Gwałtownie się obróciła. Była smutna,
a z jej oczu płynęły łzy.
- Co Ty tu robisz? – zapytała
zachrypniętym głosem, wycierając mokre policzki.
- Ej, dlaczego płaczesz? Julie. –
podszedłem do niej i usiadłem na krawędzi łóżka.
- Nie płacze. – odpowiedziała
przygryzając usta. – Pytałam się co tutaj robisz.
- A ja się pytałem, czemu mnie dzisiaj
okłamałaś? – popatrzyłem na nią unosząc jedną brew. Zaczęła się wiercić. Nawet to się w niej nie zmieniło.
Zazwyczaj jak się denerwowała zaczynała się wiercić, lub chodzić w miejscu. Nie
odpowiedziała mi tylko wstała i podeszła do okna, po których spływały krople
deszczu, a jej oczy stawały się szkliste. Rozglądnąłem się po pokoju, na
ścianie wisiały zdjęcia. Podszedłem do nich. Od razu w oczy rzuciły mi się
nasze wspólne. Z wakacji nad morzem i zakończenia roku szkolnego. Julia była na
nich taka szczęśliwa, a teraz patrząc na nią, odczuwałem ból w sercu. Co się
z nią stało? Zawsze była kipiącą szczęściem dziewczyną. Przynajmniej przy nas.
Jedyne, co wiem, i to strasznie widać,
to, to, że się zmieniła. Ciągle
nosiła włosy spięte w kitkę, kujonki i aparat na zębach. Ale mimo tego była
ładna. Nigdy nie ubrała spódniczki, sukienki oraz krótkich spodenek. Zawsze
miała dżinsy i zwykły T-shirt. A teraz? Jej kasztanowe, falowane, długie włosy
opadały na jej ciemną karnację i śliczną buzię. Teraz nawet pidżama w Myszkę
Miki ma lekki dekolt oraz krótkie spodenki. Wygląda w niej seksownie. Oparłem
się o szafkę. A ręce wsunąłem do kieszeni.
- Odpowiesz mi? – zapytałem.
- I co Ci mam odpowiedzieć? –
popatrzyła na mnie marszcząc brwi.
- Dlaczego mnie okłamałaś?
- A dlaczego miałabym tego nie
zrobić? Nie widzieliśmy się 4 lata, miałam Ci się rzucić na szyję, tak?
Zostawiłeś mnie! Powiedziałeś, że nie dasz mnie skrzywdzić, że zawszę będziesz,
bo jesteśmy przyjaciółmi – nacisnęła
na ten wyraz, a po jej policzkach swobodnie spływały łzy. – I co? Nie boli mnie
to, że dałeś skrzywdzić, ale to, że zostawiłeś! Po prostu. Bez niczego,
zostawiłeś. – jej klatka piersiowa poruszała się w górę i w dół szybkim tempem.
Zabolało mnie każde słowo, wy płynące z jej ust. Poczułem uścisk w żołądku, a
do oczu napływały mi łzy.
- Przepraszam. – powiedziałem pół
szeptem, wbijając wzrok w podłogę.
- Ta. Myślisz, że to wystarczy? Wiesz
co, nie mam siły z Tobą rozmawiać.
- Julie. Proszę.
- Nie. Idź już. – stała przy oknie,
nawet kątem oka na mnie nie spojrzała. Nie dziwiłem się. Ale nie umiałem jej
teraz tak po prostu zostawić i sobie pójść. Chciałem ją przytulić, ale w tym
momencie chyba bym tylko pogorszył sytuację, więc ją posłuchałem i wyszedłem z
pokoju nic nie mówiąc.
Julia’sPOV
Wyszedł. Tak po prostu. Znowu.
Myślałam, że chociaż jakoś mi to wytłumaczy, będzie chciał „walczyć”, ale nie
on po prostu się poddał. Czego ja się spodziewałam. Rzuciłam się na łóżko z
wielkim płaczem. Był mi bliski, kochałam go. Ale w inny sposób. Nie czułam do
niego „mięty”, ani nie kochałam jako zwykłego przyjaciela, to było coś innego,
nawet nie umiem tego nazwać. Dał mnie skrzywdzić, powiedział, że nigdy nikt
mnie nie upokorzy, a tym bardziej nikt mną nie będzie pomiatał. Od 4 lat dla
wszystkich jestem zwykłą szmatą, panią stojącą pod latarnią, sprzątaczką,
zwykłym śmieciem. Ale nie ma to dla mnie znaczenia. Boli mnie to, że mnie
zostawił. Tak po prostu, bez wyjaśnień, po prostu się do mnie nie odezwał.
Czekałam, miałam nadzieję, że w końcu zadzwoni, ze znowu się spotkamy. Może to
głupie, ale łudziłam się rok. Później dałam sobie spokój. Zmieniłam numer,
przeprowadziłam się do innego domu. Małe prawdopodobieństwo, że teraz się ze
mną skontaktuje.
Czułam zmęczenie, moje oczy od łez
same się zamykały. Położyłam się, wtuliłam w siebie misie, zamknęłam oczy i
zasnęłam.
Obudziły mnie krzyki dobiegające z
dołu. Oparłam się o łokieć. Poczułam się jak kupa. Nic nowego. Codziennie się
tak czuję. Spuchnięte oczy od płaczu, popękane usta i sucho w buzi. Śnił mi się
Ryan i Chaz. Byliśmy tam tacy szczęśliwi. Ta,
to tylko sen. Wstałam z łózka i zeszłam na dół, zobaczyć dlaczego się tak
darli. Okazało się, że to nic strasznego. Po prostu moi rodzice i brat
postanowili zamiast do siebie spokojnie mówić, to krzyczeć na cały dom i co
najlepsze mieli z tego ubaw, nie obchodziło ich to, że o 9 rano mnie obudzili.
- O hej Kochanie. – przywitała się ze
mną mama całując mnie w policzek.
- Hej. Chciałam dzisiaj trochę
pospać. – dołączyłam do taty siadając obok niego przy stole.
- Przepraszamy. – pogładziła mnie po
ramieniu i podała mi kubek z tym co zawsze, czyli z kakałem.
- Okay. – wzięłam łyk ciepłego
napoju, który załagodził ból w gardle.
- Julia! – Michael przybiegł do
kuchni.
- Co? – nawet na niego nie
spojrzałam, wpatrywałam się w okno.
- Dostałaś sms’a. Masz. – podał mi
telefon. Czasami umiał być dla mnie miły. Przejechałam palcem po ekranie, by go
odblokować.
„Hej Julie! Za 10 minut u
Ciebie będę. Mam Ci dużo do opowiedzenia :) xx”.
Była to Rox. Moja przyjaciółka. Jest
strasznie podobna do mnie. Jest ładna, inteligentna, nie jest ciamajdą i
potrafi rozmawiać z chłopakami. No tak, jest strasznie do mnie podobna, no nie?
Czujecie ten sarkazm. Zupełna
odwrotność mnie. Cieszy się z życia, tryskającą z szczęścia dziewczyna.
Wszystkich tym zaraża, ale mnie to akurat nie. Ma kochającego ją brata Josh’a,
nie to co ja. Jestem jej wdzięczna za to, że jest przy mnie.
Nie miałam za bardzo ochoty słuchać
jak było na Hawajach. Było mi ciężko, ona sobie wyjeżdża, a ja siedzę w domu
całe wakacje. Bo dla moich rodziców ważniejsza jest praca niż spędzenie czasu
razem, w ciepłym kraju, bo przecież tu pogoda jest czasami nie do zniesienia.
Ryan przyjedź do mnie! Natychmiast! Ha, jak by on tylko mógł Cię Julia
usłyszeć. Wzięłam głęboki
oddech, wyłączyłam lecącą wodę z prysznica i wyszłam z kabiny. Owinęłam się
ręcznikiem i weszłam do pokoju. Wyciągnęłam jakieś ciuszki nucąc sobie ulubioną
piosenkę. Spięłam włosy w luźny koczek. Usiadłam przy oknie i czekałam na Rox.
Długo to nie trwało, po 5 minutach dziewczyna wpadła do pokoju jak by się co
najmniej paliło.
- Jejku, spokojnie. – spojrzałam na
nią z uśmiechem.
- Ty mi mówisz spokojnie? Wiesz ile
Cię nie widziałam? – zapytała zakładając ręce na biodra.
- Em czekaj niech tylko policzę.
Jakieś dwa tygodnie. – przyjęłam tą samą pozę co ona.
- Co taka smutna? I nie mów, że nie,
bo widzę. – zapytała. Tak ta dziewczyna zdecydowanie czytała mi z oczu.
- Nie chcę o tym mówić.
- Mi nie chcesz powiedzieć? –
oburzyła się.
- Rox, jak będę chciała to Ci powiem,
okay? Proszę. – usiadłam na łóżku.
- No okay niech Ci będzie. – zrobiła
to samo co ja, czyli usiadła na łóżku. Uwielbiałam w niej to, że nie była taka
wścibska. – Poznałam chłopaka. – No nie.
To się znowu zacznie. – Ma na imię Harry. Jest uroczy. A w sumie mam z nim
zdjęcia, pokażę Ci. – przystawiła mi telefon przed oczy. Na zdjęciach był
wysoki brunet z burzą loków i „grzywką” spiętą do góry. Miał zielone oczy i
dołki w policzkach.
- Przystojny. – stwierdziłam po
chwili.
- Wiem. Dzisiaj idziemy z nim na
imprezę. – powiedziała jednym tchem i zaczęła bawić się rękami, bo wiedziała,
że nie będę zadowolona.
- Co?! Głupia jesteś?
- No, ale .. możesz się trochę
wyrwać, jejku, nie chcę iść sama.
- Idziesz z tym.. jak mu było..
Harry’m.
- No tak, ale zawsze będę miała
bliższą osobę obok siebie. – spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem, a ja nie
umiałam jej odmówić. Nic nowego.
- Okay. – dziewczyna rzuciła się na
mnie i mocno uściskała.
Jezu nie chcę tam iść, nawet typa nie
znam. Założę się, że będę tam tylko piątym kołem u wozu.
Jest 19, a ja jeszcze nie gotowa. Nie
wiem po co się tak stroiłam. Nawet nie mam dla kogo. Nawet nie chcę mi się tam
iść! Obejrzałam się jeszcze raz w lustrze i zeszłam na dół. Udałam się do
kuchni, napić się jeszcze soku. Podeszłam do blatu i po chwili zauważyłam, że
ktoś min się przygląda. Byli to moi rodzice i Rox. Stanęłam do nich przodem i
popatrzyłam na nich. Wyglądali co najmniej jak by ducha zobaczyli. Okaaaaaaay..
- Em coś jest nie tak? – zapytałam
odkładając szklankę do zmywarki. Przez chwilę byli cicho.
- Julia, Boże, córuś. Jak Ty ślicznie
wyglądasz! – podeszła do mnie mama i pogładziła mnie po policzku.
- Bez przesady. – uśmiechnęłam się i
przytuliłam ją. – Wyglądam jak zawsze.
- Nie Julson, wyglądasz inaczej.
Ładnie. – Michael stał w progu kuchni oparty o futrynę drzwi.
Czułam, że moje policzki się
rumienią. W sumie zdziwiłam się, że mój młodszy brat powiedział mi takie coś.
Zawsze byłam dla niego „bestią”.
- Co?! Przecież jestem bestią.
- Wcale nie. – nie mogłam uwierzyć w
to co usłyszałam. Otworzyłam szeroko oczy. – No co? Jestem chłopakiem i mówię
Ci, że wyglądasz ślicznie. – Michael miał 15 lat, ale szczerze od lasek to on
się nie umiał odpędzić. Więc wie co na rzeczy.
- Mogę Cię przytulić? – zapytałam.
Nienawidziłam go, ale miałam ochotę go przytulić za to co powiedział. Podszedł
do mnie i objął mnie. Jejku on był wyższy ode mnie.
- Dobra starczy. – osunęłam się od
niego i parsknęłam śmiechem, on zrobił to samo.
- Julie. Wyglądasz niesamowicie.
Pasuje Ci ta sukienka. Muszę tam dzisiaj na Ciebie uwarzać.– stwierdziła Rox.
- Taaak. Bardzo. Mam śliczną córkę. –
dodał ojciec.
- Dobra, ej koniec tych pochwał.
Okay? – czułam jak rumienią mi się policzki. Nic nowego. Przecież wyglądam normalnie zwykła sukienka, może trochę skąpa, ale była zwykła, czarna. Do tego czerwone szpilki i malutkatorebka. Nie uważam, że wyglądam niesamowicie. Jestem głupia zakładając szpilki
i tak w nich nie wytrzymam.
Pożegnałam się z rodzicami,
powiedziałam o której wrócę i wyszłam z Rox trzaskając drzwiami. Po 20 minutach
byłyśmy na miejscu. Już w samochodzie można było usłyszeć muzykę. Wyszłyśmy z
taksówki, dziewczyna zaczęła się rozglądać. Nagle pociągnęła mnie za rękę w
stronę grupki chłopaków.
- Hej śliczna! – Rox przytuliła
wysokiego chłopaka. Tak był to Harry. A obok niego stało jeszcze czterech
chłopaków.
- Hej, hej! To jest Julia. –
pomachałam im lekko ręką i uśmiechnęłam. Później każdy mi się z osobna
przedstawił. Blondynek to Niall, mulat to Zayn, ten w pasiastej koszuli to
Liam, a ten obok to Louis. Weszliśmy do środka. Boże jaki tłum, nie chcę tutaj
być, chcę do domu. Usiąść przed telewizor, owinąć się kołderką i płakać z
posranego wręcz życia.
Bawiliśmy się znakomicie, a
bynajmniej jedna z nas. Poznałam bliżej chłopaków. Czaicie ja! Ja poznałam
bliżej jakiegoś chłopaka, a do tego ich było pięciu. Ale przez całą imprezę nie
czułam się komfortowo, ciągle myślałam, że ktoś mi się przygląda, ale w końcu
byłam na imprezie, tu każdy na każdego się gapi. Poszłam skorzystać z toalety i
nawet teraz czułam, że ktoś za mną idzie. Zignorowałam to. Nie tylko ja przecież w tej chwili muszę skorzystać z WC. Po 5
minutach wyszłam, chciałam wrócić na salę, ale nie mogłam. Jakiś czterech
chłopaków zastawiło mi drogę i nie mogłam przejść.
- Ooo, patrz stary jaka zadziorna.
Lubię takie. – przybliżył się do mnie. Przypomniałam sobie, że mam na sobie
szpilki, więc je użyłam. Wbiłam mu ją w buta. Zwinął się z bólu, a ja swobodnie
uciekłam do grupki. Tak tylko mój pech. W ogóle ich tam nie było. Nie miałam
siły ich szukać, więc wzięłam zwinęłam dupę i wyszłam z tego zatłoczonego
pomieszczenia.
Wracałam spokojnie uliczką, na boso,
domyślacie się czemu. I nadal czułam, że ktoś za mną idzie. Spojrzałam za
siebie. Nie myliłam się. Zauważyłam grupkę chłopaków. Przestraszyłam się i
przyśpieszyłam krok. Oni zrobili to samo. Skręciłam w uliczkę, ale to był zły
błąd, była ona ślepą uliczką.
- Oj. Ktoś się zgubił. – gwałtownie
się obróciłam. Mój oddech stawał się coraz szybszy. Naprawdę się bałam, nie
wiedziałam co oni mi zrobią.
- To Mała teraz możemy się zabawić. –
podszedł do mnie i chwycił mnie za włosy. Syknęłam z bólu, a moje oczy
napełniły się łzami.
- Auć! Zostaw mnie.
- Oj. Nie płacz. – rzucił mnie na
ziemię. Usłyszałam śmiechy.
- Czego Ty ode mnie chcesz? –
zapytałam.
- Ciebie kochanie. – znowu szarpnął
mnie za włosy.
- Zostaw ją! – usłyszałam za sobą
głos.
_____________________________________________________________________________________________
I jak?
Jak myślcie kto uratuję Julię? :)
_____________________________________________________________________________________________
I jak?
Jak myślcie kto uratuję Julię? :)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz