Complicated Life...
niedziela, 23 marca 2014
sobota, 31 sierpnia 2013
Hej hej hej !
Jest mi trochę przykro, że nie dostałam ani jednego komentarza, cóż. ;\
Nie zmuszam.
Co do nowego bloga.
Sorry, że temat jest ten sam, czyli gangi, śmierć, itd.
Ale ten temat podoba mi się najbardziej.
Nie będę pisać o tym, że poznałam kogoś z 1D, czy Justina, on jest wielką gwiazdą i się we mnie zakochał, później mamy dziecko i szczęśliwe zakończenie. Nie. Nie kręci mnie takie coś. ;\
Rozumiecie, prawda? :)
Mimo to bardzo zapraszam. ;)
http://reddevils1998.blogspot.com/
Jeżeli macie też jakiegoś bloga, zostawcie go w komentarzu.
Chętnie poczytam. :)
Nie zmuszam.
Co do nowego bloga.
Sorry, że temat jest ten sam, czyli gangi, śmierć, itd.
Ale ten temat podoba mi się najbardziej.
Nie będę pisać o tym, że poznałam kogoś z 1D, czy Justina, on jest wielką gwiazdą i się we mnie zakochał, później mamy dziecko i szczęśliwe zakończenie. Nie. Nie kręci mnie takie coś. ;\
Rozumiecie, prawda? :)
Mimo to bardzo zapraszam. ;)
http://reddevils1998.blogspot.com/
Jeżeli macie też jakiegoś bloga, zostawcie go w komentarzu.
Chętnie poczytam. :)
czwartek, 29 sierpnia 2013
Epilog.
***rok później***
Minęła już pierwsza rocznica.
Ja nadal nie mogę się pozbierać.
Coś we mnie umarło. Coś pękło. Połowa mnie odeszła.
Ma szczęście sukinsyn, że go zamknęli.
Chodzę do psychologa, by trochę mi pomógł.
Są jakieś poprawy.
Nie siedzę przynajmniej cały czas w łóżku i wylewam łzy. Już przez to
wylądowałam w szpitalu, nie jadłam nie ruszałam się. Siedziałam cały dzień w
domu i przeglądałam zdjęcia, które zdobiliśmy na Bahamach i które znam już na
pamięć.
- Kochanie? – zawołał mnie Justin, gwałtownie odwróciłam się w jego
stronę. – Uśmiech. – powiedział uradowany.
- Hej! – wstałam i podeszłam do niego. – Oddaj ten telefon. – wyciągnęłam
w jego stronę dłoń.
- A teraz ustawimy sobie mojego Skarba na tapetę. – trzymał moją rękę.
- No Ty chyba żartujesz. Na pewno wyszłam jak potwór. – spojrzał na mnie
dziwnym wzrokiem oraz pociągnął mnie za rękę, tak że wylądowałam na jego
kolanach.
- To nie możliwe. Kochanie, ile razy można Ci mówić, że jesteś śliczna. –
pocałował mnie w nos. Uśmiechnęłam się tylko i musnęłam jego usta.
Był na nich taki szczęśliwy.
- Julie, chodź pomożesz nam z choinką. – do pokoju wszedł Mike.
Popatrzyłam jeszcze raz na spadający śnieg z nieba i wstałam. Z maleńkim
uśmiechem na twarzy podeszłam do brata, on objął mnie ramieniem i pocałował w
skroń.
- Hej Rox, hej Ryan. – przytuliłam ich na przywitanie. Chociaż tych
dwóch osób nie straciłam.
Nadal zadaje sobie pytanie jak to się stało? Dlaczego? Ale nie znam na
nich odpowiedzi.
Zerknęłam na Rox. Wyglądała na przemęczoną.
Przypomniało mi się kiedy jej o tym mówiłam.
Wróciliśmy do domu. Nie mam pojęcia jak Ryan oderwał mnie od Justina.
Weszliśmy do środka. Od razu przybiegła do mnie Rox, a za nią Dan.
- Boże jak Ty wyglądasz. – pogładziła moje włosy. – Gdzie chłopaki? –
zapytała. A ja w tej chwili wybuchłam płaczem jak mała dziewczynka.
- Ryan? Gdzie Harry? Julie gdzie Justin? – spojrzała na nas.
- Rox, oni. – jąkałam się. – Nie ma ich. – opadałam na kolana.
- Jak to ich nie ma? – zapytała Dan łamiącym się głosem.
- Rox, Harry nie żyje. Nie ma go tak samo jak Justina i Liama. –
spojrzałam na nich. Rox prawie zemdlała, ale Ryan chwycił ją i posadził na
kanapie. Dan tylko schowała głowę w dłonie i zaczęła płakać.
- To Twoja wina! – Rox wykrzyczała w moją stronę. Rozumiem ją.
- Wiem, też sama się o to obwiniam, Justin też zginął przeze mnie. –
powiedziałam z moich oczu leciały pojedyncze łzy. Nie miałam już czym płakać.
Nastała chwila ciszy.
- Przepraszam. – dodała Rox i podeszła do mnie i mocno mnie przytuliła. –
On był dla mnie wszystkim.
- Wiem o tym Rox. Wiem. Czuję to samo. – siedziałyśmy na podłodze
przytulone, Rox wylewała łzy tak jak ja przedtem.
A ja znowu nuciłam sobie naszą ulubioną piosenkę.
Tak pamiętam, wtedy dostałam do głowy.
Tak można to nazwać.
- Jak się dzisiaj czujesz? – zapytał Ryan.
Cały czas przy mnie był, nie opuszczał mnie na krok. Prawie zamieszkał
w moim domu. W sumie można powiedzieć, że zamieszkał. Nie chce wracać do
swojego, za bardzo przypomina mu o Justinie i Chazie.
- Dobrze. – odpowiedziałam spoglądając na choinkę. – To bierzemy się do
roboty.
- Śliczna jest. – podeszła do mnie mama i pogładziła mnie po ramieniu.
Uśmiechnęłam się tylko.
- Pamiętam jak Justin mówił mi, że będziemy ubierać razem choinkę i
będziemy ubrani w śmieszne, świąteczne swetry. – pierwszy raz od paru miesięcy
wspomniałam o Justinie. Mama spojrzała na mnie i pocałowała w skroń, bardziej
się w nią wtuliłam, bo czułam, że zaraz pęknę. Gula powietrza zrobiła się w
moim gardle.
Leżeliśmy w łóżku. Wtuleni w siebie i bawiliśmy się swoimi palcami.
- Które święta lubisz najbardziej? – odezwał się Justin.
- Boże Narodzenie. – odpowiedziałam z uśmiechem.
- O moje też. Więc będziemy ubierać razem choinkę, śmiać się przy tym i
będziemy mieli ubrane na sobie śmieszne, świąteczne swetry. – chichot wydobył
się z jego ust.
- Oczywiście. Do tego zrobisz mi gorąca czekoladę, bo robisz najlepszą na
świecie. – spojrzałam na niego.
- Sie wie. – musnął moje usta. Ale po chwili zagłębił się w pocałunku.
- Na pewno patrzy na Ciebie z góry i uśmiecha
się. Ubierał ją z Tobą Skarbie. – mama podniosła moją głowę. Moje oczy się
zaszkliły.
- Wiem mamo. Wiem. – spojrzałam przez okno na niebo. – Wiem, że tutaj
jest.
Nie wiem dlaczego, ale wyszłam z pokoju i pobiegłam do mojej sypialni.
Stanęłam przy oknie i wybuchłam płaczem.
- Julie. – Ryan odwrócił mnie i mocno przytulił, zawsze tak robił, a ja
wtedy w pełni się uspokajałam.
- Po prostu wiem, że tutaj jest, ale nie jest przy mnie, nie przytula
mnie kiedy chce i nie całuje kiedy chce. – bezradnie usiadłam na łóżku.
- Kochanie. – mama się do mnie dosiadła. – On Cię przytula kiedy chcesz
i całuje kiedy chcesz.
- Mamo. Ale ja go nie widzę, rozumiesz? Nie widzę jego karmelowych
oczu, które tak słodko na mnie patrzyły. Tego jak się uśmiecha. Jego strachu
kiedy coś mi jest, jego zmartwienia. Nie poczuję już jego miłości. Brakuje mi
tego wszystkiego, oczu, noska, jego ślicznych pieprzyków i ust, które
przypominały mi kształt serducha, jego rąk, które tak idealnie pasują do moich.
– usłyszałam łkanie i popatrzyłam na Rox, jednak obraz mi się zamazywał, bo
moje oczy był jak szklanka z wodą. – Nie przytuli mnie już nigdy. Rozumiesz to?
Nigdy. Co z tego, że to robi, jeżeli ja tego nie czuję. Ja chcę go poczuć. Jego
zapach, przypominający mięte z dym papierosowy. – spojrzałam na mamę po
policzkach spływały jej łzy. – Kocham go. Chciałam się przy nim zestarzeć,
patrzeć na nasze dzieci i wnuki. A co teraz mam? Chciałam patrzeć na szczęście
Rox. Chciałam z nią być szczęśliwa. A teraz obydwie jesteśmy w totalnej
rozsypce. Czułam się przy nim bezpiecznie, zawsze mogłam się przytulić,
powiedzieć jak bardzo go kocham. A teraz wiem, że takiej osoby już nie ma.
- Julie.. – mama zaczęła.
- Nie, ja wiem powiesz, że ktoś się znajdzie, ale ja wiem, że z nikt
nie zajmie jego miejsca w sercu. Straciłam wszystko w jednej sekundzie. Nie
wiesz jakie to uczucie. – zerknęłam na mamę, która płakała. W sumie teraz to
wszyscy w tym pomieszczeniu płakali.
Zerknęłam na telefon i go odblokowałam. Popatrzyłam na zdjęcie.
Uśmiechnęłam się.
- Nie przestawaj się uśmiechać. Obiecaj. – powiedział patrząc mi prosto w
oczy.
- Obiecuję.
- Już nie będziesz płakać, obiecaj.
- Obiecuję. - Wziął moją rękę, splótł nasze palce i pociągnął mnie w
stronę podjazdu.
- Kocham Cię. – uśmiechając się płakałam i patrzyłam się na zdjęcie. –
Zawsze będę.
Minęło już pięć lat.
Chłodny wiatr przewiewał moje włosy.
A drzewa szeleściły.
Stałam przy jego grobie.
- Kocham Cię. – powiedziałam pół szeptem i położyłam białą różę na
pomniku.
Miły powiew wiatru połaskotał mnie po buzi, czułam jakby ktoś właśnie
pocałował mnie w policzek.
Uśmiechnęłam się sama do siebie, a rękę przyłożyłam do policzka.
- Tak bardzo chciałabym Cię też pocałować. – szepnęłam, a pogwizd
wiatru mi odpowiedział.
Złożyłam pocałunek na moich palcach i przyłożyłam je do zdjęcia na
pomniku.
- Kochanie? – Ryan podszedł do mnie.
- Daj mi jeszcze chwilę. – uśmiechnęłam się do niego.
- Będę u Nialla, jak coś. – powiedział i już chciał iść.
- Nie poczekaj na mnie. – usiadłam na ławce obok grobu. - Jak widzisz,
hah. Wierzę, że mnie widzisz i siedzisz teraz przede mną. To znalazłam sobie
kogoś. Ale wątpię, że pokocham go tak jak Ciebie. Owszem kocham Ryana, ale on
nigdy nie zastąpi mi Ciebie. Mam nadzieje, że się cieszysz. Obiecałam i
obietnicy dotrzymam. Kocham Cię. – powtórzyłam z uśmiechem i podeszłam do
Ryana.
Chwyciłam go za rękę bardzo mocno i pocałowałam w policzek.
- Dziękuję, że jesteś.
- Zawsze będę. – powiedział z spokojem. Objął mnie ramieniem i
poszliśmy.
- Ile już tam stoi? – zapytałam Davida i skinęłam głową na Rox, która
stała przy grobie Harryego. David to nowy chłopak Rox. Jest strasznie podobny
do Harryego.
- Sam nie wiem. – David spojrzał na mnie.
- Musisz ją zrozumieć. – odezwał się Ryan.
- Wiem. – David spojrzał na Rox, która w tej chwili wracała.
- Możemy iść. – objęła David. Spojrzałam tylko na nią, a ona lekko
skinęła głową. Wzięłam Ryana za rękę i poszliśmy na herbatę.
***
No to koniec.
Dziękuję wam za te parę miesięcy i za to, że czytaliście to. :)
Przepraszam jeżeli wam się nie podoba zakończenie.
Liczę na jakiś komentarz, co o tym myślicie.
I może jakieś końcowe pytania do bohaterów?
Kocham was xx
Co do nowego bloga.
Za jakiś czas dodam linka tutaj.
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
Part.22
Justin’sPOV
Całą noc nie
spałem. Głowa mi pęka. Nie wiem co robić. Co się z nią teraz dzieje?
Gdzie jesteś, Julie?
- Justin? Boje
się. – powiedziała Rox pół szeptem. Odwróciłem się w jej stronę. Była cała
zapłakana, a w ręce trzymała chustę Julie.
- Ja też. –
zwróciłem wzrok na sufit, ale po chwili zamknąłem oczy i opuszkami palców
tarłem o czoło, mając nadzieję, że to jakoś pomoże mi wymyślić, jak wyjść z
tego gówna.
- Boję się, że
coś jej się stało. Że .. – przerwała biorąc głęboki wdech. - .. że już nie
wróci. – popatrzyła w okno i próbowała powstrzymać łzy.
- Rox! – do
pokoju wszedł Harry. – Nawet nie warz się tak mówić, a co dopiero myśleć. – usiadł
obok niej i mocno ją przytulił.
Boże. Jak ja
bym chciał teraz w tej chwili przytulić Julie i już nigdy jej nie wypuścić.
- Wiem gdzie
jest! – do pokoju wbiegł zdyszany Malik.
- Co?! – od
razu wstałem na równe nogi.
- No wiem,
gdzie jest Julie. – podszedł do stołu i rozciągnął na niej mapę. Palcem wskazał
na zaznaczony na czerwono punkt.
- Skąd to
wiesz? – zapytałem siadając i przyglądając się dokładnie mapie.
- Mam tutaj
znajomego. On ma sprzęt. Idioci nie wyłączyli jej telefonu.
- Nawet nie
wiemy gdzie to. – odezwał się Niall spoglądając na niego kątem oka.
- My nie, ale
oni wiedzą. Czekają na nas na dole. – udał się ku drzwiom.
- Sprzęt. –
odezwał się Harry.
- Mają. –
mulat szedł w stronę drzwi. Zrobiliśmy to samo.
- Nie Rox, Ty
zostajesz. – odezwał się Harry.
- Ale.. –
zaczęła.
- Nie ma, ale.
Zostajesz z Dan. – dziewczyna go posłuchała i usiadła na kanapie. A my
wyszliśmy trzaskając za sobą drzwiami.
Julia’sPOV
Otworzyłam
powoli oczy. Nawet się nie zorientowałam, że odleciałam. Spojrzałam wokół.
Gdzie ja
jestem?
W jaki sposób
znalazłam się na łóżku?
Prawie
zapomniałam, że jestem związana. Próbowałam się rozciągnąć, a moje plecy
wygięły się w łuk.
Syknęłam z
bólu, gdy sznur otarł o moją skórę.
Poczułam, że
żołądek zaciska mi się od zżerającego mnie niepokoju. Czy kiedykolwiek stąd
wyjdę? Umrę? Czy będę mogła jeszcze kiedyś zobaczyć rodziców? Czy będę w stanie
spotkać Michaela, Rox, a nawet Justina?
Pociągając nosem, próbowałam zatrzymać łzy chcące zacząć lecieć. Nie mam zamiaru pokazywać tym gnojkom słabości.
Pociągając nosem, próbowałam zatrzymać łzy chcące zacząć lecieć. Nie mam zamiaru pokazywać tym gnojkom słabości.
Odwróciłam
głowę i spojrzałam przez malutkie okienko.
Otarłam
policzek o koszulkę na ramieniu i nagle przeszedł mnie niemożliwy ból
pochodzący od mojego rozciętego policzka. Zacisnęłam usta by nie wydostać z
nich wrzasku. Popatrzyłam na bluzkę. Była ze krwi. Przeszły mnie ciarki.
Zacisnęłam
powieki, zdecydowałam, że najlepiej będzie jak znowu spróbuję zasnąć. Może
wtedy ten czas szybciej upłynie.
Dosłownie
chwilę po tym, gdy zdążyłam się uspokoić. Prawie wyszłam z własnej skóry, gdy
drzwi gwałtownie się otworzył. Podszedł do mnie z wymalowaną złością na twarzy.
- Wychodź! –
krzyknął, a jego obrzydliwy głos powtórzył się wielokrotnie. Próbowałam
wygramolić się z łóżka.
- Nareszcie. –
powiedział zirytowany, a ja tylko wywróciłam oczami.
- Co to miało
być?! – szarpnął mnie za ramię. Nie odpowiedziałam mu tylko wpatrywałam się w
ścianę. Wziął moją buzię pomiędzy palec
wskazujący a kciukiem i ścisnął moje policzki.
- Nic. –
powiedziałam łamiącym się głosem.
- Co się mówi?
– ścisnął mocniej.
- Przepraszam.
– prawie wszeptałam. Robił mi krzywdę, nie chciałam tego.
- No. –
popchnął mnie ku wyjściu.
Trzymając
mocno moje ramie, wprowadził mnie w jakieś pomieszczenie.
Popchnął mnie
na krzesło, gdzie od razu gwałtownie usiadłam.
Próbowali mnie
związać, a ja się wyrywałam. Za co podziękowałam mojej głupocie, bo dostałam
tak, że z miesiąc będę chodzić z siniakiem pod okiem. Co najlepsze przez chwilę
nie wiedziałam co się ze mną dzieję, a oni już zdążyli zrobić to co chcieli
przedtem.
Wycieńczona
zamknęłam oczy.
Mój brzuch
bolał mnie od wielu uderzeń.
Z mojej wargi
lała się krew.
I znowu szok.
Moja głowa
wygięła się w drugą stronę, a jęk wydobył się z moich ust, policzek mnie
zapiekł.
- Zostaw ją! –
krzyknął Justin.
Spojrzałam na
niego. Próbował się podnieść z podłogi. Ale po chwili opadł z sił.
Ale jak to?
Odleciałam, że
nie pamiętam co tu się działo.
Spojrzałam
wokół siebie. I przeraziło mnie to co widziałam. Ryan trzymał się za brzuch
wypluwając krew. Chaza, Zayna, Harryego nie widziałam. Za to moim oczom ukazał
się Niall, klękający, z jego łuku brwiowego lała się krew, a przed nim stał
Jackob trzymając broń przy jego głowie.
Moje usta się
otworzył. Chciałam coś powiedzieć, ale poczułam, że ktoś odwiązuje moje ręce.
Szarpnął mnie
za ramię i prowadził do Grega.
Popatrzyłam na
Justina. Z moich oczu polały się łzy.
Greg skinął
głową, a do Justina podszedł koleś i mocno kopnął go w brzuch. Justin skulił
się.
- Zostaw go! –
krzyknęłam.
Usłyszałam
strzał.
Spojrzałam na
Nialla.
Jego ciało
swobodnie opadło na ziemie.
Moje nogi od
razu ruszyły w jego stronę.
Uklękłam przy
nim i złapałam go za rękę.
- Niall
proszę, nie zostawiaj mnie. – przystawiłam jego okaleczone kostki do ust i
lekko je musnęłam.
Z moich oczu
wylewały się łzy.
- Julie. –
powiedział kaszląc. – Pamiętaj, że Cię kocham, obojętnie co się ze mną stanie.
Zawsze zostaniesz w mojej pamięci. – zamknął oczy.
- Ja Ciebie
też, ale nie poddawaj się. – wtuliłam się w jego tors nie puszczając jego ręki.
Usłyszałam śmiechy, nawet nie zwracałam uwagi co dzieję się miedzy nami.
Poczułam
czyjeś ręce na barkach. Był to Ryan.
- Widzisz
Bieber. Myślisz, że tylko chodziło mi o dziewczynę. – usłyszałam ohydny śmiech
Grega. Spojrzałam na nich. Justin stał podkurczony i trzymał się za brzuch, a
Greg kierował w jego stronę broń.
- A o co
innego? – zapytał sycząc.
- Oh!
pamiętasz niejaką Michaele Obbis? Tak zamordowałeś ją wywalając nasz magazyn.
Była moją siostrą. Za to teraz ja ukarzę Ciebie! – pociągnął za spust.
W tym samym
czasie usłyszałam trzy inne strzały.
- Nieeee! –
krzyknęłam i wyrwałam się do biegu. Justin powoli opadł na ziemie. Uklękłam
przy nim trzymając jego dłoń.
- Justin.
Kochanie. – płakałam głaszcząc jego włosy. Powieki nadal miał zamknięte. Usłyszałam jęki i pomruki wychodzące z jego
spuchniętych ust i zauważyłam kilka łez spływających spod jego zamkniętych
powiek.
Rozglądnęłam się.
- Harry! – spojrzałam na leżące ciało loczka. – Chaz. – powiedziałam
piskliwym głosem. – Zayn! O mój Boże. – nie umiałam powstrzymać łez.
-Justin, jest w porządku. Wszystko będzie w porządku. – wyszeptałam
przykładając jego dłoń do swoich ust składając pocałunki na jego skaleczonych
kostkach.
- Julie. – wychrypiał.
- Tak Kochanie? – wpatrywałam się w jego twarz i czekałam aż w końcu
otworzy oczy.
- Przepraszam. – otworzył powoli oczy.
- Nie. Nie. Skarbie nie masz za co. - płakałam bez opamiętania
głaszcząc jego policzek.
-Tak, mam. Nie powinienem wplątywać Cię w... - jego słowa zostały
przerwane przez jego indywidualny kaszel. Skrzywił swoją twarz czując pewnie
niesamowity ból. Krew spływała po jego ciele zatrzymując się pod moimi
kolanami.
- Boże zadzwońcie po karetkę. – spojrzałam wokoło.
- Hahah. Jemu już nikt nie pomoże. – Greg spojrzał na mnie z
rozbawieniem na twarzy.
- Nie powinien Cię w to wplątywać. Miałem rację, żeby zostawić Cię w
spokoju. – wyszeptał krzywiąc się.
- Nie, Justin. Będę Ci dziękować do końca życia, że spotkałam kogoś
takiego jak Ty. Nigdy nie zdawałbyś sobie sprawy z tego jak bardzo chciałam cię
zatrzymać przy sobie kiedy tyle razy mówiłeś, że musimy przestać się spotykać. Zdałam
sobie wtedy sprawę, że Cię potrzebuję. Jesteś tym najlepszym co mogło mnie
spotkać w życiu, nie żałuję ani jednej spędzonej z Toba chwili. – wytłumaczyłam.
- Martwiłem się o to że nie kochasz mnie tak jak ja Ciebie. Ale nie
żałuję tego tygodnia spędzonego z Tobą. Chciałem być Twoim pierwszym, Julie.
Ale nie zdążyłem.
- Justin, będziesz tym pierwszym i tym ostatnim. Naprawdę. – dławiłam
się już łzami.
- Zmieniłaś mnie, Julie. Nikt wcześniej tego nie zrobił. Zmieniłaś mnie
na lepsze. Chcę żebyś znalazła sobie kogoś kto jest dobry dla Ciebie. Ktoś kto
nie jest taki jak ja. Chcę, żebyś obiecała mi, że kiedy się zestarzejesz,
będziesz miała dzieci, wnuki i prawnuki bo na to zasługujesz. Zasługujesz na
długie i szczęśliwe życie, beze mnie. Nigdy nie byłem dobry dla ciebie, ale
byłem zbyt samolubny żeby to zauważyć. – tłumaczył jęcząc ponownie z bólu. Co
ja bym dała żeby połowa tego bólu spadła na mnie. Moje łzy szalały po moich
policzkach.
- Nie żegnaj się. Rozumiesz Justin! Nie! Nie zostawiaj mnie! - nadal
nie potrafiłam powstrzymać płaczu. Justin wyciągnął swoją rękę do góry i
resztką sił ułożył ją na moim policzku gładząc go. Przyłożyłam swoją dłoń na
jego która spoczywała na mojej twarzy i ścisnęłam ją delikatnie.
- Kocham Cię Julie. Zawsze będę. - wymamrotał kiedy jego oczy zaczęły
opadać.
- Ja Ciebie też, Justin. – bełkotałam. Moje łzy spływały po policzkach
lądując na piersi Justina.
- Proszę. Proszę nie zostawiaj mnie – żebrałam. Justin wziął moją dłoń
przenosząc ją do swoich ust po czym zaczął składać na niej pocałunki.
-Obiecaj mi – powiedział ze słabym głosem.
-Justin...
-Obiecaj – przerwał mi. Patrzyłam na jego twarz z zamazaną wizją z powodu
łez. Widziałam jak jego rysy twarzy co chwilę wykrzywiały się z powodu bólu.
Nie mogłam patrzeć na niego kiedy jest w takim stanie, nie może mnie zostawić.
Nie może. Kocham go. Bardziej niż wszystko inne.
- Obiecuję. – wyszeptałam.
Patrząc w teraźniejszość zorientowałam się co tak naprawdę się dzieje.
Mój chłopak właśnie umiera trzymając w swojej dłoni moją. Nie miał zamiaru być
ze mną już nigdy. Nie będzie już opowiadał mi sprośnych żartów lub śmiać się do
mnie. Nie będzie już uspakajał mnie mówiąc, że wszystko będzie dobrze, nawet
kiedy nie było. Już nigdy się nie zestarzeje. Nie będzie miał dzieci, wnuków
ani nawet prawnuków. Nie zrobi ze mną już nic, nigdy.
Resztkami sił odwrócił się do mnie, z całej siły, którą jeszcze miał,
ścisnął moją rękę.
- Kocham Cię. - wyszeptał. Jego oczy zmuszone były do zamknięcia się a
uścisk poluzował.
Świeży zestaw łez spłynął po moich policzkach i mogłam posmakować
słonej wody w moich ustach. Wielka bryła powietrza stanęła w moim gardle a
wizja się rozmyła.
Oddech Justina zwolnił po czym się zatrzymał. Dotknęłam dłonią jego
serca.
-Ja Ciebie też, Skabie. – odpowiedziałam, ale żałowałam, że tego nie
słyszał. Żałowałam, że powiedziałam to za późno.
Nie ma go... Odszedł... Ale na zawsze pozostanie.
W mojej pamięci.
W moim sercu...
Rozglądnęłam się po raz setny po pomieszczeniu.
Leżące ciała.
Nikogo więcej tam nie było.
Do moich uszu doszedł dźwięk płaczu. Odwróciłam głowę i zauważyłam
Ryana klęczącego przy Chazie.
- Ryan. – zawołałam, a przynajmniej tak mi się wydawało. – On.. On
odszedł. – chłopak popatrzył na mnie, wstał i do mnie podszedł.
Przytulił mnie tak mocno, jak tylko potrafił.
Po chwili odsunęłam się od niego i podeszłam do Harryego. Spojrzałam na
niego.
- O mój Boże. Co ja powiem Rox. – schyliłam się i pocałowałam go w
policzek.
Podeszłam do Zayna i zrobiłam to samo.
Chaz.
Liam.
Niall.
Justin.
Wykończona upadłam i wtuliłam się w tors
Justina, oraz zaczęłam nucić naszą ulubioną piosenkę.
***
No i ostatni rozdział, no i oczywiście epilog. ;)
Jak się podoba?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
