_____________________________________________________________
- Julia pójdziesz mi do sklepu? Nie
ma mleka, cukru, mąki ….
Chciałabym wyjechać, oderwać się od wszystkich. Uciec od tej szarej
rzeczywistości.
- Hej Julia. Mówię do Ciebie. – z rozmyślań
wyrwała mnie mama. Nienawidziłam, gdy to robiła. Zawsze, gdy o czymś marzyłam,
lub myślałam, ona musiała mi przerwać.
- Ale co? Ta słucham Cię. –
odpowiedziałam zmieszana.
- Tak właśnie widzę. Pójdziesz mi do
sklepu?
- Tak, napisz na kartce co chcesz. –
wstałam z kanapy i poszłam na górę, trochę się ogarnąć, cały dzień dzisiaj
nigdzie nie wychodziłam i jednym słowem wyglądam jak kupa. Jak zawsze w sumie.
„Podbite” oczy, rozczochrane włosy i pidżama w Kubusia Puchatka. Tak to cała
ja. Weszłam do sypialni, ubrałam dżinsy i sweter, włosy spięłam w luźny kok.
Zakorektorowałam sińce pod oczami i pomalowałam rzęsy tuszem.
Jakoś wyglądam. Popatrzyłam w lustro z lekkim obrzydzeniem. Czemu ja siebie tak nie
lubię? A no może, dlatego, że przez 10 lat jestem pośmiewiskiem. Nieśmiała,
niezdarna, dziewczyna. Nigdy mi nic nie wychodziło, nadal mi nie wychodzi,
nawet nie umiem rozmawiać z chłopakami. Jeżeli już jakiś do mnie podszedł, nie
umiałam się wysłowić i co najlepsze zawsze palnęłam jakieś głupoty. Od tego
czasu unikam jakichkolwiek kontaktów z płcią przeciwną. Schodziłam na dół po
schodach i jak to ja, potknęłam się o dywan.
- Hahah. Boże ciamajda! – powiedział
ze śmiechem mój brat Michael, a jego koledzy śmiali się razem z nim.
- Zamknij się gnojku! – syknęłam.
- Julia, nie mów tak do brata. –
podeszła do mnie mama, wręczając mi kartkę i pieniądze.
- Ale.. Nie ważne. – przymrużyłam
oczy patrząc na Michael’a.
- Idź już. – mama pogoniła mnie
wskazując palcem na drzwi. Nic nie mówiąc wyszłam z tego okropnego budynku,
czasami można by było powiedzieć, że z domu wariatów. Chociaż nie powinnam
narzekać na moją rodzinę. Mimo wszystkiego, a mianowicie tego, że rodzice w
stosunku do mnie byli bardzo opiekuńczy, a do mojego brata nie, to i tak bardzo
ich kochałam i mogłam na nich liczyć. Szłam uliczkami Londynu. I jak zawsze
zachwycałam się ich wyglądem. To starem miasto, ale ma coś w sobie i mi to coś
się bardzo podoba. Doszłam do najbliższego sklepu. Weszłam do środka i zaczęłam
szukać produktów, które mama wypisała mi na kartce.
Gdy wszystko znalazłam, udałam się do
kasy. Zauważyłam, że baba, która stoi za kasą ciągle mi się przyglądała.
- Czy mam coś na twarzy, że Pani mi
się tak przygląda? – zapytałam. Mimo że byłam nieśmiałą osobą, nie lubiłam
takich ludzi, obojętnie, że to starsza Pani. Kobieta odpowiedziała mi na to
pytanie ceną, którą musiałam zapłacić. Wychodząc zaśmiałam się do siebie, ale
mój uśmiech szybko znikł z twarzy, ponieważ zauważyłam lejącą się wodę z nieba.
Cholera! Teraz musisz padać? Tupnęłam
nogą. No cóż nie będę tutaj stała, dopóki
naprawdę się rozpada. Szybkim
krokiem wracałam do domu. Nagle torby z zakupami wylądowały na ziemi. A ja
poczułam lekki ból w lewej ręce.
- Uważaj jak chodzisz! – usłyszałam
zdenerwowanie w głosie … No właśnie, kogo? Podniosłam głowę. Moje oczy zetknęły
się z jego brązowo-miodowymi oczami, które przeszyły mnie na wylot. A po jego
czole spływały pojedyncze krople deszczu.
- To może Ty byś uważał. Huh? –
zdziwiłam się, że powiedziałam mu takie coś. Zazwyczaj odpowiedziałbym zwykłe
„przepraszam” i zaczęła zbierać rozrzucone zakupy. Ale nie teraz, chyba za
bardzo byłam zdenerwowana. Tak to zdecydowanie to. Chłopak mi nie odpowiedział,
więc schyliłam się i zaczęłam zbierać produkty. Zauważyłam, pomagającą mi parę
rąk, a za chwilę drugą. Spojrzałam na nich, a przed moimi oczami ukazał się
moment ukończenia szkoły. Tak byłam pewna to Ryan i Chaz, on to nawet w ogóle
się nie zmienił. Byliśmy przyjaciółmi, nawet mieliśmy specjalne bransoletki,
którą do dzisiaj noszę, ale po ukończeniu szkoły, nasze drogi się rozeszły.
Chociaż obiecywali, że utrzymamy kontakt. Tak się jednak nie stało.
- Co wy robicie? – zapytał brunet,
który „nie umie chodzić”.
- Trzeba jej pomóc. Ty byś tego nie
zrobił! – odpysknął mu Ryan.
- A ja tu moknę! – Ryan zignorował
to. Podszedł do mnie i podał mi siatkę z pomarańczami, wymamrotałam jakieś
podziękowania. Dziwnie patrzył na moją rękę. Ale wiedziałam, o co mu chodzi,
patrzył się na moją bransoletkę. Oby jej
nie poznał. Błagałam w myślach.
- Julie? – zapytał szeptem.
Popatrzyłam w oczy chłopaka, a mój żołądek obrócił fikołka z nerwów.
- Nie. Przepraszam, muszę już iść. –
gwałtownie się obróciłam i szybkim krokiem udałam się przed siebie.
Ryan’sPOV
Pomogłem dziewczynie. Dziwnym trafem
przypominała mi Julie, moją Julie, najukochańszą dziewczynę pod słońcem, która
ślicznie się rumieniła, kiedy mówiono jej komplement. Może nie była lubiana w
szkole i wszyscy jej dokuczali, ale była moją
przyjaciółką. Od ukończenia szkoły, nasze drogi się rozeszły. A obiecaliśmy z
Chaz’em, że będziemy utrzymywać kontakty. Próbowaliśmy tylko, że później każde
z nas zmieniło numer. Więcej do Julii nie umieliśmy się dodzwonić.
Przeprowadziłam się i koniec! Nie wiedzieliśmy gdzie mamy jej szukać.
- Co wy robicie? – zapytał Justin.
-
Trzeba jej pomóc. Ty byś tego nie zrobił! – odpysknąłem mu. Jak to on,
duma by mu przecież nie pozwoliła.
- A ja tu moknę! – zignorowałem to,
jak by nie zauważył, że ja też byłem cały mokry. Podszedłem do dziewczyny i
podałem jej siatkę z pomarańczami. Wymamrotała mi krótkie dziękuję. A jej
słodki głosik przypomniał mi głos Julii i to jak ślicznie śpiewała.
Zorientowałem się, że strasznie mi jej brakuje, tęsknie za nią. Wyciągnęłam
dłonie, by chwycić torby, zauważyłem bransoletkę przyjaźni, którą cała nasza
trójka miała, czyli ja, Julia i Chaz. Jeżeli to Julia, to ona nadal ją nosi? A
ja schowałem ją do pudełka, którego nigdy nie otwieram. Dłużej nie mogłem się
domyślać, czy to na pewno ona. To mogła być okazja, żeby znowu się z nią
skontaktować.
- Julie? – w końcu zapytałem szeptem.
Popatrzyła na mnie z zauważalnym smutkiem w oczach.
- Nie. Przepraszam, muszę już iść. –
odpowiedziała, gwałtownie się obróciła i szybkim krokiem udała się przed
siebie. Dziwnie się poczułem. Miała takie same oczy – zielone z domieszką
niebieskiego. Podszedł do mnie Chaz.
- Ryan, co Ci? Zakochałeś się?
- Haha! Dobre! – zaśmiał się Justin.
- Zamknij się! – warknąłem. Justin
zrezygnował ze kłócenia się ze mną, obrócił się i szedł przed siebie.
- To byłam Julie. – popatrzyłem na
Chaz’a.
- Co? Kto? Głupi jesteś, nawet
podobna nie jest.
- A kiedy ostatni raz ją widziałeś? –
Chaz podrapał się po głowie. – Pozwól, że sam odpowiem. Jakieś 4 lata temu?
- No tak. Ale skąd pewność, że to
ona.
- Pamiętasz bransoletkę, którą
mieliśmy? – popatrzyłem na niego.
- No pamiętam, mam ją do teraz przy
naszym zdjęciu, przecież codziennie ją oglądasz. – spojrzał na mnie spod łba.
- No właśnie, a ona miała taką samą!
– pokazałem ręką w stronę, którą odeszła niby Julia.
- Boże, może też sobie taką kupiła.
Wielkie mi co. – Chaz odwrócił się na pięcie. – Chodź. Patrz gdzie ten już
jest.
- To była ona. Wiem swoje. –
zacisnąłem rękę. Posłuchałem chłopaka i
szybkim krokiem staraliśmy się dogonić Justin’a.
Julia’sPov.
Weszłam do domu cała mokra.
- No jesteś. Już tata miał jechać,
oglądnąć gdzie się podziałaś. Jesteś cała mokra. – Woooooooow! – Daj te torby. Co tak długo? – męczyła mnie tymi
pytaniami, ale w końcu to moja mama. One bez tego, dnia by nie przeżyły.
- Jakiś bezczelny typek mnie
popchnął, rozsypały mi się zakupy i zbierałam je. Dlatego tak długo. – na samą
myśl, że spotkałam chłopaków robiło mi się smutno. Ale nie wiedziałam, że na
zewnątrz też to widać.
- Hej Kochanie, co Ty taka smutna? –
zapytała mama podchodząc do mnie, chwytając mnie za buzię i sprawdzając, czy
przypadkiem nie mam gorączki.
- Nie wiem. Chyba będę chora, zimno
mi. Idę się przebrać. – mama pocałowała mnie w policzek i kiwnęła głową.
Poszłam po schodach do mojego pokoju. Nie wiem, dlaczego, ale miałam ochotę
usiąść i rozryczeć się jak dziecko. Wyciągnęłam pidżamę tym razem w Myszkę Miki
i poszłam wziąć szybki prysznic. Moje ciało otulały gorące krople. Przez chwilę mogłam zapomnieć o otaczającym
mnie nudnym świecie. Wtarłam w siebie arbuzowy żel, a w włosy jabłkowy szampon.
Po chwili byłam już ubrana. Położyłam się do łóżka i otuliłam ciepłą kołdrą. Co ja zrobiłam? Tęsknie za chłopakami.
Dlaczego powiedziałam, że to nie ja? Zawsze muszę zrobić coś na odwrót. Po moim policzku spłynęły swobodnie łzy.
Przytuliłam do siebie dwa misie, które dostałam od chłopaków. Nawet na nodze
miały wyszyte ich imiona. Zorientowałam się, że mogę ich już nie spotkać. Łzy
same cisnęły mi się do oczu. Jestem
beznadziejna!
Ryan’sPOV
Ciągle po głowie chodziła mi ta
dziewczyna, ona była strasznie podobna do Julii.
- Ej Ryan! – Justin rzucił we mnie
poduszką.
- Co do cholery!?
- Jedź do tej Smith.
Nie odpowiadając wstałem z kanapy,
wziąłem kluczyki od samochodu i zatrzasnąłem za sobą drzwi. Jeżeli to była Julia. Przecież mogę jej już
nigdy nie spotkać. To była okazja. Te myśli chodziły mi po głowie. Nawet
się nie zorientowałem, kiedy byłem na miejscu. To chyba tu. Taki bynajmniej mi Justin podał adres. Zadzwoniłem do
drzwi. Otworzyła mi drobna kobieta.
- Przepraszam, Pani Smith?
- Nie. Pani Smith mieszka obok. Ale
ona wyjechała. – odpowiedziała wysokim głosem, skądś go znałem. Strasznie
przypomina mamę Julii – Panią Eleanor Hamilton. Musiałem zapytać, znowu miałem
okazję spotkać Julie.
- Pani Hamilton? – kobieta popatrzyła
na mnie ze zdziwieniem. Nie poznała mnie.
- Tak. – odpowiedziała niechętnie.
- Nie poznaje mnie Pani? – kiwnęła
głową na nie. – Ryan. Ryan Butler.
- O mój Boże Ryan! Jak Ty się
zmieniłeś. – przytuliła mnie. – Wejdź, Julia na pewno się ucieszy. To ja ją
zawołam. – Nie. Chciałbym jej zrobić niespodziankę. Może mi Pani powiedzieć
gdzie jej pokój?
- A no okay. Ostatni, na końcu po
lewej. – uśmiechnęła się do mnie, a ja zrobiłem to samo.
Szybko wszedłem po schodach. Lekko
otworzyłem drzwi, nawet nie usłyszała. Moim oczom ukazała się drobna
dziewczyna, przytulona do misia. Tak to była ta sama dziewczyna. Nie myliłem
się.
- Julie, dlaczego mnie okłamałaś?
_____________________________________________________________________________________
Hej!
Mam prośbę CZYTASZ= KOMENTARZ
Zrobiłam tak, że każdy może dodać komentarz.
Lub chociać zostaw opinię. ;)
To dla mnie ważne. ;)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz