niedziela, 19 maja 2013

Part1.

Chłopaki w tym opowiadaniu nie są sławni.
_____________________________________________________________

- Julia pójdziesz mi do sklepu? Nie ma mleka, cukru, mąki ….

Chciałabym wyjechać, oderwać się od wszystkich. Uciec od tej szarej rzeczywistości.

- Hej Julia. Mówię do Ciebie. – z rozmyślań wyrwała mnie mama. Nienawidziłam, gdy to robiła. Zawsze, gdy o czymś marzyłam, lub myślałam, ona musiała mi przerwać.
- Ale co? Ta słucham Cię. – odpowiedziałam zmieszana.
- Tak właśnie widzę. Pójdziesz mi do sklepu?
- Tak, napisz na kartce co chcesz. – wstałam z kanapy i poszłam na górę, trochę się ogarnąć, cały dzień dzisiaj nigdzie nie wychodziłam i jednym słowem wyglądam jak kupa. Jak zawsze w sumie. „Podbite” oczy, rozczochrane włosy i pidżama w Kubusia Puchatka. Tak to cała ja. Weszłam do sypialni, ubrałam dżinsy i sweter, włosy spięłam w luźny kok. Zakorektorowałam sińce pod oczami i pomalowałam rzęsy tuszem.
Jakoś wyglądam. Popatrzyłam w lustro z lekkim obrzydzeniem. Czemu ja siebie tak nie lubię? A no może, dlatego, że przez 10 lat jestem pośmiewiskiem. Nieśmiała, niezdarna, dziewczyna. Nigdy mi nic nie wychodziło, nadal mi nie wychodzi, nawet nie umiem rozmawiać z chłopakami. Jeżeli już jakiś do mnie podszedł, nie umiałam się wysłowić i co najlepsze zawsze palnęłam jakieś głupoty. Od tego czasu unikam jakichkolwiek kontaktów z płcią przeciwną. Schodziłam na dół po schodach i jak to ja, potknęłam się o dywan.
- Hahah. Boże ciamajda! – powiedział ze śmiechem mój brat Michael, a jego koledzy śmiali się razem z nim. 
- Zamknij się gnojku! – syknęłam.
- Julia, nie mów tak do brata. – podeszła do mnie mama, wręczając mi kartkę i pieniądze.
- Ale.. Nie ważne. – przymrużyłam oczy patrząc na Michael’a.
- Idź już. – mama pogoniła mnie wskazując palcem na drzwi. Nic nie mówiąc wyszłam z tego okropnego budynku, czasami można by było powiedzieć, że z domu wariatów. Chociaż nie powinnam narzekać na moją rodzinę. Mimo wszystkiego, a mianowicie tego, że rodzice w stosunku do mnie byli bardzo opiekuńczy, a do mojego brata nie, to i tak bardzo ich kochałam i mogłam na nich liczyć. Szłam uliczkami Londynu. I jak zawsze zachwycałam się ich wyglądem. To starem miasto, ale ma coś w sobie i mi to coś się bardzo podoba. Doszłam do najbliższego sklepu. Weszłam do środka i zaczęłam szukać produktów, które mama wypisała mi na kartce.
Gdy wszystko znalazłam, udałam się do kasy. Zauważyłam, że baba, która stoi za kasą ciągle mi się przyglądała.
- Czy mam coś na twarzy, że Pani mi się tak przygląda? – zapytałam. Mimo że byłam nieśmiałą osobą, nie lubiłam takich ludzi, obojętnie, że to starsza Pani. Kobieta odpowiedziała mi na to pytanie ceną, którą musiałam zapłacić. Wychodząc zaśmiałam się do siebie, ale mój uśmiech szybko znikł z twarzy, ponieważ zauważyłam lejącą się wodę z nieba. Cholera! Teraz musisz padać? Tupnęłam nogą. No cóż nie będę tutaj stała, dopóki naprawdę się  rozpada. Szybkim krokiem wracałam do domu. Nagle torby z zakupami wylądowały na ziemi. A ja poczułam lekki ból w lewej ręce.
- Uważaj jak chodzisz! – usłyszałam zdenerwowanie w głosie … No właśnie, kogo? Podniosłam głowę. Moje oczy zetknęły się z jego brązowo-miodowymi oczami, które przeszyły mnie na wylot. A po jego czole spływały pojedyncze krople deszczu.
- To może Ty byś uważał. Huh? – zdziwiłam się, że powiedziałam mu takie coś. Zazwyczaj odpowiedziałbym zwykłe „przepraszam” i zaczęła zbierać rozrzucone zakupy. Ale nie teraz, chyba za bardzo byłam zdenerwowana. Tak to zdecydowanie to. Chłopak mi nie odpowiedział, więc schyliłam się i zaczęłam zbierać produkty. Zauważyłam, pomagającą mi parę rąk, a za chwilę drugą. Spojrzałam na nich, a przed moimi oczami ukazał się moment ukończenia szkoły. Tak byłam pewna to Ryan i Chaz, on to nawet w ogóle się nie zmienił. Byliśmy przyjaciółmi, nawet mieliśmy specjalne bransoletki, którą do dzisiaj noszę, ale po ukończeniu szkoły, nasze drogi się rozeszły. Chociaż obiecywali, że utrzymamy kontakt. Tak się jednak nie stało. 

- Co wy robicie? – zapytał brunet, który „nie umie chodzić”.
- Trzeba jej pomóc. Ty byś tego nie zrobił! – odpysknął mu Ryan.
- A ja tu moknę! – Ryan zignorował to. Podszedł do mnie i podał mi siatkę z pomarańczami, wymamrotałam jakieś podziękowania. Dziwnie patrzył na moją rękę. Ale wiedziałam, o co mu chodzi, patrzył się na moją bransoletkę. Oby jej nie poznał. Błagałam w myślach.
- Julie? – zapytał szeptem. Popatrzyłam w oczy chłopaka, a mój żołądek obrócił fikołka z nerwów.
- Nie. Przepraszam, muszę już iść. – gwałtownie się obróciłam i szybkim krokiem udałam się przed siebie.

Ryan’sPOV

Pomogłem dziewczynie. Dziwnym trafem przypominała mi Julie, moją Julie, najukochańszą dziewczynę pod słońcem, która ślicznie się rumieniła, kiedy mówiono jej komplement. Może nie była lubiana w szkole i wszyscy jej dokuczali, ale była moją przyjaciółką. Od ukończenia szkoły, nasze drogi się rozeszły. A obiecaliśmy z Chaz’em, że będziemy utrzymywać kontakty. Próbowaliśmy tylko, że później każde z nas zmieniło numer. Więcej do Julii nie umieliśmy się dodzwonić. Przeprowadziłam się i koniec! Nie wiedzieliśmy gdzie mamy jej szukać. 

- Co wy robicie? – zapytał Justin.
-  Trzeba jej pomóc. Ty byś tego nie zrobił! – odpysknąłem mu. Jak to on, duma by mu przecież nie pozwoliła.
- A ja tu moknę! – zignorowałem to, jak by nie zauważył, że ja też byłem cały mokry. Podszedłem do dziewczyny i podałem jej siatkę z pomarańczami. Wymamrotała mi krótkie dziękuję. A jej słodki głosik przypomniał mi głos Julii i to jak ślicznie śpiewała. Zorientowałem się, że strasznie mi jej brakuje, tęsknie za nią. Wyciągnęłam dłonie, by chwycić torby, zauważyłem bransoletkę przyjaźni, którą cała nasza trójka miała, czyli ja, Julia i Chaz. Jeżeli to Julia, to ona nadal ją nosi? A ja schowałem ją do pudełka, którego nigdy nie otwieram. Dłużej nie mogłem się domyślać, czy to na pewno ona. To mogła być okazja, żeby znowu się z nią skontaktować.
- Julie? – w końcu zapytałem szeptem. Popatrzyła na mnie z zauważalnym smutkiem w oczach.
- Nie. Przepraszam, muszę już iść. – odpowiedziała, gwałtownie się obróciła i szybkim krokiem udała się przed siebie. Dziwnie się poczułem. Miała takie same oczy – zielone z domieszką niebieskiego. Podszedł do mnie Chaz.
- Ryan, co Ci? Zakochałeś się?
- Haha! Dobre! – zaśmiał się Justin.
- Zamknij się! – warknąłem. Justin zrezygnował ze kłócenia się ze mną, obrócił się i szedł przed siebie.
- To byłam Julie. – popatrzyłem na Chaz’a.
- Co? Kto? Głupi jesteś, nawet podobna nie jest.
- A kiedy ostatni raz ją widziałeś? – Chaz podrapał się po głowie. – Pozwól, że sam odpowiem. Jakieś 4 lata temu?
- No tak. Ale skąd pewność, że to ona.
- Pamiętasz bransoletkę, którą mieliśmy? – popatrzyłem na niego.
- No pamiętam, mam ją do teraz przy naszym zdjęciu, przecież codziennie ją oglądasz. – spojrzał na mnie spod łba.
- No właśnie, a ona miała taką samą! – pokazałem ręką w stronę, którą odeszła niby Julia.
- Boże, może też sobie taką kupiła. Wielkie mi co. – Chaz odwrócił się na pięcie. – Chodź. Patrz gdzie ten już jest.
- To była ona. Wiem swoje. – zacisnąłem rękę.  Posłuchałem chłopaka i szybkim krokiem staraliśmy się dogonić Justin’a.

Julia’sPov.

Weszłam do domu cała mokra.
- No jesteś. Już tata miał jechać, oglądnąć gdzie się podziałaś. Jesteś cała mokra. – Woooooooow! – Daj te torby. Co tak długo? – męczyła mnie tymi pytaniami, ale w końcu to moja mama. One bez tego, dnia by nie przeżyły.
- Jakiś bezczelny typek mnie popchnął, rozsypały mi się zakupy i zbierałam je. Dlatego tak długo. – na samą myśl, że spotkałam chłopaków robiło mi się smutno. Ale nie wiedziałam, że na zewnątrz też to widać.
- Hej Kochanie, co Ty taka smutna? – zapytała mama podchodząc do mnie, chwytając mnie za buzię i sprawdzając, czy przypadkiem nie mam gorączki.
- Nie wiem. Chyba będę chora, zimno mi. Idę się przebrać. – mama pocałowała mnie w policzek i kiwnęła głową. Poszłam po schodach do mojego pokoju. Nie wiem, dlaczego, ale miałam ochotę usiąść i rozryczeć się jak dziecko. Wyciągnęłam pidżamę tym razem w Myszkę Miki i poszłam wziąć szybki prysznic. Moje ciało otulały gorące krople.  Przez chwilę mogłam zapomnieć o otaczającym mnie nudnym świecie. Wtarłam w siebie arbuzowy żel, a w włosy jabłkowy szampon. Po chwili byłam już ubrana. Położyłam się do łóżka i otuliłam ciepłą kołdrą. Co ja zrobiłam? Tęsknie za chłopakami. Dlaczego powiedziałam, że to nie ja? Zawsze muszę zrobić coś na odwrót.  Po moim policzku spłynęły swobodnie łzy. Przytuliłam do siebie dwa misie, które dostałam od chłopaków. Nawet na nodze miały wyszyte ich imiona. Zorientowałam się, że mogę ich już nie spotkać. Łzy same cisnęły mi się do oczu. Jestem beznadziejna!

Ryan’sPOV

Ciągle po głowie chodziła mi ta dziewczyna, ona była strasznie podobna do Julii.
- Ej Ryan! – Justin rzucił we mnie poduszką.
- Co do cholery!? 

- Jedź do tej Smith.
Nie odpowiadając wstałem z kanapy, wziąłem kluczyki od samochodu i zatrzasnąłem za sobą drzwi. Jeżeli to była Julia. Przecież mogę jej już nigdy nie spotkać. To była okazja. Te myśli chodziły mi po głowie. Nawet się nie zorientowałem, kiedy byłem na miejscu. To chyba tu. Taki bynajmniej mi Justin podał adres. Zadzwoniłem do drzwi. Otworzyła mi drobna kobieta.
- Przepraszam, Pani Smith?
- Nie. Pani Smith mieszka obok. Ale ona wyjechała. – odpowiedziała wysokim głosem, skądś go znałem. Strasznie przypomina mamę Julii – Panią Eleanor Hamilton. Musiałem zapytać, znowu miałem okazję spotkać Julie.
- Pani Hamilton? – kobieta popatrzyła na mnie ze zdziwieniem. Nie poznała mnie.
- Tak. – odpowiedziała niechętnie.
- Nie poznaje mnie Pani? – kiwnęła głową na nie. – Ryan. Ryan Butler.
- O mój Boże Ryan! Jak Ty się zmieniłeś. – przytuliła mnie. – Wejdź, Julia na pewno się ucieszy. To ja ją zawołam. – Nie. Chciałbym jej zrobić niespodziankę. Może mi Pani powiedzieć gdzie jej pokój?
- A no okay. Ostatni, na końcu po lewej. – uśmiechnęła się do mnie, a ja zrobiłem to samo.
Szybko wszedłem po schodach. Lekko otworzyłem drzwi, nawet nie usłyszała. Moim oczom ukazała się drobna dziewczyna, przytulona do misia. Tak to była ta sama dziewczyna. Nie myliłem się.
- Julie, dlaczego mnie okłamałaś? 
_____________________________________________________________________________________

Hej! 
Mam prośbę CZYTASZ=  KOMENTARZ
Zrobiłam tak, że każdy może dodać komentarz.
Lub chociać zostaw opinię. ;) 
To dla mnie ważne. ;) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz