sobota, 25 maja 2013

Part.2


Gwałtownie się obróciła. Była smutna, a z jej oczu płynęły łzy.
- Co Ty tu robisz? – zapytała zachrypniętym głosem, wycierając mokre policzki.
- Ej, dlaczego płaczesz? Julie. – podszedłem do niej i usiadłem na krawędzi łóżka.
- Nie płacze. – odpowiedziała przygryzając usta. – Pytałam się co tutaj robisz.
- A ja się pytałem, czemu mnie dzisiaj okłamałaś? – popatrzyłem na nią unosząc jedną brew. Zaczęła się wiercić. Nawet to się w niej nie zmieniło. Zazwyczaj jak się denerwowała zaczynała się wiercić, lub chodzić w miejscu. Nie odpowiedziała mi tylko wstała i podeszła do okna, po których spływały krople deszczu, a jej oczy stawały się szkliste. Rozglądnąłem się po pokoju, na ścianie wisiały zdjęcia. Podszedłem do nich. Od razu w oczy rzuciły mi się nasze wspólne. Z wakacji nad morzem i zakończenia roku szkolnego. Julia była na nich taka szczęśliwa, a teraz patrząc na nią, odczuwałem ból w sercu.  Co się z nią stało? Zawsze była kipiącą szczęściem dziewczyną. Przynajmniej przy nas. Jedyne, co wiem, i to strasznie widać,  to, to, że  się zmieniła. Ciągle nosiła włosy spięte w kitkę, kujonki i aparat na zębach. Ale mimo tego była ładna. Nigdy nie ubrała spódniczki, sukienki oraz krótkich spodenek. Zawsze miała dżinsy i zwykły T-shirt. A teraz? Jej kasztanowe, falowane, długie włosy opadały na jej ciemną karnację i śliczną buzię. Teraz nawet pidżama w Myszkę Miki ma lekki dekolt oraz krótkie spodenki. Wygląda w niej seksownie. Oparłem się o szafkę. A ręce wsunąłem do kieszeni.
- Odpowiesz mi? – zapytałem.
- I co Ci mam odpowiedzieć? – popatrzyła na mnie marszcząc brwi.
- Dlaczego mnie okłamałaś?
- A dlaczego miałabym tego nie zrobić? Nie widzieliśmy się 4 lata, miałam Ci się rzucić na szyję, tak? Zostawiłeś mnie! Powiedziałeś, że nie dasz mnie skrzywdzić, że zawszę będziesz, bo jesteśmy przyjaciółmi – nacisnęła na ten wyraz, a po jej policzkach swobodnie spływały łzy. – I co? Nie boli mnie to, że dałeś skrzywdzić, ale to, że zostawiłeś! Po prostu. Bez niczego, zostawiłeś. – jej klatka piersiowa poruszała się w górę i w dół szybkim tempem. Zabolało mnie każde słowo, wy płynące z jej ust. Poczułem uścisk w żołądku, a do oczu napływały mi łzy.
- Przepraszam. – powiedziałem pół szeptem, wbijając wzrok w podłogę.
- Ta. Myślisz, że to wystarczy? Wiesz co, nie mam siły z Tobą rozmawiać.
- Julie. Proszę.
- Nie. Idź już. – stała przy oknie, nawet kątem oka na mnie nie spojrzała. Nie dziwiłem się. Ale nie umiałem jej teraz tak po prostu zostawić i sobie pójść. Chciałem ją przytulić, ale w tym momencie chyba bym tylko pogorszył sytuację, więc ją posłuchałem i wyszedłem z pokoju nic nie mówiąc.

Julia’sPOV

Wyszedł. Tak po prostu. Znowu. Myślałam, że chociaż jakoś mi to wytłumaczy, będzie chciał „walczyć”, ale nie on po prostu się poddał. Czego ja się spodziewałam. Rzuciłam się na łóżko z wielkim płaczem. Był mi bliski, kochałam go. Ale w inny sposób. Nie czułam do niego „mięty”, ani nie kochałam jako zwykłego przyjaciela, to było coś innego, nawet nie umiem tego nazwać. Dał mnie skrzywdzić, powiedział, że nigdy nikt mnie nie upokorzy, a tym bardziej nikt mną nie będzie pomiatał. Od 4 lat dla wszystkich jestem zwykłą szmatą, panią stojącą pod latarnią, sprzątaczką, zwykłym śmieciem. Ale nie ma to dla mnie znaczenia. Boli mnie to, że mnie zostawił. Tak po prostu, bez wyjaśnień, po prostu się do mnie nie odezwał. Czekałam, miałam nadzieję, że w końcu zadzwoni, ze znowu się spotkamy. Może to głupie, ale łudziłam się rok. Później dałam sobie spokój. Zmieniłam numer, przeprowadziłam się do innego domu. Małe prawdopodobieństwo, że teraz się ze mną skontaktuje.
Czułam zmęczenie, moje oczy od łez same się zamykały. Położyłam się, wtuliłam w siebie misie, zamknęłam oczy i zasnęłam.

Obudziły mnie krzyki dobiegające z dołu. Oparłam się o łokieć. Poczułam się jak kupa. Nic nowego. Codziennie się tak czuję. Spuchnięte oczy od płaczu, popękane usta i sucho w buzi. Śnił mi się Ryan i Chaz. Byliśmy tam tacy szczęśliwi. Ta, to tylko sen. Wstałam z łózka i zeszłam na dół, zobaczyć dlaczego się tak darli. Okazało się, że to nic strasznego. Po prostu moi rodzice i brat postanowili zamiast do siebie spokojnie mówić, to krzyczeć na cały dom i co najlepsze mieli z tego ubaw, nie obchodziło ich to, że o 9 rano mnie obudzili.
- O hej Kochanie. – przywitała się ze mną mama całując mnie w policzek.
- Hej. Chciałam dzisiaj trochę pospać. – dołączyłam do taty siadając obok niego przy stole.
- Przepraszamy. – pogładziła mnie po ramieniu i podała mi kubek z tym co zawsze, czyli z kakałem.
- Okay. – wzięłam łyk ciepłego napoju, który załagodził ból w gardle.
- Julia! – Michael przybiegł do kuchni.
- Co? – nawet na niego nie spojrzałam, wpatrywałam się w okno.
- Dostałaś sms’a. Masz. – podał mi telefon. Czasami umiał być dla mnie miły. Przejechałam palcem po ekranie, by go odblokować.

„Hej Julie! Za 10 minut u Ciebie będę. Mam Ci dużo do opowiedzenia :) xx”.

Była to Rox. Moja przyjaciółka. Jest strasznie podobna do mnie. Jest ładna, inteligentna, nie jest ciamajdą i potrafi rozmawiać z chłopakami. No tak, jest strasznie do mnie podobna, no nie? Czujecie ten sarkazm. Zupełna odwrotność mnie. Cieszy się z życia, tryskającą z szczęścia dziewczyna. Wszystkich tym zaraża, ale mnie to akurat nie. Ma kochającego ją brata Josh’a, nie to co ja. Jestem jej wdzięczna za to, że jest przy mnie.
Nie miałam za bardzo ochoty słuchać jak było na Hawajach. Było mi ciężko, ona sobie wyjeżdża, a ja siedzę w domu całe wakacje. Bo dla moich rodziców ważniejsza jest praca niż spędzenie czasu razem, w ciepłym kraju, bo przecież tu pogoda jest czasami nie do zniesienia.

Ryan przyjedź do mnie! Natychmiast! Ha, jak by on tylko mógł Cię Julia usłyszeć. Wzięłam głęboki oddech, wyłączyłam lecącą wodę z prysznica i wyszłam z kabiny. Owinęłam się ręcznikiem i weszłam do pokoju. Wyciągnęłam jakieś ciuszki nucąc sobie ulubioną piosenkę. Spięłam włosy w luźny koczek. Usiadłam przy oknie i czekałam na Rox. Długo to nie trwało, po 5 minutach dziewczyna wpadła do pokoju jak by się co najmniej paliło.
- Jejku, spokojnie. – spojrzałam na nią z uśmiechem.
- Ty mi mówisz spokojnie? Wiesz ile Cię nie widziałam? – zapytała zakładając ręce na biodra.
- Em czekaj niech tylko policzę. Jakieś dwa tygodnie. – przyjęłam tą samą pozę co ona.
- No właśnie! – rzuciła mi się na szyję i mocno przytuliła. Odwzajemniłam uścisk. 
- Co taka smutna? I nie mów, że nie, bo widzę. – zapytała. Tak ta dziewczyna zdecydowanie czytała mi z oczu.
- Nie chcę o tym mówić.
- Mi nie chcesz powiedzieć? – oburzyła się.
- Rox, jak będę chciała to Ci powiem, okay? Proszę. – usiadłam na łóżku.
- No okay niech Ci będzie. – zrobiła to samo co ja, czyli usiadła na łóżku. Uwielbiałam w niej to, że nie była taka wścibska. – Poznałam chłopaka. – No nie. To się znowu zacznie. – Ma na imię Harry. Jest uroczy. A w sumie mam z nim zdjęcia, pokażę Ci. – przystawiła mi telefon przed oczy. Na zdjęciach był wysoki brunet z burzą loków i „grzywką” spiętą do góry. Miał zielone oczy i dołki w policzkach.
- Przystojny. – stwierdziłam po chwili.
- Wiem. Dzisiaj idziemy z nim na imprezę. – powiedziała jednym tchem i zaczęła bawić się rękami, bo wiedziała, że nie będę zadowolona.
- Co?! Głupia jesteś?
- No, ale .. możesz się trochę wyrwać, jejku, nie chcę iść sama.
- Idziesz z tym.. jak mu było.. Harry’m.
- No tak, ale zawsze będę miała bliższą osobę obok siebie. – spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem, a ja nie umiałam jej odmówić. Nic nowego.
- Okay. – dziewczyna rzuciła się na mnie i mocno uściskała. 
Jezu nie chcę tam iść, nawet typa nie znam. Założę się, że będę tam tylko piątym kołem u wozu.

Jest 19, a ja jeszcze nie gotowa. Nie wiem po co się tak stroiłam. Nawet nie mam dla kogo. Nawet nie chcę mi się tam iść! Obejrzałam się jeszcze raz w lustrze i zeszłam na dół. Udałam się do kuchni, napić się jeszcze soku. Podeszłam do blatu i po chwili zauważyłam, że ktoś min się przygląda. Byli to moi rodzice i Rox. Stanęłam do nich przodem i popatrzyłam na nich. Wyglądali co najmniej jak by ducha zobaczyli. Okaaaaaaay..
- Em coś jest nie tak? – zapytałam odkładając szklankę do zmywarki. Przez chwilę byli cicho.
- Julia, Boże, córuś. Jak Ty ślicznie wyglądasz! – podeszła do mnie mama i pogładziła mnie po policzku.
- Bez przesady. – uśmiechnęłam się i przytuliłam ją. – Wyglądam jak zawsze.
- Nie Julson, wyglądasz inaczej. Ładnie. – Michael stał w progu kuchni oparty o futrynę drzwi.
Czułam, że moje policzki się rumienią. W sumie zdziwiłam się, że mój młodszy brat powiedział mi takie coś. Zawsze byłam dla niego „bestią”. 
- Co?! Przecież jestem bestią.
- Wcale nie. – nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam. Otworzyłam szeroko oczy. – No co? Jestem chłopakiem i mówię Ci, że wyglądasz ślicznie. – Michael miał 15 lat, ale szczerze od lasek to on się nie umiał odpędzić. Więc wie co na rzeczy.
- Mogę Cię przytulić? – zapytałam. Nienawidziłam go, ale miałam ochotę go przytulić za to co powiedział. Podszedł do mnie i objął mnie. Jejku on był wyższy ode mnie.
- Dobra starczy. – osunęłam się od niego i parsknęłam śmiechem, on zrobił to samo.
- Julie. Wyglądasz niesamowicie. Pasuje Ci ta sukienka. Muszę tam dzisiaj na Ciebie uwarzać.– stwierdziła Rox.
- Taaak. Bardzo. Mam śliczną córkę. – dodał ojciec.
- Dobra, ej koniec tych pochwał. Okay? – czułam jak rumienią mi się policzki. Nic nowego. Przecież wyglądam normalnie zwykła sukienka, może trochę skąpa, ale była zwykła, czarna. Do tego czerwone szpilki i malutkatorebka. Nie uważam, że wyglądam niesamowicie. Jestem głupia zakładając szpilki i tak w nich nie wytrzymam.
Pożegnałam się z rodzicami, powiedziałam o której wrócę i wyszłam z Rox trzaskając drzwiami. Po 20 minutach byłyśmy na miejscu. Już w samochodzie można było usłyszeć muzykę. Wyszłyśmy z taksówki, dziewczyna zaczęła się rozglądać. Nagle pociągnęła mnie za rękę w stronę grupki chłopaków.
- Hej śliczna! – Rox przytuliła wysokiego chłopaka. Tak był to Harry. A obok niego stało jeszcze czterech chłopaków.
- Hej, hej! To jest Julia. – pomachałam im lekko ręką i uśmiechnęłam. Później każdy mi się z osobna przedstawił. Blondynek to Niall, mulat to Zayn, ten w pasiastej koszuli to Liam, a ten obok to Louis. Weszliśmy do środka. Boże jaki tłum, nie chcę tutaj być, chcę do domu. Usiąść przed telewizor, owinąć się kołderką i płakać z posranego wręcz życia.

Bawiliśmy się znakomicie, a bynajmniej jedna z nas. Poznałam bliżej chłopaków. Czaicie ja! Ja poznałam bliżej jakiegoś chłopaka, a do tego ich było pięciu. Ale przez całą imprezę nie czułam się komfortowo, ciągle myślałam, że ktoś mi się przygląda, ale w końcu byłam na imprezie, tu każdy na każdego się gapi. Poszłam skorzystać z toalety i nawet teraz czułam, że ktoś za mną idzie. Zignorowałam to. Nie tylko ja przecież w tej chwili muszę skorzystać z WC. Po 5 minutach wyszłam, chciałam wrócić na salę, ale nie mogłam. Jakiś czterech chłopaków zastawiło mi drogę i nie mogłam przejść.
- Do cholery! Mogę przejść!! – nie wytrzymałam. 
- Ooo, patrz stary jaka zadziorna. Lubię takie. – przybliżył się do mnie. Przypomniałam sobie, że mam na sobie szpilki, więc je użyłam. Wbiłam mu ją w buta. Zwinął się z bólu, a ja swobodnie uciekłam do grupki. Tak tylko mój pech. W ogóle ich tam nie było. Nie miałam siły ich szukać, więc wzięłam zwinęłam dupę i wyszłam z tego zatłoczonego pomieszczenia. 
Wracałam spokojnie uliczką, na boso, domyślacie się czemu. I nadal czułam, że ktoś za mną idzie. Spojrzałam za siebie. Nie myliłam się. Zauważyłam grupkę chłopaków. Przestraszyłam się i przyśpieszyłam krok. Oni zrobili to samo. Skręciłam w uliczkę, ale to był zły błąd, była ona ślepą uliczką.
- Oj. Ktoś się zgubił. – gwałtownie się obróciłam. Mój oddech stawał się coraz szybszy. Naprawdę się bałam, nie wiedziałam co oni mi zrobią.
- To Mała teraz możemy się zabawić. – podszedł do mnie i chwycił mnie za włosy. Syknęłam z bólu, a moje oczy napełniły się łzami.
- Auć! Zostaw mnie.
- Oj. Nie płacz. – rzucił mnie na ziemię. Usłyszałam śmiechy.
- Czego Ty ode mnie chcesz? – zapytałam.
- Ciebie kochanie. – znowu szarpnął mnie za włosy.
- Zostaw ją! – usłyszałam za sobą głos. 
_____________________________________________________________________________________________

I jak? 
Jak myślcie kto uratuję Julię? :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz