego zadzwonić, a raz znowu go chowałam, bo decydowałam się, że jednak nie.
- Ile razy będziesz jeszcze chować i wyciągać ten telefon? – przysiadł się do mnie.. no właśnie kto? Podniosłam głowę, a przed moimi oczami ukazał się Zayn. Znowu on? Nie odpowiedziałam mu. W ogóle skąd on to wiedział. – Co nie dzwonił? – zapytał zadeptując papierosa.
- Wręcz przeciwnie. – westchnęłam.
- Masz ochotę się, gdzieś przejechać? – popatrzyłam na niego spod łba.
- Czemu nie. – Malik wstał. – Ale najpierw mi powiedz czemu dla mnie taki byłeś?
- Miałem powód. Zapomnij. – ruszył.
- Okay. – ruszyłam ramionami i poszłam za nim. No i znowu ten czarny Range Rover, który chyba zawsze będzie mi się kojarzył z Justinem. No cóż. Chłopak zawrócił mi w głowie, przecież to nic wielkiego. Jechaliśmy w ciszy, zajęło nam to 10 minut. A przez te 10 minut, poczułam 5 razy wibrującą komórkę. Nieźle. Wjechaliśmy na jakiś podjazd. Zobaczyłam chatę pod którą mnie zawiózł i normalnie szczęka mi opadła. W sumie od Justina był lepszy, ale ten też nie był niczego sobie. Weszłam za mulatem do środka, no i tego się też nie spodziewałam. Dlaczego ja w ogóle z nim pojechałam? Na stole leżały bronie i jakaś mapka. Boże, gdzie ja jestem? Przestraszyłam się.
- Julie? Co Ty tu robisz? – podeszła do mnie Rox. Tak Rox. Jej to się tutaj akurat nie spodziewałam, ale w sumie czemu nie, przecież jest z tym całym Harrym, a on też tam był. Nie wiedziałam co powiedzieć.
- Malik! Kurwa, pojebało Cię. Co ona tu robi? – wykrzyczał Harry, był zdenerwowany.
- Zamknij się kurwa. – Zayn wygodnie, bez żadnego stresu usiadł na kanapie.
- Ona zna Bieber’a, przecież jak mu powie…
- Nic mu nie powie. Nie Julie? – kiwnęłam tylko głową i spojrzałam na drewnianą podłogę. Harry się trochę uspokoił  i usiadł na kanapie. Chciałam stamtąd uciec,  jak najdalej, nie czułam się tam bezpiecznie.
- To znaczy, że Justin zajmuję się tym samym? – Boże przecież to było w moich myślach, czemu akurat to powiedziałam. Niall stanął obok mnie.
- A skąd wiesz, czym się zajmujemy?
- Nie wiem, stwierdzając po tym co widziałam…
- Tak właśnie. Tym się zajmuje. Myślisz po co wyjechał? – zapytał Louis. Znowu nie odpowiedziałam, ale żeby Justin. No ale… Moje myśli toczyły walkę. To jest niemożliwe. Nie chciałam w to uwierzyć.
- Ale tak w pełni mówiąc to czym się zajmujecie? – znowu zapytałam.
- Heh. Kochanie. Wszystkim wiesz. Teraz akurat ktoś nam nie oddał kasy, więc skończy źle. Przykro nam. – zaśmiał się. A na samą myśl o co mu chodzi, przeszły mnie ciarki.
- To chłopcy czas na show time! – wyszczerzył się Niall, biorąc kluczyki i ubierając na siebie skórzaną kurtkę. – Idziecie z nami? – zwrócił się do mnie i Rox. Nie wiem czemu, ale się zgodziłam. Czy się bałam, czy naprawdę tego chciałam? Do tej pory zadaję sobie to pytanie. Siedziałam w samochodzie obok Rox, moje ręce były mokre, wierciłam się w fotelu, dziewczyna obok nie była lepsza. Boże żałuję. Stanęliśmy obok jakiegoś bloku, tam właśnie w tym czasie była impreza. Malik, Harry, Louis i Niall wyszli z auta, a my zostałyśmy z Liam’em.
- Dlaczego Ty nie idziesz? – czasami muszę się ugryź w język. 

- Ktoś was musi pilnować. O Rox bym się nie bał, ale gorzej z Tobą ślicznotko. To nie ja się bujam z Bieberem. I nie wiem po co w ogóle zabraliśmy Cię. – spojrzał w lusterko, a Rox tylko powoli przełknęła ślinę. Boże nie karz mnie za to! Popatrzyłam w okno, akurat miałam najlepszy widok na chłopaków. Rozmawiali z jakimś kolesiem, przez szybę można było stwierdzić, że miło to z nim nie gadali. Po chwili usłyszałam strzał. 

sobota, 15 czerwca 2013

Part.8

Musiałem coś wymyślić, bo przecież dłużej tego nie wytrzymam. Chyba byłem zazdrosny. Haha Bieber, śmieszny jesteś!
- Dobra Julie chodź zawiozę Cię do domu. Okay? - dziewczyna skinęła tylko głową i wstała z kanapy. Patrzyłem czy da sobie radę, ale tak z nogą było lepiej i umiała sama chodzić.
- Pomóc Ci? – zapytałem na wszelki wypadek.
- Nie, dam sobie radę. – uśmiechnęła się do mnie. Wziąłem kluczyki, dziewczyna jeszcze pożegnała się z chłopakami i wyszliśmy. – Justin. – odwróciłem się w jej stronę, a ona miała wyciągniętą do mnie rękę.  – Po schodach raczej sama nie dam rady zejść. – ująłem jej rękę i pomogłem zejść. – Dziękuję. – uśmiechnąłem się tylko. Byłem zły o Malik’a i o Austin’a. Nie wiem dlaczego. Kurwa, ta dziewczyna chyba ze mną coś zrobiła. Popatrzyłem na ulicę, zwyczajny odruch, a moją uwagę przykuło srebrne Lamborghini. Znam je. A postacie w nim pomachały mi ręką i odjechali z piskiem opon. To Greg i Jacob. Sukinsyni. Moje mięśnie się napięły. Znowu chcą ze mną zadrzeć, no nie będzie im się to opłacało. Nigdy nie będą tu rządzić. Po moim trupie. Haha. To znaczy nigdy, bo ja ich prędzej zakopię 2 metry pod ziemią.
- Justin? – usłyszałem cichy, wysoki głos Julie, wyrwała mnie z zamyślenia. Nie odpowiadając jej wsiadłem do samochodu i odpaliłem. Przez całą drogę się nie odzywałem. Julie czasami się mnie o coś zapytała, ale zignorowałam to. Byłem myślami gdzie indziej. Myślałem dlaczego znowu, do jasnej cholery Ci idioci ze mną zadzierają. Podjechałem pod dom dziewczyny. Nic nie mówiąc, wyszła z samochodu. Nawet nie odwróciła się w moją stronę.     
- Julie! – dziewczyna gwałtownie się obróciła; oparłem się o samochód. – Chodź tu do mnie. – niepewnie zrobiła to co jej kazałem. Chwyciłem ją za rękę i przyciągnąłem bliżej. Przygryzła dolną wargę, a mi się to strasznie spodobało. – Wyjeżdżam.
- Jak to wyjeżdżasz? – zapytała odchodząc trochę od mnie, ale nadal trzymając moją rękę.
- Z Austinem, muszę.
- Aa okay. Ile Cię nie będzie? – zapytała patrząc w ziemie. Nie wiem, czy było jej przykro, czy nie. Nie umiałem odgadnąć. Ale cieszyłem się, że o nic nie pytała. Nie mogłem jej powiedzieć po co wyjeżdżam.
- Może tydzień, jeszcze nie wiem. – dziewczyna nadal wpatrywała się w podłogę. Czy to naprawdę jest takie interesujące? – Pożegnasz się ze mną? – spojrzała na mnie marszcząc przy tym brwi. Wyciągnąłem ręce tak, by mogła się do mnie przytulić. Zrozumiała o co mi chodzi, uśmiechnęła się i wtuliła w mój tors. – Będziesz tęsknić? – podniosła głowę.
- Jasne, że .. nie. – zachichotała, znowu się we mnie wtulając.  
- Ja też nie. – odsunęła się ode mnie, bijąc mnie w tors. – No co, Ty też nie będziesz tęsknić. – znowu zachichotała. Słodka jest. – Zmykaj. – jeszcze raz się do mnie przytuliła, a ja dałem jej całusa w policzek. Dziewczyna się zarumieniała, ale mi to nie przeszkadzało, cieszy mnie to, że wywołuję u niej taką reakcję. Pomachała mi ręką i weszła do domu.

Julia’sPOV

Weszłam do domu. Byłam jak zahipnotyzowana. Wtulając się w niego, mogła zobaczyć, jaki on jest PRZYSTOJNY! Jego oczy miały karmelowy ocień, pod którym moje nogi stały się jak z waty, jego usta przypominały mi kształt serducha, a jego pieprzyki były przesłodkie. Nawet nie zauważyłam, że Michael stoi przede mną i macha mi przed oczami rękami.
- Co jest? – ocknęłam się.
- Masz szczęście, że odciągnąłem mamę od okna, bo by Cię widział z tym tam co się obściskiwałaś. – uderzyłam go w ramie. – No dzięki, właśnie takich podziękowań oczekiwałem. – wycofał się i poszedł do kuchni. Idiota.
- Ja się z nim nie obściskiwałam tylko … żegnałam. – ściszyłam ton. Babcia spiorunowała mnie wzrokiem. No nie.
- Z kim się obściskiwałaś? – zapytała.
- Hej! Żegnałam babciu, żegnałam się z kolegą, bo wyjeżdża. – Boże ja mam zawsze takiego pecha. – Wiesz jak Michael. Dla niego zawsze ktoś się obściskuje. – babcia spojrzała na mnie zrozumiałym wzrokiem.
- Idę się położyć, wy tez idźcie. – zniknęła w cieniu korytarza.
- Nie umiałeś mnie ostrzec?
- Nie zdążyłem. A co Ty masz z nogą? – pokazał palcem na moją nogę, chociaż już nie bolała, to dalej kulałam.
- Przewróciłam się.
- Nic nowego. – wystawił mi język i wyszedł z kuchni.
- Poczekaj na mnie! – próbowałam go dogonić.
Weszłam do swojego pokoju i od razu udałam się w stronę łazienki. Za nim weszłam do kabiny spojrzałam jeszcze na telefon, miałam 10 nieodebranych połączeń od Rox. Eh nie miałam ochoty zawracać sobie nią głowy, więc położyłam telefon i poszłam wziąć prysznic. Po 10 minutach wyszłam. Rzuciłam się na łóżko. Zobaczyłam, która godzina. O mam wiadomość. Kiedy zobaczyłam od kogo na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
Od: Justin x
Jeżeli będzie coś nie tak, to daj znać! Będę „tęsknić” ciamajdo. ;) 

Do: Justin x
Okay. I nie jestem ciamajdą. Dobranoc!

Nagle usłyszałam, że ktoś rzuca kamykami w moje okno. Przestraszyłam się trochę, ale wstałam i podeszłam zobaczyć. Zdziwiłam się, bo nikogo tam nie było. Wyszłam na balkon, lecz nie chętnie, by dokładniej zobaczyć. Ale nic ciekawego nie zobaczyłam. Wróciłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Po chwili znowu ten sam dźwięk, gwałtownie wstałam i szybkim krokiem podeszłam do okna, nawet nie obchodziło mnie to, że moja noga dawała się we znaki. Nie zdążyłam, znowu nikogo nie było. Co do cholery!? Teraz miałam dość, położyłam się do łóżka. Incydent parę razy się powtórzył, ale później ktoś dał sobie spokój, a ja lekko się uspokoiłam i zasnęłam.

Obudziłam się i jak zawsze rozciągnęłam i spojrzałam na telefon, by dowiedzieć się która godzina. Była 11, nigdy tak długo nie spałam, ale też nigdy tak późno nie wracałam do domu. I jeszcze to rzucanie w okno. Od rana nie dawało mi to spokoju. Kto to mógł być. Zaczynam się bać. Ciekawe, czy dzisiaj zasnę. Hah. Wątpię. Poszłam wykonać poranną toaletę. Ubrałam się i zeszłam na dół, moja noga już w ogóle nie bolała, więc jest git, nie będę musiała się tłumaczyć mamie.
- Hej córuś. – przywitała mnie mama, dając całusa w policzek.
- Hej wszystkim. – usiadłam do stołu.
- I jak tam wczoraj było? – zapytał się tata, patrząc na mnie z pełnym uśmiechem na twarzy. Przypominając sobie o Maliku i to w jaki sposób mnie potraktował, miałam ochotę zwymiotować tą kanapką, którą przed chwilą ugryzłam.
- Cudownie. – wymusiłam uśmiech. Jadłam dalej, a moi rodzice i dziadkowie dyskutowali na temat, który w ogóle mnie nie obchodzi, ale bacznie ich słuchałam.
- Miałam wrażenie, że dzisiaj ktoś chodził nam po podwórku. – gdy usłyszałam te słowa, mój żołądek się skurczył. – Patrick, Ty coś słyszałeś? – tata tylko kiwnął głową na nie. – A ja tak, zajrzałam przez okno, ale nikogo tam nie było. Dziwne. – o mój Boże, a ja myślałam, że tylko ja jestem taka głupia i mam jakieś zwidy.

Cały dzień minął mi siedzeniem przed tv i żarciem czego popadnie. Justina nie ma, z Rox nie gadam. I co tu robić.
- Julia, pójdziesz mi do sklepu? – No nie, znowu?
- Boże znowu ja? Dlaczego Michael nie idzie? Albo chociaż by tata mógł jechać, po coś ma to prawko.
- Michael jak ma mi to przynieś? Jedną ręką? A tata robi jakiś tam projekt do pracy. Jejku idź i kup sobie co chcesz. – Boże, ale pocieszenie mogę sobie kupić co chcę. Juuupi. Nie mówiąc nic innego, bo i tak nie wygram. Wstałam, wzięłam od mamy listę i wyszłam znowu trzaskając drzwiami. W sumie może dobrze mi to zrobi. Wybrałam tą dłuższą drogę. Niech czeka. Szłam sobie jedną z tych nie lubianych przeze mnie uliczek, zawsze stoją tam jakieś typy, ale jeszcze nic mi nie zrobili, więc nie bałam się aż tak. Ale chociaż, może tam nikogo nie będzie, ale nie jednak ktoś tam był. I szczerze, widzę ich tam pierwszy raz. Zdenerwowałam się trochę, ale zignorowałam ich i poszłam dalej.
- Przepraszam. – odwróciłam się. Przede mną stał wysoki „mężczyzna”, umięśniony, a na twarzy miał  przebiegły uśmieszek. – Może Panią oprowadzić? – zapytał. Zmieszałam się.
- Em.. Raczej nie. Dobrze znam okolicę. – obróciłam się, ale tego się akurat nie spodziewałam. Moim oczom ukazała się „mur” stworzony z grupki umięśnionych mężczyzn , każdy z nich śmiał mi się w twarz. Przecież nie dam im rady.  I w co ja się wplątałam?!



***
Proszę bardzo następny, 
Bodoba się? :)