czwartek, 30 maja 2013

Part.3

- Spierdalaj! – krzyknął nie puszczając moich włosów i jeszcze mocniej za nie szarpnął.
Nieznany głos znowu się powtórzył i podszedł bliżej, ale nadal nie mogłam zobaczyć kto to, nawet o tym nie myślałam. Ból, który mi sprawiał był nie do zniesienia.
- Zostaw ją! Trzeci raz się nie powtórzę. – syknął.
- Haha. Weź koleś nie Twoja sprawa, więc spieprzaj, bo jak nie..
- Bo jak nie to co? Hmm. – usłyszałam śmiech. Popatrzyłam na niego. Był to ten sam chłopak, który mnie wtedy popchnął. Podszedł do niego i chwycił go za ciuchy oraz przystawił do ściany. – Bo jak nie to co?! – powiedział cicho, ale wyraźnie.
- Nic, dobra wyluzuj. Jest okay. – chłopak podniósł ręce w obronnym geście.
- No, tak myślę. Czy mam Cię potraktować tak jak Ty ją? – zapytał, na co chłopak pokiwał tylko głową. - Wynocha mi stąd, kurwa! – nie zwracałam uwagi na to co robią, ale słysząc to spieprzali gdzie pieprz rośnie. Siedziałam tam na ziemi, cała zapłakana, czułam się strasznie i do tego było mi zimno. Zastanawiałam się dlaczego mi pomógł. Poczułam, że kładzie mi na plecy swoją kurtkę i podaję mi rękę.
- Chodź. – powiedział czułym głosem. Wzięłam jego rękę i podniosłam się z ziemi. Popatrzyłam na niego, a mój żołądek obrócił się o 180o. Miał wręcz karmelowe tęczówki, na widok których moje nogi się ugięły. Był przystojny, śliczny. Dobra Julia ogarnij się! Chłopak wziął mnie za rękę i ciągnął w stronę ulicy.  

Doprowadził mnie do swojego czarnego Range Rover’a i otworzył mi drzwi. Popatrzyłam na niego dziwnie, ocierając łzy. W tej chwili dopiero dotarło do mnie co tak naprawdę się stało i łzy same płynęły po policzku. Jak by nie brunet. No właśnie, jak by nie on, to co by mi zrobili?
- Mała wejdź. – wyrwał mnie z zamyślenia.
- Em.. Ale.. Chciałam Ci podziękować. – wystukałam pociągając nosem.
- Dobra. Podziękujesz mi w samochodzie. Wsiadaj, bo piździ. – poganiał mnie machając ręką. Posłuchałam go i wsiadłam do środka. Po chwili chłopak znalazł się obok mnie i podał mi chusteczki.
- Przestań płakać. – ale ja nie potrafiłam. Łzy same spływały mi po policzkach, nie kontrolowałam tego. – Julie. – powiedział czułym głosem. Popatrzyłam na niego z dziwieniem.
- Skąd wiesz jak mam na imię? – zapytałam. Przecież, nie przedstawiałam mu się.
- Ryan. – odpowiedział odpalając fajkę.
- Aaaa. No tak, mogłam się domyślić.
Co to miało znaczyć Ryan. Że co, że opowiadał mu o mnie. No w sumie kumplują się to trudno żeby nie. Nie pytałam o nic tylko próbowałam odgonić dym sprzed mojego nosa. Nie byłam do tego przyzwyczajona. Chłopak to zauważył i lekko odchylił okno. Przypomniało mi się, że w pełni mu nie podziękowałam, więc zaczęłam.
- Jeszcze raz dziękuje. Gdy by nie Ty, to nie wiem, jak by się to skończyło, nawet nie wiem dlaczego się mnie uczepili. Chyba wiszę Ci przysługę. – Boże ja rozmawiam z chłopakiem i to jeszcze takim!
- Nie ma za co. Byłem blisko. Po za tym nie cierpię, gdy ktoś robi krzywdę dziewczynie. Jak byś się może tak nie ubrała, to by się nie uczepili. – podniósł brwi i popatrzył na mnie od góry do dołu. - A co do przysługi to pomyślę. Chcesz jechać do domu? – ten chłopak jest miły. Przecież wydawał się taki chamski.
- Nie chcę. – wymamrotałam. Nie miałam ochoty tam jechać.
- Okay. – chłopak odpalił samochód i ruszył z piskiem opon. Zastanawiałam się gdzie mnie zawiezie, ale nie miałam zamiaru się o to pytać. Jechaliśmy w ciszy, słuchając jakieś tandetnej muzyki. Boże jeszcze trochę i nie wytrzymam! Postanowiłam przerwać ciszę.
- A Ty jak masz na imię? – zapytałam zerkając na niego. Uśmiechnął się, a ja poczułam stado motyli w brzuchu. Miał prześliczny uśmiech. Gwałtownie zagryzłam wargę.
- Justin. – odpowiedział.
- Uwielbiam to imię. – o mój Boże. To było nie kontrolowane. No przecież zawsze muszę coś palnąć.
- Twoje też jest śliczne. – oblizał usta. Poczułam, że czerwienią mi się policzki.

Justin’sPOV

- A Ty jak masz na imię? – zapytała zerkając na mnie. Uśmiechnąłem się. A ona przygryzła wargę. Słodko wyglądała. Była zdenerwowana.
- Justin. – odpowiedziałem.
- Uwielbiam to imię. – powiedziała. Stwierdzam jej słodki głosik, aż pieścił ucha.
- Twoje też jest śliczne. – oblizałem usta. Dziewczyna zaczęła bawić się palcami, byłą spięta, nawet tak wyglądała. Dojechałem do mojego domu, a tak na serio to mojego, Ryan’a i Chaz’a. Nie było ich w domu, więc mogłem spokojnie wziąć Julie ze sobą.
- Idziesz? – zapytałem. Dziewczyna spojrzała na mnie zdezorientowana, chyba o czymś myślała.
- Em. Tak. – otworzyła i drzwi i wysiadła. Zrobiłem to samo. Dziewczyna podeszła do mnie na bosaka.
- Hahah. Szpilki to gówno, no nie? – zapytałem pokazując palcem na czerwone buty, które trzymała w ręce. Uśmiechnęła się do mnie. Miała uroczy uśmiech. No nie dziwie się, że Ryan teraz tak za nią. Niezła laska z niej. 
- No ba.
- Chodź. – położyłem rękę na jej plecach.
- Auć. – prawie wyszeptała. Odsłoniłem jej włosy. Miała lekką ranę przecięcia na ramieniu.
- Chodź, opatrzymy to. – udałem się w stronę drzwi, dziewczyna zrobiła to samo. Weszliśmy do środka. Julia zaczęła się rozglądać. A po chwili z jej ust wypłynęło jedno słowo : Wow!
Na mnie ta chata jakiegoś wrażenia nie robiła, może na początku, ale teraz to nie. Zauważyłem, że mała jest zmęczona, więc zaprowadziłem ją do swojego pokoju i wyciągnąłem jej jakieś ciuszki.
- Masz. Przebierz się. – podałem jej. Patrzyła na mnie. Teraz dopiero mogłem zobaczyć jej oczy. Były zielone z domieszką niebieskiego. Śliczne.
- Em, a czyje to? – zapytała niepewnie. Ona nadal była przestraszona, a przecież nic jej tutaj nie grozi.
- Mojej siostry. I uspokój się już. Tutaj jesteś bezpieczna. Nic Ci się już nie stanie. Bynajmniej nie przy mnie. – uśmiechnąłem się do niej, zrobiła to samo. Wzięła ciuchy i poszła do łazienki. Po 15 minutach wyszła. Wyglądała okropnie. Hah, żartuję! Wyglądała…. Hmm…. Słodko. Tak. To dobre słowo. Była taka drobna. Nawet bluzka była jej za duża i spadała jej z ramienia. Siedziałem na łóżku z apteczką, żeby opatrzeć jej tą ranę. Stała przede mną z przygryzioną wargą.
- Nie przygryzaj tej wargi, jeżeli nie chcesz, żebym Cię tutaj zaczął pieprzyć.
- Emm… Przepraszam. – zaczerwieniła się.
- Siadaj. – pokazałem jej miejsce obok mnie. Usiadła niechętnie i daleko ode mnie. Przybliżyłem się do niej i powiedziałem na ucho.
- Nie gryzę Kochanie. - dziewczyna zdrętwiała, na co tylko się uśmiechnąłem. – A teraz Ci opatrzę ranę. – powiedziałem dziecinnym głosem. Julia się uśmiechnęła, uwielbiam to u niej. Nie no Bieber opanuj się. Nawet jej nie znasz. Ale można poznać no nie. Kapnąłem wodą utlenioną na jej ranę, na co ona tylko zasyczała, przykleiłem plaster i lekko pocałowałem. Uśmiechnąłem się sam do siebie widząc jak dziewczyna się zarumieniła. Postanowiłem pójść wziąć szybki prysznic.

Julia’sPOV

Opatrzył mi ranę, był przy tym taki delikatny. Ciacho. I ja z nim normalnie rozmawiałam i nawet aż tak się nie spinałam, no trochę tak, ale nie dużo. Za zwyczaj cała się trzęsę, no i mówię głupoty. Ale to już wiecie. Jak pierwszy raz się z nim „spotkałam”, nie był miły, wręcz przeciwnie był okropny. Już wtedy mogłam zauważyć, że jest pewnym siebie dupkiem. A teraz? Rozglądnęłam się po pokoju. Był mega ogromny. Ściany miały odcienie brązu od jasnego do ciemnego, na niej był napis „Life is not a fairy tale. Remember!”. Okay. Nie wnikam, może dla niego ten tekst ma jakieś znaczenie. Ale w sumie zgodzę się z tym. Życie to nie bajka. Szkoda. Wielkie łózko stało na środku pokoju, a w zachodniej części stała czarna kanapa oraz malutki stolik, a na ścianie wisiała plazma. Popatrzyłam przez okno, ale nic ciekawego nie zobaczyłam. Jedynie ciemność i stojące na tarasie krzesła. Trochę mroczny ten pokój. Hah, ale mi się podoba. Położyłam się na białą pościel, a głowę oparłam o brązową poduszkę, wyjęłam telefon, by napisać mamie, że śpię u koleżanki, a Rox, że ze mną wszystko w porządku i nie ma się martwić. Położyłam telefon przy głowie. Zamknęłam na chwilę oczy, ale już ich nie otworzyłam, zasnęłam. 


Justin’sPOV

Wróciłem do pokoju. Julie już spała. Słodko wyglądała. Podszedłem do niej i przykryłem ją kocem. Mam nadzieję, że Ryan nie będzie zły. A w sumie to o co. Po za tym będę sobie przyprowadzał kogo tylko chcę. Obojętnie, czy to będzie jego najlepsza przyjaciółka, która go nie chce znać, czy największy wróg.  Mam to gdzieś. Nie mogłem tej dziewczyny tak po prostu tam zostawić. A jeżeli Ryan by się dowiedział, że tam byłem i jej nie pomogłem, a jej by się coś stało, jednym słowem zabił by mnie.
Wziąłem jedna poduszkę, koc i położyłem się na kanapie obok. Zamknąłem oczy i poszedłem spać.

Rozciągnąłem się. Niewygodna ta kanapa. Nie jestem przyzwyczajony. Popatrzyłem na łóżko. Julie już nie spała, siedziała i mi się przyglądała.
- Dzień Dobry. – powiedziałem zachrypniętym głosem.
- Dzień Dobry. – uśmiechnęła się do mnie. – Wygodnie?
- Tak, jak najbardziej. – odpowiedziałem sarkastycznie z uśmiechem na twarzy. Wstałem i rzuciłem się na wolne miejsce obok Julii. Dziewczyna obróciła się do mnie. Jak z samego rana wygląda ślicznie. Zauważyłem, że chce coś powiedzieć, ale się wahała. W końcu wydusiła z siebie.
- Jestem głodna. – powiedziała cicho spoglądając na mnie.
- Ja też. – zaśmiałem się. – Tylko nie chcę mi się wstać, a po za tym i tak nic nie ma.
- To mamy problem. – jej ramiona podniosły się do góry, a później opadły. Uśmiechnąłem się do niej.

- Justin! – do pokoju wpadł Ryan. O kurwa! – Julie? – spoglądał to na mnie, to na dziewczynę. 
_____________________________________________________________________________________________

To jest następny. Mam nadzieję, że się podoba. 
Staram się ;) 

sobota, 25 maja 2013

Part.2


Gwałtownie się obróciła. Była smutna, a z jej oczu płynęły łzy.
- Co Ty tu robisz? – zapytała zachrypniętym głosem, wycierając mokre policzki.
- Ej, dlaczego płaczesz? Julie. – podszedłem do niej i usiadłem na krawędzi łóżka.
- Nie płacze. – odpowiedziała przygryzając usta. – Pytałam się co tutaj robisz.
- A ja się pytałem, czemu mnie dzisiaj okłamałaś? – popatrzyłem na nią unosząc jedną brew. Zaczęła się wiercić. Nawet to się w niej nie zmieniło. Zazwyczaj jak się denerwowała zaczynała się wiercić, lub chodzić w miejscu. Nie odpowiedziała mi tylko wstała i podeszła do okna, po których spływały krople deszczu, a jej oczy stawały się szkliste. Rozglądnąłem się po pokoju, na ścianie wisiały zdjęcia. Podszedłem do nich. Od razu w oczy rzuciły mi się nasze wspólne. Z wakacji nad morzem i zakończenia roku szkolnego. Julia była na nich taka szczęśliwa, a teraz patrząc na nią, odczuwałem ból w sercu.  Co się z nią stało? Zawsze była kipiącą szczęściem dziewczyną. Przynajmniej przy nas. Jedyne, co wiem, i to strasznie widać,  to, to, że  się zmieniła. Ciągle nosiła włosy spięte w kitkę, kujonki i aparat na zębach. Ale mimo tego była ładna. Nigdy nie ubrała spódniczki, sukienki oraz krótkich spodenek. Zawsze miała dżinsy i zwykły T-shirt. A teraz? Jej kasztanowe, falowane, długie włosy opadały na jej ciemną karnację i śliczną buzię. Teraz nawet pidżama w Myszkę Miki ma lekki dekolt oraz krótkie spodenki. Wygląda w niej seksownie. Oparłem się o szafkę. A ręce wsunąłem do kieszeni.
- Odpowiesz mi? – zapytałem.
- I co Ci mam odpowiedzieć? – popatrzyła na mnie marszcząc brwi.
- Dlaczego mnie okłamałaś?
- A dlaczego miałabym tego nie zrobić? Nie widzieliśmy się 4 lata, miałam Ci się rzucić na szyję, tak? Zostawiłeś mnie! Powiedziałeś, że nie dasz mnie skrzywdzić, że zawszę będziesz, bo jesteśmy przyjaciółmi – nacisnęła na ten wyraz, a po jej policzkach swobodnie spływały łzy. – I co? Nie boli mnie to, że dałeś skrzywdzić, ale to, że zostawiłeś! Po prostu. Bez niczego, zostawiłeś. – jej klatka piersiowa poruszała się w górę i w dół szybkim tempem. Zabolało mnie każde słowo, wy płynące z jej ust. Poczułem uścisk w żołądku, a do oczu napływały mi łzy.
- Przepraszam. – powiedziałem pół szeptem, wbijając wzrok w podłogę.
- Ta. Myślisz, że to wystarczy? Wiesz co, nie mam siły z Tobą rozmawiać.
- Julie. Proszę.
- Nie. Idź już. – stała przy oknie, nawet kątem oka na mnie nie spojrzała. Nie dziwiłem się. Ale nie umiałem jej teraz tak po prostu zostawić i sobie pójść. Chciałem ją przytulić, ale w tym momencie chyba bym tylko pogorszył sytuację, więc ją posłuchałem i wyszedłem z pokoju nic nie mówiąc.

Julia’sPOV

Wyszedł. Tak po prostu. Znowu. Myślałam, że chociaż jakoś mi to wytłumaczy, będzie chciał „walczyć”, ale nie on po prostu się poddał. Czego ja się spodziewałam. Rzuciłam się na łóżko z wielkim płaczem. Był mi bliski, kochałam go. Ale w inny sposób. Nie czułam do niego „mięty”, ani nie kochałam jako zwykłego przyjaciela, to było coś innego, nawet nie umiem tego nazwać. Dał mnie skrzywdzić, powiedział, że nigdy nikt mnie nie upokorzy, a tym bardziej nikt mną nie będzie pomiatał. Od 4 lat dla wszystkich jestem zwykłą szmatą, panią stojącą pod latarnią, sprzątaczką, zwykłym śmieciem. Ale nie ma to dla mnie znaczenia. Boli mnie to, że mnie zostawił. Tak po prostu, bez wyjaśnień, po prostu się do mnie nie odezwał. Czekałam, miałam nadzieję, że w końcu zadzwoni, ze znowu się spotkamy. Może to głupie, ale łudziłam się rok. Później dałam sobie spokój. Zmieniłam numer, przeprowadziłam się do innego domu. Małe prawdopodobieństwo, że teraz się ze mną skontaktuje.
Czułam zmęczenie, moje oczy od łez same się zamykały. Położyłam się, wtuliłam w siebie misie, zamknęłam oczy i zasnęłam.

Obudziły mnie krzyki dobiegające z dołu. Oparłam się o łokieć. Poczułam się jak kupa. Nic nowego. Codziennie się tak czuję. Spuchnięte oczy od płaczu, popękane usta i sucho w buzi. Śnił mi się Ryan i Chaz. Byliśmy tam tacy szczęśliwi. Ta, to tylko sen. Wstałam z łózka i zeszłam na dół, zobaczyć dlaczego się tak darli. Okazało się, że to nic strasznego. Po prostu moi rodzice i brat postanowili zamiast do siebie spokojnie mówić, to krzyczeć na cały dom i co najlepsze mieli z tego ubaw, nie obchodziło ich to, że o 9 rano mnie obudzili.
- O hej Kochanie. – przywitała się ze mną mama całując mnie w policzek.
- Hej. Chciałam dzisiaj trochę pospać. – dołączyłam do taty siadając obok niego przy stole.
- Przepraszamy. – pogładziła mnie po ramieniu i podała mi kubek z tym co zawsze, czyli z kakałem.
- Okay. – wzięłam łyk ciepłego napoju, który załagodził ból w gardle.
- Julia! – Michael przybiegł do kuchni.
- Co? – nawet na niego nie spojrzałam, wpatrywałam się w okno.
- Dostałaś sms’a. Masz. – podał mi telefon. Czasami umiał być dla mnie miły. Przejechałam palcem po ekranie, by go odblokować.

„Hej Julie! Za 10 minut u Ciebie będę. Mam Ci dużo do opowiedzenia :) xx”.

Była to Rox. Moja przyjaciółka. Jest strasznie podobna do mnie. Jest ładna, inteligentna, nie jest ciamajdą i potrafi rozmawiać z chłopakami. No tak, jest strasznie do mnie podobna, no nie? Czujecie ten sarkazm. Zupełna odwrotność mnie. Cieszy się z życia, tryskającą z szczęścia dziewczyna. Wszystkich tym zaraża, ale mnie to akurat nie. Ma kochającego ją brata Josh’a, nie to co ja. Jestem jej wdzięczna za to, że jest przy mnie.
Nie miałam za bardzo ochoty słuchać jak było na Hawajach. Było mi ciężko, ona sobie wyjeżdża, a ja siedzę w domu całe wakacje. Bo dla moich rodziców ważniejsza jest praca niż spędzenie czasu razem, w ciepłym kraju, bo przecież tu pogoda jest czasami nie do zniesienia.

Ryan przyjedź do mnie! Natychmiast! Ha, jak by on tylko mógł Cię Julia usłyszeć. Wzięłam głęboki oddech, wyłączyłam lecącą wodę z prysznica i wyszłam z kabiny. Owinęłam się ręcznikiem i weszłam do pokoju. Wyciągnęłam jakieś ciuszki nucąc sobie ulubioną piosenkę. Spięłam włosy w luźny koczek. Usiadłam przy oknie i czekałam na Rox. Długo to nie trwało, po 5 minutach dziewczyna wpadła do pokoju jak by się co najmniej paliło.
- Jejku, spokojnie. – spojrzałam na nią z uśmiechem.
- Ty mi mówisz spokojnie? Wiesz ile Cię nie widziałam? – zapytała zakładając ręce na biodra.
- Em czekaj niech tylko policzę. Jakieś dwa tygodnie. – przyjęłam tą samą pozę co ona.
- No właśnie! – rzuciła mi się na szyję i mocno przytuliła. Odwzajemniłam uścisk. 
- Co taka smutna? I nie mów, że nie, bo widzę. – zapytała. Tak ta dziewczyna zdecydowanie czytała mi z oczu.
- Nie chcę o tym mówić.
- Mi nie chcesz powiedzieć? – oburzyła się.
- Rox, jak będę chciała to Ci powiem, okay? Proszę. – usiadłam na łóżku.
- No okay niech Ci będzie. – zrobiła to samo co ja, czyli usiadła na łóżku. Uwielbiałam w niej to, że nie była taka wścibska. – Poznałam chłopaka. – No nie. To się znowu zacznie. – Ma na imię Harry. Jest uroczy. A w sumie mam z nim zdjęcia, pokażę Ci. – przystawiła mi telefon przed oczy. Na zdjęciach był wysoki brunet z burzą loków i „grzywką” spiętą do góry. Miał zielone oczy i dołki w policzkach.
- Przystojny. – stwierdziłam po chwili.
- Wiem. Dzisiaj idziemy z nim na imprezę. – powiedziała jednym tchem i zaczęła bawić się rękami, bo wiedziała, że nie będę zadowolona.
- Co?! Głupia jesteś?
- No, ale .. możesz się trochę wyrwać, jejku, nie chcę iść sama.
- Idziesz z tym.. jak mu było.. Harry’m.
- No tak, ale zawsze będę miała bliższą osobę obok siebie. – spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem, a ja nie umiałam jej odmówić. Nic nowego.
- Okay. – dziewczyna rzuciła się na mnie i mocno uściskała. 
Jezu nie chcę tam iść, nawet typa nie znam. Założę się, że będę tam tylko piątym kołem u wozu.

Jest 19, a ja jeszcze nie gotowa. Nie wiem po co się tak stroiłam. Nawet nie mam dla kogo. Nawet nie chcę mi się tam iść! Obejrzałam się jeszcze raz w lustrze i zeszłam na dół. Udałam się do kuchni, napić się jeszcze soku. Podeszłam do blatu i po chwili zauważyłam, że ktoś min się przygląda. Byli to moi rodzice i Rox. Stanęłam do nich przodem i popatrzyłam na nich. Wyglądali co najmniej jak by ducha zobaczyli. Okaaaaaaay..
- Em coś jest nie tak? – zapytałam odkładając szklankę do zmywarki. Przez chwilę byli cicho.
- Julia, Boże, córuś. Jak Ty ślicznie wyglądasz! – podeszła do mnie mama i pogładziła mnie po policzku.
- Bez przesady. – uśmiechnęłam się i przytuliłam ją. – Wyglądam jak zawsze.
- Nie Julson, wyglądasz inaczej. Ładnie. – Michael stał w progu kuchni oparty o futrynę drzwi.
Czułam, że moje policzki się rumienią. W sumie zdziwiłam się, że mój młodszy brat powiedział mi takie coś. Zawsze byłam dla niego „bestią”. 
- Co?! Przecież jestem bestią.
- Wcale nie. – nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam. Otworzyłam szeroko oczy. – No co? Jestem chłopakiem i mówię Ci, że wyglądasz ślicznie. – Michael miał 15 lat, ale szczerze od lasek to on się nie umiał odpędzić. Więc wie co na rzeczy.
- Mogę Cię przytulić? – zapytałam. Nienawidziłam go, ale miałam ochotę go przytulić za to co powiedział. Podszedł do mnie i objął mnie. Jejku on był wyższy ode mnie.
- Dobra starczy. – osunęłam się od niego i parsknęłam śmiechem, on zrobił to samo.
- Julie. Wyglądasz niesamowicie. Pasuje Ci ta sukienka. Muszę tam dzisiaj na Ciebie uwarzać.– stwierdziła Rox.
- Taaak. Bardzo. Mam śliczną córkę. – dodał ojciec.
- Dobra, ej koniec tych pochwał. Okay? – czułam jak rumienią mi się policzki. Nic nowego. Przecież wyglądam normalnie zwykła sukienka, może trochę skąpa, ale była zwykła, czarna. Do tego czerwone szpilki i malutkatorebka. Nie uważam, że wyglądam niesamowicie. Jestem głupia zakładając szpilki i tak w nich nie wytrzymam.
Pożegnałam się z rodzicami, powiedziałam o której wrócę i wyszłam z Rox trzaskając drzwiami. Po 20 minutach byłyśmy na miejscu. Już w samochodzie można było usłyszeć muzykę. Wyszłyśmy z taksówki, dziewczyna zaczęła się rozglądać. Nagle pociągnęła mnie za rękę w stronę grupki chłopaków.
- Hej śliczna! – Rox przytuliła wysokiego chłopaka. Tak był to Harry. A obok niego stało jeszcze czterech chłopaków.
- Hej, hej! To jest Julia. – pomachałam im lekko ręką i uśmiechnęłam. Później każdy mi się z osobna przedstawił. Blondynek to Niall, mulat to Zayn, ten w pasiastej koszuli to Liam, a ten obok to Louis. Weszliśmy do środka. Boże jaki tłum, nie chcę tutaj być, chcę do domu. Usiąść przed telewizor, owinąć się kołderką i płakać z posranego wręcz życia.

Bawiliśmy się znakomicie, a bynajmniej jedna z nas. Poznałam bliżej chłopaków. Czaicie ja! Ja poznałam bliżej jakiegoś chłopaka, a do tego ich było pięciu. Ale przez całą imprezę nie czułam się komfortowo, ciągle myślałam, że ktoś mi się przygląda, ale w końcu byłam na imprezie, tu każdy na każdego się gapi. Poszłam skorzystać z toalety i nawet teraz czułam, że ktoś za mną idzie. Zignorowałam to. Nie tylko ja przecież w tej chwili muszę skorzystać z WC. Po 5 minutach wyszłam, chciałam wrócić na salę, ale nie mogłam. Jakiś czterech chłopaków zastawiło mi drogę i nie mogłam przejść.
- Do cholery! Mogę przejść!! – nie wytrzymałam. 
- Ooo, patrz stary jaka zadziorna. Lubię takie. – przybliżył się do mnie. Przypomniałam sobie, że mam na sobie szpilki, więc je użyłam. Wbiłam mu ją w buta. Zwinął się z bólu, a ja swobodnie uciekłam do grupki. Tak tylko mój pech. W ogóle ich tam nie było. Nie miałam siły ich szukać, więc wzięłam zwinęłam dupę i wyszłam z tego zatłoczonego pomieszczenia. 
Wracałam spokojnie uliczką, na boso, domyślacie się czemu. I nadal czułam, że ktoś za mną idzie. Spojrzałam za siebie. Nie myliłam się. Zauważyłam grupkę chłopaków. Przestraszyłam się i przyśpieszyłam krok. Oni zrobili to samo. Skręciłam w uliczkę, ale to był zły błąd, była ona ślepą uliczką.
- Oj. Ktoś się zgubił. – gwałtownie się obróciłam. Mój oddech stawał się coraz szybszy. Naprawdę się bałam, nie wiedziałam co oni mi zrobią.
- To Mała teraz możemy się zabawić. – podszedł do mnie i chwycił mnie za włosy. Syknęłam z bólu, a moje oczy napełniły się łzami.
- Auć! Zostaw mnie.
- Oj. Nie płacz. – rzucił mnie na ziemię. Usłyszałam śmiechy.
- Czego Ty ode mnie chcesz? – zapytałam.
- Ciebie kochanie. – znowu szarpnął mnie za włosy.
- Zostaw ją! – usłyszałam za sobą głos. 
_____________________________________________________________________________________________

I jak? 
Jak myślcie kto uratuję Julię? :) 

niedziela, 19 maja 2013

Part1.

Chłopaki w tym opowiadaniu nie są sławni.
_____________________________________________________________

- Julia pójdziesz mi do sklepu? Nie ma mleka, cukru, mąki ….

Chciałabym wyjechać, oderwać się od wszystkich. Uciec od tej szarej rzeczywistości.

- Hej Julia. Mówię do Ciebie. – z rozmyślań wyrwała mnie mama. Nienawidziłam, gdy to robiła. Zawsze, gdy o czymś marzyłam, lub myślałam, ona musiała mi przerwać.
- Ale co? Ta słucham Cię. – odpowiedziałam zmieszana.
- Tak właśnie widzę. Pójdziesz mi do sklepu?
- Tak, napisz na kartce co chcesz. – wstałam z kanapy i poszłam na górę, trochę się ogarnąć, cały dzień dzisiaj nigdzie nie wychodziłam i jednym słowem wyglądam jak kupa. Jak zawsze w sumie. „Podbite” oczy, rozczochrane włosy i pidżama w Kubusia Puchatka. Tak to cała ja. Weszłam do sypialni, ubrałam dżinsy i sweter, włosy spięłam w luźny kok. Zakorektorowałam sińce pod oczami i pomalowałam rzęsy tuszem.
Jakoś wyglądam. Popatrzyłam w lustro z lekkim obrzydzeniem. Czemu ja siebie tak nie lubię? A no może, dlatego, że przez 10 lat jestem pośmiewiskiem. Nieśmiała, niezdarna, dziewczyna. Nigdy mi nic nie wychodziło, nadal mi nie wychodzi, nawet nie umiem rozmawiać z chłopakami. Jeżeli już jakiś do mnie podszedł, nie umiałam się wysłowić i co najlepsze zawsze palnęłam jakieś głupoty. Od tego czasu unikam jakichkolwiek kontaktów z płcią przeciwną. Schodziłam na dół po schodach i jak to ja, potknęłam się o dywan.
- Hahah. Boże ciamajda! – powiedział ze śmiechem mój brat Michael, a jego koledzy śmiali się razem z nim. 
- Zamknij się gnojku! – syknęłam.
- Julia, nie mów tak do brata. – podeszła do mnie mama, wręczając mi kartkę i pieniądze.
- Ale.. Nie ważne. – przymrużyłam oczy patrząc na Michael’a.
- Idź już. – mama pogoniła mnie wskazując palcem na drzwi. Nic nie mówiąc wyszłam z tego okropnego budynku, czasami można by było powiedzieć, że z domu wariatów. Chociaż nie powinnam narzekać na moją rodzinę. Mimo wszystkiego, a mianowicie tego, że rodzice w stosunku do mnie byli bardzo opiekuńczy, a do mojego brata nie, to i tak bardzo ich kochałam i mogłam na nich liczyć. Szłam uliczkami Londynu. I jak zawsze zachwycałam się ich wyglądem. To starem miasto, ale ma coś w sobie i mi to coś się bardzo podoba. Doszłam do najbliższego sklepu. Weszłam do środka i zaczęłam szukać produktów, które mama wypisała mi na kartce.
Gdy wszystko znalazłam, udałam się do kasy. Zauważyłam, że baba, która stoi za kasą ciągle mi się przyglądała.
- Czy mam coś na twarzy, że Pani mi się tak przygląda? – zapytałam. Mimo że byłam nieśmiałą osobą, nie lubiłam takich ludzi, obojętnie, że to starsza Pani. Kobieta odpowiedziała mi na to pytanie ceną, którą musiałam zapłacić. Wychodząc zaśmiałam się do siebie, ale mój uśmiech szybko znikł z twarzy, ponieważ zauważyłam lejącą się wodę z nieba. Cholera! Teraz musisz padać? Tupnęłam nogą. No cóż nie będę tutaj stała, dopóki naprawdę się  rozpada. Szybkim krokiem wracałam do domu. Nagle torby z zakupami wylądowały na ziemi. A ja poczułam lekki ból w lewej ręce.
- Uważaj jak chodzisz! – usłyszałam zdenerwowanie w głosie … No właśnie, kogo? Podniosłam głowę. Moje oczy zetknęły się z jego brązowo-miodowymi oczami, które przeszyły mnie na wylot. A po jego czole spływały pojedyncze krople deszczu.
- To może Ty byś uważał. Huh? – zdziwiłam się, że powiedziałam mu takie coś. Zazwyczaj odpowiedziałbym zwykłe „przepraszam” i zaczęła zbierać rozrzucone zakupy. Ale nie teraz, chyba za bardzo byłam zdenerwowana. Tak to zdecydowanie to. Chłopak mi nie odpowiedział, więc schyliłam się i zaczęłam zbierać produkty. Zauważyłam, pomagającą mi parę rąk, a za chwilę drugą. Spojrzałam na nich, a przed moimi oczami ukazał się moment ukończenia szkoły. Tak byłam pewna to Ryan i Chaz, on to nawet w ogóle się nie zmienił. Byliśmy przyjaciółmi, nawet mieliśmy specjalne bransoletki, którą do dzisiaj noszę, ale po ukończeniu szkoły, nasze drogi się rozeszły. Chociaż obiecywali, że utrzymamy kontakt. Tak się jednak nie stało. 

- Co wy robicie? – zapytał brunet, który „nie umie chodzić”.
- Trzeba jej pomóc. Ty byś tego nie zrobił! – odpysknął mu Ryan.
- A ja tu moknę! – Ryan zignorował to. Podszedł do mnie i podał mi siatkę z pomarańczami, wymamrotałam jakieś podziękowania. Dziwnie patrzył na moją rękę. Ale wiedziałam, o co mu chodzi, patrzył się na moją bransoletkę. Oby jej nie poznał. Błagałam w myślach.
- Julie? – zapytał szeptem. Popatrzyłam w oczy chłopaka, a mój żołądek obrócił fikołka z nerwów.
- Nie. Przepraszam, muszę już iść. – gwałtownie się obróciłam i szybkim krokiem udałam się przed siebie.

Ryan’sPOV

Pomogłem dziewczynie. Dziwnym trafem przypominała mi Julie, moją Julie, najukochańszą dziewczynę pod słońcem, która ślicznie się rumieniła, kiedy mówiono jej komplement. Może nie była lubiana w szkole i wszyscy jej dokuczali, ale była moją przyjaciółką. Od ukończenia szkoły, nasze drogi się rozeszły. A obiecaliśmy z Chaz’em, że będziemy utrzymywać kontakty. Próbowaliśmy tylko, że później każde z nas zmieniło numer. Więcej do Julii nie umieliśmy się dodzwonić. Przeprowadziłam się i koniec! Nie wiedzieliśmy gdzie mamy jej szukać. 

- Co wy robicie? – zapytał Justin.
-  Trzeba jej pomóc. Ty byś tego nie zrobił! – odpysknąłem mu. Jak to on, duma by mu przecież nie pozwoliła.
- A ja tu moknę! – zignorowałem to, jak by nie zauważył, że ja też byłem cały mokry. Podszedłem do dziewczyny i podałem jej siatkę z pomarańczami. Wymamrotała mi krótkie dziękuję. A jej słodki głosik przypomniał mi głos Julii i to jak ślicznie śpiewała. Zorientowałem się, że strasznie mi jej brakuje, tęsknie za nią. Wyciągnęłam dłonie, by chwycić torby, zauważyłem bransoletkę przyjaźni, którą cała nasza trójka miała, czyli ja, Julia i Chaz. Jeżeli to Julia, to ona nadal ją nosi? A ja schowałem ją do pudełka, którego nigdy nie otwieram. Dłużej nie mogłem się domyślać, czy to na pewno ona. To mogła być okazja, żeby znowu się z nią skontaktować.
- Julie? – w końcu zapytałem szeptem. Popatrzyła na mnie z zauważalnym smutkiem w oczach.
- Nie. Przepraszam, muszę już iść. – odpowiedziała, gwałtownie się obróciła i szybkim krokiem udała się przed siebie. Dziwnie się poczułem. Miała takie same oczy – zielone z domieszką niebieskiego. Podszedł do mnie Chaz.
- Ryan, co Ci? Zakochałeś się?
- Haha! Dobre! – zaśmiał się Justin.
- Zamknij się! – warknąłem. Justin zrezygnował ze kłócenia się ze mną, obrócił się i szedł przed siebie.
- To byłam Julie. – popatrzyłem na Chaz’a.
- Co? Kto? Głupi jesteś, nawet podobna nie jest.
- A kiedy ostatni raz ją widziałeś? – Chaz podrapał się po głowie. – Pozwól, że sam odpowiem. Jakieś 4 lata temu?
- No tak. Ale skąd pewność, że to ona.
- Pamiętasz bransoletkę, którą mieliśmy? – popatrzyłem na niego.
- No pamiętam, mam ją do teraz przy naszym zdjęciu, przecież codziennie ją oglądasz. – spojrzał na mnie spod łba.
- No właśnie, a ona miała taką samą! – pokazałem ręką w stronę, którą odeszła niby Julia.
- Boże, może też sobie taką kupiła. Wielkie mi co. – Chaz odwrócił się na pięcie. – Chodź. Patrz gdzie ten już jest.
- To była ona. Wiem swoje. – zacisnąłem rękę.  Posłuchałem chłopaka i szybkim krokiem staraliśmy się dogonić Justin’a.

Julia’sPov.

Weszłam do domu cała mokra.
- No jesteś. Już tata miał jechać, oglądnąć gdzie się podziałaś. Jesteś cała mokra. – Woooooooow! – Daj te torby. Co tak długo? – męczyła mnie tymi pytaniami, ale w końcu to moja mama. One bez tego, dnia by nie przeżyły.
- Jakiś bezczelny typek mnie popchnął, rozsypały mi się zakupy i zbierałam je. Dlatego tak długo. – na samą myśl, że spotkałam chłopaków robiło mi się smutno. Ale nie wiedziałam, że na zewnątrz też to widać.
- Hej Kochanie, co Ty taka smutna? – zapytała mama podchodząc do mnie, chwytając mnie za buzię i sprawdzając, czy przypadkiem nie mam gorączki.
- Nie wiem. Chyba będę chora, zimno mi. Idę się przebrać. – mama pocałowała mnie w policzek i kiwnęła głową. Poszłam po schodach do mojego pokoju. Nie wiem, dlaczego, ale miałam ochotę usiąść i rozryczeć się jak dziecko. Wyciągnęłam pidżamę tym razem w Myszkę Miki i poszłam wziąć szybki prysznic. Moje ciało otulały gorące krople.  Przez chwilę mogłam zapomnieć o otaczającym mnie nudnym świecie. Wtarłam w siebie arbuzowy żel, a w włosy jabłkowy szampon. Po chwili byłam już ubrana. Położyłam się do łóżka i otuliłam ciepłą kołdrą. Co ja zrobiłam? Tęsknie za chłopakami. Dlaczego powiedziałam, że to nie ja? Zawsze muszę zrobić coś na odwrót.  Po moim policzku spłynęły swobodnie łzy. Przytuliłam do siebie dwa misie, które dostałam od chłopaków. Nawet na nodze miały wyszyte ich imiona. Zorientowałam się, że mogę ich już nie spotkać. Łzy same cisnęły mi się do oczu. Jestem beznadziejna!

Ryan’sPOV

Ciągle po głowie chodziła mi ta dziewczyna, ona była strasznie podobna do Julii.
- Ej Ryan! – Justin rzucił we mnie poduszką.
- Co do cholery!? 

- Jedź do tej Smith.
Nie odpowiadając wstałem z kanapy, wziąłem kluczyki od samochodu i zatrzasnąłem za sobą drzwi. Jeżeli to była Julia. Przecież mogę jej już nigdy nie spotkać. To była okazja. Te myśli chodziły mi po głowie. Nawet się nie zorientowałem, kiedy byłem na miejscu. To chyba tu. Taki bynajmniej mi Justin podał adres. Zadzwoniłem do drzwi. Otworzyła mi drobna kobieta.
- Przepraszam, Pani Smith?
- Nie. Pani Smith mieszka obok. Ale ona wyjechała. – odpowiedziała wysokim głosem, skądś go znałem. Strasznie przypomina mamę Julii – Panią Eleanor Hamilton. Musiałem zapytać, znowu miałem okazję spotkać Julie.
- Pani Hamilton? – kobieta popatrzyła na mnie ze zdziwieniem. Nie poznała mnie.
- Tak. – odpowiedziała niechętnie.
- Nie poznaje mnie Pani? – kiwnęła głową na nie. – Ryan. Ryan Butler.
- O mój Boże Ryan! Jak Ty się zmieniłeś. – przytuliła mnie. – Wejdź, Julia na pewno się ucieszy. To ja ją zawołam. – Nie. Chciałbym jej zrobić niespodziankę. Może mi Pani powiedzieć gdzie jej pokój?
- A no okay. Ostatni, na końcu po lewej. – uśmiechnęła się do mnie, a ja zrobiłem to samo.
Szybko wszedłem po schodach. Lekko otworzyłem drzwi, nawet nie usłyszała. Moim oczom ukazała się drobna dziewczyna, przytulona do misia. Tak to była ta sama dziewczyna. Nie myliłem się.
- Julie, dlaczego mnie okłamałaś? 
_____________________________________________________________________________________

Hej! 
Mam prośbę CZYTASZ=  KOMENTARZ
Zrobiłam tak, że każdy może dodać komentarz.
Lub chociać zostaw opinię. ;) 
To dla mnie ważne. ;)